niedziela, 27 września 2015

Najemnik - John Geddes

Podobnie jak "Karbala" Marcina Górki i Piotra Głuchowskiego czy "Misjonarze z Dywanowa" Władysława Zdanowicza, książka ukazuje czasy operacji "Iraqi Freedom"
Tym razem jest to autobiograficzna opowieść  o życiu w Iraku przedstawiciela PMC (private military contractor) czyli mówiąc po ludzku, bez amerykańskich metafor - najemnika.
Jest to szalenie dojrzałe spojrzenie brytyjskiego chorążego, ex-komandosa elitarnego Special Air Service. Faceta, który wie dlaczego i po co pojechał do Iraku.
John Geddes nie jest, mającym na to mniejszy lub większy wpływ, żołnierzem wysłanym do Iraku przez swój Rząd
Autor pokazuje życie zawodowca, wysokiej klasy specjalisty z zakresu sztuki wojennej, któremu specjalna komórka SAS pomaga znaleźć nowy pomysł na siebie po odejściu na wojskową emeryturę. 
W Iraku przez pewien czas pracuje jako "one man commando" zajmując się ochroną ekip filmowych przyjeżdżających do tego kraju.
Podróżuje "autostradą śmierci" z Mutlaa w Kuwejcie do Basry w Iraku.
Oprócz opisu szalenie dynamicznych scen walk, w których sam bierze udział, opowiada o przygodach swoich kolegów po klindze, ale także o zachowaniu sił zbrojnych poszczególnych krajów okupujących Irak.
Po przeczytaniu tej książki zrozumiecie za co Irakijczycy tak bardzo "kochają" Amerykanów.
Jest tam sporo informacji o tym, jak powstawał, a właściwie reaktywował się, system wojsk najemnych.
Podobno pierwsi najemnicy służyli już w armii Aleksandra Macedońskiego.
Mówiąc szczerze książka zainspirowała mnie do pogłębienia swojej wiedzy na ten temat, a w głowie powstaje mi kolejny post na temat współczesnych wojsk najemnych.
Pozycję polecam wszystkim, którzy interesują się światem współczesnym, szczególnie konfliktami na Bliskim Wschodzie.
Gwarantuję, że po przeczytaniu "Najemnika" znajdziecie odpowiedzi na różne pytania, ale też pojawią się nowe.
Przykład ? Kontyngent brytyjski w Iraku w czasach opisywanych przez Geddesa szacowany był na 8500 żołnierzy, wojska PMC liczyły 30000 osób.



niedziela, 6 września 2015

Karbala - Marcin Górka, Piotr Głuchowski

Przed obejrzeniem filmu przeczytałem "Karbalę" autorstwa dwóch dziennikarzy - Marcina Górki i Piotra Głuchowskiego.
Po lekturze książki mam mieszane uczucia.
Sama historia jest fascynująca, ale to, w jaki sposób została opowiedziana nie budzi mojego entuzjazmu.
Rozmawiałem na ten temat  z moim osobistym autorytetem w materii literatury czyli Władkiem Zdanowiczem .
Od Władysława usłyszałem słowa, których brakowało mi do opisania tej książki, otóż "tutaj wyszły wszelkie grzechy dziennikarzy, którzy nie są pisarzami".  
W 100% zgadzam się z Jego opinią.
Jeżeli film, który powstał na podstawie opisanych wydarzeń jest fabularyzowany, to może warto by było to samo zrobić w książce ?
Akcja jest strasznie rwana,  przeskoki pomiędzy poszczególnymi tematami jeszcze większe, niż gdy ja coś opowiadam :-D  Tylko ja nie jestem zawodowcem, a jedynie naturszczykiem,  więc mi wolno :-D 
Uważam jednak, że książka opisuje szalenie ważne wydarzenia.
Są tam zawarte informacje, które rozjaśniają w głowie (przynajmniej mnie) dlaczego na operacji w Iraku zarobiliśmy gówno zamiast geldu i dlaczego tak będzie dalej.
Jak zmieniła się opinia Irakijczyków o Polsce, jak na kłamstwach CIA (wynikających z chciejstwa zaistnienia w historii Georga W. Busha) wpakowaliśmy się w regularną wojnę.
Gdzie i nas, obywateli i żołnierzy, którzy pojechali na "misję stabilizacyjną" okłamywał własny Rząd.
Nie jeden zresztą raz.
Jak "straciliśmy cnotę" państwa nie biorącego udziału po złej stronie w wojnach niesprawiedliwych i wystąpiliśmy jako agresor.
I jak zmieniało się nastawienie społeczeństwa do żołnierzy biorących udział w misji w Iraku - od "bohaterskich  naszych chłopców" do "najemników i morderców"
Bo łatwiej jest kopać facetów, którzy wyjechali na rozkaz niż tych, którzy ich tam wysłali.
Na pierdzielenie, że to byli sami ochotnicy, którzy pojechali się tam majątków dorobić łapią się tylko ci, którzy nie wiedzą jak wyglądało to naprawdę.
Szczególnie, że tylko pierwsza zmiana dała się nabrać na propagandę, iż będą brali udział w "misji stabilizacyjnej" czyli w czymś co miało być podobne do kolejnego wyjazdu w ramach oenzetowskich "Błękitnych  Hełmów" w których bierzemy udział od kilkudziesięciu lat. 
Jak wielu z nich, już po powrocie zapłaciło straszliwą cenę, często życia i zdrowia nie mogąc poradzić sobie z tym co przeżyli i widzieli.
Przeczytać warto - z książki możemy dowiedzieć się dużo o największej polskiej bitwie od czasów II Wojny Światowej, ale sądzę że dużo więcej możemy dowiedzieć się o nas samych jako społeczeństwie.
Szczególnie czytając zapiski hejtu z różnych portali dotyczących misji w Iraku.

źródło

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...