środa, 29 czerwca 2016

Pół wojny Morze Drzazg tom 3 - Joe Abercrombie

Koalicja, z takim trudem utworzona przez OjcaYarviego nie spełniła pokładanych w niej nadziei.
Król Frynn z Throvenlandu nie mogąc doczekać się pomocy sojuszników podjął negocjację z Babką Wexen.
Mimo, że spełnił warunki pokoju i ukorzył się przed Babką i przed Najwyższym Królem został przez nich oszukany i zdradzony.
Wojska pod wodzą wyznawcy Śmierci Yilinga Wspaniałego zdobyły twierdzę Baila i zamieniły ją w popiół.
Jedyną osobą, która ocalała z rodu Baila Budowniczego jest księżniczka Skara.
Jej „książęcy orszak” składa się z wiekowego pirata, dzięki któremu ocalała z rzezi twierdzy - Sinego Jennera, Siostry Owd - uczennicy magister Gorm-gil- Gorma – Matki Scaer oraz  Tarczy czyli „podarowanego” przez Gorm-gil- Gorma zabójcy o imieniu Raith.
Jedną osobą, której lojalności Skara może być pewna jest Siny. Pozostali są dalej w służbie swoich panów i stanowią raczej ich oczy i uszy niż pełnią rolę doradców wspierających wygnaną księżniczkę.
Spory pomiędzy Żelaznym Królem Gettelandu a Gorm-gil- Gormem z Vansterlandu, wzajemna nieufność ich wojowników wywołana stuleciami wojen i nienawiści nie rokuje zwycięskiej batalii z dużo liczniejszymi wojskami Najwyższego Króla.
Czy determinacja Ojca Yarviego, który nie bacząc na koszty chce wypełnić słowa przysięgi pomszczenia ojca i brata wystarczy?
Do jakiego stopnia wierność własnemu słowu powinna mieć wpływ na losy świata?
Czy księżniczka Skara pozostanie tylko „kwiatkiem do kożucha” tej koalicji i czy uda się Jej powrócić do Ojczyzny ?
Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w ostatnim tomie trylogii „Morza Drzazg” :-D

Powiązane recenzje
Pół króla - Joe Abercrombie
Pół świata - Joe Abercrombie



http://platon24.pl/ksiazki/pol-wojny-morze-drzazg-tom-3-98793/
http://platon24.pl

wtorek, 28 czerwca 2016

Gruziński smak - Vaho Babunashvilli, Radek Polak

„Gruziński smak” jest książką unikatową. Niezwykły projekt, którego realizację zawdzięczamy uporowi i determinacji dwójki przyjaciół – cenionego gruzińskiego muzyka Vaho Babunashvilli oraz młodego, utalentowanego polskiego fotografa Radka Polaka zaowocował przepięknie wydaną nakładem wydawnictwa Wielka Litera, pełną ciepła i nostalgii opowieścią o Gruzinach, Gruzji i gruzińskiej kuchni.
Olbrzymi wkład w powstanie tej niespotykanej na polskim rynku publikacji wnieśli też ich przyjaciele i rodzice chrzestni „Gruzińskiego smaku” -  autorka wielu zdjęć Maja Kaszkur, dziennikarka i stylistka Małgorzata Białobrzycka oraz cioteczny brat Vaho – Niko Karcivadze, który choć nie wymieniony z nazwiska na okładce, jest faktycznym współautorem książki.
Niemal  400 stron wypełnionych zdjęciami Radka i Mai,  interesującymi felietonami Vaho i oczywiście przekazywanymi z pokolenia na pokolenie przepisami na tradycyjne gruzińskie potrawy to nie lada gratka dla miłośników tej jednaj z najsmaczniejszych kuchni regionu.
Jednak kuchnia ludów Zakaukazia to nie tylko chinkali i chaczapuri. To także długie godziny spędzone na wspólnym biesiadowaniu pod przewodnictwem tamady. A że bitni i odważni do szaleństwa kaukascy górale nie poddają się łatwo - nawet wpływowi wina i cza-czy (gruzińska wódka) - to kolejnym toastom i opowieściom nie ma końca.
Opatrzony bardzo osobistym słowem wstępnym Marcina Mellera „Gruziński smak” zabiera nas więc w fascynującą, pełną tytułowego smaku podróż po różnych rejonach Gruzji. Tej współczesnej i tej sprzed lat. Odwiedzimy Abchazję i słynącą z doskonałych wód mineralnych Raczę, położoną nad Morzem Czarnym Adżarię i tajemniczą nadmorską Megrelię.
Poznamy receptury swanetyjskich i adżarskich chaczapuri oraz klasycznego szkmeruli Griszy Gagnidze. Nauczymy się przyrządzać cebulę w sosie z orzechów włoskich,  gruzińską sałatkę z pomidorów i ogórków, gebżalię oraz  czichirtmę - najlepszą gruzińską zupę na kaca. Zajrzymy do typowego weselnego menu i spróbujemy przygotować pchali ze szpinaku.
Dowiemy się, jak powstały pierwsze gruzińskie szaszłyki – mcwadi,  jaka jest symbolika czakapuli - jednej z najpopularniejszych gruzińskich potraw,  na czym polega gra w lelo i dlaczego jest podobna do przyrządzanego z warzyw adżabsandali.
W moim odczuciu „Gruziński smak” jest odpowiednikiem tej ostatniej potrawy – ta książka to wspaniała, pełna lokalnego kolorytu porcja historii i kultury Gruzji, doprawiona oryginalnymi przepisami i dużą dawką humoru.
Urzekł mnie fragment poświęconym gruzińskim chlebom i sławetnym chaczapuri. Vaho pisze o nich z tak ogromną dozą miłości, jakby pisał o najbliższej osobie. Doskonale rozumiem jego tęsknotę za smakiem ojczystego chleba, przeżywaliśmy to samo podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej. To czego najbardziej nam brakowało to był właśnie chleb, polski chleb.
Przeczytałam „Gruziński smak” jednym tchem zarywając przy tym noc. Następnego dnia, kiedy na wpółprzytomna przygotowywałam dla nas poranną kawę Paweł zapytał mnie czy było warto siedzieć po nocach z książką.
Tak, było warto !
Vaho i Radku, Maju i Małgosiu, Niko – dziękuję Wam
Za Was !
გაგიმარგოს!

PS.
Poniżej toast, który często wznosił Vano - jeden z naszych gruzińskich kolegów z czasów studenckich
Piję za Twoją trumną zrobioną ze stuletniego dębu.
Dąb ten posadziłem wczoraj.




poniedziałek, 27 czerwca 2016

Ostatni. Historia cichociemnego Aleksandra Tarnawskiego, pseudonim "Upłaz" - Emila Marata i Michała Wójcika

"Ostatni" to trzecia część cyklu „Made in Poland”, opisującego historię II Wojny Światowej z perspektywy jej uczestników – żołnierzy różnych formacji Armii Krajowej.
Bohater tego tomu - Aleksander Tarnawski „Upłaz” jest, podobnie jak pozostali bohaterowie książek duetu Marat-Wójcik, osobą niezwykłą.
Jako "Cichociemny", został zrzucony w okolicach Góry Kalwarii w nocy z 16 na 17 kwietnia 1944 roku. Sam „Upłaz” nieco spuszcza powietrze z balonika „Cichociemnych” traktując tę formację,  jako jednostkę o małym znaczeniu bojowym, a jedynie propagandowym.
Jednak dla nas, żyjących współcześnie mit Cichociemnych jest szalenie ważny.
A efekt, choćby tylko - jak widzi to kpt. Tarnawski - propagandowy, był również niezwykle istotny w czasach II Wojny Światowej
Aleksander Tarnawski  jest ostatnim z żyjących „operatorów” Cichociemnych. Ostatnim z 316, którzy wylądowali w Polsce, bo wyszkolonych przez brytyjską SOE (Special Operations Executive, czyli Kierownictwo Operacji Specjalnych) było  606  z czego do zrzutu zakwalifikowano 579 „specjalsów made in Poland”.
W oparciu o Jego losy Autorzy przekazują mnóstwo cennych informacji o tamtych czasach, widzianych z perspektywy ich uczestnika, często przy tym obalając zakorzenione w naszej świadomości i wzmocnione przez filmy wojenne czy literaturę wyobrażenia.
Na przykład sytuację w okupowanej Warszawie już po zrzucie „Upłaz” opisuje zupełnie inaczej, niż mieliśmy okazję widzieć to m.in. w takich produkcjach jak  "Polskie drogi" czy "Kolumbowie"
Nasz przewodnik po świcie Cichociemnych był czterokrotnie ( w ciągu niecałych trzech tygodni ) odznaczony Krzyżem Walecznych.
Zapytany za co je otrzymał, odpowiada, że…  nie pamięta.
A nie jest to człowiek, którego pamięć została skonsumowana przez jakiegoś Niemca (Alzheimer mu chyba było :-D )
Pan kapitan Tarnawski swój pierwszy skok ze spadochronem oddał w roku 1943.
Ostatni – 7 września 2014 roku w słusznym wieku lat …94.
Dlatego można tę „niepamięć” uznać albo za kokieterię, albo po prostu skromność cechującą prawdziwych bohaterów, od bycia którym oczywiście AleksanderTarnawski się odżegnuje.
Z lektury dowiecie się na przykład, że nie zawsze komunistyczna propaganda kłamała – że faktycznie na Nowogródczyźnie panowały, prawie że formalne, umowy z Niemcami, gdzie w zamian za wzajemne nie deptanie sobie po odciskach jednostki AK mogły się koncentrować na zwalczaniu partyzantki radzieckiej i komunistycznej.
Działo się tak mimo jasnych rozkazów KG AK, bowiem pragmatyka służby wskazywała inne rozwiązania – taktyczny sojusz z Niemcami był postrzegany jako mniejsze zło, niż współpraca z wysłannikami Stalina.
Aleksander Tarnawski do Cichociemnych trafił ze względu na kilka swoich cech, z których część możemy uznać za niespecjalnie wojskowe, a określanie wyższej kadry dowódczej części jednostek lub nawet ludzi z otoczenia Naczelnego Wodza per „tępawi zupacy” pewnie Mu popularności w tych kręgach nie przysparzało.
Żołnierzem był jednak dobrym, bardzo sprawnym fizycznie i nie okazującym lęku, bo jak sam o sobie mówi „ma dystans do każdej sytuacji” :-)
To spowodowało, ze trafił na kurs tej elitarnej formacji.
Co ciekawe, podobnie jak wielu ówczesnych wojowników zarówno operację „Ostra Brama” jak i Powstanie Warszawskie uznaje za pomysły poronione, bo nie mające w tamtej sytuacji politycznej absolutnie żadnych szans powodzenia.
Na koniec dwa cytaty. Jeden, który zafascynował również Autorów tej opowieści, drugi, który mi osobiście przypadł do gustu.
„Autorzy (A) …Zgadza się pan z sentencją wieńczącą monument Cichociemnych: Słodko i pięknie jest umierać za ojczyznę?
Kpt. Tarnawski „Upłaz” (U) - Nie słyszałem gorszej sentencji
A - Przecież to spuścizna romantycznej tradycji. Zapewnieniem, że śmierć za Ojczyznę jest piękna. Polacy karmieni byli przez własne matki już od czasów zaborów.
U - Moja matka, wierząca i patriotyczna, takimi głupotami mnie nie karmiła. To brzmi trochę jak zapewnianie muzułmańskich fundamentalistów, że pięknie jest ginąć za wiarę, bo czeka na ciebie w raju siedemdziesiąt hurys. Moim zdaniem lepiej jest umawiać się z tymi hurysami tu i teraz, na ziemi. Życie jest piękne. Nie śmierć…

I drugi cytat
U- wojskowej satysfakcji w sobie nie zachowałem. Zgasła we mnie całkowicie po powrocie do Warszawy, wtedy, w styczniu 1945
A - Gdy zobaczył pan nogę wystającą ze śniegu?
U- Nigdy tego nie zapomnę. To był symbol wojny, może nawet więcej: symbol Polski o pięciu latach wojny. Nie żadne patriotyczne pieśni, wyprężona Nike z mieczem i wzniosłe obrazy… Ta trupia noga! W zrujnowanym po powstaniu mieście. Zobaczyłem wtedy skutki patriotycznego myślenia na hurrraaa! Coś strasznego. Morze ruin. Zagłada. Od czasu do czasu zabieram głos w rozmowach o sensie powstania. Słucham o uratowanym honorze. O odzyskanej godności…  a ja pamiętam ruiny i tę zamarzniętą nogę w onucach i to jest dla mnie symbol. Powstańcy powinni walczyć w Kampinosie, a nie wśród dzieci i cywilów. Może jestem pacyfistą? Każda akcja powinna być poprzedzona namysłem, jeśli nie jest, to przychodzi masakra. Tego się nie da kontrolować, wpływ na przebieg wypadków jest żaden. Tu strat i zysków nikt nie liczył. W ogóle cała wojna, bez względu na to ,co robiłem, nie przyniosła mi żadnej satysfakcji ani w wymiarze osobistym, ani jakimś innym. Przykro mi, ale tak muszę to wam podsumować..”




Agnieszka Polończyk, wnuczka cichociemnego Bolesława Polończyka ps. „Kryształ” i kpt. Aleksander Tarnawski ps. „Upłaz”, jedyny żyjący cichociemny. Fot. Arch. Agnieszki Polończyk    źródło

piątek, 24 czerwca 2016

Elitarni. Zobacz Navy SEALs w akcji - Marcina Raka i Michała Romanka


Jest to bardziej album fotograficzny niż książka, ale dla miłośników jednej z najlepszych jednostek specjalnych na świecie czyli amerykańskich SEAL-sów stanowi świetne źródło informacji.
Czym jest i jak powstawał „Trident”, jak wyglądają treningi SEAL”s jak brzmi motto, a właściwie bardziej „wyznanie wiary” żołnierzy tej jednostki, jak wygląda sprzęt, którym posługują się „Foki” podczas akcji bojowych.
Dla mnie, jako pasjonata nurkowania, najmocniejszym fragmentem tej pozycji jest następujący cytat, dotyczący szkolenia … z ratownictwa wodnego.
„…Szkolenie związane z pływaniem obejmuje podczas pierwszej fazy naukę ratownictwa wodnego. Doholowanie tonącego w bezpieczne miejsce bywa szczególnie trudne, gdy robi on wszystko, żeby zatopić ratownika: tę sytuację znakomicie symuluje instruktor w mundurze zamierzający uwiesić się całym swoim ciężarem na kursancie…Uczestnicy BUD/S uczą się też oddychania wyłącznie przez usta z wypełnioną wodą maską nurkową na nosie i oczach [to jest jeszcze spoko, ale dalej jest naprawdę ciekawie – wtręt mój :-D]
Inne ważne ćwiczenie to drownproofing czyli podtapianie – ze związanymi stopami i rękami (dłonie związane są za plecami) trzeba przepłynąć 100 metrów, wykonać cykl dwudziestu zanurzeń i wynurzeń, wyłowić leżącą na dnie basenu maskę…Czym ją chwycić ? Oczywiście zębami….”
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to absolutny hardcore, a to tylko próbka tego, co muszą przejść „Foki” aby móc przypiąć „Tridenta" do bluzy mundurowej:-D
Świetne fotki, zacne plenery oraz hektolitry potu i adrenaliny :)



czwartek, 23 czerwca 2016

„Mój sąsiad islamista” - Marek Orzechowski - wydanie drugie

Marek Orzechowski – znany dziennikarz i korespondent telewizyjny postanowił się zmierzyć z tematem bardzo obecnie popularnym czyli „islamizacją” Europy. 
Mieszkając na stałe w Brukseli ma możliwość codziennej obserwacji dzielnicy Molenbeek-Saint-Jean, która uznawana jest za wylęgarnie największych radykałów islamskich na naszym kontynencie. 
Opisuje w jaki sposób rządy Europy Zachodniej przez wyjątkowo źle pojmowaną tolerancję i polityczną poprawność doprowadzają do sytuacji, w której mniejszość religijnych fanatyków próbuje narzucać swoją wizję świata narodom ich goszczącym. 
Ok, ale to wszystko już wiemy i cytowanie Samuela Huntingtona o „zderzeniu cywilizacji” czy szejka Bandara a.- Khaibariego, saudyjskiego duchownego (to ten od stojącej Ziemi, bo jakby się poruszała to by samolot nigdy do Chin nie doleciał) niczego moim skromnym zdanie do dyskusji nie wniesie. 
Mówimy o radykalizacji w meczetach – ale wg francuskich analityków, największymi wylęgarniami fanatyków religijnych są więzienia a nie meczety.
To co ? Pozamykać francuskie więzienia ? Niestety, po lekturze tej książki wychodzi na to, że przywódcy tzw. wolnego świata są klinicznymi idiotami, nie umiejącymi wdrożyć prostych, skutecznych i ogólnie znanych rozwiązań.  Zarówno dziennikarze (oprócz Autora podobne tezy wygłasza Mariusz Max- Kolonko), a także dość liczne grono ludzi z którymi rozmawiałem na ten temat mają dość prostą receptę na obecne bolączki związane z zagrożeniami płynącymi z fanatyzmu religijnego w gruncie rzeczy dość nielicznej grupy ludzi.
Są to działania czasami dość radykalne, wymagające  ustalenia jasnych, przejrzystych reguł postępowania i konsekwencji.
Deportacje, pozbawianie obywatelstwa i wreszcie przyjmowanie do społeczności euroamerykańskiej jedynie osób respektujących nasze wartości.
Nie ma miejsca na radosną działalność pięknoduchów, którzy jak np. Angela Merkel podejmują decyzje mające wpływ na całą Unię Europejską bez negocjacji czy choćby konsultacji z kimkolwiek.
Albo nie tylko pięknoduchów - poglądy Osamy bin Ladena były znane, ale nie powstrzymało to CIA przed szkoleniem Jego ludzi i dostarczaniem im broni oraz technologii wojennej z chęci osiągnięcia „wyższych celów” czyli...  pognębienia wojsk radzieckich w Afganistanie.
Narzekamy, że ISIS korzysta z Internetu i nowoczesnej technologii, jednocześnie utrzymując w pełnej sprawności maszty nadawcze telefonii komórkowej z szerokopasmowym Internetem na okupowanych przez nich terytoriach.
Większość „poprawnych politycznie” niezdrowo się podnieca utopionym kilkulatkiem i odsądza od czci i wiary tych, którzy chcą regulacji w przyjmowaniu imigrantów. A kiedy okazuje się że tatuś chłopczyka był przemytnikiem ludzi zapada niezręczna cisza.
Jak został za to ukarany? Przyznano mu kanadyjskie obywatelstwo. 
Dla fanatycznych islamistów nawet Królestwo Arabii Saudyjskiej jest zbyt zeświecczone i mało religijne. 
Nie ma obszaru, w którym istnieje możliwość negocjacji z osobami, które nie uznają innej wizji świata niż ich własna.
Jednak wkładanie do jednego worka wszystkich wyznawców islamu jest nadużyciem. 
To tak, jakby o polskiej religijności chrześcijańskiej rozmawiać przez pryzmat kazań niecenionego doktora nauk teologicznych (o specjalności teologia historyczna) i doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie historii Piotra Natanka.
Jest to podobny folklor jak wymieniony powyżej Bandar al- Khaibari.
A wszystkim, którzy uważają, że nie ma szans na integrację muzułmanów w krajach europejskich, ale na sensownych warunkach opartych na poszanowaniu tradycji gospodarzy polecam cytat z wypowiedzi Burmistrza Rotterdamu Ahmeda Aboutaleba, sunnity pochodzenia marokańskiego.
To cytat po zamachu w Paryżu na satyryków z „Charlie Hebdo”
"…Może na świecie jest miejsce, gdzie możecie być sobą. Bądźcie ze sobą szczerzy i nie zabijajcie niewinnych dziennikarzy. Po prostu, jeśli się wam tu nie podoba, bo jacyś satyrycy robią gazetę, to po prostu wypierdalajcie…”
Gdyby wczytać się w święte teksty wszystkich trzech bliskowschodnich wielkich religii, to dokładnie wszystkie mają podobne „recepty” na grzeszników: kamieniowanie, a o roli kobiety takie małe cytaciki z Ojców Kościoła :-D
"Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga, to naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie
- Św. Augustyn:
"Kobiety są błędem natury z tym ich nadmiarem wilgoci, temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu, są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny"
-Św. Tomasz z Akwinu

http://platon24.pl/ksiazki/moj-sasiad-islamista-tunis-paryz-bruksela-104655/
http://platon24.pl

 

środa, 22 czerwca 2016

„Adept” - Adam Przechrzta - recenzja

Nowa, absolutnie genialna książka Adama Przechrzty. 
Na początku XX wieku, w Warszawie, ale nie tylko w niej, bo i w pozostałych stolicach Imperium Rosyjskiego pojawiają się enklawy, w których obowiązują inne prawa fizyki. Stanowią one raj dla magów i alchemików. 
Oczywiście, jeżeli przeżyją spotkanie ze stworami z innego wymiaru, co proste nie jest :-) 
Wymaga wielkiej odwagi, pomysłowości oraz…srebra, ponieważ tylko ostrza pokryte tym metalem, lub srebrne kule są w stanie przemówić do rozsądku lokalnej faunie. 
W tym uniwersum srebro jest dwukrotnie droższe od platyny, dlatego, że rozrost enklaw są w stanie zatrzymać tylko wykonane z tego kruszcu kraty. 
Naszym przewodnikiem po tym świecie jest licencjonowany alchemik, syn powstańca z 1863 roku Olaf Arnoldowicz Rudnicki oraz poznany w enklawie „porucznik żandarmerii” który okazuje się w rzeczywistości pułkownikiem elitarnego pułku gwardii Jego Imperatorskiej Mości Cara Wszechrusi grafem Aleksandrem Samarinem. 
Do naszej zacnej kompanii dołącza tajemnicza Anastazja, która nie jest do końca człowiekiem z naszego wymiaru. 
Olaf Arnoldowicz zostaje uwikłany, wbrew swojej woli, w wielką politykę imperialną i zamiast zjednać sobie przyjaciół (uratował życie bojowców PPS –Nowi Sztyletnicy od pewnej śmierci na szafocie a także podjął się leczenia syna Jego Wysokości Cara i odnosi na tym polu sukcesy) zyskuje tylko coraz to nowych przeciwników, którzy to za wszelką cenę chcą się pozbyć poczciwego aptekarza i alchemika w jednym. 
Kto i dlaczego wypuszcza „pseudopotwory” ze strefy, kim są tajemniczy Potępieni, czy magowie doprowadzą do przejścia potęg z innego wymiaru do naszego – dowiecie się z lektury tej pasjonującej powieści. 
Nie tylko świetnie skonstruowana intryga, ale i walory poznawcze tej książki są warte zauważenia. 
Autor, wykładowca akademicki, doktor nauk humanistycznych, pasjonat wiedzy o służbach specjalnych, znawca okinawskiego karate oraz sztuki walki nożem wprowadza do swoich książek sporą dawkę rzetelnej wiedzy historycznej. 
Przykład? A ilu z Was wie, kim był Jan Gottlieb Bloch lub czym była tajna żandarmeria Komitetu Centralnego Narodowego (KCN) zwana sztyletnikami?  

Dlatego warto czytać wszystkie książki Adama Przechrzty, ze szczególnym uwzględnieniem.... przypisów :-D

http://platon24.pl/ksiazki/adept-102846/

http://platon24.pl


sobota, 18 czerwca 2016

„Beduinki na Instagramie” - Aleksandra Chrobak

Zjednoczone Emiraty Arabskie – dla bardzo wielu osób (przynajmniej w Polsce) kraj często, gęsto mylony z…  Arabią Saudyjską, bo całkiem pokaźna ilość naszych rodaków przenosi stolicę Saudów z Rijadu do Dubaju :-D
Ogólna wiedza na temat tego kraju Zatoki Perskiej ogranicza się do nazw dwóch emiratów czyli właśnie osławionego Dubaju oraz Abu Zabi, Burdż Chalifa czyli najwyższej konstrukcji lądowej świata (póki co :-D, bo Saudyjczycy nie śpią i budują Jeddah Tower), hotelu – żagla czyli Burdż Al- Arab oraz ogromnej ilości najdroższych samochodów świata.
Autorka przybliża nam Emiraty jako kraj ludzi, a nie tylko budowli, ekskluzywnych sklepów, czy budzących podziw i zazdrość pojazdów.
Opisuje historię powstania Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz życiorys Ojca – Założyciela Emiratów wielkiego wizjonera oraz znakomitego władcy szejka Zajeda ibn Sultana an- Nahjana, bez którego Emiratów, takich jakie znamy po prostu by nie było.
Pani Aleksandra, pracując w ZEA miała dostęp oraz możliwość obserwacji Emiratczyków, a dzięki biegłej znajomości arabskiego także  nawiązania bezpośrednich relacji z pokoleniem, dla którego angielski nie jest językiem obowiązkowym.
To, że jest młodą, atrakcyjną Europejką, jest jednocześnie błogosławieństwem, jak i przekleństwem w zmaskulinizowanym świecie arabskim.
Jak się okazuje, pewne zachowania, sposoby nawiązywania znajomości są jakby to określić – ogólnozatokowe :-)
Współczesne technologie, młodość vs. tradycja, konserwatyzm religijny i prawo szariatu.
Jak radzą sobie z ograniczeniami wynikającymi z rygorystycznych zasad islamu młodzi Emiratczycy, czy faktycznie przestrzegają surowych reguł narzuconych przez religię?
O tym dowiecie się z tej książki.
Są dwie kwestie, w których nie zgadzam się z Autorką.
Po pierwsze – za „czarną owcę” krajów GCC Ola uznaje (podobnie jak Jej znajomi Emiratczycy) Saudyjczyków.
Że Saudyjczycy to konserwa, dzicy Beduini, nie potrafiący się zachować w cywilizowanych Emiratach, bo szaleją po drogach, piją gorzałę w ilościach powalających słonie oraz są aroganccy w stosunku do kobiet. Jest to element pewnego patriotyzmu lokalnego, a największy kraj GCC, faktycznie rygorystycznie przestrzegający prawa szariatu jest najwygodniejszym przykładem, żeby pokazać, że.... my [Emirati] to kultura i cywilizacja Zachodu a Oni [Saudi] to barbarzyńcy i religijni fanatycy.
Ja też nie jestem wolny od lokalnego patriotyzmu, tylko nie emirackiego, a właśnie saudyjskiego i nie zgadzam się z taką oceną Saudyjczyków.
Oczywiście, że jeżdżą jakby to w dalszym ciągu były wielbłądy, a nie kilkuset konne samochody, młodzi piją alkohol, kiedy są za granicą.  Owszem, są tam również fanatycy religijni.
Jednak zwykli Saudyjczycy, których spotykałem są w porównaniu z Emiratczykami bardziej….. dojrzali.
W Saudi nie ma możliwości zapewnienia każdemu obywatelowi takiego socjalu, jak w ZEA – Saudyjczyków jest za dużo i nawet taka ilość pieniędzy, jaką dysponuje dynastia Saudów nie wystarczyłaby na zapewnienie podobnego standardu życia – jest to po prostu fizycznie niemożliwe.
Władcy saudyjscy – szczególnie nieodżałowany Król Abdullach inwestował w edukację, zbudował i rozbudował około 30 uniwersytetów. Rozpoczął realną aktywizację zawodową Saudyjczyków i….. Saudyjek.
Wiem, że każda liszka swój ogonek chwali, dlatego staję w obronie Saudyjczyków, co jest dość normalne w środowisku expatów :-D
Każdy z nas będzie bronił „swoich” niezależnie czy mieszka lub w ZEA, Katarze czy Omanie :-)
Oczywiście, znamy wady  krajów nas goszczących, niektóre sytuacje doprowadzają nas do furii, ale i tak uważamy, że „u nas” jest najlepiej.
Po drugie – za błąd uważam powielanie schematu popularnego wśród expatów, że „skończy się ropa, skończą się Emiraty”.
Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Dużo trudniej będzie Saudyjczykom, ze względu na populację niż Emiratczykom.
Uważam, że stwierdzenie „skończy się moda na wakacje w Dubaju, skończą się Emiraty” jest bliższa prawdy, ale i to nie oddaje całej złożoności problemu.
Jest kilka znakomicie funkcjonujących firm emirackich, które od posiadania bądź nie posiadania ropy, nie są uzależnione. Może trochę od jej ceny, ale to jak wszyscy :-D
Mówię o Etihad Airways, Emirates Airline czy portach lotniczych w Dubaju czy Abu Zabi.
Powiecie, że to tylko dwie firmy i dwa lotniska. OK, jest jednak jedno „ale” – zyskowność tych przedsięwzięć. Będąc w Omanie usłyszałem w radio, że lotnisko w Dubaju podniosło opłaty lotniskowe o 10 dirhamów. Umówmy się, że podwyżka ceny biletu o równowartość mniej więcej 10 PLN jest przy ogólnej cenie biletów praktycznie niezauważalna. Natomiast przychód dla portu lotniczego w Dubaju jest szacowany na poziomie …2 -2,5 mld.$ rocznie.
I żadna z tych firm nie jest w pierwszej 50 największych firm w ZEA.

Podaję za arabicae.com
„…Ranking 50 największych firm w Zjednoczonych Emiratach Arabskich pod względem wartości giełdowej. Kapitalizacja czołowej firmy rankingu - Etisalat z branży telekomunikacyjnej - to ponad 20 miliardów dolarów. Dla porównania, najdroższa polska firma - bank PKO BP - jest warta 13 miliardów dolarów…”







piątek, 17 czerwca 2016

Romans z gotowaniem. Potrawy, w których się zakochasz! - Patrycja Chmiel - recenzja

Od niedawna dostępna na rynku książka Patrycji Chmiel "Romans z gotowaniem. Potrawy, w których się zakochasz!" - przypomniała mi początki mojej, dość trudnej, miłości do gotowania.
Mój "romans" zaczął się raptem 3 lata temu i była to miłość wymuszona, wynikająca z sytuacji zawodowej w jakiej się znaleźliśmy  :)
A jednak przetrwała i z każdym dniem pogłębia się coraz bardziej, pomimo wielu przeciwieństw losu w postaci utrudnionego dostępu do ulubionych polskich przypraw czy produktów.
Każdego dnia uczę się czegoś nowego, każdego dnia odkrywam nowe, intrygujące smaki i każdego dnia.... kocham gotowanie coraz bardziej.
Aby jednak ta miłość przetrwała potrzebuję inspiracji i nowych pomysłów. I właśnie dlatego tak lubię książki kucharskie i poradniki kulinarne, zwłaszcza te wydane przez blogerów z którymi w każdej chwili mogę nawiązać kontakt.
Zazwyczaj nie traktuję przepisów kulinarnych, jako wykładni, której powinnam trzymać się od pierwszego do ostatniego słowa. Stanowią dla mnie jedynie wskazówkę, w jakim kierunku powinnam podążać. Jednak w przypadku "Romansu z gotowaniem" było inaczej. Przygotowaliśmy dotychczas raptem kilka potraw, ale....  nie wprowadzając znaczących modyfikacji. Wszystkie urzekły nas swą prostotą i rewelacyjnym smakiem począwszy od kotlecików rybnych (przepis wkrótce), przez tosty z chałki (klik po przepis) na  pierogach z soczewicą kończąc.
A do przetestowania pozostało nam jeszcze wiele innych autorskich receptur Patrycji zgrupowanych w sześciu rozdziałach:
- śniadania
- obiady
- kolacje
- sałatki
- desery
- napoje
Niemal wszystkie przepisy są adresowane do osób, które nie dysponują nadmiarem wolnego czasu, a jednocześnie chciałyby odżywiać się zdrowo i nie spędzać przy tym całego dnia w kuchni lub na poszukiwaniu nietypowych, trudno dostępnych składników i przypraw.
Książka Patrycji to doskonały przykład, jak z ogólnie dostępnych produktów wyczarować coś innego, coś co uwiedzie nas smakiem i na stałe zagości na naszym stole.
"Romans z gotowaniem"to zarazem perfekcyjne połączenie kuchni tradycyjnej, tej która pamiętamy z dzieciństwa i lat młodości z najnowszymi trendami sztuki kulinarnej, godnymi szefów renomowanych restauracji.
A wszystko to okraszone przepięknymi, naturalnymi fotografiami i  dobrane w myśl zasady, że gotowanie powinno być łatwe i przyjemne dla każdego - od kulinarnego debiutanta do mistrza kuchni.

http://platon24.pl/ksiazki/romans-z-gotowaniem-101624/

http://platon24.pl

czwartek, 16 czerwca 2016

Okrążyć słońce - Paula McLain

Afryka początku XX wieku jest krainą przepiękną, cudowną i pełną szans na przygodę i pokaźne zyski.
Ojciec naszej bohaterki Beryl – Charles Clutterbuck podejmuje ryzykowną decyzję.
Zamienia spokojną egzystencję brytyjskiego drobnego posiadacza ziemskiego na życie pioniera w Protektoracie Afryki Wschodniej, obecnie szerzej znanym jako Kenia.
Życie osadnika nie jest łatwe, matka Beryl poddaje się po zaledwie dwóch latach i podejmuje decyzję o powrocie do Anglii.
Ojciec samodzielnie próbuje wychowywać córkę, jednak po jakimś czasie w ich życiu pojawia się „guwernantka” i jak to zwykle w takich historiach bywa po jakimś czasie przestaje być tylko guwernantką.
Nakłoniony przez przyjaciół i swoją nową partnerkę Charles wysyła córkę do szkoły.
Ta jednak zrobi wszystko, żeby wrócić na farmę i zająć się swoją życiową pasją, odziedziczoną zresztą po ojcu czyli hodowlą i tresurą koni.
Susza i konsekwencje I Wojny Światowej zmuszają Charlesa do porzucenia farmy, przeniesienia się do Kapsztadu i podjęcia pracy w charakterze tresera koni.
Beryl nie chce wyjeżdżać i wychodzi za mąż za sąsiada, sprawiającego wrażenie miłego i porządnego człowieka.
A jak wiecie nie zawsze dobre pierwsze wrażenie jest prawdziwe i Pani Purves (bo tak obecnie nazywa się nasza bohaterka) podejmuje decyzję o odejściu męża, jednak nie posiada praktycznie żadnego własnego majątku.
Postanawia więc pójść w ślady ojca i zostać trenerem koni.
Dostaje pracę u przyjaciela swego ojca. Dzięki uporowi i zdecydowaniu zostaje pierwszą kobietą – trenerem nie tylko w Kenii, ale i całym Imperium Brytyjskim.
Brzmi jak na razie mdło i nudnie? To pozory, ponieważ dalsze losy Beryl obfitują w romanse, nieślubną ciążę, przygodę z lataniem i niesamowite sukcesy na tym polu.
Mało ? To dodam, że historia jest autentyczna i Beryl nie jest wytworem wyobraźni Autorki tylko postacią z krwi i kości.
Pozycja to jest porównywana do „Pożegnania z Afryką” – nie czytałem, to nie wiem :-D
Jeżeli jednak ktoś z Was lubi prozę Wilbura Smitha (którego uwielbiam) nie będzie rozczarowany – może mniej tutaj scen batalistycznych czy realistycznych opisów polowań,  jednak "Okrążyć słońce" doskonale wprowadza w klimat kolonii brytyjskich w Afryce.
Książka jest świetnie napisana, polskie tłumaczenie rewelacyjne.
Mimo, że jest to powieść o feministce, to Beryl mocno odbiega od wizerunku obecnych „wojujących feministek”, często skrzywdzonych przez rodzicieli męskimi imionami w wersji żeńskiej.  Obecne "wojowniczki o równe prawa kobiet" obowiązkowo muszą być jakimiś „-lożkami”, ubierającymi się w wory pokutne i często (moim skromnym zdaniem) epatują mocno nienachalną urodą.
Beryl Markham - kobieta, która jako pierwsza samotnie wykonała lot nad Atlantykiem jest ich dokładnym przeciwieństwem :-D

Zdjęcia Beryl Markham udostępniła agencja fotograficzna East News sp. z o.o.









środa, 15 czerwca 2016

Złe wieści. Ostatni niezależni dziennikarze w Rwandzie - Anjan Sundaram

O wydarzeniach, które miały miejsce w Rwandzie w 1994 roku słyszał każdy.
Masakra ludności Tutsi, dokonana przez ludzi z plemienia Hutu – mord na skalę przemysłową mimo, że podstawowym narzędziem zbrodni nie był napalm, bomby kasetowe czy zmasowany ostrzał moździerzowy, lecz poczciwe narzędzie rolnicze, niezbędne w każdym afrykańskim gospodarstwie czyli maczeta. Trwała zaledwie 100 dni – kosztowała życie ok. 800. 000 ludzi.
Taki wizerunek Ruandy utrwalił jeszcze znakomity film „Hotel Ruanda” w reżyserii Terry”ego George”a.
Później o Rwandzie zrobiło się ciszej, a prezydentem został Paul Kagame, uznawany za bohatera i nadzieję na lepsze jutro tego kraju.
Sukcesy gospodarcze, poprawa standardu życia – to wizytówka obecnych władz Rwandy.
Paul Kagame jest pupilkiem USA, Unii Europejskiej i kolejnym „krzewicielem demokracji w Afryce” jakich już Zachód kilku wykreował.
Należeli doń np. Mobutu Sese Seko, a przez jakiś czas nawet Robert Mugabe (posiadający honorowy tytuł szlachecki nadany przez Jej Wysokość Królową Anglii) oraz inne wybitne osobistości Czarnego Lądu, którym w jakimś momencie kariery było po drodze z ich zachodnimi partnerami.
Z resztą poprzednik prezydenta Kagame – prezydent Juvenal Habyarimana był bliskim sojusznikiem i przyjacielem Francji.
Tylko, że w demokracji rwandyjskiej dzieją się dziwne rzeczy. Na przykład zadawanie niewygodnych pytań dotyczących reform czy wolności słowa albo uczciwości wyborów kończy się dla osób je zadających mało demokratycznie.
Część z nich pod presją wywoływaną przez służby bezpieczeństwa - milknie, udają się na emigrację lub milkną z bardziej prozaicznego powodu – trupy nie mówią.
Jeszcze inni wolą zostać „Wybrańcami” – sowicie opłacanymi piewcami geniuszu Jego Ekscelencji Prezydenta. Na konferencjach prasowych zadają pytania w stylu „Wasza Ekscelencjo, dlaczego tak wiele krajów interesuje się naszymi drogami, szpitalami i programami walki z biedą ? Czy to dlatego, że nasz kraj tak szybko się rozwija po zbrodni ludobójstwa?
Autor - Anjan Sundaram - jest dziennikarzem prowadzącym kursy doskonalące dla swoich kolegów po fachu, którzy jeszcze nie należą do żadnej z powyższych grup, ale bliżej im do dwóch pierwszych, niż do "Wybrańców".
Pisze o życiu dziennikarzy ze swojego kursu, o ich przeżyciach, rozterkach i wyborach.
Niestety, optymizmu z Jego książki płynie mało, ale wiedzy o tym jednym z najgęściej zaludnionych krajów afrykańskich, kolejnej „wspaniałej afrykańskiej demokracji pod wodzą wybitnego demokraty” może dostarczyć uważnemu czytelnikowi sporo.



wtorek, 14 czerwca 2016

Żar. Oddech Afryki - Dariusz Rosiak

Dla miłośników Afryki pozycja bardzo cenna i godna uwagi.
Zbiór trzynastu reportaży z 13 różnych krajów afrykańskich perfekcyjnie obrazuje złożoność i niejednolitość Czarnego Lądu.
Podróż, którą oferuje nam Autor, poprzez Senegal, byłą Rodezję Południową pod rządami Roberta Mugabe, Mali, Ghanę, Etiopię, Rwandę, Demokratyczną Republikę Konga, Ugandę, Angolę, Kenię, Południowy Sudan, Tanzanię i Republikę Południowej Afryki daje możliwość porównania czym różnią się między sobą kraje afrykańskie.
Rozmowy, które przeprowadza Dariusz Rosiak z przedstawicielami lokalnych władz, katolickimi misjonarzami oraz ze zwykłymi mieszkańcami mogą wywrócić do góry nogami nasz pogląd na wiele aspektów.
Bo czy dla zamożnego człowieka Zachodu może być zrozumiałe, że pomoc humanitarna w znakomitej większości przypadków jest bardziej szkodliwa niż pomocna ?
Że ułatwia utrzymanie się u sterów władzy krwawych dyktatorów i że większość pieniędzy płynących od darczyńców z USA czy Europy trafia na szwajcarskie konta „demokratycznie wybranych prezydentów”, ich popleczników czy członków rodzin?
Że zamiana paternalizmu kolonizatorów na paternalizm ludzi dobrej woli wykorzystują (ku wzajemnemu zadowoleniu, żeby nie było) Chińczycy, którzy nikogo nie chcą moralizować – chcą się bogacić, dając jednak coś w zamian jak np. infrastruktura czy fabryki?
Dowiecie się również, dlaczego pupile Zachodu stają się krwawymi zbirami, a byli „komuniści" cennymi partnerami i wzorami „demokratów budujących prawdziwie społecznie sprawiedliwe państwa” .
Oczywiście, pewnych stereotypów uniknąć się nie da, gdyż mają się świetnie w świecie realnym, jednak warto spróbować dojść do samodzielnych wniosków, dlaczego tak jest.
Co ważniejsze- część wyedukowanych Afrykanów, nie zważając na chorobę intelektualną rodem z USA czyli poprawność polityczną jest w stanie określić, co z trudnej sytuacji krajów afrykańskich można podciągnąć pod konsekwencję kolonializmu, a co jest wynikiem specyficznej mentalności ludów Afryki.
Wielu "poprawnych politycznie" we wszystkich złych rzeczach dziejących się w Afryce widzi zły wpływ białego człowieka, dyskretnie zapominając, że kolonializm w Afryce skończył się jakieś…  60 lat temu.
I część krajów afrykańskich jakoś sobie radzi – lepiej, gorzej, ale zgodnie ze swoimi priorytetami.
Dlatego polecam tę książkę wszystkim – od miłośników działalności Boba Geldofa, poprzez ludzi uważających Afrykanów za istoty, którymi biały musi się opiekować i przewodzić korzystając z rad rodem z Kiplinga. Jedni i drudzy znajdą tu argumenty „za” ale jest szansa, że pochylą się nad argumentami „przeciw” wyznawanym przez siebie teoriom.
Sądzę, że taki właśnie Autor miał zamiar i odrobina refleksji - bardziej nad sobą,  niż nad Afryką byłaby dla Dariusza Rosiaka wielką za nagrodą za trud włożony w napisanie „Żaru”


niedziela, 12 czerwca 2016

Kaukaz Niech świat rozbrzmiewa naszą chwałą - Oliver Bullough

‪‪Gruzja‬, ‪Rosja‬, ‪Kaukaz‬, ‪Osetia Południowa‬, ‪Abchazja‬, ‪Gori‬‬ - o kaukaskich ludach, narodach czy plemionach napisano już wiele.
Z reguły „daniem głównym" są Czeczeni i ma to oczywisty związek z dwiema krwawymi wojnami oraz zrównaniem Groznego z ziemią.
Jednak nie Czeczeni byli pierwszymi i jedynymi, których zmiótł walec historii w postaciach sławnych rosyjskich generałów – Aleksandra Suworowa i Aleksieja Jermołowa.
Drogę na Kaukaz otworzył pierwszy z nich – Suworow, wybitny generał carskiej armii, wielki i śmiały wojownik w Polsce raczej szczerzej znany jak kat warszawskiej Pragi. Jego imię nosi ustanowione dekretem Prezydium Rady Najwyższej Związku Radzieckiego z 29 lipca 1942 odznaczenie  "za wybitne zasługi w dziedzinie organizacji i kierowania operacjami wojskowymi, a także za sukcesy na polu walki", nadawane również obecnie żołnierzom Federacji Rosyjskiej.
Suworow dokonał eksterminacji potomków Czyngis-Chana, twórców Złotej Ordy – Nogajów.
Wytępienie Nogajów otworzyło drogę na Kaukaz, który z kolei miał być bramą do podboju Indii.
W bitwie, a właściwie masakrze, nad rzeką Jeja praktycznie eksterminował Nogajów.
Skuteczność tej operacji jest do tego stopnia porażająca, że Nogajowie praktycznie zniknęli z pamięci świata.
Dalej miało być podobnie, ale ludy Kaukazu okazały się trudniejszym przeciwnikiem – sprzyjało im (a i sprzyja do tej pory) położenie.
Góry nie są ulubionym miejscem walk wojsk regularnych, a bitni i odważni do szaleństwa kaukascy górale nie poddają się łatwo. Generalnie – wcale się nie poddają.
Nawet akcja  wypędzenia krewkich górali przeprowadzana przez Najwybitniejszego Przywódcę Ludzkości, Orędownika Pokoju generalissimusa Józefa Wassiorionowicza Stalina nie przyniosły spodziewanego efektu.
W swej książce Oliver Bullough opisuje historię Czerkiesów, Czeczenów, górskich Turków, Karaczajów, Bałkarów czy Dagestańczyków .
W arcyciekawy sposób przedstawia ich historię, a także współczesność.
Spotyka się z ludźmi zamieszkujących nie tylko Kaukaz, ale i ich diaspory od Izraela, przez Jordanię po Turcję.
Stara się przedstawiać kulturę, dążenia i marzenia zwyczajnych a czasami i całkiem niezwyczajnych) rozmówców.
Ukazuje świat do którego dostęp jest mocno utrudniony przez bariery geopolityczne, dociera do ludzi, do których zwykły śmiertelnik maiłby problem dotrzeć.
Dodatkowym atrybutem tej książki jest wykorzystanie archiwaliów brytyjskich i przedstawienie wydarzeń związanych z tym obszarem oczyma Brytyjczyków.
Pozycja ze wszech miar godna polecenia nie tylko dla miłośników Kaukazu, ale również dla tych, którzy lubią poznać punkt widzenia innych na sprawy na których temat opinię mają już dawno wyrobioną :-)
Wielką zaletą Autora jest również to, że nie uznaje, jak większość „brytofonów” że angielski jest jedynym językiem komunikacji na świecie i biegle włada językiem rosyjskim, co w mich oczach mocno uwiarygadnia opisywane przez Niego historie. 

http://platon24.pl/ksiazki/kaukaz-niech-swiat-rozbrzmiewa-nasza-chwala-71678/
http://platon24.pl/ksiazki/kaukaz-niech-swiat-rozbrzmiewa-nasza-chwala-71678/
http://platon24.pl

piątek, 10 czerwca 2016

Zdrowa woda - Sonia Lucano

Woda to tylko…. woda.
Niby nic nadzwyczajnego – prosty związek chemiczny - tlenek wodoru – H2O
Ale zdrowa woda - pełna minerałów  i witamin - to już zupełnie co innego. Oczyści organizm z toksyn, pomoże zrzucić nadprogramowe kilogramy, poprawi nasze samopoczucie - a wszystko to bez zbędnych konserwantów i chemicznych dodatków.
A że, za oknami coraz cieplej i termometry oscylują w okolicach 30 stopni Celsjusza, to warto pamiętać o regularnym uzupełnianiu niedoborów wody w organizmie. 
Dla tych, którzy nie lubią smaku "czystej" wody rozwiązaniem będą wody smakowe.
I to właśnie o nich jest książka "Zdrowa woda" autorstwa Soni Lucano. Mimo, że nie jest to pozycja typu "cegła" pod której ciężarem nasze półki będą się uginać, to jednak warto ją mieć w swojej podręcznej biblioteczce. 
Publikacja zawiera 30 inspirujących przepisów na pyszne i zdrowe napoje na bazie wody oraz owoców, warzyw, ziół i przypraw. Każdy z nich został wzbogacony przepięknym, smakowitym zdjęciem i uzupełniony o informacje dotyczące czasu wykonania i wielkości porcji.
Aby przygotować domowe wody smakowe w nie będą Wam potrzebne super drogie wyciskarki czy miksery. Wystarczy.... zwykły słoik,  nóż do pokrojenia owoców lub warzyw i woda - gazowana, mineralna lub ta z kranu.
Smak takich domowych napojów jest o niebo lepszy, niż dosładzanych wód smakowych, które znajdziecie na sklepowych półkach, a ich dodatkowym atutem jest to, że nie zawierają... kalorii.
W książce znajdziecie receptury na orzeźwiające wody witaminizowane z truskawkami, ananasem czy rabarbarem, ale też na detoksykujące wody z ogórkiem, burakiem czerwonym, selerem i wiele innych przepisów czyli.... dla każdego coś smacznego i zdrowego :)
A poniżej nasza pierwsza woda witaminizowana wg przepisu z książki "Zdrowa woda"
Przepis znajdziecie tutaj







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...