10/31/2016 09:35:00 AM

Wielcy polscy podróżnicy, którzy odkrywali świat - Maria Pilich, Przemysław Pilich

Wielcy polscy podróżnicy, którzy odkrywali świat -  Maria Pilich, Przemysław Pilich
Do tego, że Brytyjczycy czy Amerykanie lub Francuzi mają świetny marketing oraz doskonale potrafią promować wybitne postacie ze swej historii nikogo chyba przekonywać nie muszę.
W Polsce, z niewiadomych przyczyn, do tej pory mało kto zajmował się osiągnięciami naszych rodaków.
Od niedawna ten trend ulega zmianie i mamy wreszcie możliwość dowiedzieć czegoś, z czego jako Polacy możemy być dumni.
Chyba w żadnym innym kraju tak dobrze nie sprawdza się powiedzenie „nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”.
Ludzie, którzy zdobyli uznanie szeroko w świecie, których nazwiskami nazywane są prestiżowe fundacje, we własnej Ojczyźnie czekają dopiero na - nomen omen....  odkrycie i uznanie wybitnych zasług.
Po wcześniejszych publikacjach o wybitnych Polakach, nakładem Wydawnictwa „Muza” ukazała się niedawno książka o polskich podróżnikach i odkrywcach.
Może nie istnieje w potocznym języku polskim odpowiednik „Doctor Livingstone, I presume?” (Doktor Livingstone, jak mniemam?) dotyczące takich postaci jak Stefan Szolc - Rogoziński, który też badał Afrykę i zwany jest „odkrywcą Kamerunu” (gdzie z okazji 200 rocznicy Wiktorii Wiedeńskiej lokalni wodzowie, podczas uroczystej parady wykrzykiwali hasła „Wiwat król Sobieski” i „Wiwat Polonia) bądź Ignacy Domeyko czy Paweł Edmund Strzelecki, ale może to wynikać z faktu, że....  nikt ich nie musiał ratować z opresji.
To pierwsza od zamierzchłych czasów mojej młodości książka, w której w sposób rzetelny i syntetyczny przedstawione zostały postacie znanych polskich odkrywców i podróżników.
Jedyną pozycją wcześniejszą, z jakiej młodzież (obecnie już mocno posiwiała lub wyłysiała) mogła czerpać tego typu informacje były książki..… Alfreda Szklarskiego o wyprawach Tomka Wilmowskiego.
Dlatego warto zapoznać się z bardzo interesującymi biogramami 33 polskich badaczy i bohaterów narodowych od Australii, Chile, Brazylii, poprzez Madagaskar aż po Syberię.
Nie ma kontynentu, na którym nie stanąłby polski podróżnik i nie było misji, której by się nie podjął.
Od posłańca papieża do Wielkiego Chana, „króla” Madagaskaru, po emira Wacława Seweryna Rzewuskiego (znanego też jako Emir Tadż al-Fahr lub Emir Abd al-Niszan), którego wspomnienia są obiektem wielkiego pożądania..…  obecnych władców Arabii Saudyjskiej. Arabia Saudyjska zwróciła się do Polski z prośbą o udostępnienie znajdującego się w zasobach Biblioteki Narodowej w Warszawie manuskryptu „Sur les chevaux orientaux et provenants des races orientales
Odznaczali się wszyscy jeszcze jedną istotną cechą – byli przyjaźnie nastawieni do tubylczych mieszańców i wszędzie zyskiwali sobie ich wdzięczność oraz pamięć, która do tej pory przez mądry polski MSZ mógłby być przyczynkiem do nawiązywania bardzo bliskich stosunków choćby z państwami takimi jak np. Chile, gdzie nazwisko „Domeyko” noszą do tej pory kluby sportowe, zespoły pieśni i tańca, a także… lotnisko.
Jednak posiadanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które potrafiłoby korzystać z takich atutów jeszcze, póki co się mam nie zdarzyło, a na obecny MSZ jakoś specjalnie nie liczę, gdyż ma zupełnie inne priorytety.

Powiązane recenzje:
Wielcy zapomniani. Polacy, którzy zmienili świat (tom 1) - Marek Borucki
Wielcy zapomniani. Polacy, którzy zmienili świat (tom 2)  - Marek Borucki
Polki, które  zadziwiły świat - Joanna Puchalska - recenzja wkrótce


Tytuł: Wielcy polscy podróżnicy, którzy odkrywali świat
Autor: Maria Pilich, Przemysław Pilich
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: wrzesień 2016
Liczba stron: 448

10/30/2016 10:38:00 AM

Wikingowie. Najeźdźcy z Północy - Radosław Lewandowski

Wikingowie. Najeźdźcy z Północy - Radosław Lewandowski
Autor ewidentnie wziął sobie do serca uwagi czytelników i po pierwsze – napisał kolejny tom, a po drugie – opisuje w nim przygody tylko jednego bohatera, w jednej lokalizacji geograficznej :-D
Oddi, syn Asgota z Czerwoną Tarczą (no może nie do końca biologiczny syn, bo jak wiemy z tomu pierwszego prawdziwym ojcem jest Vingor), który razem z niedobitkami buntowników uciekł przed zemstą truhtina wszystkich Szwedów Eryka Zwycięskiego na ziemie znane jako Winlandia Dobra znowu wpada w tarapaty.
Okazało się bowiem, że Bjarni Harjolfsson, który wskazał drogę ludziom Asgota do nowego lądu przekazał te same informacje Erykowi.
A buntu wielki jarl wybaczyć ani nie może, ani nie chce. Pałając rządzą odwetu wysyła w pościg swoich najlepszych ludzi pod wodzą jarla Jökula Szarego.
Pościgowi udaje się odnaleźć zbiegów, jednak Oddi, jako dość nietypowy Wiking, nie chce zbyt młodo trafić do Walhalli i po prostu ucieka przed pewnym zgonem, z dużym prawdopodobieństwem poprzedzonym wymyślnymi torturami.
Samotnie podąża w głąb lądu nie wiedząc kogo może tam spotkać.
Podczas ucieczki natyka się na grupę wojowników Mikmaków, którzy zamordowali wojownika Beothuków i właśnie gwałcą Shaa-naan, ukochaną córkę wodza Kamiennego Ostrza.
W takiej sytuacji, kiedy szansa na zwycięstwo, choćby i iluzoryczna istnieje, Oddi staje do walki. Udaje mu się pokonać 5 Mikmaków, ocalić życie Shaa-naan (cnoty ocalić już niestety nie zdążył) ale przypłacił to ciężkimi ranami oraz utratą ucha.
Shaa-naan udaje się dotaszczyć młodego Wikinga do wioski swojego ojca.
Oddi, jak to Oddi szybciej mówi, niż myśli i dzięki temu, zyskuje zarówno wrogów jak i przyjaciół. Chociaż żeby być uczciwym – łatwiej wychodzi mu z wrogami, bo widocznie ma jakiś ukryty talent do ich gromadzenia i to w ilościach hurtowych:-)
Stary czarownik, który sam ma pewne plany dotyczące córki wodza, nie jest zachwycony faktem pojawienia się osobnika, który ewidentnie przypadł mocno do gustu Shaa-naan.
Postanawia nieco dopomóc losowi i usunąć młodzieńca z równania. Używa do tego celu jadowitego węża.
Ale jak pamiętacie z tomu pierwszego Oddi przeszedł już rytuał, w którym ukąszenia jadowitej żmii były głównym elementem.
I w ten sposób Czerwony Kamień, zamiast wyprawić Oddiego do Krainy Wiecznych Łowów prawdopodobnie ocalił mu życie.
Nad plemieniem Beothuków zawisła potężna groźba całkowitego unicestwienia.
Wojownicy Huronów, Ludzi Łosi i Mikmaków pod wodzą znakomitego wodza Biegnącego Byka mają zamiar podbić lud Długich Ludzi, odebrać im ziemię, a ich samych albo eksterminować albo zmienić w niewolników.
Nasz pechowy młody Wiking znowu musi wziąć udział w walce, która wydaje mu się prawie że beznadziejna.
Jednak w przeciwieństwie do swoich indiańskich przyjaciół, którzy wierzą w Wielkiego Ducha Wakan Tankę uważa, że oddanie się w niewolę bez choćby próby podjęcia walki jest niewłaściwe.
Wódz Wodzów wszystkich plemion Beothuków – Snae – Kol jest podobnego zdania co Oddi.
Jest tak z jednego ważnego powodu - Snae – Kol jest…  Duńczykiem, który jako rozbitek prawie 20 lat wcześniej znalazł się wśród Długich Ludzi i za swoje wojenne zasługi został wojennym naczelnikiem tego indiańskiego szczepu. Jego podejście do walki jest więc typowe dla mieszkańców Północy :-)
Jak potoczą się losy Oddiego i jego nowych przyjaciół, czy uda się obronić przez wrogami ?
Tego dowiecie się sami z lektury „Wikingowie. Najeźdźcy z Północy” :-)

Tytuł: Wikingowie. Najeźdźcy z Północy

Autor:
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 416

10/28/2016 10:59:00 AM

Sekta - Michael Katz Krefeld

Sekta - Michael Katz Krefeld
Mijają trzy lata od śmierci Evy. 
Ravn w dalszym ciągu nie może się pogodzić z jej śmiercią i z tym, że nie zapobiegł tej tragedii lub przynajmniej nie pomścił swojej ukochanej.
Pije, jak pił, ale czasami, kiedy nachodzą go chwile trzeźwości (lub namolni wierzyciele, jak Kurt z przystani)  potrafi wykonać jakąś pracę na zlecenie adwokata Lohmana – z  polecenia nieocenionego Johnsona właściciela „Morskiej Wydry”.
Jednak taka praca, jak ściganie np. oszustów ubezpieczeniowych zdecydowanie jest poniżej godności Ravna. Wychodzi z założenia, że taką robotę może wykonać nawet małpa z aparatem fotograficznym.
I nawet groźba całkowitego braku pieniędzy nie jest w stanie przekonać go do przyjmowania podobnych zleceń.
Pojawiła się jednak oferta złożona przez człowieka, któremu się nie odmawia.
A już na pewno trudno jest to zrobić wobec jego wysłanniczki – Katrine,  która Ravnowi na kilometr śmierdzi służbami specjalnymi.
Zadanie, jakie ma dla Ravna Ferdinand Mesmer – właściciel gigantycznej firmy zajmującej się szkoleniami z zakresu zarządzania dla największych światowych koncernów, jest z pozoru banalne.
Ma dostarczyć jego synowi Jacobowi umowę, dzięki której firma Mesmera będzie mogła podpisać dokument o fuzji z drugim  na świecie potentatem w swoim sektorze.
Problemem jest tylko brak…  adresu,  pod który ma dostarczyć dokumenty.
Jacob jest znaną postacią i guru sekty "Wybrańcy Boga", co powinno ułatwić poszukiwania. Czasu jednak  jest niewiele – to tylko tydzień.
Ravn rozpoczyna poszukiwania, ale zaczyna mieć poważne podejrzenia, że Mesmer nie mówi mu prawdy, całej prawdy i tylko prawdy.
Okazuje się, że podobnej misji podjął się już jeden prywatny detektyw i …  zniknął.
Za posiadane pieniądze Mesmer może wynająć kogo by tylko sobie nie  zamarzył, a korzysta z usług zapijaczonego byłego gliny.
Jak zwykle w tym cyklu – świetny pomysł na opowiadaną historię oraz nieoczekiwane zmiany akcji.
Co kryje się w żółtej kopercie, którą Ferdinand Mesmer chce przekazać synowi?
Kim stał się Jacob, co stało się detektywem Benjaminem? 
I wreszcie – jak odwdzięczy się za starania Ravna multimilioner?
Zachęcam do lektury :-D

Trzeci tom serii o  detektywie Thomasie Ravnsholdt nie zawiódł moich nadziei. Michael Katz Krefeld "trzyma poziom" i dostarcza czytelnikom nie tylko doskonałej lektury, ale też wielu zagadek do rozwiązania.
Tym bardziej cieszy Jego obecność na 20 Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie, gdzie w najbliższą sobotę - 29 października o godz. 11:00 na stoisku D 15 będzie okazja, aby z nim porozmawiać i zdobyć autograf :)

Pozostałe książki z cyklu "Ravn"
Wykolejony -
Zaginiony



Tytuł: Sekta
Cykl "Ravn" - tom 3
Tytuł oryginału: Afsporet
Autor:
Elżbieta Frątczak-Nowotny
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
Data wydania polskiego: październik 2014
Liczba stron: 368

10/27/2016 10:53:00 AM

Zaginiony - Michael Katz Krefeld

Zaginiony - Michael Katz Krefeld
Co mają ze sobą wspólnego dwie sprawy, które dzieli prawie 25 lat, przy czym jedna miała miejsce w mocno schyłkowym NRD w roku 1989, a druga rozpoczyna w 2013 w Danii ?
Z całą pewnością mają, tak postanowił Autor i nie bez kozery co rozdział przeplatają się czasy, kraje i ludzie.
W Berlinie Wschodnim, w Wydziale „Z” - jednej z najbardziej utajnionych komórek Stasi (wschodnio niemieckiej tajnej policji politycznej), zajmującej się dochodzeniami skierowanymi przeciwko wysokim funkcjonariuszom partii komunistycznej, także tym, którzy dzięki partii piastują kluczowe stanowiska w gospodarce NRD oraz wobec tych oficerów samej Stasi, którzy zboczyli z linii wierności ideałom realnego socjalizmu, jej szef - pułkownik Erhard Hausser, prowadzi dochodzenie skierowane przeciwko przemytnikom ludzi do Berlina Zachodniego.
Do wydobywania zeznań pułkownik Hausser stosuje specjalną skrzynię, napełnianą wodą, w której pojmani podejrzani są przykuci do dna. Po przekazaniu interesujących Wydział „Z” informacji, żywot podejrzanego kończy ”zapalenie płuc” wynikające z napełnia skrzyni wodą do pełna.
Dzięki pozyskanym w wyniku przesłuchań  informacjom, Stasi  rozpoczyna kolejne śledztwo, tym razem  skierowane wobec grupy prominentnych postaci NRD, m.in. jednego z dyrektorów Staadsbanku (szefa wydziału „O” Stasi) oraz innych ważnych postaci życia polityczno-gospodarczego.
Operacja nosi kryptonim „Midas”.

Natomiast w roku 2013 niepozorny księgowy, Mogens Slotsholm, podejmuje decyzję o dość bezczelnej kradzieży (nie do końca legalnych) pieniędzy swojego szefa - wyjątkowo niesympatycznego osobnika z bardzo znanej, zamożnej i szanowanej rodziny duńskich przedsiębiorców.
Wygląda to na akt zemsty za lata upokorzeń i niesłusznych oskarżeń o nieudolność czy lenistwo.
Mogens ze zrabowanymi pieniędzmi ucieka do…  Berlina, gdzie ma spotkać się z kimś, kogo poznał przez Internet.
Oficjalnie kwota, jaką ukradł Mogens jest nieznaczna, więc wszyscy, z duńską policją włącznie, oczekują, że niedługo się odnajdzie. Za skradzione pieniądze nie miałby możliwości ukrywać się przez dłuższy czas, a innych, łącznie z tymi z własnego konta nie wziął, nie korzystał też z kart kredytowych.
Minęło jednak pół roku, a Slotsholm nie daje znaku życia. Jedyną osobą zaniepokojoną tą sytuacją jest Louise – młodsza siostra Mogensa.
Zagadkę ma pomóc rozwiązać były policjant kopenhaskiej policji – Thomas Ravnsholdt.
Ravn - (po duńsku „kruk”) - bo tak nazywają go przyjaciele, odszedł z policji ze względu na osobistą tragedię.
Jego narzeczona – Eva, została bestialsko zamordowana podczas napadu rabunkowego na ich mieszkanie. Mimo ogromnego wysiłku i poświęconego czasu nie udało się mu odnaleźć morderców ukochanej.
Przytłoczony wspomnieniami i poczuciem winy wyprowadza się ze wspólnego mieszkania i zaczyna mieszkać na wysłużonej łodzi „Bianca”. Po dwóch latach udało się Ravnowi lekko przystopować z dość popularną metodą radzenia sobie z traumą czyli upijaniem się do nieprzytomności. Podejmuje decyzję o sprzedaży mieszkania, aby zakończyć ten etap w swoim życiu. Podczas wyprowadzki i wywożenia rzeczy po Evie znajduje jej starą komórkę, a w niej SMS-y od jakiegoś mężczyzny, które niedwuznacznie wskazują na bliską zażyłość z jego narzeczoną.
Ravn próbuje ustalić, kim był ten człowiek.
To dochodzenie zakłóca bardzo atrakcyjna pani architekt Louise Slotsholm, która stara się odnaleźć zaginionego brata.
Nasz bohater nie specjalnie się pali do wyjazdu do Berlina, jednak Lousie jest bardzo uparta i konsekwentna.
To, że Ravn rozwiąże problem jest jasne, ale jak do tego dojdzie, jak są powiązane sprawy pozornie bardzo od siebie odległe oraz jak działała Stasi w okresie przed samym upadkiem Muru Berlińskiego i kim jest tajemnicza Renate Schumann – dowiecie się z lektury tej bardzo wciągającej powieści.

"Zaginiony" to drugi tom opowieści o  detektywie Thomasie Ravnsholdt, świetnej serii kryminałów autorstwa duńskiego pisarza Michaela Katza Krefelda.
Dla miłośników powieści kryminalnych zaskakujących nieoczekiwanymi zwrotami akcji i niekonwencjonalnymi rozwiązaniami pozycja obowiązkowa.

Pozostałe książki z cyklu "Ravn"
Wykolejony -
Sekta - 

Tytuł: Zaginiony 
Cykl:  "Ravn" - tom 2
Tytuł oryginału: Savnet
Autor:
Elżbieta Frątczak-Nowotny
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
Data wydania polskiego: listopad 2015
Liczba stron: 417












10/26/2016 09:51:00 AM

Wykolejony - Michael Katz Krefeld

Wykolejony - Michael Katz Krefeld

To był bardzo trudny czas dla detektywa Thomasa Ravnsholdta z kopenhaskiej policji. Po przypadkowym, całkowicie bezsensownym zabójstwie przez włamywaczy jego narzeczonej Evy, Ravn, bo tak wszyscy go nazywają, wyprowadza się z domu. Ze swoim psem Moffem, zamieszkuje na wcześniej zakupionej łodzi, którą zamierzał kiedyś wyremontować. Obecnie nie wiadomo, kto przedstawia żałośniejszy widok – oficjalnie „urlopowany” z policji Ravn czy zacumowana w Chistianshaven łódź „Bianca”. Praktycznie codzienne pijaństwa i rozróby, kończące się nie najlepiej dla szukającego problemów desperata, prowadzą go mroczną ścieżką w kierunku całkowitego samounicestwienia. Mimo próśb przyjaciół Ravn ani myśli zmienić swoje postępowanie – próbuje po prostu popełnić samobójstwo na raty, a ciągi alkoholowe są w takich przypadkach drogą prawie że doskonałą.
W tym samym czasie w Sztokholmie pojawiają się upiorne „rzeźby” - są to w sposób wielce profesjonalny wypreparowane ciała. Tak jak preparuje się zwierzęta psychopatyczny „artysta” wykonuje „instalacje” z ciał zamordowanych kobiet.
Naprowadzaniem czytelników na to kto i dlaczego dokonuje tych czynów są rozdziały dotyczące dzieciństwa Erika – syna zamożnego szwedzkiego bankiera.
Właściciel „Wydry” – ulubionego „wódopoju”  Ravna ma do niego prośbę.
Chce, aby ten świetny do niedawna detektyw, pomógł odnaleźć córkę kobiety, która sprząta w jego lokalu.
Niestety, Ravn nie jest zainteresowany udzieleniem pomocy, tym bardziej, że kobieta jest nie całkiem legalną imigrantką z Litwy. Wynika to z faktu, że członkowie gangu złożonego z obywateli Europy Wschodniej są podejrzewani o zamordowanie Evy.
Jednak którejś nocy po kolejnej pijackiej eskapadzie na „Biance” pojawia się Eva. Oczywiście jako wizja zamroczonego alkoholem umysłu. Rozmowa z majakiem zmienia nieco podejście Ravna – postanawia „zawiesić” swój plan zapicia się na śmierć i pomóc w poszukiwaniach Maszy.
Po rozmowie z jej matką i obejrzeniu dobytku Maszy dochodzi do wniosku, że bardzo prawdopodobnym jest fakt, iż Masza jest prostytutką (o czym czytelnicy mogli się dowiedzieć z wcześniejszych rozdziałów).
Dziewczyna została sprzedana przez swojego chłopaka za karciane długi wyjątkowo paskudnym typom z byłej Jugosławii, a następnie odkupiona przez Slavrosa – właściciela kopenhaskiego burdelu działającego pod przykrywka klubu ze striptizem. Slavros proponuje jej możliwość wykupienia swojego „długu” poprzez pracę w jego przybytku. To byłoby pewnie dość proste, bo ma zwrócić Slavrosowi jedynie 20. 000 euro, ale „koszty utrzymania” jakie dolicza jej bezwzględny alfons są bardzo wysokie.
Po pewnym czasie Masza ponownie zostaje sprzedana. Ślady prowadzą do Szwecji.
Jak się domyślacie – obie sprawy zacznąją się ze sobą łączyć.
Czy "Ravn" zdąży ocalić Maszę? Kim jest obecnie mały Erik?
Czy przybliży się choć o cal do informacji kto zamordował Evę?
To już musicie przeczytać sami.
Warto, sięgnąć po kolejne tomy opowieści o  Thomasie "Ravn" Ravnsholdzie. Warta,, pełna zaskakujących zwrotów akcja,  intrygująca fabuła i lekkie pióro to znaki rozpoznawcze Michaela Katz Krefelda.

Pozostałe książki z cyklu "Ravn"
Zaginiony -
Sekta - 



Tytuł: Wykolejony
Cykl "Ravn" - tom 1
Tytuł oryginału: Afsporet
Autor:
Elżbieta Frątczak-Nowotny
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
Data wydania polskiego: czerwiec 2014
Liczba stron: 368

10/25/2016 12:08:00 PM

Wodnikowe Wzgórze - Richard Adams

Wodnikowe Wzgórze - Richard Adams
Przedstawianie ludzkich cech, słabości i problemów ubieranych w postać bajek o zwierzętach nie jest niczym nowym.
Takie przypowieści ponad 2600 lat temu pisał Ezop. Nie ma chyba osoby pochodzącej z helleńsko-rzymskiego kręgu kulturowego, która by nie znała takich bajek jak „Żółw i zając” czy „Lew i mysz”.
Ten sposób dystrybuowania wiedzy jest o tyle łatwiejszy i przyjemniejszy, że można przekazywać pewne mądrości dzieciom, samemu nie będąc znudzonym lekturą.
Są również pozycje skierowane do czytelników dorosłych, jak np.”Folwark zwierzęcy” Orwella czy komiks „Maus. Opowieść ocalałego” Arta Spiegelmana.
Podobna koncepcja została wykorzystana także w filmie „Shrek 2” będącym krytyką stosunków panujących w Hollywood. W tym przypadku był to opis przeżyć ogra z prowincji i jego delikatnie ujmując, upierdliwego towarzysza, a prywatnie przez mnie uwielbianego Osła (ale to chyba głównie zasługa tłumaczenia niezrównanego Bartosza Wierzbięty i głosu profesora Jerzego Stuhra) :-D
Dodatkową zaletą wprowadzania elementów baśniowych jest oszukanie cenzury, gdyż jaki poważny specjalista do wyszukiwania wrogich treści i uznawania pewnych książek za prohibity pochyli się nad bajką o zwierzątkach.
Powieść Richarda Adamsa również powstała jako bajka dla córek Autora.
Niewinna opowieść o królikach ma drugie dno.
Jest to historia o podejmowaniu trudnych wyborów, gdzie życie może ocalić tylko to, że uwierzysz.
W tym przypadku „prorokiem”, a właściwie prekognitą w kasandrycznym stylu jest młody królik Piątek, który wędrując po okolicy królikarni natyka się na tablicę pozostawioną przez ludzi.
W tej opowieści króliki nie potrafią czytać, ale Piątek wie, że tablica oznacza coś bardzo złego i wieści zagładę królikarni Sandleford.
Do tego, że tylko natychmiastowa ucieczka jest szansą na przeżycie udaje się mu przekonać jedynie swojego starszego brata – Leszczynka. Razem udają się do Wielkiego Królika, ten jednak oczywiście w paniczne proroctwa niedorostka nie chce uwierzyć.
Piątek i Leszczynek wraz z grupką kilku przyjaciół postanawiają posłuchać przestróg Piątka i opuszczają wygodną królikarnię.
Życie samotnych, pozbawionych nor królików jest nie do pozazdroszczenia, a podróż – pełna niebezpieczeństw.
Trafiają do szalenie przyjemnej królikarni, gdzie żyją syte, zdrowe i duże króliki. Jak na tak wielką norę jest ich zastanawiająco mało, jednak gospodarze wszelkie indagacje na ten temat zbywają lub pomijają milczeniem.
Okazuje się, że te króliki bardzo mocno przypominają Elojów z niezrównanej powieści Herberta George’a Wellsa „Wehikuł czasu”.
Żyją beztrosko, ludzie dostarczają im pożywienie, jednak w zamian za to, że co jakiś czas któryś z nich … sam staje się pożywieniem (tak jak Elojowie dla Morloków).
Tu również od zguby ocaliła naszych bohaterów intuicja lub, jak kto woli, proroctwo Piątka.
Docierają na tytułowe Wodnikowe Wzgórze, gdzie dzięki zaradności całej grupy żyje się im całkiem znośnie, a nawet wygodnie.
Problemem jest brak króliczek, a to grozi naturalnym zakończeniem istnienia nowej królikarni ze względów oczywistych.
Dzięki pomocy, a właściwie - rewanżu za wcześniejszą pomoc mewa Kihar pomaga odnaleźć miejsca, w których żyją króliczki płci pięknej nad wyraz.
Jednym miejscem jest ludzka farma, drugim królikarnia Efrafa, zarządzana przez Wielką Radę i generała Czyśćca. Królikarnia rządzona jest żelazną ręką, a właściwie króliczą łapą metodami znanymi z wszystkich występujących w świecie ludzi państw określanych jako totalitarne. W zamian za bezpieczeństwo i unikanie zagrożeń, jakie niesie życie na wolności czyli kotów, kun czy drapieżnych ptaków, króliki z tej nory są poddane iście obozowemu rygorowi.
Czy nasi bohaterowie przetrwają, czy uda im się uwolnić króliki z farmy lub z Efrafy?
Jakie będą losy tych, którzy wybrali wolność, mając pełną świadomość ryzyka, jakie niesie ona ze sobą?
To już przeczytajcie sami, delektując się przy tym przepięknymi grafikami autorstwa Aldo Galli :-D

Tytuł: Wodnikowe Wzgórze
Tytuł oryginału: Watership Down
Autor:
Krystyna Szerer
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
Data wydania polskiego: październik 2016
Liczba stron: 528

10/24/2016 01:21:00 PM

Stosik szósty - lektury na deszczowe dni

Stosik szósty - lektury na deszczowe dni
Stosik szósty rozpoczynamy od kryminałów Michaela Katza Krefelda. Jednocześnie mamy dobrą wiadomość dla fanów tego duńskiego pisarza, który będzie gościem 20 Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.
W sobotę 29 października o godz. 11:00 na stoisku D15  Michael Katz Krefeld będzie podpisywał przedpremierowe egzemplarze Sekty, Zaginionego i Wykolejonego.
Ponadto jak to zwykle w naszych stosikach sporo historii, polityki i szczypta fantastyki.

Kategoria: kryminał



Wykolejony - Michael Katz Krefeld
Cykl: Ravn (tom 1) 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

 "Wykolejony" nie jest pierwszą powieścią w dorobku Michaela Katza Krefelda, ale pierwszym tomem serii, którą duński autor podbija serca międzynarodowej publiczności. To początek 10-tomowej serii, której głównym bohaterem jest detektyw Thomas "Ravn" Ravnsholdt. Musi on rozwiązać zagadkę zaginięcia litewskiej call girl, Kariny, zwanej Masją... Czytelnik wraz z detektywem wchodzi coraz głębiej w mroczny świat i odkrywa kolejne jego warstwy oraz innego, na pierwszy rzut oka niewidocznego, lecz przerażającego bohatera - przemoc, która czai się zarówno w ciemnych zaułkach miasta, jak i w domowym zaciszu.

Michael Katz Krefeld w rodzinnym kraju nie musi już nikogo przekonywać do swego kunsztu pisarskiego. W 2007 roku jego powieść "Before the Storm" otrzymała nagrodę za najlepszy debiut w kategorii literatury kryminalnej, kilka lat później czwarta książka Krefelda "Black Snow Halling" została wyróżniona statuetką najlepszej powieści tego gatunku.

Zaginiony - Michael Katz Krefeld
Cykl: Ravn (tom 2)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

 Doświadczony przez życie duński detektyw Thomas Ravnsholdt znów wkracza do akcji. Tym razem prywatne śledztwo zaprowadzi Ravna aż do Berlina. Tytułowy Zaginiony to pewien księgowy, cichy, samotny, spokojny człowiek, który całe życie przepracował w jednej firmie. Nagle, postępując według skrupulatnie uknutego planu, kradnie olbrzymią kwotę pieniędzy, jedzie do Berlina i… znika. Pół roku później jego siostra prosi Ravna o pomoc w odnalezieniu brata. Okazuje się, że Mogens nie jest jedynym zaginionym w Niemczech w tajemniczych okolicznościach mężczyzną




  
Sekta - Michael Katz Krefeld
Cykl: Ravn (tom 3)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Prowadzący samotne życie, były glina, Thomas Ravnsholdt, zostaje wynajęty przez bogatego biznesmena, Ferdinanda Mesmera, właściciela firmy zajmującej się strategiami zarządzania. Prowadził ją z synem, Jakobem, wykształconym psychologiem, który dziesięć lat temu zniknął bez śladu, zostawiając swoją rodzinę. Mesmer prosi Ravna o odnalezienie syna. Wyznaje, że Jakob cierpiał na depresję. Najprawdopodobniej pod wpływem choroby przyłączył się do grupy zielonoświątkowców i po jakimś czasie ślad po nim zaginął.
Ravn szybko odkrywa, że sprawa ma drugie dno. Ferdinand Mesmer planuje bowiem fuzję z inną firmą, a do tego potrzebuje podpisu syna. Okazuje się, że Mesmer już wcześniej próbował odnaleźć syna. Thomas dociera do raportów detektywa, który prowadził to śledztwo, a potem zniknął bez śladu, być może również w szeregach sekty. Również Ravn, poszukując Jakoba, będzie się musiał do niej wcielić.

Kategoria: historia
 
Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując powstanie warszawskie - Piotr Zychowicz 
Wydawnictwo: Rebis


Polskie Państwo Podziemne nie zdało egzaminu, twierdzi autor Paktu Ribbentrop-Beck, książki, która zachwiała świadomością historyczną Polaków. Swoje koncepcje, zamiast na realiach, PPP oparło na złudzeniach i pobożnych życzeniach. Obłędny rozkaz wydany w 1944 roku oddziałom Armii Krajowej, by w ramach akcji "Burza" pomagały wkraczającej do Polski Armii Czerwonej, równał się wręcz kolaboracji z wrogiem. Dowództwo AK bowiem wydało w ten sposób swoich żołnierzy w ręce sowieckiej bezpieki. Tysiące z nich zapłaciły za to najwyższą cenę.
Apogeum tego obłędu była decyzja o wywołaniu powstania warszawskiego. Zryw ten, choć bohaterski, nie miał najmniejszych szans powodzenia. Spowodował za to gigantyczne straty: zagładę 200 tysięcy Polaków, zburzenie stolicy - wraz z bezcennymi skarbami kultury - i zniszczenie AK. Jedynej poważnej siły, która mogła się przeciwstawić sowietyzacji Polski. Było to spektakularne, ale bezsensowne samobójstwo. Powstanie warszawskie okazało się najlepszym prezentem, jaki mógł sobie wymarzyć Stalin.

Operacja Paperclip - Annie Jacobsen 
Wydawnictwo: Muza

Sensacyjna historia tajnej operacji amerykańskich służb specjalnych, dzięki której w końcowym okresie II wojny światowej oraz bezpośrednio po niej do USA trafiły setki nazistowskich uczonych. Wielu z nich było zbrodniarzami wojennymi, sądzonymi i skazanymi m. in. podczas procesów norymberskich. Znajdowali się wśród nich zarówno matematycy, fizycy i chemicy tworzący dla Hitlera plany nowych rodzajów broni, jak i lekarze dokonujący zbrodniczych eksperymentów na więźniach obozów koncentracyjnych i jeńcach wojennych. Ludzie ci byli ściągani do Ameryki wraz z rodzinami, otrzymywali nowe tożsamości, a ich przeszłość puszczano w niepamięć – pod warunkiem, że równie chętnie jak dla nazistów, będą pracowali dla nowej ojczyzny





Najdłuższe konflikty zbrojne -




Największa zagadka Polskiego Państwa Podziemnego. Stanisław Gustaw Jaster - człowiek, który zniknął - Daria Czarnecka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN




Polki, które zadziwiły świat - Joanna Puchalska 
Wydawnictwo: Muza

 Żyły intensywnie, twórczo i pracowicie. W burzliwych czasach przejmowały odpowiedzialność za rodzinę. Na nich wielokrotnie spoczywał obowiązek wychowywania dzieci i zapewnienia rodzinie bytu, albo bezpośrednio towarzyszyły mężczyznom w walce, nie raz zadziwiając swoim męstwem. Wiele z nich przeszło piekło aresztowań i więzień.

Odznaczały się renesansową wprost wszechstronnością, przy tym piękne, utalentowane, eleganckie, dzielne patriotki. Były kontynuatorkami chlubnych tradycji walki o niepodległość.
Spełniając swoje marzenia, zapisały jednocześnie piękne karty w historii naszego kraju.
Poznajemy trzynaście niezwykłych Polek. Wymieńmy choć kilka. Izabela Czartoryska, wielka dama epoki rokoka i oświecenia podbiła salony całej Europy, a z jej zamiłowań kolekcjonerskich powstało pierwsze w Polsce muzeum. Regina Pilsztyn była pierwszą w Polce kobietą, która oficjalnie utrzymywała się z wykonywania zawodu lekarza, swoją praktykę prowadziła głównie w Stambule. Alicja Dorabialska, fizykochemik, rozwinęła badania w dziedzinie energetyki przemian jądrowych, jakiś czas pracowała w paryskim laboratorium Marii Skłodowskiej-Curie. Janina Lewandowska była śpiewaczką, ale poświęciła się swojej drugiej pasji, lotnictwu. Została pilotem szybowcowym i samolotowym. Jako pierwsza kobieta w Europie skoczyła ze spadochronem z wysokości 5000 metrów. Halina Konopacka na Olimpiadzie w Amsterdamie, pierwszej z udziałem kobiet, zdobyła złoty medal w rzucie dyskiem. Startowała w kilku konkurencjach. Zachwycała publiczność nie tylko formą, ale też urodą i wdziękiem. Maria Anto, malarka, laureatka wielu nagród i wyróżnień. W latach 70. XX wieku związana była z galerią Cortina w Mediolanie.

Wielcy polscy podróżnicy, którzy odkrywali świat - Maria Pilich, Przemysław Pilich 
Wydawnictwo: Muza

Publikacja przybliża sylwetki ponad 30 polskich podróżników, począwszy od żyjącego w XIII wieku Benedykta Polaka uznawanego za pierwszego polskiego podróżnika i prekursora polskiej geografii do profesora Ryszarda Wiktora Schramma - wybitnego biochemika, polarnika i alpinisty. Co ciekawe z przytoczonych w książce biografii wyłania się obraz podróżnika w nieco innym, niewspółczesnym znaczeniu. Jest to obraz człowieka odkrywcy, badacza, naukowca, który wewnętrzną pasję poznawania nowych miejsc często podporządkowuje wyznaczaniu nowych kierunków, odkrywaniu nieznanych lądów, pracy badawczej z dziedziny biologii, geologii, topografii, antropologii i etnografii. Wymienieni podróżnicy byli niekiedy pierwszymi ludźmi, którzy w ogóle pojawili się w danym miejscu lub którzy dotarli do jeszcze niepoznanych plemion, czasem by wbrew grożącemu im niebezpieczeństwu poznać ich kulturę, sposób życia i otaczające ich bogactwo przyrody. Często, jak na przykład w przypadku badaczy Syberii lub polarników pasja podróżowania była okupiona nadludzkim wysiłkiem i pracą w ekstremalnych warunkach. Co zaskakujące, niektórzy z nich, mimo ich wybitnej, cenionej również na świecie działalności, są w Polsce zapomniani. Warto wymienić choć kilku. 

Kategoria: polityka

Nafta znowu zmieni świat  - Tadeusz A. Kisielewski 
Wydawnictwo: Rebis

Pierwsza na świecie książka przedstawiająca globalne następstwa tak zwanej rewolucji łupkowej

Tytuł tej książki nie jest przypadkowy. Nawiązuje do wydanej w 1936 roku słynnej książki Antona Zischki Nafta rządzi światem. Tamta książka opisywała świat zastany. Ta pokazuje rewolucyjne przemiany geopolityczne i ich geostrategiczne konsekwencje, które będą skutkiem uzyskania przez Stany Zjednoczone samowystarczalności w sferze energii, czyli uniezależnienia się od importu ropy naftowej i gazu ziemnego. Jednak autor nie przedstawia spekulatywnych prognoz, lecz podkreśla, że już dziś jesteśmy świadkami początku tych przemian. Opierając się na bezspornych faktach, wskazuje kierunki, w których rozwinie się owa fascynująca rewolucja, do której nie doprowadzili politycy, lecz inżynierowie działający w warunkach wolności.

Kategoria: fantastyka
 
Wodnikowe Wzgórze - Richard Adams
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Uniwersalna opowieść o odwadze i woli przetrwania.
Klasyka porównywana i stawiana na półkach obok Hobbita Tolkiena i cyklu o Narnii Lewisa.
Bez dzieła Adamsa nie byłoby Harry’ego Pottera.
Źle się dzieje w królikarni Sandleford. W miejscu, w którym króliki wiodą spokojny żywot, ma powstać nowe osiedle. Wygodne nory i zielone łąki zostaną unicestwione.

Nie jest łatwo opuścić swój dom. Stado kłapouchów pod wodzą dwóch niezłomnych braci – Piątka i Leszczynka – musi jednak wyruszyć w podróż w poszukiwaniu nowego miejsca na ziemi. Tak rozpoczyna się królicza epopeja. Nie trzeba dodawać, że po drodze naszych bohaterów czeka mnóstwo przygód i jeszcze więcej niebezpieczeństw.

Wodnikowe Wzgórze to książka, którą pokochały miliony czytelników na całym świecie. Richard Adams stworzył dzieło uniwersalne, trafiające do serc wszystkich czytelników, bez względu na wiek. W świecie Adamsa króliki mają imiona, zorganizowaną społeczność, obyczaje, własną mitologię, język, a nawet poezję. Mają też coś absolutnie wyjątkowego – dar przewidywania przyszłości

Wikingowie. Najeźdźcy z Północy - Radosław Lewandowski
Cykl: Wikingowie (tom 2)
Wydawnictwo: Muza

Druga część doskonale przyjętego cyklu. Trzymająca w napięciu historia samotnej wędrówki młodego wikinga Oddiego po iglastych lasach Labradoru (dzisiejsza Kanada), jego spotkania z plemieniem Indian Beothuk oraz konsekwencji, jakie miało to wydarzenie. Oparta na udokumentowanych faktach historycznych, twórczo rozwinięta w stylu najlepszych powieści przygodowych saga o starciu dwóch cywilizacji, o wielkich namiętnościach i o niepohamowanej żądzy władzy 

10/23/2016 11:04:00 AM

Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie - David I. Kertzer

Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie - David I. Kertzer
Na temat Duce wiemy sporo, natomiast kim był jako człowiek i polityk Pius XI ?
Na początek skorzystam, jako człek z gruntu leniwy, z tego, czego możemy się dowiedzieć o Piusie XI z poczciwej Ciotki Wiki :-)
Otóż - Ambrogio Damiano Achille Ratti, bo pod takim imieniem urodził się późniejszy papież, był człowiekiem wszechstronnie wykształconym, mającym trzy doktoraty (z prawa kanonicznego, teologii oraz filozofii), znakomitym alpinistą – zdobył między innymi Matterhorn i Mont Blanc.
W swej karierze pracował w Bibliotece Ambrozjańskiej w Mediolanie jako konserwator, muzealnik, zajmował się zabezpieczaniem starodruków i zdobył tam gruntowną wiedzę historyczną. Był nuncjuszem apostolskim w Polsce. Dewiza Piusa XI brzmiała "Pokój Chrystusa w państwie Chrystusa" i jako zwierzchnik Kościoła katolickiego postanowił zaangażować się w łagodzenie skutków wojny na świecie. Jedną z jego pierwszych inicjatyw była inauguracja (23 grudnia 1922) działalności Akcji Katolickiej.
Czyli jednym słowem człowiek bywały, znakomicie wykształcony i mający misję czynienia dobra.

Jednak z książki Davida I. Ketzera wyziera zupełnie inny obraz tej, na pozór świetlanej, postaci.
Dodać trzeba, że bardzo bogata bibliografia tej pozycji zawiera między innymi odtajnione w 2002 dokumenty z Tajnego Archiwum Watykanu, co mocno uwiarygadnia tezy Autora na temat Piusa XI.
Zacznijmy więc od wzajemnych relacji pomiędzy włoskimi faszystami a Watykanem.
W 1929 podpisano Traktaty Laterańskie, które uprawomocniały polityczną oraz terytorialną niezależność i niepodległość państwa Watykan. Podpisane porozumienia uznawały m.in. papieża za osobę świętą, zobowiązywały Włochów do płacenia trybutu na rzecz Watykanu oraz uznawały mieszkające tam osoby za nietykalne.
Jak widać, relacje najgorsze nie były.
Wymieniana powyżej organizacja Akcja Katolicka zasłynęła wyjątkowo prymitywnymi akcjami antysemickimi i skierowanymi przeciwko innowiercom. Poniżej cytat z wypowiedzi nuncjusza papieskiego Borgoniniego, który w Rzymie by odpowiedzialny za naciski na Mussoliniego:
„ Przekazałem premierowi, że zrównanie religii katolickiej z protestanckimi sektami, pasożytami niszczącymi jedyną prawdziwą wiarę, to rzecz z gruntu niesprawiedliwa i bardzo dla nas przykra”.
Pius XI w 1931 roku twierdził, tu ponownie posłużę się cytatem z książki
„…lojalność wobec kościoła katolickiego i reżimu faszystowskiego jest jednym i tym samym …”.
Członkowie Akcji Katolickiej czujnie tropili wszelkie przejawy działalności protestanckiej i donosili o tym władzom. Co zaskakujące Duce nie był aż tak radykalnie nastawiony do zwalczania protestantyzmu i niewiele sobie z tych donosów robił.
Prowadzona przez jezuitów gazeta „La Civilita Cattolica” specjalizowała się tropieniu żydowskich spisków.
W gazecie pojawiały się informacje, że przywódcami bolszewickiego terroru nie są „rdzenni Rosjanie” tylko „żydowscy intruzi” i że na liście 545 najważniejszych postaci sowieckiego establishmentu figuruje tylko 30 Rosjan.
Zachwyt nad Adolfem Hitlerem zaowocował stwierdzeniem, że tylko dwie osoby na świecie – papież i Fuhrer w należytym stopniu są zaangażowani w walkę z bolszewikami.
Wszystko to doprowadziło do wycofania poparcia dla katolickiej Partii Centrum, w zamian za gwarancje swobód działania kościelnych organizacji oraz zakonów. Heinrich Bruning przywódca Partii Centrum, kanclerz Niemiec w latach 1930 -32 skomentował to następująco:
„ …Pacelli i Stolica Apostolska żywili pogardę wobec demokracji i parlamentaryzmu…”.
Dodatkowo już w 1926 roku wykorzystując zapisy konkordatu Stolica Apostolska zaczęła naciskać na Duce, aby „poskromił nieskromnie ubrane kobiety, które szczególnie gorszyły Jego Świątobliwość” wykorzystując do tego policję. Organy ścigania miały „zabrać się za niewiasty odsłaniające nogi, plecy lub dekolty”.
Argumentem było to, że „nawet w czasach pogańskich obywatele Rzymu nie byli świadkami równie odrażającego kalania kobiecej skromności” – to ponownie cytat z oburzonego tym faktem Piusa XI.
Dostało się również za „niemoralne prowadzenie” młodzieżówkom faszystowskim.
To nadmierne ingerowanie w sprawy świeckie spotkało się w końcu z odpowiedzią, którą za pośrednictwem ambasadora De Vecchi przesłał Mussolini:
„Ataki przyniosą odwrotny skutek do zamierzonego. Trzeba niemałego tupetu, aby oskarżać faszystów, kiedy Watykan oczekuje, że rząd zachowa milczenie w sprawie jakże powszechnych niemoralnych zachowań księży. Pewnego dnia papież posunie się za daleko. Konsekwencje mogłyby mu się nie spodobać”.
Dlatego moim zdaniem późniejsza zmiana frontu przez Piusa XI w roku 1937 nie była wynikiem tego, że papież przejrzał na oczy, ale prostą konsekwencja tego, że w tym czasie ani Duce, ani Hitler papiestwa już do niczego nie potrzebowali i wszelkie oczekiwania i roszczenia mieli w głębokim poważaniu.
Księży, którzy znacznie wcześniej zrozumieli, jakie będą konsekwencje romansu papiestwa z dyktatorami, najpierw uciszał Watykan, a po zmianie frontu przez Stolicę Apostolską obaj przywódcy nie mieli już żadnych zahamowań jeżeli chodzi o represję wobec tych duchownych.
Książka bardzo ciekawa, ukazująca jak faktycznie wyglądały relacje watykańsko - włosko- niemieckie w okresie wzrostu potęgi obu dyktatur.

Tytuł: Papież i Mussolini. Nieznana historia Piusa XI i rozkwitu faszyzmu w Europie
Tytuł oryginału: The Pope and Mussolini: The Secret History of Pius XI and the Rise of Fascism in Europe
Autor:
Jan Dzierzgowski
Wydawnictwo:  Czarne
Data wydania polskiego: sierpień 2016
Liczba stron: 520
 


10/23/2016 10:42:00 AM

Wyniki konkursu wygraj książkę.... i Czytaj z Wielbłądami - Herbatka o piątej!

Wyniki konkursu wygraj książkę.... i Czytaj z Wielbłądami - Herbatka o piątej!
Z opóźnieniem, za co serdecznie przepraszamy ogłaszamy dziś wyniki III edycji konkursu "Wygraj książkę.... i Czytaj z Wielbłądami"
Nagroda w postaci książki "Herbatka o piątej!" zostanie wysłana do

Erynia w trasie za odpowiedź
Witajcie Wielbłądy,
Ostatnio mam fazę na herbaty zielone mieszane z zielskami i suszonymi kawałkami owoców z dziadkowego ogrodu na wsi, w wersji zimowej dosładzaną miodem z własnej pasieki. 

Pozostali uczestnicy konkursu..... otrzymają nagrody niespodzianki :)
 Wszystkim serdecznie gratulujemy i prosimy o kontakt w ciągu 5 dni czyli do 28 października.
Po tym terminie nagroda niestety przepada


10/21/2016 08:48:00 AM

Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu - Hampton Sides

Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu - Hampton Sides
Stany Zjednoczone nie od samego początku swojego istnienia zajmowały obszar, na którym znajdują się teraz. Luizjanę na przykład Amerykanie odkupili od Francuzów w 1803 roku za 15 mln. ówczesnych dolarów.
Jednak cześć ziem -  Nowy Meksyk czy Kalifornię zdobyły w wyniku wojny z Meksykiem.
Toczyła się ona, jak to zwykle u Amerykanów bywa, pod górnolotnymi hasłami.
Tym razem nie była to walka o demokrację, choć później i to ulubione w USA sformułowanie się pojawiło.
Tutaj dziennikarz John Louis O’Sullivan błysnął drugą, poza krzewieniem demokracji, misją Stanów Zjednoczonych, objawioną według pana O’Sullivana - z samej góry.
„Boskie Przeznaczenie" bo tak skromnie, po amerykańsku, to ujął - oznaczało ni mniej ni więcej prawo Amerykanów do przejęcia obszarów pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem. W koncepcji rozszerzonej - prawo do kontroli nad całą półkulą zachodnią. Na początku ruch „Boskiego Przeznaczenia” dotyczył zajęcia terytorium Oregonu.
Przy tej okazji nie można zapomnieć o roli jaką odegrał James Knox Polk – 11 prezydent USA (pełnił urząd w latach 1845-1849).  Postać, którą historia potraktowała nieco po macoszemu - bo któż poza USA i amerykanistami o nim słyszał?. Ja także o prezydencie Polku dowiedziałem się właśnie z tej lektury.
Nie występuje na żadnym banknocie dolarowym, co dobitnie świadczy o ty, że nie został potraktowany przez rodaków z należnym mu, moim zdaniem, szacunkiem.
A jest to bardzo ciekawy polityk, przynajmniej w opinii Hamptona Sidesa.
Po pierwsze, nie był nadmiernie skorumpowany, co podobno specjalnie popularne na tym stanowisku nie było.
Po drugie – zrealizował prawie wszystkie obietnice przedwyborcze, łącznie z tą, że nie będzie kandydował na drugą kadencję.
Po trzecie – i najważniejsze - to za jego sprawą USA powiększyły swoje terytorium o ponad 30%. Wygrał wybory pod hasłem przyłączenia Teksasu do Unii – dotrzymał danego słowa już w pierwszym roku urzędowania. Po trwającej dwa lata wojnie z Meksykiem, dołożył do swoich osiągnięć przyłączenie Kalifornii, stanu Utah, Nowego Meksyku, większości terenów obecnych stanów Arizona, Kolorado, a także fragmentu stanu Wayoming.
Nie był zadowolony z nikogo i niczego, twierdził, że wszystko można zrobić lepiej, a jego podwładni, którzy zrealizowali prezydenckie wizje zrobili to albo źle, albo zbyt mało finezyjnie. Na usprawiedliwienie takiego podejścia prezydenta Polka można użyć tylko jednego argumentu – sam się nie oszczędzał, pracował po kilkanaście godzin dziennie. Zmarł – prawdopodobnie z przepracowania, 3 miesiące po zakończeniu kadencji.
Szkoda, że dziś takich polityków jak na lekarstwo i bynajmniej nie chodzi mi o zakończenie kariery politycznej Jamesa Knoxa Polka.
Zorganizowane, w ramach niemalże krucjaty, jednostki ochotników przez dwa lata „niosły światło wolności i demokracji” do Meksyku.
Odbyło się to zgodnie ze stosowaną do dziś praktyką przynoszenia swych „darów” na żołnierskich bagnetach.
Cała historia wojny z Meksykiem jest przedstawiona przez pryzmat działań jednego człowieka – legendy Dzikiego Zachodu – Kita Carsona.
Postać to arcyciekawa i nietuzinkowa. Znakomity traper, tropiciel, przewodnik wypraw geograficznych, podporucznik Armii USA, podróżnik, znający wiele języków oraz indiańskich narzeczy i… analfabeta. Niewysoki, ale bardzo silny, małomówny i skromny, co wśród ówczesnych sław Dzikiego Zachodu było ewenementem. Człowiek prawy, lojalny, rozumiejący Indian jak mało kto. Kilkukrotnie żonaty z Indiankami z różnych plemion. Co absolutnie nie przeszkadzało mu przeprowadzać, jak to określał - ”perfekcyjnych rzezi"  na Indianach.
Poznajcie historię USA udając się w podróże z Kitem Carsonem.
Uważam, że tak przedstawione dzieje „Wielkiego Brata” mają ogromny walor poznawczy, pomagający zrozumieć Amerykanów, bo z lektury wynika, że ich mentalność i podejście do świata zmieniło się niewiele lub prawie wcale.

 Tytuł: Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu
Tytuł oryginału: Blood and Thunder: An Epic of the American West
Autor:
Tomasz Ulanowski
Wydawnictwo:  Czarne
Data wydania polskiego: sierpień 2016
Liczba stron: 608
 

10/20/2016 09:02:00 AM

Berło i krew. Królowie i królowe Europy na wojnie 1914-1945 - Jean des Cars

Berło i krew. Królowie i królowe Europy na wojnie 1914-1945 - Jean des Cars
Minęło zaledwie nieco ponad 100 lat, a już mało kto, w sposób w pełni świadomy, zdaje sobie sprawę jak bardzo zmienił się świat od roku 1914. Wszyscy wiedzą, że na pozycjach światowych hegemonów pojawili się dwaj nowi gracze (na gruzach jednej ze starych potęg powstał nowy twór  i istniał niecałe 70 lat) czyli ZSRR i USA, zniknęły zamorskie kolonie (przynajmniej oficjalnie), a stare imperia takie jak osmańskie, czy brytyjskie lub francuskie przestały odgrywać wiodącą rolę na świecie lub po prostu zniknęły.
Jednakże fakt, że spośród 22 niepodległych państw europejskich tylko trzy nie były monarchiami, to już informacja, która może zaskakiwać.
Podobnie jak ta, że większość ówczesnych władców była ze sobą w jakimś stopniu spokrewniona.
Dlaczego więc, jeżeli światem rządzili ludzie wzajemnie powiązani relacjami rodzinnymi, gdzie każdy władca europejski to dla innego króla, cesarza lub cara to co najmniej „Antka kobity szwagra teściowej syn” mogło dojść do wybuchu Wielkiej Wojny ?
Pewnie dlatego, że jak wszystkim wiadomo z rodziną najlepiej wychodzi na zdjęciu i to pod warunkiem, że się stoi w środku to wtedy nie obetną :-D
Znakomita opowieść Jeana des Carsa obfituje w różne ciekawostki oraz rysy psychologiczne poszczególnych władców naszego kontynentu w tamtym okresie.
Kto wolał piękne Francuzki, a kto młodych chłopców. Kto był zwolennikiem modernizacji i pasjonatem motoryzacji, a kto nie wyobrażał sobie innego środka transportu jak kareta zaprzężona w konie. Jakie mieli pasje, słabostki i ambicje.
Jak zmieniano sojusze i układy na politycznej szachownicy.
Dlaczego musiało dojść do Wielkiej Wojny?
A także jak sytuacja zmieniała się już w okresie międzywojennym oraz w czasach po 1945 roku.
I wreszcie co stało się z przedstawicielami rodów królewskich i książęcych po Rewolucji Październikowej (to akurat proste w większości przypadków, ale nie wszystkich) oraz co los przyniósł władcom i ich rodzinom w krajach, w których zapanował socjalizm takich jak Bułgaria, Rumunia czy Jugosławia.
To niezmiernie ciekawy punkt widzenia na „szalone stulecie” jakim był wiek XX, a szczególnie jego pierwsza połowa.
Ukazuje jak ambicje jednostek i ich błędna ocena sytuacji doprowadziły do upadku „wiecznego porządku" jaki miał zapanować po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku.
Jak mówi przysłowie „historia lubi się powtarzać” i coś, co teraz uznajemy za pewne i stabilne wcale takie być nie musi.
Nie sądzę, aby ktokolwiek jeszcze w roku 1912 czy 1913 spodziewał się, że 5 lat później świat zmieni się nieodwracalnie i kompletnie poprzestawia układ sił.
Dlatego warto przeczytać tę napisaną wartkim językiem, obfitującą w różnego typu „tajemnice alkowy” i nie tylko opowieść o Europie, która, według ówczesnej prasy nie miała powodów do wojen oraz konfliktów, bo wszystko jest jasne, czytelne i poukładane.
Obecna prasa też tak uważała i to jeszcze nomen omen do…  2014 roku.

Tytuł: Berło i krew. Królowie i królowe Europy na wojnie 1914-1945
Tytuł oryginału: Le sceptre et le sang. Rois et reines en guerre 1914-1945
Autor:
Magdalena Kamińska-Maurugeon
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
Data wydania polskiego: październik 2016
Liczba stron: 560

10/19/2016 09:13:00 AM

Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku - Michał Przeperski

Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku - Michał Przeperski
Od czego tu zacząć, żeby obraz relacji pomiędzy Polakami i Czechami przedstawić w sposób jak najbardziej pełny i nie naznaczony uprzedzeniami, wzajemnymi zresztą?
Pójdę śladem Autora i zacznę od mitycznego początku :-D
Pewnie wszyscy pamiętacie legendę o trzech braciach Lechu, Czechu i Rusie.
I o ile na temat „braterskich” relacji Lecha z Rusem wylano na papier morze inkaustu, atramentu, farby drukarskiej czy ton tonerów, to o powiązaniach z drugim z braci nawet porządnej wanny by się nie zebrało.
Pewnie wynika to z faktu, że mimo upływu wieków a właściwe tysiąclecia z naszymi południowymi sąsiadami relacje były z reguły… żadne.
Owszem, za pośrednictwem Czechów przyjęliśmy chrzest, który w ramach „sprzedaży wiązanej” zaowocował małżeństwem Mieszka I z Dobrawą, na tronie polskim zasiadał Wacław II i przez bardzo krótką chwilę jego syn Wacław III (tego władcę zamordowano zanim zdążył się pojawić w Krakowie). Później królami Czech było dwóch Jagiellonów - Władysław II Jagiellończyk oraz jego syn Ludwik II Jagiellończyk Jednak i tak niewiele z tego w relacjach polsko-czeskich wynikało przez pozostały okres czasu.
Epizody z czasów husyckich oraz Wiosny Ludów również nie miały decydującego wpływu na poprawę wzajemnych relacji.
Zupełnie inne priorytety w polityce międzynarodowej, mimo tego, że często mieliśmy tego samego wroga - Niemców (choć dla Polaków groźniejsi bywali Rosjanie, z którymi Czesi mieli relacje od znakomitych po przynajmniej poprawne), powodowały, że Polakom i Czechom razem po drodze nie było i w gruncie rzeczy mało ich interesowało co się u potomków drugiego z braci się dzieje.
Dopiero zakończenie I Wojny Światowej doprowadziło do sytuacji, kiedy to po wielu latach oba państwa zaczęły stanowić samodzielne twory narodowe.
A to wywołało konflikty związane z ustaleniem granic międzypaństwowych.
Paradoksalnie przewagę mieli Czesi - (to „paradoksalnie” w moim przypadku bierze się z polonocentryzmu i polskich snów o potędze :-D), bo rzeczywistość wcale nie była dla nas korzystna.
Z dwóch powodów – po pierwsze od 1916 roku Czechosłowacka Rada Narodowa założona w Paryżu i działająca pod przewodnictwem Tomáša Garrigua Masaryka (późniejszego pierwszego i najdłużej sprawującego urząd Prezydenta Czechosłowacji) został uznana za oficjalną reprezentację Czechów i Słowaków przez państwa ententy jeszcze w 1918 roku.
A mało kto pamięta fakt, że Polacy (w jednym z nielicznych, jeśli nie jedynym momencie historii, kiedy byliśmy do bólu pragmatyczni) - postawili na wszystkie możliwe warianty wybicia się na niepodległość, niezależnie od tego kto finalnie w Wielkiej Wojnie zwycięży.
I tak - Józef Piłsudski przewodził stronnictwu wspierającemu najsłabszego z zaborców, wychodząc z założenia, że na Austro-Węgrach najłatwiej będzie wymusić ustępstwa.
Roman Dmowski – szansę widział w sojuszu z Rosją (która to koncepcja upadła po Rewolucji Październikowej) i spowodowała przejście Dmowskiego do obozu zachodniej części ententy i zainicjowanie sformowania Błękitnej Armii Hallera.
Działacze emigracyjni i polonijni na Zachodzie pod przewodnictwem wybitnego pianisty i polityka - Ignacego Jana Paderewskiego liczyli na poparcie Francji, Wielkiej Brytanii, a przede wszystkim Stanów Zjednoczonych.
Czyli teoretycznie – powinniśmy mieć równe szanse z Czechosłowacją.
Tylko był jeden szkopuł – Józef Piłsudski, od 14 listopada 1918 roku Naczelnik Państwa był kojarzony przez zwycięzców jako… organizator polskiej armii u boku państw centralnych.
Drugim argumentem na korzyść strony czechosłowackiej była siła militarna.
Armia Czechosłowacka była znakomicie wyekwipowana i co najważniejsze – mało skrwawiona w bojach.
Dodatkowo – rząd w Warszawie za priorytet uznawał sprawę Lwowa i oddziały mające za zadanie obronę polskich interesów na terenach Śląska Cieszyńskiego przerzucił na front ukraiński.
Wstępne ustalenia polsko-czechosłowackie dotyczące plebiscytu na Śląsku Cieszyńskim i określenia przebiegu granic w oparciu o kryterium narodowościowe jako wyznacznik przynależności państwowej upadły.
Czesi mieli tylko jeden spór graniczny, Polska – plebiscyty na Warmii i Mazurach, Górnym Śląsku i nie ustaloną granicę wschodnią (Konferencja Wersalska pozostawiła to jako kwestię otwartą) co skutkowało wojną z Ukrainą o Galicję Wschodnią, a już od roku 1919 – wojną z ZSRR.
Strona czeska bezwzględnie wykorzystała tę sytuację i mimo wcześniejszych porozumień zajęła sporne terytoria, a dzięki skutecznej dyplomacji - uzyskała podczas konferencji w Spa (5-16 lipca 1920) poparcie Rady Ambasadorów państw Ententy. W dniu 28 lipca 1920 Rada podjęła decyzję o zaniechaniu plebiscytu i arbitralnym podziale tego regionu. Większość Zaolzia, Spiszu i Orawy przeszło w ręce czeskie.
I jak zwykle działania „sojuszników i rozjemców” (niech im Brexit lekkim będzie) doprowadziło całkowitej klęski sprawy polskiej. Tym razem w Księstwie Cieszyńskim.
Taka postawa władz czechosłowackich, w tym oskarżanie Polaków ze Śląska Cieszyńskiego o „bolszewizm”, nie zachęcała do przyjaznych stosunków rządu w Warszawie. Było to nieco dziwnym argumentem, gdyż to szef MSZ, a późniejszy prezydent i premier Czechosłowacji Edvard Beneš był zwolennikiem współpracy nie tylko z Francją ale i ZSRR, i tylko dzięki towarzyszom radzieckim oraz wsparciu NKWD udało mu się uciec w 1938 roku do Londynu. Podstawą wzajemnych stosunków stały się znowu stereotypy „zdradzieckich Pepików”i "Prusaków Słowiańszczyzny" versus„wielkogębych, fanatycznie religijnych polskich warchołów
Ten konflikt przesłonił kwestię naprawdę ważną dla żywotnych interesów zarówno Polski jak i Czechosłowacji. To wielki powrót na scenę międzynarodową Niemiec.
Rosnące roszczenia Niemiec wobec części Sudetów zamieszkiwanych przez niemiecką mniejszość oraz rosnącą uległość rządu w Pradze wobec nich wpłynął na postawę polskiej dyplomacji. Minister Józef Beck zażądał równego traktowania praw mniejszości, zarówno polskiej jak i niemieckiej. Wszelkie koncesje na rzecz Niemców sudeckich miały mieć odwzorowanie w stosunku do mniejszości polskiej.
Wynikiem tego było,  mało chwalebne,  zajęcie Zaolzia przez II RP w 1938 roku
Zacietrzewienie polityków obu stron uniemożliwiło podjęcie jakiejkolwiek wspólnej próby powstrzymania żywiołu niemieckiego.
Okazało się, że i czeski pragmatyzm, i polskie „nie oddamy ani guzika” na nic się nie zdały.
Pobudka nastąpiła zbyt późno i powstanie jednostek czeskich w Polsce w maju 1939 roku pod dowództwem gen. Lva Prchala były musztardą po obiedzie.
Oba państwa po nieco ponad 20 latach niepodległości znowu pogrążyły się w niebycie.
Jednak podczas II Wojny Światowej Czesi znowu wyszli na swoim pragmatyzmie lepiej. Polscy Ślązacy musieli się zadeklarować jako Polacy lub Ślązacy, (co było uznawane przez władzę III Rzeszy jako przynależność do „wielkiego narodu niemieckiego” i jako pełnoprawni obywatele tego państwa byli wcielani do Wehrmachtu). Ci, którzy zdeklarowali się jako Polacy byli traktowani jak w pozostałych częściach państwa Adolfa Hitlera. Czesi mieli przywileje takie jak Niemcy, ale bez konieczności służby w niemieckiej armii.
Upadek III Rzeszy też miał mieć korzystne dla Czechosłowacji konsekwencje. Stosunki ze Związkiem Radzieckim były bardziej niż poprawne, w przeciwieństwie do polskich.
Po raz kolejny, tym razem pojałtańskie, rozdanie kart w naszej części Europy, faworyzowało Czechosłowację w ustalaniu granic. Józef Stalin oddał Czechosłowacji tereny, które weszły w skład II RP w 1938 roku.
Odrzucił jednak roszczenia czechosłowackie dotyczące Ziemi Kłodzkiej, a także powiatów prudnickiego, głubczyckiego, raciborskiego i kozielskiego.
W 1945 roku doszło do jednodniowej wojny pomiędzy „bratnimi krajami socjalistycznymi” o te właśnie tereny. Czechosłowacja skierowała w tamten rejon wojska łącznie z pociągiem pancernym.
Decyzją arbitralnie podjętą przez Stalina wojska czechosłowackie musiały się wycofać poza linię Opawy, podobnie jak wcześniej polska administracja Zaolzia została usunięta przez oddziały Armii Czerwonej i przekazana Czechosłowacji.
Jak widać ani czeski pragmatyzm, ani polska wojowniczość niczego dobrego nie przyniosła żadnej ze stron.
Obecnie relacje polsko –czeskie są poprawne, a zostały zapoczątkowane przez spotkania opozycjonistów – sygnatariuszy czechosłowackiej Karty 77 i polskiego obozu solidarnościowego 21 sierpnia 1987 rozwiniętego w organizację - Solidarność Polsko-Czesko-Słowacka.
Wniosek z lektury mam jeden -  może warto by było wykorzystać obecny moment w historii, bo nic nie jest dane na zawsze, a szczególnie wolność stosunkowo małym i realnie - niewiele znaczącym na światowej scenie narodom Europu Środkowo – Wschodniej?
Może jednak porzucić wzajemne uprzedzenia oraz stereotypy i dla odmiany poważnie potraktować działania i wspólne cele Grupy Wyszehradzkiej?
Bo jeżeli nie – historia lubi się powtarzać. I znowu się skończy jak w wierszu Jana Brzechwy:
„….A kapusta rzecze smutnie:
"Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!..."
Książka napisana z ogromną pasją i dbałością o przekaz historyczny, oparta na bogatym materiale źródłowym. Z pewnością będzie pasjonującą lekturą dla wszystkich, którzy chcieliby poznać więcej szczegółów dotyczących niełatwych relacji z naszymi południowymi sąsiadami.
Serdecznie polecam miłośnikom historii, gdyż trudno w polskiej literaturze trafić na lepsze i bardziej rzetelne opracowanie.

Tytuł: Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku
Autor: Michał Przeperski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: wrzesień 2016
Liczba stron: 464

10/19/2016 09:12:00 AM

Polska kuchnia. Rozsmakuj się w tradycji - Joanna Furgalińska

Polska kuchnia. Rozsmakuj się w tradycji - Joanna Furgalińska
Książki kucharskie i poradniki kulinarne zajmują w naszej domowej biblioteczce dość poczesne miejsce, zaraz obok literatury faktu, historii i fantastyki. Jednak wydana właśnie nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN książka "Polska kuchnia. Rozsmakuj się w tradycji" autorstwa Joanny Furgalińskiej stanowi w tym zbiorze prawdziwy ewenement.
Bo czego się spodziewacie otwierając książkę kucharską ? Listy produktów niezbędnych do przygotowania danej potrawy, sposobu jej wykonania i ewentualnie smakowitych zdjęć.
Ta książką jest zdecydowanie inna. Ciekawsza, stworzona z pasją, humorem i pomysłem, a przede wszystkim pięknie ilustrowana rysunkami Autorki. To właśnie grafiki nadają temu poradnikowi inny wymiar. Niezbyt pewnie czujących się kuchni poprowadzą bezpiecznie przez meandry kuchni polskiej, a opornych mężów i dzieci zachęcą do wspólnego gotowania.
Dziecko jeszcze nie potrafi  czytać ?
To nie problem. Lista składników podana jest w formie obrazkowej, podobnie jak kolejne etapy przygotowywania potraw. Innymi słowy widniejące na okładce motto "zobacz - zrób - zjedz" czyli minimum opisów, maksimum rysunków, nie jest w tym wypadku jedynie pustym frazesem.
Oprócz wiedzy stricte kulinarnej książka dostarcza więc także sporo rozrywki i pozwala wspólnie z najbliższymi twórczo spędzić czas niezbędny na przygotowanie smacznych, tradycyjnych i zdrowych posiłków
Joanna Furgalińska - Ślązaczka z urodzenia, absolwentka  Wydziału Grafiki ASP w Krakowie, malarka i autorka ilustracji do książek stworzyła niesamowity ilustrowany przewodnik po tradycyjnej polskiej kuchni. Nie znajdziecie w niej przepisów na frytki, hummus (który skądinąd bardzo lubię) czy tak modne ostatnio dania kuchni tajskiej.
W zamian za to otrzymacie przepisy na tradycyjne polskie zupy, dania mięsne i potrawy z ryb,  sałatki, napoje i słodkie smakołyki. Takie jak te, które przygotowywały nasze babcie i których smak tak trudno nam w dzisiejszym zabieganym świecie odtworzyć. Znacznie łatwiej przecież  kupić w najbliższym sklepie czerwony barszcz w butelce lub kruche ciasto w proszku, ale to już nie to samo, nie ten aromat, nie ten smak. Czy na pewno w ten sposób chcemy karmić naszych najbliższych ? Czy nie lepiej (a bardzo często także taniej) przyrządzić je samemu lub wspólnie z rodziną a później zasiąść razem przy stole ?
Przecież, jak pokazała Autorka, przygotowanie tradycyjnych polskich potraw takich jak zupa grzybowa czy ogórkowa, zrazy zawijane albo sernik krakowski, nie wymaga ani ogromnej wiedzy, ani dużej ilości czasu.
Wystarczy tylko chcieć je zrobić.
A jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości to "Polska kuchnia. Rozsmakuj się w tradycji" wprowadzi Was - krok po kroku w tajniki najsmaczniejszej kuchni świata - prawdziwej, tradycyjnej kuchni polskiej.






Tytuł: Polska kuchnia. 
Rozsmakuj się w tradycji
Autor: Joanna Furgalińska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania polskiego: październik 2016
Liczba stron: 144

10/18/2016 09:38:00 AM

Mundur - Marek Ławrynowicz

Mundur - Marek Ławrynowicz
W zamierzchłych czasach PRL-u funkcjonował powszechny, obowiązkowy pobór do wojska.
Prowadziło to do kuriozalnej sytuacji, gdzie „dzielnymi obrońcami Ojczyzny”, często – gęsto zostawali osobnicy całkowicie nie przystosowani mentalnie i fizycznie do pełnienia tej zaszczytnej funkcji. W przeciwieństwie do armii zawodowej i ochotniczej trafiało tam mnóstwo ludzi, którzy wcale nie chcieli tam trafić.
Owszem, wojskowym prusko - radzieckim drylem można było znakomitą ich część przerobić na wyrób żołnierzopodobny. Zdarzały się jednak i jednostki absolutnie niereformowalne.
Można je podzielić dwie kategorie: kompletni kretyni, których nawet mocno nieskomplikowane, pod względem oczekiwań w kwestii samodzielnego myślenia, życie w koszarach i tak przerastało lub wszelkiego typu intelektualiści, poeci czy inna pacyfistyczna „swołocz”.
Z tymi pierwszymi nie było większego problemu, bo zawsze jest w wojsku jakaś robota nie wymagająca geniuszu, tylko silnych mięśni i tępego posłuszeństwa.
Z tymi drugimi Ludowe Wojsko Polskie miało nielichy kabaret.
Najczęściej do służby zasadniczej trafiali ludzie, którym nie powiodło się na egzaminach maturalnych lub wylecieli z jakiś powodów ze studiów.
Kolejną kategorią intelektualistów byli absolwenci wyższych uczelni, zwani „bażantami". W wojsku mieli odbyć szkolenia lub kursy oficerskie. W czasie studiów uczestniczyli w niezapomnianych zajęciach zwanych Studium Wojskowym, gdzie jako wykładowcy trafiał najgorszy "odpad atomowy" jaki miało do zaoferowania Ludowe Wojsko Polskie. Z nieznanych do dziś przyczyn byli to ci, którzy podpadli do tego stopnia, że trzeba ich było usunąć z widoku, a jednocześnie ze względu na wcześniejsze zasługi wywalić ich z MON-u nie chciano.
Paweł Zabłocki, bo tak nazywa się nasz bohater (a wygląda na alter ego Autora), jest właśnie przykładem antytezy wojownika.
"Mundur" to powieść o zupełnie nieprzystosowanym do życia w koszarach poecie, który zaliczył Studium Wojskowe na polonistyce, a później via ZMECH (czyli Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Zmechanizowanych im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu) jako najgorszy absolwent kursu w stopniu starszego szeregowego trafia do regularnej jednostki. Być najgorszym w ZMECHU to duże wyzwanie, bo wśród oficerów z tamtego czasu nazwanie kogoś „zmecholem” było powodem do solidnego mordobicia.  „Zmechol” był synonimem tępego i niedouczonego łosia.
Pewnie jest to opinia krzywdząca dla wielu absolwentów tej uczelni, ale nic nie poradzę, że taką mają. To trochę jak z przedwojennymi żurawiejkami na 15 Pułk Ułanów Poznańskich.
W jednej to:
 „Ostróg brzęk w Poznaniu dzwoni, 
To z piętnastki są czerwoni”
ale już w innej, niezbyt przychylnej:
„Po Poznaniu dupą szasta
To z "piętnastki" pederasta."
Tylko i wyłącznie, dzięki temu że Paweł Zabłocki napotyka w jednostkach ludzi przyzwoitych – zarówno kolegów, jak i kadrę oficerską (choć w większości to lenie i pijacy), jakoś udaje mu się przeżyć ten czas w miarę bezstresowo.
Dla tych, którzy mieli okazję znaleźć się w tamtych czasach w szeregach Ludowego Wojska Polskiego to znakomita okazja do wspomnień. Z łezką w oku przypomną sobie własne perypetie w tym "niezorganizowanym bałaganie" i  wrócą na chwilę do czasów młodości. Kiedyś nazwałem LWP „burdelem” na co mój osobisty wujek – pułkownik strasznie się oburzył, twierdząc, że "w burdelu to każdy wie, co, z kim i za ile, a wojsku to już niekoniecznie"
Dla tych Czytelników, dla których świat bez galerii handlowych i Internetu jest równie odległy jak czasy Mieszka I czy dinozaurów – ta książka to niezła lekcja historii, a zarazem "instrukcja obsługi rodziców". Pomoże tej młodszej generacji lepiej zrozumieć, dlaczego my (z Waszego punktu widzenia – obiekty muzealne)  mamy czasami specyficzne poczucie humoru :-D

Tytuł: Mundur
Autor:
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania polskiego:  wrzesień 2016
Liczba stron: 304

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger