czwartek, 22 czerwca 2017

Demon - Łukasz Henel



Dominik Lamberg jest policjantem z komendy w Wałbrzychu. Prowadzi szczęśliwe życie rodzinne, a jego syn ma właśnie przystąpić do Pierwszej Komunii. Podczas mszy Lamberg ma przeczucie, że zdarzy się coś strasznego. Nim zdąży zareagować dochodzi do wypadków, których nie da się wytłumaczyć w sposób racjonalny.
Podczas nabożeństwa pierwszokomunijnego niezidentyfikowany napastnik uzbrojony w poniemiecki karabin maszynowy przeprowadza atak. Ofiarami są między innymi żona i syn Lamberga. Policjant widział napastnika, ale był on nieludzko silny i nawet tak dobrze wyszkolony funkcjonariusz nie miał z nim szans. Podczas dochodzenia nie chce ujawnić on pewnych faktów. Napastnik był bowiem...  częściowo przezroczysty i  ubrany w mundur oficera SS. O takich sprawach raczej nie należy mówić, zwłaszcza, kiedy nie chce się być wyłączonym z dochodzenia. 
W tym samym czasie chory na nieuleczalną chorobę genetyczną poznański chirurg Jan Piołun postanawia się przekwalifikować na stróża opuszczonego schroniska w Górach Sowich. Choroba, która w niedługim czasie zakończy żywot doktora objawia się nadmiernym i mocno przyspieszonym starzeniem. Nie mogąc pogodzić się z faktami Piołun popada w alkoholizm, żona i córka odchodzą, co doprowadza do pogłębienia depresji. Kończy się to utratą mieszkania oraz gigantycznymi długami. W schronisku „Wilczyca” nawiązuje z nim kontakt nieumarły oficer SS – członek tajemniczej organizacji Ahnenerbe (Studiengesellschaft für Geistesurgeschichte‚ Deutsches Ahnenerbe e.V. (pol. Towarzystwo Badawcze nad Pradziejami Spuścizny Duchowej, Niemieckie Dziedzictwo Przodków). Założycielami Ahnenerbe byli Reichsführer-SS Heinrich Himmler i Reichsbauerführer Richard Walter Darré . To okultystyczne bractwo zajmowało się nie tylko starodawnymi wierzeniami germańskimi i cała wiedzą mistyczną „starych bogów”. Dostrzegali również zalety i możliwości nowoczesnych technologii – przejęli między innymi wynalazki genialnego serbskiego naukowca Nicoli Tesli. Celem nowego ”przyjaciela" Piołuna jest przyzwanie Tego, Który Przemawia Ustami Umarłych. Dzięki niemu ma zapanować na świecie chaos i spełnić się marzenie o powstaniu die Herrenrasse. Do tego potrzebne są masowe ofiary, najlepiej złożone z dzieci. Zapłata za współpracę jako otrzymał Piołun od doktora Strugholda było cofnięcie zmian chorobowych. Jedyną osobą, która zna tajemnice schroniska jest stary góral – Plichta, którego dziadek był wymuszonym asystentem Strugholda. Czy połączone siły Lamberga i Plichty będą w stanie powstrzymać Apokalipsę?
Przeczytajcie sami :-D

Tytuł: Demon


Autor:  Łukasz Henel
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania polskiego: maj 2017
Liczba stron: 332

środa, 21 czerwca 2017

Belfer - Katerina Diamond

Ekskluzywną szkołą dla chłopców imienia Churchilla w Devon wstrząsnęło samobójstwo jej dyrektora. Popełnił je niedługo potem, kiedy otrzymał przesyłkę z książką.
Okazuje się jednak, że to dopiero początek serii tajemniczych zgonów postaci znanych i szanowanych. Giną zamordowani w bardzo okrutny sposób: biznesmen, popularny prezenter telewizyjny, a podczas wyprawy do Francji – były duchowny. Co wiąże ze sobą tych ludzi?  Poznając kolejne postacie mamy świadomość jakiejś bardzo mrocznej tajemnicy, jaką łączy ze sobą wszystkie ofiary.
Sprawą, mimo wyraźnej niechęci przełożonych zainteresowała się się para mocno „podpadniętych” detektywów. Adrian Miles, który pod wpływem alkoholu utracił dowody kluczowe dla śledztwa skierowanego przeciwko lokalnemu dilerowi narkotyków tylko wstawiennictwu szefa z zawdzięcza to, że nie wyrzucono go ze służby. Imorgen Grey- została przeniesiona z poprzedniej jednostki w niejasnych okolicznościach.
Czy sprawy morderstw i problemów Milesa i Grey łączą się w jakiś sposób? Pewnie tak, gdyż jednym z zamordowanych jest ojciec owego dilera.
Do dewońskiego muzeum, które spłonęło w części przed kilkunastu laty przybywa doktorant i jako wolontariusz pomaga w odtworzeniu zbiorów. Jego współpracowniczką jest Abbey, dziewczyna, która kilka lat wcześniej została zgwałcona podczas studenckiej imprezy przez dwóch chłopaków, synów zamożnych rodziców.
Co łączy Parkera z wydarzeniami w Devon, jeśli założymy, że  w powieściach tego typu „obcy w mieście” nie pojawiają się bez powodu?
Tajemnice, tajemnice, tajemnice. Okazuje się, że ci, których bohaterowie darzyli największym zaufaniem nie okazują się go godni.
Czy morderstwa to działo psychopaty, czy może zemsta, długo hodowana i przez to tak okrutna?
Świetny thriller, którego przeczytanie nie zajmie Wam zbyt dużo czasu – całkiem solidnie wciąga, a Autorka daje się wykazać czytelnikom inteligencją i przenikliwością, choć zakończenie nieco zbija z tropu i stanowi znakomity fundament pod kolejny tom :-)

Tytuł: Belfer

Tytuł oryginału:  The Teacher
Autor:  Katerina Diamond
TłumaczenieWiesław Marcysiak
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania polskiego: maj 2017
Liczba stron: 368



wtorek, 20 czerwca 2017

Wielka księga słoików - Jennifer MacKenzie

Sezon na domowe przetwory właśnie się rozpoczął, a nas jak co roku ogarnął szał zamykania w słoikach najpiękniejszych smaków lata i jesieni. Przy okazji rozbudowaliśmy też naszą kulinarną biblioteczkę o kilka interesujących pozycji m.in. dotyczących przetwórstwa warzyw i owoców.

"Wielka księga słoików" autorstwa Jennifer MacKenzie na tle dostępnej na rynku literatury kulinarnej wyróżnia się, w naszej opinii, kilkoma bardzo istotnymi atutami. To nie tylko doskonała, powstała w oparciu o wieloletnie doświadczenia autorki, książka kucharska dedykowana wszystkim miłośnikom "słońca w słoikach" i zdrowych domowych specjałów. To przede wszystkim obszerne, napisane przystępnym, zrozumiałym językiem kompendium wiedzy i duża ilość praktycznych porad z zakresu domowego przetwórstwa warzyw i owoców oraz ich prawidłowej konserwacji.
Ponad 250 przepisów na te bardzo znane i mniej znane przetwory, sosy, pasty, czatneje i tapenady otworzyło nam pole do kulinarnych eksperymentów i dało możliwość wypróbowania nieznanych dotychczas połączeń smakowych. Książka przypomniała nam również o dawno nie wykorzystywanych recepturach, które zapisane gdzieś na kartkach zaginęły podczas kolejnych przeprowadzek.
Pomimo, iż wydawać by się mogło, że przetwory to typowo polska tradycja, Jennifer MacKenzie udowodniła, że wiele znanych z polskich sadów i ogrodów skarbów natury można przygotować w zupełnie nowy, bardzo smaczny sposób. Nie zapomniała też zaprezentować w "Wielkiej księdze słoików" receptur rodem z innych kontynentów.


Jednak największą zaletę książki stanowią bardzo precyzyjnie podane przepisy. Autorka doskonale zdaje sobie sprawę, że nie każdy z odbiorców jest mistrzem kulinarnym dołożyła więc starań, aby nawet początkujący kucharze uniknęli pomyłek.
Niemal każdy z zamieszczonych przepisów został uzupełniony o sugestie dotyczące podania, możliwe do przygotowania warianty oraz wskazówki pomocne podczas przygotowywania poszczególnych przetworów.
Osobne rozdziały Jennifer MacKenzie poświeciła metodom przygotowywania zapraw i pasteryzacji, niezbędnym sprzętom oraz przygotowaniu warzyw i owoców. Dodatkowo każdy z działów tematycznych został opatrzony obszernym wstępem, w którym znajdziemy m.in. informacje nt. przetworów z owoców i warzyw, sosów, reliszy, tapenad. Bardzo przydatny okazał się zamieszczony na końcu przelicznik wagi na objętość.

Ponieważ książka trafiła w nasze ręce stosunkowo niedawno, na dzień dzisiejszy wypróbowaliśmy zaledwie kilka przepisów, w tym kalafior marynowany w curry (tutaj znajdziecie przepis), ogórkowe konserwowe chipsy z koprem, ogniste antipasto z pepperoni, czatnej ze słodkiego mango i relisz ćwikłowy. Jednak z pewnością na tym nie poprzestaniemy.


Nie często zdarza się nam dawać książce najwyższą ocenę, ale "Wielka księga słoików" w pełni na nią zasługuje.
Szczególne słowa uznania nalezą się też Magdzie Witkowskiej, która dokonała przekładu tej książki i wzbogaciła jej zawartość o szereg cennych dla czytelników informacji.


Tytuł:  Wielka księga słoików
Autor: 
Magda Witkowska
Wydawnictwo: Laurum 
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 326

niedziela, 18 czerwca 2017

Obłoki Fergany - Przemysław Chwała

Reportaż z podróży do Kirgistanu i Uzbekistanu.
O ile na temat Uzbekistanu przeciętny zjadacz chleba ma pewne pojęcie, to już z Kirgistanem są pewne problemy. Nazwy uzbeckich miast takie jak  Taszkent, Samarkanda, Buchara, Fergana czy Chiwa mnie przynajmniej kojarzą się z przygodami Hodży Nasreddina, który te miasta odwiedzał. Kraj bawełny, ale i złota, którego złoża szacowane są na 4 co do wielkości na świecie.
A Kirgizja? Tutaj już sama nazwa stolicy  - Biszkek raczej mało komu cokolwiek powie. Jedyną nazwą która z czymkolwiek może się kojarzyć to „Pik Pobiedy” o wysokości 7439 m n.p.m.
Dlatego panu Przemysławowi chwała za to (gra słów oczywiście zamierzona), że poświęcił rok życia, aby przybliżyć czytelnikowi dwa z postradzieckich „stanów” (Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan, Turkmenistan, Tadżykistan itd.)
To nie są miejsca, gdzie każdy z ochotą wyruszy na wakacyjną przygodę bo raz, że daleko, a dwa – radziecka mentalność urzędnicza połączona z typowo wschodnią kulturą wszechobecnego „bakszyszu” czyli mniej lub bardziej wymuszonej łapówki jest powszechna. Mniej doświadczonych podróżników może kosztować to mnóstwo pieniędzy, czasu i zdrowia. Dlatego całkiem przyjemnie obserwować te kraje z perspektywy kart tej książki.
Dość charakterystyczną cechą Kirgistanu i Uzbekistanu jest tęsknota zwykłych ludzi za ZSRR. Panował wtedy ład, porządek, wszyscy mieli pracę i stabilną sytuację. Jak ktoś był bardziej przedsiębiorczy, to i dorobić potrafił. Upadek Sojuza skończył się dla nich katastrofą, bo zamknięcie fabryk i kołchozów pozbawiło z dnia na dzień ludzi wszelkich źródeł dochodu. Owszem, część potrafiła wykorzystać koniunkturę i w oparciu o klanową strukturę państw regionu całkiem przyjemnie się ustawić. Jednak większość nie potrafi do tej pory poradzić sobie z tymi zmianami. To pewnie konsekwencja tego, że Rosjanie wciągnęli „stany” w wiek XX, później zafundowali „realny socjalizm” przy wschodniej mentalności. A później – tak po prostu zwinęli majdan pod tytułem ZSRR.
I wygląda to, jak wygląda. Bieda, korupcja, przestępczość zorganizowana, hurtowy handel narkotykami, a odróżnienie polityka od gangstera wymaga dobrej znajomości lokalnych układów.

Tytuł: Obłoki Fergany
Autor: Przemysław Chwała
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 304

środa, 14 czerwca 2017

36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania - Piotr Plebaniak‎

Któż nie słyszał o sławetnym podręczniku „Sztuka wojenna” przypisywanym Sun Wu, znanemu również jako Sun Zi lub Sun Tzu (choć, według Piotra Plebaniaka‎ jest on w najlepszym przypadku twórcą jedynie kilku rozdziałów owego arcydzieła).
Ten starożytny myśliciel i naukowiec – prekursor prakseologii czyli - teorii sprawnego działania nie był jedynym, który w Państwie Środka zajął się kreowaniem zasad prowadzenia działań wojennych.  

Kultura konfucjańska nie odróżnia czasu pokoju od czasu wojny. To tylko inny moment cyklu. Podobnie jak chwilowa potęga czy słabość. Oczywiście „chwilowa” w znaczeniu chińskim. Konflikt jest wpisany w ludzką naturę. Chęć rywalizacji, walka jest po prostu cechą ludzką, czy się to pacyfistom podoba, czy nie. 
Również starożytni Europejczycy dostrzegali taką prawidłowość, co dobitnie wyraża łacińska sentencja „Si vis pacem, para bellum”. Mogą być tylko różne jej metody, nie zawsze krwawe. 
Przykładem azjatyckim, ale z innej części tego kontynentu była „walka bez walki", którą prowadził z Brytyjczykami Mohandas Karamchand Gandhi. 
Inaczej jednak postrzegany jest stan konfliktu w kulturze chińskiej, a inaczej w kulturze europejskiej. 
W naszym pojęciu muszą grać „surmy bojowe”, ”mąż z mężem potykać na udeptanej ziemi się musi” a tradycja zachodnioeuropejska ponad walor zwycięstwa stawia „honorowość” rozgrywki. Dopiero od niedawna wykorzystanie podstępu uznano jako może niezbyt honorowe, ale za to równie skuteczne i zarazem tańsze dla stosującej fortel strony rozwiązanie. 
Również stan zwycięstwa rozumiemy w inny sposób . Dla nas – to położenie sztychu miecza na szyi wroga, dla Chińczyków zwycięstwem jest już odstąpienie przeciwnika od nieprzyjaznych wobec nich zamiarów.

Książka Piotra Plebaniaka to nie tylko podręcznik, z którego dowiecie się jak mając skromniejsze niż Wasz przeciwnik
środki osiągnąć pożądane cele. Czasami za wygraną można uznać fakt, że… nie przegraliśmy, bo nie udało się nas wciągnąć w konflikt, którego w danej chwili nie mamy szans wygrać, lub szanse na pozytywne dla nas zakończenie są iluzoryczne.
Jest to również znakomita lektura, wskazująca ogromne różnice kulturowe pomiędzy Azjatami, wychowanymi według zasady, że grupa jest wszystkim, a jednostka niczym a indywidualistami kręgu łacińskiego. Dzięki „36 podstępom” nauczycie się lepiej panować nad swoimi emocjami, gdyż typowo polskie szarże takie jak pod Somosierrą niezmiernie rzadko przynoszą pożądany efekt przy akceptowalnych kosztach.

Książka pełna humoru, a dzięki temu, że autorem jest Polak - doskonale dostosowana do naszego kodu kulturowego, co znacznie ułatwia wykorzystanie wiedzy i pomysłów, jakie wykreowali Chińczycy. 

Zanim jednak zacznę stosować w życiu wybrane fortele muszę się najpierw nauczyć zachowywać zimną krew i szacować koszty zwycięstw. To też nic nowego – król Epiru Pyrrus wygrał w bitwie pod Ausculum w roku 279 p.n.e, ale gratulującym mu oficerom powiedział „Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będę zgubiony”. Wojnę z Rzymem oczywiście przegrał. 
Dlatego warto korzystać z mądrości i doświadczenia innych, a wiadomo, że...  „Chińczyki trzymają się mocno” .

Tytuł: 36 forteli. Chińska sztuka podstępu, układania planów i skutecznego działania


Autor: Piotr Plebaniak‎
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 792


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ściśle tajne - W.E.B. Griffin

Koniec października 1945 roku. Wojna skończyła się kilka miesięcy temu, nowy prezydent USA Harry Truman podejmuje decyzję o likwidacji OSS. Generał „Dziki Bill” Donovan na osłodę zostaje oskarżycielem pomocniczym przed Trybunałem Norymberskim.
Jednak zakończenie wojny nie oznacza końca problemów. Nadal trwają rozmaite operacje, jak np. operacja przerzucenia oficerów Abwehr Ost gen. Gehlena do Argentyny.
Informacje od szefa FBI - J.Edgara Hoovera, że radzieccy agenci nie przeniknęli do Projektu Manhattan nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. OSS dostarcza dowody, na to, że Stalin doskonale wie o budowie bomby atomowej. Potwierdza to osobista rozmowa prezydenta Trumana ze Stalinem – Generalissimus nie zareagował na wzmiankę o budowie bomby atomowej. Po prostu – wiedział.
To nieco zmienia sposób myślenia o służbach wywiadowczych typu OSS jako „amerykańskim SS” jak widział to wcześniej wiceprezydent Harry Truman.
Prezydent Truman podejmuje decyzję o utworzeniu Grupy Centrali Wywiadu (Central Intelligence Group – CIG), której kolejnym wcieleniem będzie CIA (ale to dopiero pieśń przyszłości – CIA powstanie 26 lipca 1947).
W Amerykańskiej Strefie Okupacyjnej Klosten Grunau w Bawarii znajdują się najbliżsi oficerowie gen. Gehlena z nim samym osobiście.
Obiekt ten musi być doskonale strzeżony, ponieważ byłoby co najmniej niezręcznie aby sojusznicy radzieccy dowiedzieli się o tym, że rezydentura Abwehry działająca na terenach ZSRR nie dość, ze nie szykuje się do Procesu Norymberskiego to jeszcze ściśle współpracuje z administracją amerykańską.
Ujawnienie tych faktów może doprowadzić do impeachmentu prezydenta Trumana, a „Ike”a” Eisenhowera przed sąd wojskowy .
Okazuje się, że Ludowym Komisariatem Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR (sk-NKGB ZSRR) nie zarządzają amatorzy.
Przy próbie sforsowania zabezpieczeń tego tajnego ośrodka zostaje ujęty major tej służby - Orłowski.
Dodatkowo posiada przy sobie dokumenty jednoznacznie wskazujące na obecność agentów NKGB w strukturach Organizacji Gehlena.
Z tym wszystkim ma sobie poradzić 22- letni kapitan, awansowany o dwa stopnie za „wybitne zasługi ustnym rozkazem Prezydenta” Jim Cronley.
Ta nowa seria W.E.B Griffina wiąże się z cyklem „Czas honoru” i Cletus Frade, „El Jefe”. Schulz oraz inni znani nam już bohaterowie pojawią się i w tym miejscu, jednak nową wiodącą postacią będzie Jim Cronley – prywatnie młodszy kolega i przyjaciel obecnie już podpułkownika Cletusa Frade.

Tytuł: Ściśle tajne
Tytuł oryginału: Top Secret
Cykl: Tajne operacje (tom 1)
Autorzy:  W.E.B. Griffin, William E. Butterworth IV
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania polskiego: lipiec 2015
Liczba stron: 468


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Wyklęty '48 - Dominik Kozar

Dwóch wybitnych śledczych – Jan Wolak i Zygmunt Wieczorek zwany „Wiewiórem” próbuje ująć seryjnego mordercę. Przedwojenna Warszawa żyje ich pojedynkiem z nieuchwytnym przestępcą. To, kim są ofiary zbrodniarza jest dodatkowym motywatorem dla obu policjantów. Morduje on kobiety, które były w kochankami Wolaka. Znakiem rozpoznawczym zabójcy są serce i litera „W” wycięte na plecach zamordowanych kobiet. A potencjalnych ofiar jest niemało, ponieważ komisarz Wolak nie jest przesadnie monogamiczny.

Poszukiwania psychopaty przerywa Druga Wojna Światowa. Podczas okupacji „Wiewiór” trafia do KL Auschwitz i traci obie nogi. Komisarz Wolak podejmuje współpracę z Kripo, niemiecką policją kryminalną, gdzie wspólnie z innym, przedwojennym policjantem (Niemcem z pochodzenia) próbuje ująć zabójcę, który z równą skutecznością morduje Niemców jak i wysokich oficerów Armii Krajowej. Ta kooperacja prowadzi po wojnie do zaocznego wyroku śmierci za kolaborację z okupantem. Wolak wstępuje do oddziału partyzanckiego, który prowadzi walkę z „władzą ludową”. Oczekiwanie na to, że „przyjedzie Anders na białym koniu” nie sprawdzają się i w 1948 roku blisko 50- letni Wolak zaczyna odczuwać zmęczenie życiem „leśnego” i beznadziejnością prowadzonych działań.

W tym czasie w Warszawie „młody, a już zdolny” aparatczyk Nikodem Morawski, będący znakomitym prowokatorem Urzędu Bezpieczeństwa zajmującym się poszukiwaniem niezadowolonych z rządów komunistycznych obywateli PRL oraz jak wieść gminna niesie – wtyką Łubianki w aparacie partyjnym PPR, poznaje w nocnym lokalu piękną Wierę. Spędzają upojną noc. Jednak poranek jest koszmarem. Mocno skacowany Morawski budzi się obok zwłok Wiery. Na domiar złego Wiera okazuje się żoną wszechwładnego sekretarza Partii – Bolesława Makowskiego.
Na plecach Wiery wycięto... serce oraz literę „W”. Wygląda na to, że wojna nie zakończyła żywota seryjnego mordercy. Makowski, nie wierząc w sprawstwo Morawskiego (co nie przeszkadza mu w nakłonieniu usłużnego sędziego do wydania na Nikodema wyroku śmierci) żąda odnalezienia prawdziwego sprawcy. Jednak poziom śledczych, jakich ma do dyspozycji aparat partyjny nadaje się tylko do tępego bicia, wykorzystywania donosów i prześladowania tych, którzy nie mogą pogodzić się z faktem, że Polska została pozbawiona niepodległości a prawdziwa jej władza znajduje się na Kremlu. Do tego potrzebni mu są prawdziwi, doświadczeni policjanci. Nakazuje odnaleźć „Wiewióra” i Wolaka.
W tym samym czasie Edward Jastrzębski, porucznik UB, który czymś podpadł swojemu przełożonemu – szefowi Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – Wincentemu Stasiakowi zostaje wysłany na prowincję, aby wesprzeć lokalne UB w rozbiciu „reakcyjnych leśnych band”. Jak się domyślacie – chodzi o oddział, w którym służy Wolak.
Dochodzi do sytuacji, gdzie wolą sekretarza Makowskiego współpracować ze sobą muszą „leśny bandyta i agent Gestapo” w jednym czyli Jan Wolak, pyskaty „Wiewiór", któremu niespecjalnie zależy na życiu, więc mówi to co myśli każdemu, z kim rozmawia i porucznik UB Jastrzębski.

To nie tylko bardzo ciekawie skonstruowany kryminał. To również bardzo udane studium Polski powojennej. Przedwojenni policjanci, posiadacze ziemscy, partyzanci antykomunistycznego podziemia, żołnierze LWP, ubecy i partyjni bonzowie. Jak radzić sobie w nowej rzeczywistości, gdzie nadzieja na powrót do czasów przedwojennych i niezawisłości od Moskwy jest nieziszczalnym marzeniem i zauważają to nawet ci najbardziej nieprzejednani i najwięksi optymiści. Jakoś trzeba sobie ułożyć życie w nowej, niespecjalnie przyjaznej rzeczywistości.
A pasjonujący pojedynek z seryjnym mordercą jest tylko wisienką na torcie.

 Tytuł: Wyklęty '48
Autor: Dominik Kozar
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 640

niedziela, 4 czerwca 2017

Srebrny Orzeł - Ben Kane

Zapomniany Legion, mimo udowodnienia partyjskim panom swojej przydatności jest w dalszym ciągu traktowany z dużą nieufnością i nadmierną brutalnością. Wszelkie kary są znacznie bardziej srogie niż w Rzymie czy wobec samych Partów. Naszym przyjaciołom nie ułatwia życia fakt, że kilku wyjątkowo wrednych legionistów odkryło prawdę o tym, kim są Romulus i Brennus. Tarkwiniusz, jako osoba zadająca się z byłymi niewolnikami też musi bacznie pilnować swoich pleców.
Walki ze Scytami stają się coraz bardziej zacięte. Tarkwiniusz zatraca swój wróżbiarski talent, przez co staje się mniej użyteczny dla partyjskiego wodza Pakorusa. To nie są najbardziej sprzyjające okoliczności, aby myśleć o ocaleniu życia i marzyć o powrocie do Rzymu. Przyjaciele zdani są wyłącznie na siebie.
Z wróżb Tarkwiniusza wynika, że tylko dwóch z nich wróci z krańca znanego świata.
Oprócz Scytów pojawia się nowy gracz- Hindusi. Czy uda się po raz kolejny przeżyć bitwę z dużo liczniejszym i lepiej wyekwipowanym wrogiem? Kto z naszej tróji bohaterów zginie i w jakich okolicznościach? Czy pozostali dwaj faktycznie wrócą na tereny Imperium? 


Fabiola, jest już wolną osobą, wykupił ją z Lupanaru i wywiózł z Rzymu do swojej posiadłości Marek Juniusz Brutus. Sam udał się do Galii, aby wspierać swojego mentora Cezara w walce z powstaniem Wercyngetoryksa.
Fabiola wdaje się w konflikt ze Scewolą – łowcą niewolników i zwolennikiem Pompejusza i musi uciekać do Rzymu, a później do ogarniętej powstaniem Galii, gdzie przebywa jedyna osoba, która może zapewnić jej bezpieczeństwo.
W samym Wiecznym Mieście dzieje się bardzo źle. Walki pomiędzy zwolennikami Publiusza Klodiusza Pulchera i Tytusa Anniusza Milona toczą się praktycznie wszędzie. Brakuje sił, które mogłyby uspokoić sytuację, ponieważ w Rzymie nie mają prawa stacjonować legiony. Jest to dobry czas dla Pompejusza, który tylko czeka, aż Senat zwróci się do niego z prośba o opanowanie sytuacji.
Jak potoczą się losy Fabioli? Czy odkryje, że jej ojcem jest Juliusz Cezar? Jak będzie przebiegać pierwsze spotkanie pięknej, młodej kobiety z nienasyconym na niewieście wdzięki Cezarem? Jak na przybycie kochanki zareaguje Brutus?


Tytuł:Srebrny Orzeł
Cykl: Kroniki Zapomnianego Legionu (tom 2)


Autor:
Arkadiusz Romanek
Wydawnictwo: Znak Horyzont  
Data wydania: lipiec 2015
Liczba stron: 624




wtorek, 30 maja 2017

Zapomniany legion - Ben Kane

Czasy triumwiratu w Rzymie nie są ani spokojne, ani bezpieczne.
Oficjalnie porozumienie Gnejusza Pompejusza, Gajusza Juliusza Cezara i Marka Krassusa ma zapewnić im przewagę nad innymi patrycjuszami oraz Senatem.
Jednak w rzeczywistości – szczególnie po śmierci córki Cezara, Julii, która była żoną Pompejusza pakt istnieje tylko w teorii. Wzajemna podejrzliwość, zazdrość i chęć przechytrzenia pozostałych zajmuje umysły wszystkich trzech triumwirów.

Przewodnikami po tych arcyciekawych czasach jest trójka bardzo nietypowych przyjaciół.
Tarkwiniusz, ostatni haruspik etruski, nienawidzi Rzymian za upadek swojego narodu oraz za śmierć mentora i przyjaciela. Brennus – galijski wojownik, który dostał się do rzymskiej niewoli i został sprzedany do szkoły gladiatorów, również nie ma za co kochać Rzymu i jego mieszkańców. Jedyny wśród nich rdzenny Rzymianin to Romulus, którego matka jest niewolnicą, a ojcem – Juliusz Cezar, który ją zgwałcił. Romulus i jego bliźniacza siostra Fabiola zostają sprzedani w wieku 13 lat. Romulus – do szkoły gladiatorów, a Fabiola do najbardziej ekskluzywnego rzymskiego burdelu – Lupanaru. Czy ta pozornie nic nie znacząca czwórka wpłynie na losy Imperium?

Fabiola zostaje kochanką wpływowego stronnika Cezara – niejakiego Brutusa.
Brennus i Romulus, po przypadkowym zabójstwie wroga Tarkwiniusza - ekwity Celiusza, uciekają do armii Marka Krassusa.
Tam właśnie nawiążą przyjaźń z Tarkwiniuszem.
Tarkwiniusz przepowiada klęskę armii Marka Krassusa w wojnie z Partami.
Bitwę z ponad 35 tysięcy legionistów przeżywa nie więcej niż 10 tysięcy.
Mają prostą alternatywę – albo zostaną na miejscu ukrzyżowani albo przyłączą się do partyjskiej armii w wojnie ze Scytami.
Tak daleko nie dotarł nigdy żaden rzymski legionista. To kraj świata znanego cywilizacji łacińskiej z wypraw Aleksandra Wielkiego.

Jakie bogowie, zarówno etruscy jak i galijscy, mają plany wobec naszych przyjaciół? Najwięcej wie na ten temat Tarkwiniusz jako znamienity etruski wróż. Brennus o swojej przyszłości usłyszał od sędziwego druida ze swojej wioski. Czy zrealizują swoje plany zemsty na znienawidzonych Rzymianach? Gall i Etrusk – hurtowo, a Romulus – tylko na dwóch gwałcicielach matki – byłym właścicielu Gemmelusie oraz, co stanowi „nieco” większe wyzwanie, na Juliuszu Cezarze.

Tytuł: Zapomniany legion
Cykl: Kroniki Zapomnianego Legionu (tom 1)


Autor:
Arkadiusz Romanek
Wydawnictwo: Znak Horyzont  
Data wydania: lipiec 2015
Liczba stron: 640

piątek, 26 maja 2017

Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela - Yossi Melman, Dan Raviv

Kolejna książka tego pisarskiego duetu, który dzięki swoim znakomitym kontaktom w środowisku wywiadowczym Izraela przybliża nam zarówno jego historię, jak i największe sukcesy i wpadki.
Dziennikarzom udaje się namówić na snucie wspomnień byłych szefów Mossadu, Amanu i Szin Bet. Mówią oni oczywiście jedynie to co mogą i chcą, jednak rzadko kiedy dochodzi do takich relacji  pomiędzy ludźmi mediów, którzy chcą, aby wszystko było jawne, a ludźmi służb, których celem jest utajnianie swoich działań. Oczywiście, znaczną cześć opisywanych tu historii zna każdy, kto interesuje się tajnymi służbami Państwa Żydowskiego, ale pojawiają się również informacje, z którymi zetkniecie się po raz pierwszy. Na przykład o współpracy wywiadów polskiego i izraelskiego, o tym, że Izraelczycy bardzo niechętnie dzielą się wiedzą nawet ze swoimi najbliższymi sojusznikami takimi jak np. CIA. To nie jest tajemnicą, ale po raz pierwszy ktoś o tym napisał wprost.
To również historia tego jak zmienia się samo państwo Izrael. Z miejsca, które miało stać się bezpiecznym schronieniem Żydów z całego świata, gdzie wszystko jest podporządkowane jednemu celowi – przetrwać, Izrael zmienia się, na swoje szczęście lub nieszczęście, we w miarę normalne państwo demokratyczne. Piszę – w miarę, bo w niewielu dojrzałych demokracjach obowiązkowa służba wojskowa (na okres 3 lat dla mężczyzn i 2 dla kobiet) obejmuje praktycznie wszystkich obywateli o niearabskim pochodzeniu. Wyjątkiem wśród Żydów są studenci uczący się w jesziwach – co dziwniejsze, bardzo chętnie korzystają oni z praw, jakie daje im państwo, jednocześnie, ze względów religijnych nie uznając go, bo jest świeckie.  Podobnie jest z wojskową cenzurą prewencyjną, będącą obecnie już tylko fikcją i przeżytkiem, nieocenzurowane informacje można znaleźć w tym samym kiosku, tylko w gazetach brytyjskich czy amerykańskich.
Zmiany dotyczą przede wszystkim rozwarstwiania społecznego, niechęci do pracy w kibucach i nawet emigracji młodych Izraelczyków np. do Niemiec, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłoby całkowicie nie do pomyślenia.
Czy nadchodzi zmierzch prymatu Mossadu? Tak twierdzą Autorzy. Wymiera pokolenie, które wiedziało po co powstaje Izrael i było skłonne do wszelakich poświęceń w jego obronie. Dla młodych mieszkańców tego państwa widoczne są jego niedoskonałości oraz przeważa chęć robienia karier indywidualnych, bez oglądania się na tak zwane dobro wspólne i wyższe ideały. To z jednej strony dobrze, że trauma powoli mija, ale i niebezpieczne, bo Izrael bez wsparcia USA, któremu może płacić informacjami szanse na przetrwanie może mieć iluzoryczne.
Pytanie tylko czy to prawda, bo w świecie wywiadów dezinformacja to potężna broń.

Tytuł: Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela


Autor:
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania drugiego: maj 2017
Liczba stron: 184

środa, 24 maja 2017

Tuaregowie i caterpillary - Witold Michałowski

Pierwsze wydanie książki "Tuaregowie i caterpillary" przeczytałem jako nastolatek, głównie interesowały mnie ogniste mieszkanki Nigerii, dowcipy, które krewki rodak wycinał nielubianym przełożonym lub kolegom oraz imprezy. Obecnie, te opisy nadal szalenie mnie bawią, ale dostrzegam też nieco głębszą warstwę tej opowieści. Jako małolat nie byłem w stanie pojąć, dlaczego, będąc w egzotycznym kraju, gdzie Autor zarabia godziwe pieniądze i to w dolarach, tak tęskni za rodziną i przyjaciółmi. Zrozumiałem to doskonale wtedy, kiedy sam byłem w podobnej sytuacji. Innym aspektem są relacje pomiędzy Polakami za granicą. Minęło prawie 40 lat od wydarzeń opisywanych w książce, zmienił się ustrój, pojawiały się niesamowite możliwości, a my w dalszym ciągu nie potrafimy współpracować. Jest tak, jak mówił mi mój serdeczny kolega Mariusz K., że "w UK jeśli Polak ci nie zaszkodził, to już pomógł".
Tak samo niewiele zmieniło się w samej Nigerii. Konflikty międzyplemienne, bieda i wielkie bogactwo, zamachy terrorystyczne, ataki na białych inżynierów (w tym na takich, jak polski inżynier, który odpowiadając za kontrolę jakości „nadepnął komuś na odcisk” i zginął w „wypadku samochodowym”).
Podobnie było z rozwojem technologicznym. Już w pod koniec lat 70-tych XX wieku w Nigerii była  instalowana sieć telefonii bezprzewodowej bardzo przypominająca w swym zamyśle sieć komórkową, powstawały konstrukcje inżynieryjne, które byłyby perełkami sztuki budowlanej w każdym zakątku świata. A wszystko to połączone z  korupcją i pogardą dla miejscowych (żeby nie było -  w tym samych miejscowych, ale z innych plemion).
I bardzo ciekawy cytat z zakończenia książk:
”…Dziwny jest ten świat, w którym mają swoje rezerwaty dzikie zwierzęta, skały, a nawet ludzie czarni, czerwoni i brunatni.
Nie mają tylko biali.
Widocznie nikt z tej rasy na ochronę nie zasługuje.”
Jeżeli ktoś uzna ten tekst za rasistowski, to niech go przeczyta jeszcze raz i przemyśli. Jeśli to nie pomoże – zapraszam na wyprawę na inne kontynenty, może wtedy uda  mu się go zrozumieć.

Tytuł: Tuaregowie i caterpillary

Autor: Witold Michałowski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 240

wtorek, 23 maja 2017

Afronauci. Z Zambii na księżyc - Bartek Sabela

Nie ukrywam swojej sympatii do tego Autora. To nie tylko ziomek z moich ukochanych Bałut, podróżnik i fotograf. To również świetny „opowiadacz” historii z miejsc do których albo nie jedziemy, bo niemodne, albo za daleko, albo za trudno.
Bartek potrafi odkrywać niesamowite fakty i docierać do ludzi, którzy na temat opisywanych wydarzeń mają wiedzę z „pierwszej ręki”. 

„Afronauci” są dokładnie  tym, czego się po Bartku można spodziewać, to także coś, co ja odbieram jako Jego „danie firmowe”.
To fascynująca opowieść z „jakiegoś afrykańskiego kraiku”- w tym przypadku - Zambii (która jest tylko niedużo mniejsza od Turcji czy Pakistanu), lepiej znanej pod nazwą Rodezja Północna.
Głównym bohaterem książki jest postać nietuzinkowa, nawet jak na standardy krajów afrykańskich, które powstały na gruzach dawnych kolonii europejskich.
Nie jest to krwawy cesarz Bokassa władca Cesarstwa Środkowoafrykańskiego czy równie barwny, co zdrowo ”walnięty” Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga, prezydent Republiki Zairu.
Pierwszoplanową postacią "Afronautów" jest Edward Festus Mukuka Nkoloso,  były podoficer wojsk kolonialnych, który walczył w oddziałach Wielkiej Brytanii podczas II Wojny Światowej, późniejszy prominentny polityk zambijski
W latch1960 - 1969 r. prowadził Zambijską Narodową Akademię Nauki, Badań Kosmicznych i Filozofii. Celem owej „uczelni” było skonstruowanie rakiety kosmicznej, którą na Księżyc, a w niedalekiej przyszłości – na Marsa miała polecieć nastoletnia  Matha Mwambwa i dwa koty  lub inny z kilkunastu studentów owej osobliwej szkoły wyższej o bardzo szerokim spektrum przekazywanej wiedzy.
Nazwa nieodparcie kojarzy mi się ze współczesnym polskimi szkołami wyższymi typu Wyższa Szkoła Wszystkiego Dobrego przy Akademii Umiejętności Wszelakich.
Nkoloso miał ambicje prześcignięcia programów kosmicznych Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego. Na obrzeżach Lusaki stworzył zambijski Cap Canaveral lub jak kto woli – Bajkonur.
Program szkoleniowy obejmował między innymi, ćwiczenia mające zapewnić przystosowanie do stanu nieważkości. Do tego celu wykorzystywane były beczki po ropie, w których ze wzgórza byli spuszczani w dół przyszli zdobywcy kosmosu made in Zambia.
Na podstawie tego, co do tej pory napisałem, możecie uznać, że gość był kolejnym, kompletnym afrykańskim czubem, tylko na swój sposób sympatycznym i w swym szaleństwie w gruncie rzeczy całkiem nieszkodliwym.
Tak też zaczęli go oceniać jego wcześniejsi towarzysze broni, choć akurat w przypadku Zambii odejście białych nie miało tak dramatycznego przebiegu jak w innych krajach Afryki.
Co spowodowało, że świetny organizator, nieustraszony aktywista ruchu niepodległościowego swojego kraju został twórcą „programu kosmicznego” i rzucił rękawice dwóm supermocarstwom?
Otóż wynikało to z..... marzeń. Jeżeli udało się osiągnąć jeden cel – czyli powstanie zamiast Rodezji Północnej niepodległej Zambii, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się mrzonką to dlaczego nie pójść dalej?
To świetna historia, w której może i mało jest sukcesów na polu zambijskiej dominacji w kosmosie ale bardzo wiele o Zambijczykach. Ich mentalności, przeszłości oraz teraźniejszości.
Dlatego – tak jak i inne książki Bartka warto "Afronautów" przeczytać. Może nie wszystkie marzenia się spełniają, ale ludzie którzy ich nie mają są przeraźliwie smutni.  Bez wielkich celów i takich pięknoduchów pewnie w dalszym ciągu siedzielibyśmy na drzewach i bali się ognia.

Tytuł: Afronauci. Z Zambii na księżyc


Autor:
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania drugiego: kwiecień 2017
Liczba stron: 216

poniedziałek, 22 maja 2017

Czarny manuskrypt - Krzysztof Bochus



Początek lat 30-tych XX wieku, Prusy Zachodnie. Miłe miasteczko Marienwerder, spokojne i senne, znajdujące się nieco na uboczu „wielkiego świata” i przemian zachodzących w Republice Weimarskiej staje się sceną makabrycznego morderstwa księdza z parafii Świętego Marka Ewangelisty.
Prowincjonalni policjanci nie mieliby zbyt dużych szans na znalezienie sprawców lub sprawcy, ale na ich szczęście do rodzinnego miasta wrócił, w dość tajemniczych okolicznościach, znakomity śledczy z Danzig - radca Christian Abell wraz ze swoim nieodłącznym wachmistrzem Kukulką. Tego samego dna, kiedy zamordowano księdza Platzecka pobity prawie na śmierć został 17- letni syn znanego kupca Gustawa Bohna. Lokalny komisarz policji von Bock, który Ablla nie znosi jak morowej zarazy, po raz pierwszy cieszy się z faktu, że ma komu przekazać sprawę, która może kosztować go karierę. Okazuje się, że ksiądz Platzeck nie był wzorem i ideałem wikarego. Miejskie plotki łączą go z osobą żony naczelnika poczty, niejakiego Osta, wyjątkowego brutala i prymitywa, mocno powiązanego z lokalnym oddziałem NSDAP. Ost miał zarówno motyw, jak i możliwości ukarania zalotnika żony przy wsparciu towarzyszy ze Sturmabteilung Marienwerder.
Ta dość interesująca dla radcy Ablla hipoteza śledcza po kilku dniach legnie w gruzach. W domu znanej w mieście damy lekkich obyczajów zamordowany zostaje drugi ksiądz z tej samej parafii. Ost nie miał żadnego powodu aby zabijać księdza Albrechta Webera, a w dodatku nie miał do tego sposobności, jego alibi mogło poświadczyć pokaźne stadko wiarygodnych świadków. Radca Abell zaczyna interesować się faktem, że obaj księża są z tej samej parafii, w której żelazną ręką rządzi proboszcz Hoeness, człowiek znany w mieście, mający wpływowych przyjaciół w Partii Centrum a także wielki popularyzator tradycji i sukcesów Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie organizujący patriotyczne capstrzyki w remontowanym zamku w Malborku.
To wyjątkowo niebezpieczny przeciwnik, który nie ma zamiaru w jakikolwiek sposób współpracować ze śledczymi, uważając że jest zbyt znamienitą postacią, aby zniżać się do wyjaśniania czegokolwiek.
Oczywiście, radca Abell nie jest człowiekiem, który ustąpi przed taką personą, skoro potrafił aresztować szefa lokalnego NSDAP, jeżeli jego odpowiedzi podczas śledztwa były fałszywe. To już w tym czasie był ryzykowny ruch, gdyż narodowi socjaliści rośli w siłę a pamięć o wrogach mieli znakomitą.
Kto stoi za zabójstwami księży? Czy to ta sama lub te same osoby, które prawie zakatowały młodego Bohna? Czym jest „czarny manuskrypt” i dlaczego aby utrzymać jego treść w tajemnicy muszą ginąć ci, którzy wiedzą za dużo lub za dużo mówią?

Książka świetnie napisana, akcja wartka, a czasy i miejsce – bardzo ciekawe. Mieszkałem w Marienwerder czyli po naszemu Kwidzynie jakiś czas i bardzo polubiłem  miasto, w którym zostawiłem grono znajomych i jednego bardzo zaprzyjaźnionego pisarza :-)
Dlatego opowieść o czasach, które uwielbiam (dwudziestolecie to druga, po antycznym Rzymie epoka, którą darzę niezwykłym sentymentem) i miejscach, które namiętnie eksplorowałem, a także wciągająca intryga,  to znakomita recepta na miłe spędzenie czasu.
Uważam, że wykreowane przez Krzysztofa Bochusa postacie mają ogromny potencjał i z całą pewnością przeczytałbym z nie mniejszą przyjemnością kolejny tom przygód radcy Ablla i wachmistrza Kukulki.
Dlatego – panie Krzysztofie proszę nie spoczywać na laurach i napisać  ciąg dalszy przygód naszych bohaterów np. w Danzig czy Zoppot po wielkim powrocie Christiana do pierwszej ligi policyjnej.
A może wachmistrz Kukulka będzie zmuszony przypomnieć się swojemu „Waffenbruder” ze szpitala wojskowego, aby ocalić swojego zwierzchnika i przyjaciela przed problemami ze strony partyjnych towarzyszy? 

 Tytuł: Czarny manuskrypt
Autor: Krzysztof Bochus
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 384
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...