wtorek, 28 lutego 2017

Grażdanin N.N. Życie codzienne w ZSRR - Andrzej Goworski, Marta Panas-Goworska

Michaił Heller utworzył pojęcie „Homo sovieticus” czyli człowieka rozumnego (homo sapiens) ukształtowanego po wprowadzeniu marksistowskiego eksperymentu społecznego.
I o takim człowieku radzieckim - zwykłej Nataszy czy Waniuszy - jest ta książka.
O ich życiu – od najmłodszych lat, aż do śmierci w Kraju Rad.

Ta bardzo ciekawa lektura, nawet dla takich osobników jak ja, który po raz pierwszy pojawił się w „pionierskom lagierie” w okolicach bratniego miasta Łodzi czyli Iwanowa w 1986 roku i całkiem nieźle porusza się w świecie ZSRR.
Dowiecie jak wielką rolę w państwie radzieckim odgrywały tamtejsze „Wieczorynki” i dlaczego „Żabka podróżniczka” musiała zniknąć z ekranów, przysparzając swoim twórcom poważnych kłopotów z władzą. Podobnie jak nieco gamoniowaty Miszka po objęciu władzy przez Michaiła Siergiejewicza Gorbaczowa czy pies Fila podczas pobytu w ZSRR Fidela Castro.  Przeczytacie też dlaczego w „Spokuszkach” pojawił się Murka – tygrysek syberyjski.
Tekst z „Wieczorynki” czyli „Spokuszki” zacytował nawet podczas posiedzenia KC KPZR sam Leonid Iljicz Breżniew.

Na kartach książki spotkacie kobiety - górniczki, które potrafiły wydobywać węgiel w Donbasie nie mniej sprawnie niż legendarni herosi pracy socjalistycznej z samym Aleksiejem Grigorjewiczem Stachanowem na czele.
Dowiecie się czym jest magiczna w ZSRR liczba 362, dlaczego Michaił Siergiejewicz dorobił się mało przyjaznej ksywy „Lemoniadowy Joe” oraz jak wyglądało przyjęcie na studia i samo studiowanie.
Poznacie naukowe podejście do zwalczania alkoholizmu, a także legendarny obóz pionierów w krymskim Arteku. To, że alkoholu nie można nabywać w określonej odległości od różnego typu budynków i instytucji nie jest bynajmniej odkryciem ruchów trzeźwościowych powstałych w III RP.

To również podróż z bardzo młodymi ludźmi do Afganistanu, z której wielu już nie wróciło, a jeszcze więcej z nich z traumy tamtejszych czasów nie uwolniło się do dzisiaj.
Przeczytacie o tym czym był „gruz 200” (a właściwie jest do tej pory) oraz dlaczego lepiej było trzymać się z daleka od podróży „Czarnym Tulipanem”

Będziecie mogli się przekonać,  ile pozostało w Polsce z mentalności człowieka radzieckiego oraz jak wiele z homo sovieticusa jest w nas samych, a i w obecnych, prominentnych politykach działających w naszym pięknym Kraju jest go niemało. Z części z nich byliby dumni wodzowie rewolucji, a już na pewno twórcy i sympatycy Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”

Dla części z Was będzie to (tak jak dla mnie) powrót w czasy młodości, dla młodszych czytelników – możliwość odkrycia świata, który zgodnie z logiką istnieć nie powinien, a istniał i miał się okresowo całkiem nieźle przez kilkadziesiąt lat.
Książka w jednych miejscach zabawna, w innych poważna i smutna – jak to życie w kraju monopartyjnym.

 Tytuł: Grażdanin N.N. Życie codzienne w ZSRR
Autorzy: Andrzej Goworski, Marta Panas-Goworska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania polskiego: styczeń 2017
Liczba stron: 296

poniedziałek, 27 lutego 2017

Brudne wojny - Jeremy Scahill

Dość przerażająca w swojej wymowie książka dotycząca pozaprawnych działań amerykańskich polityków, którzy obchodząc prawo lub  naginając je do granic, decydują o włączeniu się  U.S Army do działań „antyterrorystycznych”.
Oczywiście, nie mam nic przeciwko zwalczaniu terroryzmu, jednak jeżeli odbywa się to przy stosowaniu metod zabronionych przez amerykańskiego prawodawcę, to sytuacja nie wygląda dobrze.
Jak inaczej nazwać, niż złamaniem wszelkich reguł jakimi powinno się kierować państwo prawa, powołanie „szwadronów śmierci” w skład których wchodzili żołnierze elitarnych jednostek wojsk amerykańskich?
Gdzie Konstytucja i demokratyczne prawa obywatelskie, którymi szczycą się Amerykanie, a  ich prominentni politycy stawiają za wzór do naśladowania?
Otóż, dzięki sprytnym prawniczym sztuczkom, np. bojownicy Al.-Kaidy, złapani z bronią w ręku nie są wrogimi żołnierzami, ale wyjętymi spod prawa bandytami.
Podejrzanym nie stawia się zarzutów, tylko trzyma w „czarnych dziurach” na całym świecie, najlepiej w krajach, które dopuszczają stosowanie tortur podczas przesłuchań lub nie zadają zbyt wielu pytań.
Jako jeden ze standardów przesłuchiwania osób podejrzanych o terroryzm wprowadzono np. techniki stosowane podczas treningów S.E.R.E ( Survival – Przetrwanie,  Evasion – Unikanie, Resistance – Opór, Escape – Ucieczka/Ewakuacja), na których uczono amerykańskich wojskowych, działających poza liniami wroga przetrwać po ujęciu przez „ złe, totalitarne kraje łamiące prawa człowieka i konwencję genewską”.
Okazało się, że metody stosowane przez owe kraje mogą być skuteczne w rękach „miłujących prawa człowieka i respektujących konwencję genewską” śledczych z USA.
Dokonywano egzekucji obywateli amerykańskich zamiast postawienia ich przed sądem, jak stanowi prawo.
Akceptowano porwania, przetrzymywanie bez przedstawienia aktu oskarżenia oraz uniemożliwienie kontaktu z adwokatem.
Używano uzbrojonych dronów do przeprowadzenia eliminacji wrogich bojowników narażając życie (a często go pozbawiając) ludzi, którzy znaleźli się „w złym miejscu i w złym czasie”.
Rezygnowano z przeprowadzenia profesjonalnego wywiadu przy użyciu CIA lub innych, pokrewnych służb w celu zyskania na czasie, co wielokrotnie prowadziło do pomyłek i egzekucji ludzi całkowicie niewinnych. 
Znowu - „zły czas, złe miejsce”. 
O kłamstwach i oszustwie, które stały za inwazją na Irak oraz opisywanej już niejednokrotnie przeze mnie niesamowitej  wręcz głupocie i arogancji Paula Bremmera, który jest jednoosobowo odpowiedzialny za to, co do dnia dzisiejszego dzieje się w Iraku, nawet nie wspomnę.
Generalnie – litania łamania reguł, których przysięgano bronić oraz tworzenie mitów o „mniejszym źle” to codzienność.
Nie jestem admiratorem Stanów Zjednoczonyc, a szczególnie hipokryzji ich polityków, ale ta książka pokazuje jeden, niesamowicie ważny element, który odróżnia dojrzałą demokrację z dużą ilością zabezpieczeń od państw o innej kulturze prawnej.
Nie wierzę, że inni światowi gracze nie posiadają takich jednostek, jak te które obecnie służą rządowi USA. Nie sądzę, aby Rosjanie lub Chińczycy jakoś specjalnie rozpaczali nad losem biednych, niedemokratycznie i wręcz niehumanitarnie traktowanych terrorystów.
Tylko tam dziennikarz lub pisarz, który prowadziłby takie dziennikarskie śledztwo albo trafiłby od razu do obozu reedukacyjnego lub zostałby pedofilem, malwersantem czy gwałcicielem staruszek i staruszków.
Ewentualnie potknął się na dywanie niosąc nóż  - i to tak ze 40 razy z rzędu.
Uważam, że należy potępiać patologię płynącą ze zbyt dużej władzy jednostek, działających poza wszelką kontrolą.
Albo – uczciwie zmienić prawo, aby nikt nie zarzucał działań bezprawnych.
Tylko jak to wytłumaczyć społeczności międzynarodowej i własnym obywatelom?

Tytuł: Brudne wojny
Tytuł oryginału:  Dirty Wars

Autor: Jeremy Scahill
Tłumaczenie:  Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 500






Łowcy nazistów. Na tropie zbrodniarzy wojennych - Andrew Nagorski

To nie tylko historia najbardziej medialnego tropiciela zbrodniarzy wojennych zwanego „żydowskim Jamsem Bondem” Szimona Wiesenthala czy też najbardziej znanego procesu prowadzonego przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze.
To także relacja oparta na rozmowach i dokumentach dużo osób mniej znanych, ale z pewnością nie mniej zasłużonych.
Z książki dowiecie się m.in  dlaczego denazyfikacja w Niemczech odbyła się w taki sposób, że nie doprowadziła do sytuacji takiej jak „debaasyfikacja” przeprowadzona przez Paula Brammera w Iraku.
Przeczytacie o udziale kościoła katolickiego, który jak to określił w książce jeden z rozmówców Autora ”był podzielony na pół. Jedna część ratowała Żydów podczas wojny, a druga- zbrodniarzy hitlerowskich po jej zakończeniu”.
Dlaczego Mossad, który o miejscu pobytu Adolfa Eichmanna wiedział już kilka lat wcześniej, nie podjął żadnych działań, aby go ująć.
To także książka o tym, dlaczego Amerykanie nie zgodzili się na dokonanie egzekucji na głównych postaciach III Rzeszy upierając się na przeprowadzenie procesu, skąd wzięło się prawne sformułowanie „zbrodnia ludobójstwa” oraz dlaczego znacznej części niemieckich oprawców nie postawiono przed obliczem sądu.
Dowiecie się również dlaczego o procesie w Norymberdze powstały dwa filmy i dlaczego to wersja radziecka stała się zdecydowanie bardziej popularna (nawet w USA) niż ten, który nakręcono na zlecenie armii amerykańskiej, mimo tego, że film nakręcony przez Rosjan w znacznym stopniu pomijał sukcesy alianckie w wojnie z III Rzeszą i podkreślał jedynie zasługi ZSRR w pokonaniu hitlerowskich Niemiec.
Z lektury wywnioskujecie, jak powojenna sytuacja wpływała na takie, a nie inne podejście aliantów do problemu zbrodniarzy wojennych i dlaczego z ponad 3000 członków Einsatzkommando działających na terenie ZSRR i odpowiedzialnych za wymordowanie setek tysięcy osób osądzono tylko kilkunastu, a na śmierć skazano czterech, mając pełną, wykonaną z iście teutońską precyzją dokumentacje tych masowych mordów.
Nie jest to pozycja łatwa, lekka i przyjemna, ale zdecydowanie warta przeczytania.



Tytuł: Łowcy nazistów. Na tropie zbrodniarzy wojennych
Tytuł oryginału: The Nazi Hunters
Autor: Andrew Nagorski
Tłumaczenie:  Jan Szkudliński
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 382




piątek, 24 lutego 2017

Dziedzictwo Popiołów. Historia CIA - Tim Weiner

Oparta na odtajnionych dokumentach historycznych oraz rozmowach z byłymi dyrektorami i innymi prominentnymi funkcjonariuszami, historia 60 lat działalności jednej z najbardziej znanych na świecie agencji wywiadu.
I co zaskakujące – historia klęsk, nieudanych operacji i generalnie antyprofesjonalizmu tej jednostki.
Po rozwiązaniu OSS, która była praktycznie półprywatną agendą prezydenta Franklina Delano Roosevelta działającą podczas II Wojny Światowej pod kierownictwem starego druha FDR „Dzikiego Billa” Donovana powstała w USA wywiadowcza próżnia.
Prezydent Truman nie chciał mieć nic wspólnego z organizacją „niemoralną” za jaką uważał wszelkie parające się szpiegostwem instytucje.
Chciał, aby docierały do niego spójne raporty dotyczące sytuacji na świecie.
Weterani OSS, którzy chcieli pozostać w służbie mieli inną wizję. Chcieli utrzymania statusu specsłużby zajmującej się w mniejszym stopniu pozyskiwaniem sekretów Związku Radzieckiego i bloku państw socjalistycznych, a bardziej zajmującej się po staremu sabotażem czy akcjami dywersyjnymi.
CIA rodziła się w bólach ale już jako dziecko była dość pokraczna i nieudolna.
Do 2007 roku nie odnotowała żadnego sukcesu opartego na własnej, rzetelnej pracy wywiadowczej.
Jeżeli osiągała jakiekolwiek sukcesy, to była to bardziej zasługa przypadku, siły amerykańskiej waluty, mitu Ameryki jako państwa demokratycznego i nimbu przywódcy wolnego świata.
Dyrektorzy CIA okłamywali nie tylko opinię publiczną, ale nawet prezydentów USA.
Poddanie CIA pod kontrolę Kongresu też pomogło w niewielkim stopniu.
Lektura niezmiernie zajmująca ukazująca przerażającą prawdę o tej organizacji.
Początki jej działalności i walki z komunizmem okupione zostały krwią tysięcy patriotów, którzy dali się omamić CIA i jej obietnicom pomocy w obaleniu władz takich krajów jak Węgry, Albania, NRD czy Polska.
Zrzucanie na spadochronach źle wyszkolonych agentów, infiltracja zachodnich służb wywiadowczych przez KGB czy GRU (słynni „Apostołowie z Cambridge” w MI-5 czy szef kontrwywiadu BND w RFN), amatorszczyzna samych oficerów prowadzących i złudne obietnice wsparcia powstań prowadziły do hekatomby ludzi, którzy wierzyli w amerykańską pomoc.
Gdyby nie siła dolara i wiara w „American Dream” nigdy nie udałoby się CIA zdobyć jakichkolwiek informacji z kręgów bliskich Kremlowi.
Inna sprawa, że spora część takich „łupów” była zagrywką służb radzieckich.
Marnotrawienie pieniędzy amerykańskiego podatnika na wspieranie nieistniejących grup oporu w krajach komunistycznych (takich jak np. akcja wspierania V Zarządu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, która była grą operacyjną MBP w latach 1947 -1952 pod kryptonimem „Operacja „Cezary”) nie są jednostkowymi przypadkami.
Polska bezpieka poza ujęciem ludzi podziemia, rozpoznania amerykańskich procedur itp. „skaleczyła" CIA na kilkaset tysięcy dolarów i kilkaset kilogramów złota. Złoto to w części zostało przekazane do Włoch jako wsparcie dla Włoskiej Partii Komunistycznej.
Nie było osób lub organizacji na tyle obrzydliwych, aby odstręczyć CIA od współpracy z nimi.. To między innymi japońscy zbrodniarze wojenni, którzy dzięki pieniądzom przekazywanym przez CIA rządzili w Japonii przez kilkadziesiąt lat, czy religijni fanatycy, których po raz pierwszy CIA użyła w Iranie.
Praktycznie nie ma operacji, która od samego początku nie została koncertowo spartaczona lub nie przyniosła w późniejszym czasie opłakanych skutków (vide szejk Osama bin Laden, szkolony i wspierany przez CIA w Afganistanie czy „niezbite dowody” na posiadanie przez prezydenta Saddama Husseina broni masowego rażenia).
Jedyne, co daje do myślenia to fakt, że jest to książka oparta na odtajnionych dokumentach tej służby oraz świadectwie jej byłych pracowników.
A w świecie wywiadu i służb specjalnych zawsze lepiej wyglądać na głupszego, niż się jest w rzeczywistości. :-D

Tytuł: Dziedzictwo Popiołów. Historia CIA
Tytuł oryginału: Legacy of Ashes: The History of the CIA
Autor: Tim Weiner
Tłumaczenie:  Piotr Chojnacki, Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2009
Liczba stron: 714

wtorek, 21 lutego 2017

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo - Marek Rabij

Po zawaleniu się budynku Rana Plaza w stolicy Bangladeszu –Dhace w 2013 roku cały świat zainteresował się warunkami pracy szwaczek w tym kraju.
Według różnych szacunków zginęło wówczas od 1134 do ponad 6200 osób.
Marek Rabij, jako dziennikarz „Newsweek Polska” udał się tam zaraz po tragedii.
I zrobił materiał jakiego po nim oczekiwano. Ale zdecydował się na kontynuację tematu, kiedy świat miał już inne, krwawe, interesujące i co najważniejsze – świeże tematy na pierwsze strony gazet.
To bardzo ciekawa opowieść o globalizmie zderzonym ze średniowieczną mentalnością.
Próba zrozumienia tych ludzi przekracza możliwości pojmowania przeciętnego Europejczyka, a przynajmniej sporej ich części. Trudno jest pojąć, że przy tak ogromnej biedzie, jaką pokazuje na zdjęciach w swej książce Marek Rabij największym szczęściem jest posiadania potomstwa. Najlepiej – licznego.
Według danych ONZ, na które powołuje się Autor, obecnie miasto wielkości Krakowa, zamieszkuje 14,9 mln. ludzi. Według prognoz - w 2040 będzie ich tam już... 45 mln. Edukacja, która wbrew pozorom jest dla tamtejszych mieszkańców istotnym elementem, mającym wpływ na poprawę standardu życia jest teoretycznie darmowa, ale w praktyce w każdej szkole pojawiają się przeróżne miesięczne opłaty, co faktycznie stanowi czesne.
Przy zarobkach szwaczek są to pieniądze nieosiągalne, bo trzeba wyżywić rodzinę.
Ale jakoś nikt nie myśli w sposób zrozumiały dla nas - mam mniej dzieci, to stać mnie na ich edukację.
Nie, bo przecież wymogi religii (dość jednak luźno stosowane, jeżeli chodzi np. o picie alkoholu) oraz tradycja skłania do posiadania licznego potomstwa i nie mówię tu o tym, co my uznajemy za rodzinę wielodzietną.
Inną kwestią są wymogi bezpieczeństwa pracy. Etyka biznesu, o której na konferencjach prasowych szeroko rozwodzili się prezesi firm odzieżowych na potrzeby których pracują szwalnie w Bangladeszu nigdy nie były tematem rozmów podczas negocjacji biznesowych, w których jako tłumacz uczestniczył jeden z rozmówców Autora. I wcale mnie to nie dziwi,  przecież nie po to przenieśli produkcję do tego kraju, żeby prowadzić działalność charytatywną, ale dlatego aby osiągać jak najwyższe zyski dla swoich udziałowców.
Podniesienie płac i standardów pracy np. w Chinach spowodowało przeprowadzkę firm tego typu do Bangladeszu. A konkurencją dla tego państwa powoli staje się jeszcze tańsza Mjanma (dla tych, którzy nie są na bieżąco z nazewnictwem państw w tym regionie  tak jak np. mój Word, który wyrzuca mi błąd, po staremu Birma).
Tam siła robocza jest jeszcze tańsza, a o bezpieczeństwie pracowników nie myśli się wcale.
Niektóre pomysły wszelkiego typu „naprawiaczy świata” z krajów Zachodu przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych.
Walka z zatrudnianiem nieletnich zamiast poprawić ich los, zdecydowanie go pogarsza. Dzięki pracy w fabrykach mieli co jeść i część pracodawców zapewniała im minimum opieki, w tym medycznej, a wydajność młodocianego w wieku lat kilku lub kilkunastu, ale z tej dolnej połowy jest nieznaczna.
Jeżeli jednak właściciel miałby mieć z tego tytułu jakiekolwiek problemy to po prostu wyrzuci ich na ulicę.  Na to, że rząd w Dhace podejmie jakieś kroki, mające poprawić sytuację systemowo też trudno liczyć.

Trochę z innej beczki, ale na temat. Przeczytałem ostatnio dwa artykuły prasowe, które dają do myślenia na temat przyszłości nie tylko takich krajów ja Bangladesz.
Pierwszy dotyczył zasobów niezbędnych do tego, aby cała populacja obecnie zamieszkująca Ziemię mogła osiągnąć standard życia porównywalny ze średnim standardem europejskim. I okazało się, że aby to osiągnąć byłyby potrzebne jeszcze.... cztery takie planety. Czyli – populacja ludzka jest o 80% zbyt liczna, aby zapewnić wszystkim takie warunki życia.
Rozwiązań jest w tej sytuacji kilka:
Po pierwsze – skolonizować i zasiedlić kolejne 4 planety. Ale przy tak wysokim przyroście naturalnym jaki ma miejsce w krajach Dekanu, Afryce czy Bliskim Wschodzie warto mieć jeszcze ze dwie w zapasie.
Po drugie – zmniejszyć populację, co jak wiecie z historii miało już kilkakrotnie miejsce bądź w wyniku epidemii lub wojen światowych.
Po trzecie – wprowadzić regulację populacji w najbardziej przeludnionych krajach metodą Chińskiej Republiki Ludowej czyli polityki jednego dziecka.
Zgadnijcie – co będzie najłatwiejsze do przeprowadzenia, jeżeli w wielu krajach na tego typu decyzje wpływ mają szamani z wielkim zapałem popierający wielodzietność.

Kolejnym artykułem była robotyzacja zakładu w Chinach.
Z 2500 zatrudnionych osób po jego pełnej automatyzacji pozostało ich 60. Po wdrożeniu wszelkich usprawnień  oraz udoskonaleniu oprogramowania ma tam pracować 20 osób.
Wnioski wyciągnijcie sami.

Tytuł: Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo 
Autor: Marek Rabij
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 224

niedziela, 19 lutego 2017

Niech żyje Nam. Historia mistrza - Julia Hamera


Pochodzący z Wietnamu Nam, a właściwie Hai Bui Ngoc, mistrz wu shu, przyjaciel i znajomy wielu ludzi związanych z opozycją w czasach PRL za pośrednictwem Julii Hamery opowiada historię swojego życia.
I o ile to, dlaczego w Polsce przyjął imię Nam jest bardzo zabawne, to większość jego opowieści już tak zabawna nie jest.
Nam został Namem, bo Polacy wymawiali jego prawdziwe imię jak „khai” co po wietnamsku oznacza fetor lub śmierdzący zapach moczu, a imię Nam jest w Wietnamie popularne.
Na dodatek Polacy uwielbiają jakiegoś bliżej nie określonego Nama. Jaki jest na to dowód? Nie ma polskiej ważnej imprezy, takiej jak urodziny czy imieniny, gdzie nie śpiewa się „Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam” :-D

Historia, którą poznacie jest szczera do bólu.
Recenzuję drugą biografię Azjaty z Azji Południowo-Wschodniej i drugi raz stykam się z takim ekshibicjonizmem intelektualnym.
Nam nie stara się upiększać własnych losów oraz udawać, kogoś kim nie był.
To historia chłopaka, który jest nieślubnym dzieckiem i to w kraju, w którym posiadanie takiego potomka kończyło się dla rodziców poważnymi konsekwencjami i całkowicie potrafiło utrącić karierę w partii.
A niemożność bycia członkiem partii spychała człowieka do roli całkowicie podrzędnej i zamykała wszelkie drogi awansu społecznego.
Urodzony w 1957 roku Nam jest wychowywany przez pojawiającego się od czasu do czasu ojca poprzez brutalne bicie.
I nie uważa tego za coś wyjątkowego – tak traktowane są wszystkie dzieci, które sprawiają kłopoty wychowawcze.
To również czas wojny amerykańsko-wietnamskiej, więc kilkukrotnie doświadcza losu uciekiniera.
Ojciec, który nie darzył Nama ojcowskimi uczuciami, uważał, że sprawiający kłopoty najstarszy syn wymaga jeszcze większej surowości w wychowaniu. Dlatego postanowił wysłać krnąbrnego 9-latka to Chińskiej Republiki Ludowej do szkoły wu shu.
A było to miejsce zupełnie inne niż lukrowany obraz szkół sztuk walki. Nie było tam miłego staruszka pokroju pan Kesuke Miyagi z serii „Karate Kid”.
Tam nikt nie zwracał uwagi na psychikę młodych chłopców, zmuszano ich do treningów ponad siły i możliwości, a każda najdrobniejsza przewina była karana pozbawieniem posiłku.
Wu shu miało stać się dyscypliną olimpijską, wyeliminować różnorodność szkół starych mistrzów i wprowadzić, nawet do tej dziedziny życia, ulubioną przez komunistów „urawniłowkę”
Kilka lat czteromiesięcznych turnusów wu shu zmieniło Nama, a dzięki ogromnemu wysiłkowi i samozaparciu osiągnął on poziom mistrzowski.
Uczył się słabo, bo musiał zastępować rodzinie wiecznie nieobecnego ojca i opiekować się pozostałym rodzeństwem.
Jednak to nauka i wiedza stała się dla niego przepustką do innego życia.
Dzięki ogromnej pracy oraz poparciu rodziny udało mu się uzyskać stypendium zagraniczne.
Los rzucił go na Politechnikę Gdańską.
To także opowieść o biednym Wietnamczyku z prowincji i prześladującym go ciągłym strachu przed  odesłaniem do domu, za naruszenie wytycznych, które partia stawiała studentom.
Skończyłoby się to  nie tylko niesławą i wstydem dla rodziny, ale przekreśliłoby szanse na karierę, a marny los byłby poprzedzony pobytem w obozie reedukacyjnym.
Jednak losy Nama potoczyły się tak, że nie dość, iż łamał reguły, to przypadkowo związał się z trójmiejskim półświatkiem. Występował na pokazach sztuk walki, prowadził treningi, dzięki czemu poznał różnych ludzi – i tych dobrych i tych nie bardzo :-)
Taka działalność ściągnęła na Nama czujne oko wietnamskiej bezpieki.
Podczas próby zatrzymania podjął decyzję, która wpłynęła na jego dalsze życie.
Agenci nie byli przygotowani na spotkanie z mistrzem wu shu.
Dzięki polskim przyjaciołom udało mu się uciec.
Więcej nie zdradzę, ale zachęcam do przeczytania tej pozycji z kilku powodów.
Po pierwsze – życie to Nam miał ciekawe.
Po drugie – dowiecie się czegoś więcej o tym, jak nas widzą obcokrajowcy, popatrzycie innymi oczyma na działalność władzy  i opozycji w latach 80 a także na to, jak wyglądało życie emigranta politycznego we Francji.

Tytuł: Niech żyje Nam. Historia mistrza
Autor: Julia Hamera
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 432











piątek, 17 lutego 2017

Pęknięte miasto. Biesłan - Jerzy A. Wlazło, Zbigniew Pawlak

Biesłan. Jak napisali Autorzy – pewnie niewiele osób na świecie usłyszałoby o tym niewielkim, kaukaskim miasteczku, gdyby nie ogromna tragedia, jaką był atak terrorystów na szkołę podstawową numer jeden w 2004 roku.
Dla Zbigniewa Pawlaka to było jedno z wielu miejsc, które odwiedził podczas swojej wędrówki po Jedwabnym Szlaku. Podróży, którą rozpoczął jako 22- latek, a zakończył jako 32- letni mężczyzna, nie porzucając jednak pracy w organizacjach charytatywnych działających na rzecz mieszkańców tego regionu.
Jednak to, co wydarzyło się w Biesłanie zmusiło go do powrotu, chciał zrozumieć, dlaczego naruszono jedno z niewielu tabu Kaukazu – nietykalność dzieci.
Wiemy, kto dokonał tego haniebnego czynu, wiemy kto zginął, ale do tej pory nie ma prostej odpowiedzi na pytania zaczynające się słowem „dlaczego ?
Bo jak inaczej rozpocząć rozważania niż od zadania owych pytań ? Jak zrozumieć kto i dlaczego wydał taki rozkaz?
Niby proste - islamscy fanatycy, ale w takim razie dlaczego ktoś próbował powstrzymać Annę Politkowską, posuwając się do próby (nieskutecznej) jej otrucia?
I zrobił to w samolocie Aerofłotu za pomocą trucizny podanej przez stewardesę w szklance herbaty ?
Raczej nie była to samodzielna inicjatywa owej stewardesy.
Jak to się stało, że negocjacje nie potrwały wystarczająco długo, aby komandosi z oddziałów „Alfa” i „Wympieł” mogli wejść do akcji przygotowani?
Jak udało się powstrzymać zemstę za wymordowane rodziny, jeśli na Kaukazie mści się krzywdy prawdziwe lub urojone przez pokolenia, gdzie „wnuki mszczą krzywdy wyrządzone dziadkom ich pradziadków” ?
I czy ktokolwiek ze strony terrorystów zamierzał podejmować jakiekolwiek negocjacje, jeżeli pierwszą osobę zamordowali już po kilku minutach a po kolejnych kilku godzinach – wymordowali  mężczyzn, którzy mogli stać się dla nich zagrożeniem?
Przecież nie ma na świecie kraju, w którym po tym, jak zostaje zabity pierwszy zakładnik ktokolwiek jeszcze negocjuje.

To opowieść o bólu po utracie dzieci, poczuciu winy za to, że inni zginęli, a ja przeżyłem.
Ale również o życiu na Kaukazie, takim codziennym, które musi płynąć niezależnie od przeżytej traumy.
Dlatego opowieść ma dwie części – pierwszą, która rozpoczyna się po 40 dniach żałoby i drugą – już po 10 latach od tych wydarzeń.
To historia ludzi i o ludziach. O tych, którzy chcieli przeżyć, a im się nie udało. I tych, którzy już po tym fakcie sensu dalszej egzystencji nie widzieli, ale musieli, bo mieli jeszcze inne dzieci, dla których byli jedynym oparciem.
A także o bohaterach, którzy dzięki swojemu osobistemu poświęceniu ocalili niejedno dziecięce istnienie. To żołnierze i oficerowie sił specjalnych, którzy własną piersią zasłaniali dzieci przed kulami terrorystów.
I to nie jest przenośnia lub kadr z radzieckiego filmu o bohaterach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Nie miało dla nich znaczenia, że nie mają kamizelek kuloodpornych, bo nie zdążyli ich założyć przed wejściem do akcji.
Pośród 334 ofiar 186 to dzieci. Ktoś powie, że dużo, bo akcje spieprzyli antyterroryści.
Tak, tylko samych antyterrorystów zginęło 11.
I nie dlatego, że zawalili akcje.
Zawinił ktoś wyżej, ale kto i dlaczego – tego nigdy się pewnie nie dowiemy.


Tytuł: Pęknięte miasto. Biesłan
Autor: Jerzy A. Wlazło, Zbigniew Pawlak
Wydawnictwo: Znak 
 Data wydania: sierpień 2014
Liczba stron: 320

 


środa, 15 lutego 2017

W gąszczu luster - Robert Littell

Ta licząca sobie prawie 900 stron powieść to historią grupy przyjaciół pracujących w CIA oraz ich przeciwników z KGB.
Akcja toczy się na przestrzeni kilkudziesięciu lat (od 1951 do 1995 roku). Autor opisuje kilka najbardziej znanych, osadzonych w historii współczesnej faktów z punktu widzenia pracowników obu walczących ze sobą agencji wywiadowczych.
Na kartach powieści pojawiają się postacie autentyczne m.in. poszczególni prezydencji Stanów Zjednoczonych, szefowie CIA,  przywódcy radzieccy czy legendarny łowca kretów KGB w strukturach CIA - James Jesus Angleton.
"W gąszczu luster" znajdziecie opis zaangażowania wywiadu amerykańskiego w działania na terenie Niemiec na początku lat 50, przygotowania do węgierskiego powstania w 1956 czy desantu Kubańczyków w Zatoce Świń z 1961 roku.
We wszystkich tych trzech operacjach zasada była prosta – wyciągamy kasztany z ognia cudzymi rękoma.
W Niemczech, a pewnie i w późniejszych czasach, panowała niepisana umowa pomiędzy wywiadem amerykańskim i radzieckim - wy nie strzelacie do nas, my do was. Nie porywamy sobie nawzajem członków rodzin itp. Zasada ta jednak nie obowiązywała w stosunku do innych agencji np. enerdowskiej STASI do której agentów Amerykanie strzelali jak do kaczek, a zapewne Rosjanie nie mieli oporów w robieniu tego samego ludziom z Organizacji Gehlena.
Amerykanie wspierali członków wszelkich ugrupowań, które miały chęć walczyć o niepodległość swoich krajów takich jak Polska, Węgry czy Albania. Szkolili ich w zakresie łączności, elementów walki partyzanckiej oraz zapewniali podstawowe wyposażenie i pieniądze. Tak więc istnienie grup dywersyjnych finansowanych przez CIA nie było li tylko wymysłem radzieckiej propagandy, a filmy typu „Spotkanie ze szpiegiem" z 1964 roku, miały w sobie ziarno prawdy.
Podobnie jak to, ze Organizacja Gehlena składała się nie tylko z „ludzi honoru”, którzy należeli do opozycji antyhitlerowskiej, ale również z zagorzałych nazistów, w tym członków SS wysokich szczebli.
Węgierskie powstanie było wspierane przez Amerykanów, ale podobnie jak później na Kubie ograniczali się oni tylko do minimalnej pomocy, aby wyrządzić jak najwięcej szkód ZSRR, bez ponoszenia jakiegokolwiek ryzyka starcia się z Armią Czerwoną. Ciekawą kwestią jest to, jak Rosjanie tworzyli sieć agenturalną w USA i nie tylko.
Jeżeli socjalizm byłby tak skuteczny w działaniu, jak w marketingu to obecnie byłoby już po pierwszej załogowej wyprawie na Marsa, a wszyscy żylibyśmy w Ogólnoświatowym Kraju Rad.
Bo agentura radziecka nie składała się tylko z mieszkańców ZSRR, ale głównie z ideowych komunistów, którzy w imię wielkich ideałów socjalizmu zdradzili swoje kraje, a ich noga, do czasu dekonspiracji nigdy nie postała nie tylko w ZSRR (jeżeli oczywiście byli na tyle sprytni aby uciec, lub na tyle cenni, że ich wymieniono na szpiegów amerykańskich ujętych przez Rosjan) ale i żadnym innym kraju bloku wschodniego.
Takimi postaciami byli między innymi "Apostołowie z Cambridge” (Kim Philby, Donald Mac Lean, Guy Burgess, Anthony Blunt, John Cairncross).
Jedna z historii opowiedziana w książce, wbiła mnie dosłownie w fotel. Wiecie czyim mentorem, przyjacielem i powiernikiem był Kim Philby podczas II Wojny Światowej i kogo wprowadzał w arkana pracy wywiadu?
Otóż nie mniej, ni więcej tylko - Jamesa Jesusa Angletona.
Wpadka Philby`go (w książce- zaplanowana przez „Dziadka” będącego „Genius loci” Łubianki od czasów wczesnego Berii) doprowadziła do zamierzonego przez KGB celu – paraliżu CIA przez działania Angletona, który radzieckich „kretów” widział w każdym funkcjonariuszu Agencji. Dzięki jego działaniu i permanentnej inwigilacji własnego personelu, skuteczność CIA zdecydowanie spadła, bo zajmowała się ona samą sobą, a atmosfera wzajemnej nieufności mocno komplikowała pracę wywiadowczą.
Autor sugeruje, że taki kret KGB na wysokim szczeblu Langley istniał i nawet został wykryty przez Angletona.
Jednak w czasie prowadzonego śledztwa, po zatrzymaniu podejrzanego, nie udało się tego udowodnić, a ówczesny szef CIA William Colby mający już serdecznie dość Angletona i jego metod - wysłał go w 1974 na emeryturę.
Z tej pozycji dowiecie się również, że papież Jan Paweł I został zamordowany na zlecenie KGB, gdyż był blisko ujawnienia tajnej operacji, którą Rosjanie prowadzili wykorzystując Bank Watykański.
Jednak nie przywiązujcie się do wszystkich podanych w tej książce informacji. Część jest pewnie autentyczna, ale…
Po pierwsze – to tylko powieść.
Po drugie – nikt w USA nie pozwoliłby sobie na wydanie książki, w której choćby zbliżono się do danych wrażliwych dla bezpieczeństwa państwa.
Tam nie można bezkarnie ujawnić danych dotyczących pracy operacyjnej wywiadu dlatego, że komuś nie podobała się poprzednia administracja albo miał taką ułańską fantazję.
Za samą próbę publikacji takowych danych taki wesołek trafiłby do San Quentin albo Fort Leavenworth (jakby był wojskowym) a świat bez wzorku w szkocką kratę miałby szansę obejrzeć jakoś na wiosnę 2154 roku.
A po trzecie wreszcie – nie zapominajcie, że znaleźliście się w „gąszczu luster”.

Tytuł: W gąszczu luster 

Tytuł oryginału: The Company. A Novel of the CIA
Autor:
Dorota Walasek-Elbanowska, Aleksandra Lercher-Szymańska
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania polskiego: marzec 2015
Liczba stron: 892



wtorek, 14 lutego 2017

Wojna braci. Bojownicy, dżihadyści, kidnaperzy - Marcin Mamoń

"Wojna braci" to arcyciekawy reportaż jednego z dwóch Polaków porwanych przez Al.-Kaidę w Syrii. To także wnikliwa analiza, dzięki której Autor próbuje przybliżyć czytelnikom świat bojowników muzułmańskich walczących w różnych,  nie tylko muzułmańskich krajach (istnieją m.in. oddziały, które walczą po stronie ukraińskiej w Donbasie).
Znajomość ludzi, zasad jakimi się kierują oraz krajów, po których Marcin Mamoń podróżuje nie zapobiegła jego porwaniu, ale umożliwiła jego uwolnienie bez płacenia okupu (przynajmniej według oficjalnej wersji).
Na wiele spraw, a szczególnie na wojnę w Syrii patrzę zupełnie inaczej niż Autor.
Podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej poznałem różnych Syryjczyków,  jednego z nich uważam za swojego przyjaciela, podobnie zresztą jak i on mnie.
Wiele faktów, o których pisze pan Marcin znam z relacji ludzi, z których część to zwolennicy prezydenta  Baszszara Hafiza al-Asada, inni to sympatycy Wolnej Armii Syryjskiej (brat jednego z moich znajomych jest jej pułkownikiem). Wysłuchałem też opinii zwyczajnych Syryjczyków, którzy żyją i pracują w Saudi jeszcze od czasów przedwojennych i nie są uchodźcami.
To wyznawcy różnych odłamów islamu - od ismailitów po sunnitów.
Moim zdaniem najtrudniej rozmawia się z sunnitami. Uważają, że jeżeli są większością, to powinni sprawować władzę, bo to demokracja. Tylko jak chcą z tej demokracji skorzystać, to już osobna kwestia.
Pojawiają się koncepcje od podziału Syrii pod względem religijnym na niezależne państewka, aż do wypędzenia chrześcijan do Libanu” bo przecież stamtąd przyszli”, a zwolenników obecnego prezydenta i resztę alawitów – do morza.
I, żeby było ciekawiej, te wersje potrafią się pojawić podczas jednej rozmowy, a wszystkie one padają ze strony zwolennika Wolnej Armii Syryjskiej i bynajmniej nie niedouczonego, zaczadzonego religijnie wieśniaka, tylko władającego trzema językami obcymi inżyniera.
Z innych książek, które czytałem ostatnio, jak na przykład „Ze Świętej Góry” Williama Dalrymple wyłania się zupełnie inna Syria przedwojenna, niż ta o której piszą przeciwnicy „reżimu”.
Jak się nie zajmowałeś polityką, to nikt nie zajmował się tobą - w relacji Dalrymple tak była opinia jednej z głów kościoła prawosławnego w Syrii.
Do tego – skutki „arabskiej wiosny” widać już w prawie wszystkich krajach, które ją sobie zafundowały.
Demokratycznie wybrany prezydent Egiptu, tak się przejął „demokratyzacją” państwa, że po niecałych dwóch latach gen. Abd al-Fattah Sa’id Husajn Chalil as-Sisi musiał go „zdymisjonować”,  bo już nawet armia nie miała cierpliwości do „demokracji” w wydaniu Bractwa Muzułmańskiego.
 Obalenie krwawego dyktatora Libii też doprowadziło do „demokratyzacji” i „umiłowania wolności” w tym kraju. Jedynymi islamistami, którzy demokratycznie zdobyli władzę i ją oddali z własnej nieprzymuszonej woli ze względu na nieumiejętność zarządzania krajem, do czego się sami przyznali byli członkowie Hizb an-Nahda w Tunezji. Żeby było zabawniej – władzę przejęli ludzie z otoczenia obalonego prezydenta.
A „powszechnie znienawidzonego” Baszszara Hafiza al-Asada  obalić  się nie dało przez tyle lat, mimo, że Rosjanie zaczęli go wspierać na szerszą skalę dopiero niedawno.
Jakoś międzynarodowa koalicja „miłośników demokracji” wspólnie z Wolną Armią Syryjską, „dobrą"  Al.-Kaidą, złą Al.-Kaidą oraz całkiem niedobrym Państwem Islamskim nie jest w stanie go usunąć.
A alawitów jest tylko 12-13% populacji.
Tak jak pisałem – jestem pełen podziwu dla odwagi, mądrości operacyjnej oraz znakomitego pióra Marcina Mamonia, jednak z jego poglądami fundamentalnie się nie zgadzam.
Ciekaw jestem Waszej opinii na temat tej niezwykle interesującej relacji.

Tytuł: Wojna braci. Bojownicy, dżihadyści, kidnaperzy

Autor: Marcin Mamoń
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: marzec 2017

niedziela, 12 lutego 2017

„Misjonarze z Dywanowa - tom 4 Hiena” Władysława Zdanowicza

Kolejnego tomu „Misjonarzy" tym, którzy czytali poprzednie części przygód szeregowego Piotra Leńczyka oraz jego kolegów z plutonu rotacyjno – dyspozycyjnego reklamować nie trzeba.
Korzystając z przywileju osobistej znajomości z Autorem mogę Wam zdradzić co znajduje się w „Hienie” i to jeszcze przed jej pojawieniem się na półkach księgarskich :)
Czwarty tom zaczyna się dokładnie tam, gdzie zakończył się tom trzeci, kiedy to połączone siły plutonów Gecco oraz porucznika Rutkowskiego ratują z opresji i uwalniają z rąk Al.-Kaidy dwóch firmowych fobbitów, którzy...  nigdy w ręce terrorystów nie wpadli. Siedzieli sobie spokojnie w bazie, jak na fobbitów przystało, jednak dzięki nadgorliwości „nadpułkownika” Dąbrowskiego rozpoczęto ich poszukiwania. Powodem takiej sytuacji było to, że panowie oficerowie dopisali się do patrolu w celu uzyskania dodatkowych gratyfikacji wynikających ze służby w warunkach bojowych. Oczywiście, patrol odbyli tylko na papierze, ale jak się „sprawa rypła”, a „nadpułkownik” powiadomił Ministra Obrony Narodowej o tym, że dwóch oficerów nie wróciło z patrolu trzeba było wyekspediować ich dyskretnie poza obóz, a potem uwolnić „bohaterów” z rąk irackich bojowników . I wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie to, ze jacyś bojownicy się na ich drodze znaleźli. Aby tajemnica pozostała tajemnicą „nadpułkownik” Dąbrowski, korzystając z szerokich prerogatyw otrzymanych z Warszawy zamknął żołnierzy biorących udział w akcji pod nadzorem salwadorskich ”specjalsów” odcinając Gecco od swoich ludzi, a szeregowego Leńczyka od DIFAKU czyli stołówki. Jak wiecie z lektury poprzednich tomów ani jedno, ani drugie nie jest rozsądnym posunięciem i nawet oddział świetnie wyszkolonych komandosów nie stanowi przeszkody w realizacji zamiarów Gecco i Rovera, ponieważ stanięcie pomiędzy żarciem a Leńczykiem jeszcze nikomu nie wyszło na zdrowie :-D
Bardzo interesujące będzie spotkanie dowódcy bazy z Leńczykiem i rozmowa na temat podejrzeń o utrzymywaniu kontaktów seksualnych przez szeregowego z przedstawicielkami ludności miejscowej, gdyż taka informacja dotarła do generała. Poznacie również kulisy tego, w jaki sposób chorąży P.E (a właściwie major P.E, czasowo na etacie chorążego) szef Żandarmerii Wojskowej w bazie oraz jego asystent i kierowca – kapral Wolny zarobili po kilka dni ancla (kapral 5 dni a P.E . 3 dni ścisłego) które to P.E..... osobiście im wlepił. Ale jak to w przypadku P.E bywa regulamin jest regulamin i porządek musi być, więc za popełnione wykroczenie sam się skierował do odsiadki :-D
Powraca znany Wam z tomu pierwszego gen.„Klęczon”, serdeczny druh niejakiego „Flaszki” – generała „kapelonków”. Ważną postacią w tej części będzie również ksiądz-kapitan Jarosław – kapelan –pacyfista, który do Iraku umknął przed....  alimentami na dwójkę dzieci.
Aby zapanować nad przepływem informacji, które mogłyby zakończyć kariery pułkownika Jagody, kapitana Kwidzyńskiego i samego „nadpułkownika” Dąbrowskiego pluton Gecco zostaje wysłany do Kuwejtu jako ochrona konwoju. Z dziennikarzami branżowymi na pokładzie :-) W tym jednym młodym, a już zdolnym z najlepszej uczelni dziennikarskiej w Toruniu, szkolonm przez samego...... -D
W czasie podróży udaje się znaleźć niemalże mityczną bazę wojsk brytyjskich, która jest dla plutonu Gecco nowym Edenem i gdzie spotykają starego znajomego jeszcze z czasów misji w Jugosławii. Kim lub czym jest „Hiena” nie mogę zdradzić – sami musicie przeczytać  :)

Misjonarze z Dywanowa. Polski szwejk na misji w Iraku, cz. 4 - Hiena - Władysław Zdanowicz 
Wydawnictwo: Księgarnia Zdanowicz






sobota, 11 lutego 2017

Stosik drugi czyli co czytamy w lutym

W lutym będzie przedpremierowo i bardzo historycznie. :)
Już jutro recenzja najnowszej książki "Hiena" Władysława Zdanowicza czyli czwartego tomu opowieści o przygodach szeregowego Leńczyka w Iraku.
Zapraszamy do lektury.

Kategoria: historia

 Misjonarze z Dywanowa. Polski szwejk na misji w Iraku, cz. 4 - Hiena 
Wydawnictwo: Księgarnia Zdanowicz

Szeregowy Piotr Leńczyk miał tylko zastąpić kolegę o takim samym nazwisku aby tamten mógł wziąć ślub. Sprawy jednak potoczyły się zupełnie inaczej i to on wylądował w Iraku, a teraz musi sobie radzić podczas misji na wrogim terenie. 












Tragedia Wyzwolenia  - Frank Dikötter 
Wydawnictwo: Czarne

„Wyzwolenie” – tak Komunistyczna Partia Chin nazywa swoje zwycięstwo w 1949 roku. W wypadku Chin jednak historia wyzwolenia i następującej po nim rewolucji nie mówi o pokoju, wolności i sprawiedliwości. Jest to przede wszystkim historia zaplanowanego terroru i przemocy.

W 1949 roku, po krwawej wojnie domowej, która wybuchła, gdy ucichły fronty drugiej wojny światowej, nad pekińskim Zakazanym Miastem załopotał czerwony sztandar. Komuniści jednak nie wyzwolili kraju, lecz przekształcili go w jedną z najcięższych tyranii XX wieku, która przyniosła śmierć co najmniej pięciu milionom osób.
Frank Dikötter wprowadza czytelników w rewolucyjną epopeję, czerpiąc z niedawno otwartych archiwów partyjnych, wywiadów i wspomnień, wplatając w brutalną politykę dworu Mao historie zwykłych ludzi. Wszystkim kazano pisać donosy, składać samokrytyki, oskarżać przyjaciół i odpowiadać na pytania dotyczące ich politycznej wiarygodności. Jedna z ofiar nazwała ten sposób postępowania „starannie kultywowanym Auschwitz umysłów”.
Szczegółowo udokumentowana, opisująca rozległą panoramę wydarzeń Tragedia wyzwolenia to przełomowy dokument, który rzuca nowe światło na fundamenty jednego z najpotężniejszych współczesnych reżymów.

Rycerze wojennego nieba - Adam Makos, Larry Alexander
Wydawnictwo: Rebis

Grudzień 1943 roku. Poważnie uszkodzony amerykański bombowiec z trudem utrzymuje się w powietrzu po misji nad terytorium Niemiec. Za sterami siedzi dwudziestojednoletni podporucznik Charlie Brown, na pokładzie są zabici i ranni członkowie załogi. Nagle z tyłu wyłania się charakterystyczna sylwetka messerschmitta, pilot to Franz Stiegler, as myśliwski. To, co wydarzyło się potem, było wręcz niewyobrażalne i zostało określone później jako "najbardziej zdumiewające spotkanie wrogów podczas drugiej wojny światowej". O tym, co się stało, gdy Charlie i Franz wysoko nad ziemią spojrzeli sobie w oczy, żadnemu z nich długo nie wolno było mówić...

Oto prawdziwa historia dwóch pilotów. Poznajemy równolegle ich życie: wybuch wojny i realia służby w lotnictwie. Nim los zetknął ich tamtego grudniowego dnia, Franz przeszedł całą długą drogę niemieckiego pilota myśliwskiego: latał nad północną Afryką, wspierając Afrika Korps Rommla, stacjonował na Sycylii, osłaniając przeprawę przez Morze Śródziemne, wreszcie miał bronić swego kraju przed nalotami aliantów. Książka przedstawia zarówno barwny, żywy portret dwóch młodych żołnierzy walczących po przeciwnych stronach, jak i świetnie opisuje dramatyczne podniebne pojedynki i przebieg działań wojennych.
Żywe mimo upływu lat wspomnienia Charliego Browna i Franza Stieglera czynią tę książkę tak wyjątkową, a jej lekturę - zapadającym w pamięć, poruszającym przeżyciem.

 Łowcy nazistów. Na tropie zbrodniarzy wojennych -
Andrew Nagorski
Wydawnictwo: Rebis
Ponad siedemdziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej umierają ostatni nazistowscy zbrodniarze. Dobiega końca ich czas, a także czas tych, którzy przez kilkadziesiąt lat bez wytchnienia na nich polowali.

Mocarstwa, które zwyciężyły w drugiej wojnie światowej szybko straciły zainteresowanie ściganiem niemieckich zbrodniarzy wojennych. Zimna wojna dała wielu z nich szansę wtopienia się w wielomilionowy tłum tych, którzy starali się rozpocząć życie od nowa, a najwięksi zbrodniarze pospiesznie opuścili Europę.

Andrew Nagorski znakomitym dziennikarskim piórem opisuje losy niewielkiego grona niezłomnych ludzi, którzy nie zamierzali dopuścić do tego, by zbrodnie Trzeciej Rzeszy uległy zapomnieniu. Autor pokazuje, jak z determinacją i nieustępliwością, a czasem brawurą, tropili zbrodniarzy wojennych, zarówno tych słynnych, jak Rudolf Höss, Adolf Eichmann czy Klaus Barbie, ukrywających wojenną przeszłość, jak były sekretarz generalny ONZ Kurt Waldheim, czy nieznanych szerzej obozowych strażników. Poznajemy amerykańskich, polskich i niemieckich prawników, agentów Mosadu, ofiary nazizmu i idealistów poświęcających całe życie na ściganie zbrodniarzy i walczących o to, by sprawiedliwości stało się zadość.

 Dziedzictwo Popiołów. Historia CIA -  Tim Weiner
Wydawnictwo: Rebis

Od sześćdziesięciu lat Centralna Agencja Wywiadowcza ma świetną opinię. Nie jest jednak tajemnicą, że w swych archiwach skrywa wiele dowodów, że na tę reputację nie zasłużyła. Laureat Nagrody Pulitzera Tim Weiner zdołał dotrzeć do wielu z tych dokumentów ukazujących niepowodzenia CIA, jej - jak to nazwał prezydent Eisehower - "dziedzictwo popiołów".
Książka ta jest pierwszą tak dobrze udokumentowaną historią CIA. Autor, nim ją napisał, przestudiował ponad 50 tysięcy dokumentów i odbył setki rozmów z weteranami agencji, w tym jej pracownikami operacyjnymi i dyrektorami. Prowadzi nas od powstania CIA w latach czterdziestych, przez okres zimnej wojny i upadku komunizmu, aż do 11 września, kiedy to po wieżach WTC o mało nie runęła i agencja.

Przede wszystkim jednak stawia trudne dla CIA pytania: dlaczego trzy pokolenia jej pracowników nie potrafiły pojąć świata, który miały objaśniać prezydentom; dlaczego na całych połaciach kuli ziemskiej służba ta nie zdołała zwerbować ani jednego agenta; dlaczego niemal wszyscy jej dyrektorzy zostawiali ją w gorszym stanie, niż ją zastali, a wreszcie - jaki to miało wpływ na bezpieczeństwo USA.
Weiner łączy w tej książce sztukę reportażu z warsztatem historyka, wiedzę komentora politycznego ze zręcznością pióra autora kryminałów... Pasjonująca lektura.
Tim Weiner, reporter "The New York Timesa", zajmuje się amerykańskim wy­wiadem już ponad dwadzieścia lat. Za artykuły na temat bezpieczeństwa narodowego został wyróżniony Nagrodą Pulitzera. Śledził w terenie wiele operacji CIA, m.in. w Afganistanie. Nagrodzone National Book Award Dziedzictwo popiołów jest jego trzecią książką.

Kategoria: literatura faktu

Wojna braci. Bojownicy, dżihadyści, kidnaperzy - Marcin Mamoń 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Opowieść polskiego dziennikarza porwanego przez Al-Kaidę.

Fascynująca i przerażająca książka Marcina Mamonia — dziennikarza i korespondenta wojennego — który w 2015, razem z fotografem Tomaszem Głowackim, został porwany w Syrii przez Al-Kaidę.
Tytułowi bracia to nieformalna społeczność wszystkich bojowników, których pomimo wszelkich różnic łączą wspólne ideały. Nazywają się braćmi, chociaż nigdy się nie spotkali. Nie znają swoich imion, walczą na różnych frontach, w innych organizacjach, mówią różnymi językami. Mają wszystkich przeciwko sobie, a jednak wciąż się nie poddają.
Kim są ludzie, którzy, powołując się na Allaha, toczą wojnę na całym świecie?
Mamoń pisze o swoich wieloletnich doświadczeniach z braćmi. Niektórzy już nie żyją, inni są na szczytach list poszukiwanych terrorystów. Opowiada o pobycie w obozie szkoleniowym w górskiej Czeczenii, o nocnych spotkaniach w niebezpiecznych dzielnicach Kijowa i Stambułu, nielegalnym przekraczaniu granicy syryjskiej, uciekaniu pod ostrzałem kul i internetowym czatowaniu z dżihadystami. Opisuje też szczegóły swojego porwania i uwolnienia.
Niesamowita lektura i wyjątkowe zdjęcia Tomasza Głowackiego. Wojna braci to opowieść o wspólnocie ponad granicami państw, prawdziwym niepokojącym braterstwie broni.

Pęknięte miasto. Biesłan  - Jerzy A. Wlazło, Zbigniew Pawlak 
Wydawnictwo: Znak

Biesłan – małe miasteczko u podnóży gór Kaukazu. Rozpoczęcie roku szkolnego zawsze było tu radosnym świętem. W 2004 roku stało się inaczej. Do szkoły wtargnęli zamaskowani i doskonale przygotowani bojownicy. Zginęły 334 osoby, w tym połowa to dzieci. Do dzisiaj był to największy i najokrutniejszy zamach terrorystyczny w Europie. Miasto pękło i podzieliło się na tych, którzy stracili wszystko, i na tych, którzy nigdy ich nie zrozumieją.

Zbigniew Pawlak był w Biesłanie kilka dni po tych tragicznych wydarzeniach. Odwiedził ponad setkę osetyjskich rodzin. Mieszkał w ich domach, słuchał ich historii. Po 10 latach wrócił, by zobaczyć, jak zmieniło się ich życie.

Pęknięte miasto opowiada o tragedii, która dotknęła jego mieszkańców. O bezradności rodziców, którzy nie mogli pomóc swoim dzieciom. O odwecie i nienawiści bojowników, którzy wcześniej stracili swoich bliskich. O odwadze tych, którzy na własne życzenie pozostali z dziećmi w szkole.
Ta poruszająca historia nie pozwala zapomnieć o tym, że w każdej wojnie, po obu stronach barykady są ludzie. Pozwala też zrozumieć Kaukaz – nieokiełznany, barwny, ale od wielu lat rozszarpywany przez krwawe konflikty.

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo - Marek Rabij 
Wydawnictwo: W.A.B.

Dobra prezencja bywa kluczem do sukcesu, a metka na ubraniu ma znaczenie. Czasem to kwestia życia lub śmierci. Dla niektórych – dosłownie.
Blisko 1200 kobiet i mężczyzn zabitych pod gruzami Rana Plaza. Spalona szwalnia w Ashulii, w której pewnego wieczoru zamknięto pracowników na wyższych piętrach, by z płonącego budynku wynieść najpierw zawartość magazynu na parterze. Oburzające. Ale na miano skandalu zasługuje dopiero to, że za spodnie czy sukienkę, które w Bangladeszu uszyto za 10 zł, w polskim centrum handlowym musisz zapłacić dziesięć-piętnaście razy więcej. Marek Rabij, dziennikarz działu gospodarczego tygodnika „Newsweek Polska” w maju 2013 roku – tuż po zawaleniu się Rana Plaza – pojechał do Dhaki poznać z bliska warunki, w jakich produkuje się w Bangladeszu ubrania dla polskich i zagranicznych marek. Rok później powraca na dłużej do banglijskich slumsów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy katastrofa z 24 kwietnia 2013 r. wpłynęła jakoś na funkcjonowanie globalnego przemysłu odzieżowego.



Grażdanin N.N. Życie codzienne w ZSRR - Andrzej Goworski, Marta Panas-Goworska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN

Grażdanin N.N., czyli obywatel nomen nescio – niewiadomego imienia – poświęcony jest powojennym losom mieszkańców Związku Radzieckiego. Kraj ten nie istnieje już od ćwierćwiecza i dla najmłodszych czytelników może być równie odległy jak Cesarstwo Rzymskie. Przez ten czas zdążyły już przylgnąć do niego etykiety supermocarstwa, hegemona czy imperium zła. Dzięki nim łatwiej było rozstać się ze światem, który utożsamiał. Dla trzystu milionów obywateli był jednak domem, który z dnia na dzień przestał istnieć. Rozsypała się, zdawało się, nienaruszalna konstrukcja. Wniwecz obróciły się nie tylko butne deklaracje pierwszych sekretarzy, ale też pielęgnowane w cichości ducha marzenia o ukwieconej daczy pod Leningradem czy prychającym zaporożcu. Autorzy postanowili wyciągnąć dłoń po kawałek tej najmniejszej, ludzkiej Atlantydy, by z bliska przyjrzeć się jej barwom


Niech żyje nam. Historia mistrza  - Julia Hamera
Wydawnictwo: Czarne

Historię Nama czyta się jak legendę o współczesnym mistrzu wschodnich sztuk walki. To opowieść o dochodzeniu do siły, wynikającej także z pokory, oraz o tym, że można odnaleźć swoje miejsce na przekór ideologii, ludziom i losowi.

Ubogie dzieciństwo spędzone w wietnamskiej wiosce, wyjazdy do szkoły z internatem w Chińskiej Republice Ludowej w czasach rewolucji kulturalnej, nauka wu shu, treningi wymagające wytrzymałości daleko wykraczającej poza możliwości dziesięcioletniego chłopca, reżim konfucjańskiego wychowania, konflikt zbrojny w Wietnamie, wyjazd do Polski, współpraca z polskim podziemiem, a potem emigracja do Francji – to tylko niektóre etapy zawiłego życiorysu mistrza.
Ulubionym bohaterem Nama jest Małpi Król, mityczna postać, który przeciwstawia się ustalonym normom i działa wbrew zastanemu porządkowi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten chytry wojownik, znany ze swych akrobacji i przeżywający wiele niezwykłych przygód, znalazł swoje ucieleśnienie w bohaterze tej książki.
Nam (Hai Bui Ngoc) – mistrz chińskich sztuk walki, aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Urodził się w 1957 roku w wietnamskiej wiosce Xuan Chau. Jego dzieciństwo przypadło na lata wojny. Jako dziewięciolatek rozpoczął naukę w chińskiej akademii wu shu w Nanning (Chiny). Pod koniec 1974 roku przyjechał do Polski studiować na Politechnice Gdańskiej. Niecałe trzy lata później, uciekając przed agentami wietnamskiej ambasady i groźbą deportacji, trafił do Warszawy w sam środek działań środowiska opozycyjnego. W 1982 roku wyemigrował do Francji. W 1996 roku, już jako obywatel francuski, wrócił do Polski. Gdziekolwiek mieszkał, nie przestawał praktykować i nauczać chińskich sztuk walki. Został wielokrotnym złotem medalistą Francji, a w 1995 mistrzem Europy w taijiquan. Prowadzi własną szkołę wu shu – Stowarzyszenie Chińskich Sztuk Walki Nama. Jest buddystą.

Brudne wojny - Jeremy Scahill
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Komandos zadał pytanie jednej z dziewczynek, a ta powiedziała mu, że mężczyzna nazywa się Osama bin Laden. Wtedy SEAL wrócił do starszej kobiety.
– A teraz przestań już pierdolić – powiedział, i po raz kolejny zapytał ją, kim był mężczyzna w sypialni.
Płacząc, kobieta potwierdziła, że to Osama bin Laden.
(…)
– Mamy go – powiedział cicho Obama. – Mamy go.

Ogłaszane w blasku fleszy sukcesy George’a W. Busha i Baracka Obamy miały swoją cenę. Bardzo wysoką.

O tym nigdy nie miałeś się dowiedzieć:
- Kill list – spis osób przeznaczonych do natychmiastowej likwidacji
- Drony – bezduszne maszyny do masakrowania ludności cywilnej
- Joint Special Operations Command – tajne szwadrony śmierci, z nieograniczonym budżetem, poza czyjąkolwiek kontrolą
- SERE – program brutalnych tortur dla więźniów w Guantánamo i w… Polsce?
Walka z międzynarodowym terroryzmem to tylko pretekst, aby móc rozpętać dowolny konflikt w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej. Ta wojna nie ma końca. Nigdy nie miała go mieć.
Napisana z narażeniem życia książka zszokowała cały cywilizowany świat. Oparty na niej film Dirty Wars zdobył główną nagrodę na Festiwalu Sundance i uzyskał nominację do Oscara

Kategoria: sensacja

W gąszczu luster  - Robert Littell
Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Książka Roberta Littella zaskakuje przede wszystkim niespotykanym jak na powieść szpiegowską rozmachem i panoramicznym ujęciem tematu. Akcja rozgrywa się w latach 1950-1995 i ukazuje losy kilku pracowników Centralnej Agencji Wywiadowczej - kolegów "z jednego naboru", którzy z czasem stają się arcymistrzami szpiegowskiej gry. Jak w kalejdoskopie zmieniają się miejsca i wydarzenia: podzielony Berlin 1950 roku, owładnięty powstaniem antykomunistycznym Budapeszt, Zatoka Świń w dniach kryzysu kubańskiego, Moskwa podczas zamachu stanu w sierpniu 1991 roku. Drobiazgowo przygotowane akcje CIA często nie odnoszą zamierzonych skutków, co prowadzi do nieuchronnego wniosku, że w Firmie działa "kret". Może być nim każdy - nawet znany od lat, najserdeczniejszy przyjaciel. Tymczasem w Moskwie sowiecki agent o pseudonimie "Dziadek" obmyśla iście szatański plan rozbicia kapitalistycznej gospodarki. Czy zdąży wcielić go w życie?
W odróżnieniu od klasyka literatury szpiegowskiej, Johna Le Carré, Robert Littell nie ironizuje ani nie oddaje się drobiazgowym obserwacjom psychologicznym. Jego żywiołem jest akcja, od której ta obszerna powieść wręcz pęka w szwach, a przesłaniem - szacunek dla wysiłku ludzi, którzy w latach zimnej wojny poświęcili się walce z komunizmem. A to, że poruszali się "w gąszczu luster", gdzie prawda często jest brana za pozór, pozór zaś za prawdę, tylko dodaje szczególnego smaku tej książce, często odwołującej się do Alicji w Krainie Czarów.
 

piątek, 10 lutego 2017

Konan Destylator - Andrzej Pilipiuk

Kiedyś, dawno , dawno temu za czasów prezydentury Lecha Wałęsy….
Niezrównany nasz pan Prezydent urażony przez dziennikarza stwierdzeniami że jego decyzje są zaskakujące i że po większości wypowiedzi musi pojawić się rzecznik Kancelarii, który tłumaczy co pan Prezydent miał faktycznie na myśli, Lech Wałęsa odpowiedział tymi, wiekopomnymi słowy:
„Takiego macie Prezydenta, na jakiego sobie wszyscy zasłużyliśmy”.
Zapytacie „a co ma wspólnego poczciwy Jakub Wędrowycz z Prezydentem Wałęsą???
Otóż ma i to wbrew pozorom – bardzo wiele.
Liczące się w świecie narody mają swoich herosów: Grecy mieli Heraklesa, Rzymianie – Herkulesa (to oczywiście ta sama postać, ale po zmianie paszportu na rzymski zmienił imię i był stawiany za wzór tego, jak się powinni zachowywać imigranci i jak „ubogać kulturowo" swoją nową ojczyznę.) ludzie radzieccy – Czapajewa, a Amerykanie – Spidermana, Supermana, Kapitana Amerykę czy Wonder Woman.
Natomiast Polacy mają Jakuba Wędrowycza, bo na takiego właśnie superbohatera zasługujemy.
To pozornie tylko osiemdziesięcioletni, wiejski dziadyga, pomykający w gumofilcach i niepranych nigdy skarpetkach, konsumujący porażające ilości samogonu i mściwy niczym.... tradycyjny polski chłop.
Kłusownik, pasożyt społeczny, bimbrownik i nieprzejednany wróg rodu Bardaków, których równy tuzin ma na swoim sumieniu.
Jednak to nie jedyne zalety Jakuba – to także wybitny egzorcysta, podróżnik w czasie i między wymiarami.
Za młodych lat - pogromca SS-manów, banderowców, bolszewickiej partyzantki oraz aktywistów PPR.
Później odcisk jakubowego gumofilca na swych zadkach poczuły wilkołaki, wampiry, ludożercze małpoludy z Dębinki, mafia ukraińska i rosyjska, a także agenci KGB i rodzimych służb, że o kosmitach, duchach i innych, sprzecznym z naturą kreaturach nie wspomnę.
Terytorialista, wróg obcych (również tych pozaplanetarnych, żeby nie było) ale i człek na krzywdę ludzką wrażliwy.
W tym tomie opowieści o przygodach Jakuba i jego najlepszego (bo jedynego żyjącego) przyjaciela – kozaka Jego Imperatorskiej Mości Cara Aleksandra – Semena Korczaszko dowiecie się skąd mógł wziąć się na tym łez padole niebieskooki ninja, jak wyglądała prawdziwa historia Akademii Pana Kleksa, przeczytacie o świecie alternatywnym, w którym Jakub i Semen są aparatczykami PZPR a posterunkowy Birski – znanym bimbrownikiem, którego w czasach prohibicji wprowadzonych przez marszałka Jaruzelskiego podczas trzeciego stanu wojennego skazano na śmierć. A także kim jest Arnold Schwarzenegger i jak się przedostał do naszych czasów. Ale nie tylko wyprawy poprzez czas i wymiary zajmują  naszych bohaterów. Wyjeżdżają z wizytą do wnuka Jakuba do Warszawy a także w okolice Czarnobyla odzyskać pułkowy sztandar Semena. Poznacie również kulisy współpracy z organami państwa, co Jakubowi do tej pory się nie zdarzało.
Jednym słowem – Jakub Wędrowycz w całej krasie i okazałości.
Czytajcie, bawcie się do łez i …na pohybel Bardakom :-D

Tytuł: Konan Destylator
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 400




czwartek, 9 lutego 2017

Dzieci Abrahama - Robert Littell

"Dzieci Abrahama" to lektura z gatunku political-fiction, a jej akcja rozgrywa się, jak to określa Autor, „w niedalekiej przyszłości”.
Patrząc na obecne realia polityczne ta przyszłość raczej nie jest najbliższa, bo póki co prezydentem USA nie jest kobieta, a i priorytety Donalda Trumpa są dość odległe od priorytetów polityki amerykańskiej wynikającej z treści książki.  W „Dzieciach Abrahama” bowiem celem administracji nie wymienionej z nazwiska pani prezydent jest doprowadzenie do osiągnięcia pokoju pomiędzy Izraelem i Palestyną.
Wspólnie z głównymi partnerami USA – Wielką Brytanią i Francją poprzez długotrwałe negocjacje, wzmocnione sankcjami nałożonymi zarówno na Izrael, jak i na część państw arabskich, przy wydatnym wsparciu Arabii Saudyjskiej udaje się zmusić obie zwaśnione strony nie tylko do zajęcia miejsc przy stole rokowań pokojowych (bo to już było m.in. w Camp David i Oslo, jednak nigdy nic z tego na dłuższą metę nie wynikało), ale i do osiągnięcia porozumienia.
Taki kompromis, choć nie satysfakcjonował w pełni żadnej ze stron, to był akceptowalny zarówno dla Izraela, jak i Palestyny. Za kilka dni ma zostać podpisany traktat pokojowy i powstać Państwo Palestyńskie. Jednak w obu krajach są siły, dla których jakikolwiek układ pokojowy jest nie możliwy do przyjęcia z powodów religijnych. Ze strony izraelskiej przedstawicielem najbardziej twardogłowych przeciwników powstania Palestyny jest rabin Izaak Apfulbaum, duchowy przywódca żydowskiego podziemia zbrojnego „Keszet Jonatan” którema swoim koncie zabójstwa palestyńskich polityków oraz nieudaną próbę zamachu na Kopułę na Skale.
Po drugiej stronie jest przywódca palestyńskich bojowników (nazwanie ich terrorystami, a użycie innego określenia wobec „Keszet Jonatan” byłoby niesprawiedliwe) ugrupowania o nazwie Islamska Brygada Abu Bakra. Ismail al.- Szaat.
Brygada dokonuje udanego porwania rabina, czym chce wpłynąć na wstrzymanie procesu pokojowego, żądając oczywiście uwolnienia ponad 100 swoich towarzyszy walki z więzień na całym Bliskim Wschodzie.
Jest to oczywiście niezgodne z izraelską polityką nienegocjowania z porywaczami. Do akcji wkraczają więc izraelskie służby specjalne.
Sama fabuła jest dość marnej jakości, bo przewidzenie zakończenia oraz to, kto jest kim również nie nastręczy wątpliwości po kilkudziesięciu kartkach powieści.
Jednak jest kilka elementów, które skłaniają do przeczytania tej ksiązki.
Okazuje się bowiem, co również dla ludzi o pewnym poziomie zrozumienia świata zaskakujące nie jest, że tak naprawdę i Żydzi i Palestyńczycy to ten sam wektor, tylko zwroty przeciwne.
Opierają się w znacznej części na tych samych teksach i w przeciwieństwie do znakomitej większości chrześcijan dowolnej proweniencji, to co czytają odnoszą do swojej własnej historii, ziemi i tradycji.
Nie muszą się zastanawiać o co właściwie chodzi z tym dobrym Samarytaninem, bo spora część Palestyńczyków pochodzi z Samarii :-D
Fanatycy po obu stronach też niczym się od siebie nie różnią, tylko powołują się na inne fragmenty wspólnych świętych ksiąg.
A do tego wisienka – Żydowi w przypadku zagrożenia życia wolno przejść na islam, ale nie na chrześcijaństwo. Bo dla ortodoksyjnych Żydów chrześcijanie to politeiści :-D

 Tytuł: Dzieci Abrahama
Tytuł oryginału: Vicious Circle
Autor:
Jan Kraśko
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania polskiego: marzec 2016
Liczba stron: 260

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...