7/29/2015 08:57:00 AM

Porucznik SKI - US Army & 15/6 – (roboczy tytuł książki, której jeszcze oficjalnie nie ma :-)

Dzięki mojemu uporowi oraz konsekwencji, przez niektórych nazywanymi „upierdliwością i marudzeniem” udało mi się dopaść kolejną powieść Władysława Zdanowicza.
Zdobycz jest tym cenniejsza, że jak na razie występuje jedynie w rękopisie (tak naprawdę to w „wordopisie”) ale kto by tam zwracał uwagę na takie detale :-D
Współautorem jest Rafał Stachowski, protoplasta porucznika Ski, którego przeżycia z pobytu w Afganistanie w latach 2003/2004 poznajemy na kartach książki.
Zapewne zadajecie sobie pytanie, czym jest owe 15/6 z tytułu książki, z którym to por. Ski musiał się osobiście zmierzyć ? Najkrócej mówiąc, jest jedna z procedur armii amerykańskiej.
Żeby jednak niczego nie pokręcić posłużę się cytatem z książki:

„…Nim zaczniemy opowiadać historię dowódcy plutonu, porucznika Ski, którego prawdziwe nazwisko z oczywistych powodów powinno zostać tajemnicą, należy się czytelnikowi małe wyjaśnienie, dotyczące owego symbolu 15/6, znajdującego się w tytule.
Większość państw na świecie działa według zasad prawa, które zostało ustanowione po to, by każdy obywatel wiedział, co jest dozwolone, a czego unikać, aby nie został ukarany w imieniu sprawiedliwości. Ponieważ część obywateli podejmuje służbę w armii, do tego często stacjonującej poza granicami państwa, a także bierze udział w konfliktach zbrojnych, prawnicy musieli stworzyć dla nich osobny zbiór przepisów, przewidujący sytuacje, do jakich może dojść podczas wykonywania służby, a które nie zostały uwzględnione we wcześniej przygotowanych kodeksach sporządzonych dla cywili. Dlatego każda armia na świecie ma system prawny, który dokładnie określa, co grozi żołnierzowi w przypadku przekroczenia owych przepisów i jakie czekają go konsekwencje.
Zanim jednak dojdzie do aresztowania i postawienia żołnierza US Army przed sądem wojskowym, decyzję o takim trybie postępowania musi podjąć wyższy oficer, będący przeważnie jego przełożonym. Zdarzają się bowiem wykroczenia i przewinienia, które z oczywistych powodów nie wymagają oddania sprawy pod decyzję sądu wojskowego. Dlatego, aby uchronić podatnika USA przed niepotrzebnymi kosztami, każdy dowódca batalionu może skorzystać z prawa do wyjaśnienia sprawy, zlecając przeprowadzenie śledztwa, czy popełniony czyn jest karalny według Wojskowego Kodeksu Sprawiedliwości (Uniform Code of Military Justice), czyli UCMJ. Prowadzenie takiego śledztwa odbywa się według sztywnego protokołu opisanego w regulaminie prawnym Army Regulation 15/6: Investigation Guide, co na polski można przetłumaczyć jako Regulamin wojskowy numer 15/6, czyli zasady wstępnego śledztwa dotyczącego domniemanego przestępstwa. Polega to na tym, że wobec niejednoznacznych dowodów winy dowódca zleca oficerowi ze swojego sztabu (w tym przypadku wykształcenie prawnicze nie jest wymagane) podjęcie nieformalnego wstępnego śledztwa. Wyznaczony oficer ma przeważnie dwa tygodnie czasu, aby przekazać swoje ustalenia do rąk dowódcy w formie pisemnej, wraz ze wszystkimi zgromadzonymi podczas śledztwa dowodami.
Ponieważ każda armia kocha, a wyżsi oficerowie szczególnie, wszelkiego rodzaju papiery, które w przypadku kłopotów mają zabezpieczyć ich tyłki, to nie tylko korzystają z prawa do śledztwa 15/6, ale wręcz go nadużywają, często wszczynając śledztwa z błahych powodów. Przeprowadzenie takiego śledztwa jest czasochłonne, ponieważ oficer prowadzący śledztwo musi przeczytać tony przepisów, a do swojego meldunku dołączyć protokoły z przeprowadzonych przesłuchań oraz opisy wizji lokalnych, w których brał udział. Dobre śledztwo wymaga naprawdę dużo pracy, dlatego nie dziwi, że do jego przeprowadzenia często wyznaczani są oficerowie niezbyt lubiani przez swojego dowódcę czy jego adiutanta.
Głównym celem śledztwa 15/6 jest oczywiście ustalenie winnego. Jednak prawdziwym powodem wykorzystywania tego paragrafu wśród dowódców jest zupełnie prozaiczny. Otóż po zgromadzeniu odpowiednich dokumentów zawsze mogą twierdzić, iż postąpili zgodnie z regulaminem i nikt nie może im zarzucić niedopełnienia obowiązków w wyjaśnieniu sprawy. Z punktu widzenia przepisów rzeczywiście wykonali to, do czego byli zobowiązani I w każdej chwili mogą się na to powołać, wskazując na przeprowadzone śledztwo 15/6 w konkretnej sprawie….”
Tyle tytułem wprowadzenia, które może jest dość długie, ale dzięki temu łatwiej wejdziecie w klimat tej opowieści i problemów z którymi wyznaczony przez dowódcę 2 Batalionu 35 Pułku 25 Dywizji Piechoty podpułkownika George McBride”a oficer będzie musiał się zmierzyć.
Podpułkownik McBride śladem swoich przodków chce zostać generałem US Army, aby najwyższym stopniem wojskowym zwieńczyć swoją karierę.
Ów podpułkownik najbardziej dumny był ze swojego wielokrotnego „pra” dziadka - admirała w służbie Jego Królewskiej Mości, który przeniósł się do kolonii amerykańskich i z którego to portretem podpułkownik McBride wędruje przez cała swą wojskową karierę od czasów West Point.
Drugi „pra” był generałem Armii Południa, jednak ze względów zdrowotnych i zimnej kalkulacji zakończył karierę przed oficjalnym nadaniem generalskich szlifów, a to z kolei zostało zapamiętane przez dowódców Armii Stanów Zjednoczonych, którym odmówił, gdy wezwano go do czynnej służby.
To zdarzenie zaważyło na losach kolejnych pokoleń rodziny McBride, których przedstawiciele, mimo ukończenia West Point nigdy nie awansowali powyżej stopnia pułkownika, co jak wszyscy uważali zawdzięczają temu, że ich przodek odmówił służby w US Army w okresie wojny secesyjnej.
Podpułkownik McBride, będąc człowiekiem ostrożnym i dobrze ustosunkowanym, "posiadając" ponadto małżonkę znającą reguły gry i przyjaźniącą się z odpowiednimi do zapewnienia awansu męża oficerami, miał wreszcie duże szanse na upragniony awans. Jednak nad kolejnym stopniem w drodze do pierwszej gwiazdy mogły się pojawić czarne chmury.
Otóż na biurko naszego dzielnego podpułkownika trafił raport Criminal Investigation Division informujący o tym, że ”w przesyłce porucznika Ski, dowódcy plutonu kompanii Charlie, znaleziono niezinwentaryzowany pistolet” .
Sprawa to mogła doprowadzić do bardzo nieprzyjemnych konsekwencji. Gdyby bowiem porucznik Ski został uznany winnym próby przemytu broni palnej do USA to podlegało to pod odpowiedni paragraf karny i mogło także źle wpłynąć na karierę wojskową jego przełożonego.
Taki pasztet mógł poważnie zaszkodzić karierze podpułkownika - jeżeli nie potrafi zapanować nad niesubordynowanym lub pechowym porucznikiem to automatycznie jego awans mógł zostać wstrzymany.
Skłoniło to doświadczonego „biurowego wojownika” do zabezpieczania swoich bezcennych czterech liter poprzez przeprowadzanie tytułowego dochodzenia 15/6. Oczywiście nie osobiście, bo takie działanie jest poniżej godności i pozycji pana podpułkownika.
Dlatego deleguje to zadanie kapitanowi Davidowi Fairly, powracającemu do służby ze szpitala, gdzie leczył rany odniesione po najechaniu na IED czyli zywaną „Ajdikiem” minę wykonaną chałupniczym sposobem przez talibów. Wspomniany oficer chce wrócić do swojej kompanii, jako oficer bojowy, ale wola dowódcy jest święta i będzie miała niebagatelny wpływ na jego dalszą karierę.
Smaczku dodaje śledztwu to, że por. Ski pochodzi z Chicago, podobnie jak Fairly. Niby nic szczególnego – zdarza się przecież, że ludzie pochodzą z tego samego miasta, ale….. brat kapitana Fairly został zastrzelony przez polskiego właściciela sklepu, kiedy dokonywał nań napadu.
Dodatkowo, kapitan Fairly jest Murzynem, a stosunki między czarnoskórymi i Polakami w Chicago bywają napięte.
Jak potoczyły się losy Ski i kapitana ?
To już musicie przeczytać sami :-P
Książka napisana jest bardzo przyjaznym językiem i utrzymuje w napięciu, ale u Zdanowicza to przecież norma :-)
Ważne jest to, że możemy zajrzeć za kulisy „najlepszej armii świata” i pojąć skąd pewne paskudne nawyki pojawiły się w armii „najważniejszego sojusznika Stanów Zjednoczonych w Europie”.
Ciekawe są również stosunki panujące w US Army pomiędzy poszczególnymi „kastami” (czyli oficerami, podoficerami i żołnierzami) oraz pomiędzy oficerami- absolwentami West Point a tymi oficerami, którzy owej uczelni nie kończyli.
Dowiecie się też, jak wygląda kuchnia planowania operacji bojowych, gdzie jeśli realia nie przystają do założeń oficerów sztabowych, to tym gorzej dla rzeczywistości.
Owszem, możecie znaleźć takie informacje u innych pisarzy takich jak np. W.E.B. Griffin, ale Rafał i Władysław nie idealizują US Army jak robią to pisarze amerykańscy.




2 komentarze:

  1. Swego amerykanskiego czase mieszkalam calkiem niedaleko West Point. Mozna tam wejsc, zwiedzac ect. A smaczku calej sprawie dodaje fakt, ze zalozycielem tej prestizowej, bardzo, bardzo prestizowej szkoly, byl Polak, Pan T. Kosciuszko!

    Ksiazka naznaczone piorem W. Zdanowicza bedzie kolejna rewelacja.
    Sama zaczytywalam sie w Blogu Pana Rafala S.
    Z niecierpliwoscia zatem czekam na ksiazke. Dla mnie werska ebooka jest jak najbardziej ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając Władysława ebook i audiobook są bardzo prawdopodobne :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger