poniedziałek, 23 stycznia 2017

Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji - Andrzej Leon Sowa

"Kto wydał wyrok na miasto?" jest pierwszą, z przeczytanych przeze mnie książek, w której autor prowadzi tak pogłębioną analizę przyczyn wybuchu Powstania Warszawskiego.
Teza, jaką przyjął Andrzej Leon Sowa jest zaskakująca, ale poparta materiałami źródłowymi. Otóż, w jego ujęciu powodami podjęcia przez dowódców AK (przy poparciu Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie) decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego było przywiązanie do koncepcji prowadzenia walki zbrojnej z czasów..... Powstania Styczniowego z 1863 roku oraz fascynacja tak prowadzonymi działaniami przez Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jako kolejne, przywołuje inne, również wynikające z osobistych preferencji Naczelnika, powody słabości polskiej armii w 1939 roku. Marszałek, jako samouk wojskowości (edukację zakończył po pierwszym roku.... studiów medycznych), ale jednocześnie geniusz militarny, nie znosił oficerów sztabowych. Tak na marginesie - nie jest natomiast prawdą, że był przeciwnikiem lotnictwa bojowego, a rzekomy rozkaz z 1929 roku
 „Zabraniam wszelkich walk, zwalczań, ostrzeliwań i bombardowań dokonywanych przez lotnictwo. Lotnictwo ma służyć tylko do wywiadu i tylko w tym kierunku należy je używać" 
nigdy nie został wydany. Jednak zdecydowanie bardziej prestiżową służbą w II RP była kawaleria, co odbijało się na innych formacjach, bowiem najzdolniejsi oficerowie, którzy wiązali swoją karierę z wojskiem starali się trafić właśnie do kawalerii. Marszałek był zwolennikiem używania nowoczesnych technologii w armii, czego dowodem jest m.in. sukces wojsk polskich w Bitwie Warszawskiej, przez prawicowych przeciwników Piłsudskiego zwanej „cudem na Wisłą” (polskie wojska miały tam rzekomo wspierać siły nadprzyrodzone). Oprócz pewnej grupy nawiedzonych oraz osób, które tam nie były, ale „dawały świadectwo prawdzie” nikt tych bredni nie powinien brać na poważnie, jednak skuteczność „czarnej” propagandy jest porażająca. Za sukcesem w Bitwie Warszawskiej stała grupa polskich kryptologów, która złamała szyfry radzieckie i rozkazy docierały do dowództwa polskiego często szybciej, niż do oddziałów Armii Czerwonej.

Wracając do lektury – innym z powodów słabości naszej kadry dowódczej była niska jakość kształcenia wyższych oficerów w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Autor porównuje ją z najlepszą uczelnią wojskową w Niemczech - Królewską Pruską Akademią Wojenną. Do WSW w Warszawie można się było dostać „po protekcji” a kursu nie kończyło maksymalnie kilka osób. Królewską Pruską Akademią Wojenną kończyło ok 20% kursantów. Dlatego nie posiadaliśmy strategicznej kadry dowódczej, a umiejętności poszczególnych generałów kończyły się na szczeblu dowodzenia dywizją. Do tego doszedł upadek prestiżu oficera zawodowego po klęsce wrześniowej, bo przecież mieliśmy „nie oddać ani guzika
Było to podejście niesprawiedliwe,  Francja będąca faktyczna potęgą militarną w starciu z Wehrmachtem, bez udziału Armii Czerwonej, upadła w czasie o połowę krótszym, ale wtedy raczej nikt o sprawiedliwości w ocenie polskiej kadry dowódczej nie myślał, koncentrowano się na ocenie wyników w zestawieniu z przedwojennym deklaracjami. To doprowadziło również do poważnych tarć w ramach samego korpusu oficerskiego, m.in. gen. ”Bór” Komorowski nie cieszył się szacunkiem i poważaniem podległych mu oficerów, którzy potrafili na nim wymuszać pewne decyzje. Generał brygady Leopold Okulicki "Niedźwiadek" czy gen. bryg. Antoni Chruściel "Monter" parli do Powstania. W stosunku do Okulickiego, już po klęsce Powstania, pojawiły się podejrzenia o współpracę z NKWD. Aresztowany w styczniu 1941 r. przez NKWD i wywieziony do Moskwy,  ZSRR opuścił jako oficer armii Andersa, a do Polski trafił jako „cichociemny” 22 maja 1944 r.

Istniały trzy plany prowadzenia działań zbrojnych w okupowanej Polsce. Pierwszy, który zakładał powstanie powszechne był przygotowywany już na początku 1940 roku w oparciu o zapytanie dowództwa francuskiego o możliwość wybuchu powstania. Jednak zanim zdążono ten plan dopracować, stał się nieaktualny, a Francja została podbita przez wojska III Rzeszy.
Drugi – również dotyczył powstania powszechnego, ale jego założenia były mocno odrealnione.  Bo jak traktować poważnie plan desantu powietrznego... dywizji pancernej na początku lat 40 XX w. Pierwszy czołg, którego miały używać wojska powietrznodesantowe powstał w USA.  T9E1 Light Tank (Airborne) testowano od1943 do lutego 1944 roku i... nigdy nie zostały użyte bojowo, bo nie było jeszcze wtedy samolotów ani szybowców, które mogłyby przenosić te czołgi w całości.
Douglas C-54 Skymaster mógł je przewozić.... bez wieży, której montaż po wylądowaniu miałby trwać około 3,5 godziny.
Równie nierealne były założenia dostarczania niezbędnego wyposażenia i materiałów wojennych, za pomocą ponad..... 1000 samolotów transportowych każdego dnia trwania operacji,
Nieco bardziej realistyczne były desanty morskie, tylko mało kto zastanawiał się nad logistyką morską na Bałtyku, a konieczność przepłynięcia przez Cieśniny Duńskie, gdzie „nieco” oberwała w 1941 Royal Navy raczej nie budziłby zachwytu Anglików.

Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie podlegały dowództwu alianckiemu, jedynie szkolenie, sprawy personalne czy administracyjne były w gestii Naczelnego Wodza. Dlatego jedyną kartą przetargową w stosunku do naszych, że tak zażartuję „sojuszników” w obronie polskich interesów były oddziały AK w Polsce. To powodowało pewne „upiększanie” rzeczywistości jeżeli chodzi liczebność, wyszkolenie i realne możliwości bojowe tych jednostek. Nie należy zapominać, że działania były prowadzone w warunkach konspiracji, a przeciwnikami były bardzo profesjonalne i dysponujące imponującą agenturą służby III Rzeszy: Abwehra i Reichssicherheitshauptamt (RSHA) w skład którego wchodziły m.in. Sicherheitsdienst (SD) i Geheime Staatspolizei – Gestapo.

Do tego należy dołożyć wywózki Polaków na roboty w głąb Rzeszy. Dlatego realna siła i możliwości bojowe oddziałów AK były zawyżone – zarówno przez dowództwo w Warszawie, jak i otoczenie  Naczelnego Wodza.
Ponadto dla oficerów wywodzących się z  Legionów czy POW wartością najwyższą była walka do końca, bez względu na straty,  liczył się tylko szczytny cel. W tym nieco przypominają mi marszałka Gieorgija Żukowa, który w „wyścigu na Berlin” uznał za akceptowalne straty na poziomie bagatela.... ok. 300,000 zabitych i rannych, tylko po to, aby jako pierwszy dotrzeć do stolicy III Rzeszy.

Na koniec cytaty:
„…Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło naszą stolicę , ale i też cześć Kraju będącą pod okupacją niemiecką na nowe, straszliwe represje. Nawet w wypadku, gdyby wojska sowieckie wkroczyły do stolicy, dekonspirowało całkowicie nasz ruch podziemny. Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał złudzeń, że stanie się to, co się stało, tj. że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż wyleje się do dna najlepsza krew Narodu Polskiego…
„…Jestem na kolanach przed walczącą Warszawą, jednak sam fakt powstania w Warszawie uważam za zbrodnię. Dziś oczywiście nie jest jeszcze czas na wyjaśnienie tej sprawy, ale gen. Komorowski i szereg innych osób stanie na pewno przed sądem za tak straszliwe i lekkomyślne i niepotrzebne ofiary. Kilkaset tysięcy zabitych, doszczętnie zrujnowana Warszawa, straszliwe cierpienia całej ludności, zniszczony dorobek kilku wieków i wreszcie całkowite zniszczenie ośrodka oporu narodowego, co dziś szalenie ułatwia zadanie sowietyzacji Polski…”
Te słowa w dwóch różnych okolicznościach wypowiedział gen. Władysław Anders.
Jednak zamiast postawić, jak sam zapowiadał,  gen. Komorowskiego przed sądem wojennym,  już jako Kanclerz Kapituły Orderu Virtuti Militari nadał mu…Krzyż Komandorski Orderu Virtuti Militari.
Jak podaje Autor jest to pierwszy przypadek nadania tego odznaczenia za.... spektakularną klęskę.
Miało to miejsce już w nowej rzeczywistości, bo w roku 1947 i nie można było sądzić ludzi ze swojego obozu politycznego.

Jan Nowak – Jeziorański napisał takie oto słowa w 1994 roku:
” …Gdyby zimowy skok w początkach stycznia 1945 roku dokonany nie został znad Wisły, lecz znad Odry, zaprowadziłoby Armię Czerwoną dużo dalej w głąb Rzeszy, aniżeli się to stało. Według wszelkiego prawdopodobieństwa większość terytorium Niemiec, Austria i Dania byłyby <wyzwolone> przez wojska sowieckie….”
Cóż, w obecnej Polsce podejmowanie polemiki z uznanymi autorytetami może doprowadzić do odsądzenia od czci i wiary oraz nazwanie „elementem animalnym” albo nawet gorzej, to zamiast polemiki kilka faktów. Bez silenia się na wyrafinowane źródła skorzystajmy z „Ciotki Wiki”
I co tam znajdziemy? Ano takie informacje:
Strefa radziecka obejmowała w Austrii sześć dzielnic Wiednia oraz Burgenland, Dolną Austrię, Górną Austrię na północ od Dunaju, a ostatni żołnierz radziecki opuścił Austrię 19 października …1955 roku.
A co do Danii: Koniec okupacji nastąpił 5 maja 1945 roku, po kapitulacji wojsk niemieckich w Danii, Holandii i północno-zachodnich Niemczech. Bornholm został zajęty przez oddziały radzieckie cztery dni później, a oddany Danii w rok po zakończeniu wojny.
To tyle w temacie.

Wielcy gracze przestrzegali umów z Teheranu i Jałty, dopóki nie byli gotowi na konfrontację.  Amerykanie powstrzymali Pattona, który planował wyzwolenie Pragi i dotarł kilkanaście kilometrów od jej przedmieść. Patton otrzymał od Eisenhowera kategoryczny zakaz dalszego pościgu za wojskami niemieckimi i cofnięcie się na wysokość Pilzna, gdyż do Pragi wchodzili już Rosjanie.
Dlatego nie uważam, aby pomijając ahistoryczność argumentów Nowaka – Jeziorańskiego, że Powstanie miało jakikolwiek wpływ na pojałtański układ sił w Europie.
Plan powitania w Warszawie ”wrogo- sojusznika”, jakim była Armia Czerwona legł w gruzach. Razem z miastem, a witać też nie miał kto, bo albo nie żył, albo był w niewoli, albo „bohatersko” uciekł w grupie cywilnych uchodźców jak gen. Okulicki.
Nawet, jeżeli Nowak- Jeziorański miałby rację, to nie bardzo rozumiem sens poświęcenia życia kilkuset tysięcy Polaków za pozostanie po właściwej stronie „żelaznej kurtyny” Austriaków, którzy stanowili największy odsetek SS-manów w stosunku do liczebności populacji oraz Duńczyków, którzy kolaborowali z Niemcami. O jakichś wybitnych zasługach dla naszego Kraju ze strony jednych i drugich nic nie jest mi wiadome.


Tytuł: Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji
Autor: Andrzej Leon Sowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 824

sobota, 21 stycznia 2017

Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie - Luca Dotti

Wydawnictwo Literackie ma niesamowity talent do wprowadzania na polski rynek tytułów, które z jednej strony są przepięknymi opowieściami o codziennym życiu, z drugiej zaś doskonałymi książkami kucharskimi. Po fascynujących  "W mojej francuskiej kuchni. Opowieść o tradycji i miłości do domowych posiłków" autorstwa Susan Herrmann Loomis i "Kuchni na plebanii" Łukasza Modelskiego przyszedł czas na pełną rodzinnego ciepła opowieść o Audrey Hepburn, aktorce i ambasadorce dobrej woli UNICEF, ale przede wszystkim o żonie i matce dwóch synów. To właśnie młodszy z nich - Luca Dotti jest autorem książki "Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie". Postać Audrey Hepburn, którą poznajemy z kart książki, w niczym nie przypomina jej filmowych wcieleń z „Rzymskich wakacji” czy  „Śniadania u Tiffany’ego”. We wspomnieniach syna, jest przede wszystkim wspaniałą matką, przedkładającą czas spędzony z dziećmi nad brylowanie na salonach i błysk fleszy.
Zapraszając nas do wnętrza swojego rodzinnego domu Luca Dotti, pozwala dostrzec w ikonie światowego kina, zwyczajną kobietę, której życie nie oszczędzało. Osobę, która nigdy nie zapomniała swego dzieciństwa w okupowanej Holandii i głodu, który wtedy cierpiała. Która miała za sobą dwa rozwody, a pomimo tego potrafiła zachować pogodę ducha i otwartość na otaczający ją świat. Dowiadujemy się co lubiła i co stanowiło dla niej najwyższą wartość. Obserwujemy Audrey w ogrodzie i w kuchni, w szwajcarskiej posiadłości La Paisible, w czasie misji w Etiopii, Somalii i Wietnamie.
Ogromna ilość nigdy wcześniej nie publikowanych zdjęć Audrey (także z czasów dzieciństwa i okresu działalności humanitarnej), jej najbliższej rodziny i przyjaciół oraz mnóstwo fascynujących opowieści i bardzo osobistych wspomnień czynią z tej książki doskonałe uzupełnienie oficjalnych biografii gwiazdy.
Jednak jak mogliście przeczytać na wstępie,  "Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie", to nie tylko napisana z ogromnym szacunkiem, uznaniem i pełna synowskiej miłości biografia aktorki. To również świetna książka kucharska, pełna prostych, domowych przepisów. Znajdziecie w niej  m.in. receptury na spécialité de la maison czyli ciasto czekoladowe z bitą śmietaną oraz spaghetti al pomodoro i wiele, wiele innych niewyszukanych dań, które aktorka przygotowywała dla swoich najbliższych.
Całość zamyka kalendarium życia aktorki, Audrey zasnęła na zawsze 20 stycznia 1992 roku.

Tytuł: Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie
Tytuł oryginału: Audrey at Home: Memories of My Mother’s Kitchen
Autor: Luca Dotti
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 264

piątek, 20 stycznia 2017

Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże o wyplataniu dywanów - Anna Badkhen

Anna Badkhen, urodzona w Leningradzie, a mieszkająca obecnie w Filadelfii dziennikarka w swojej książce opisuje życie Uzbeków mieszkających w Afganistanie. Jednak nie są to „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” takich jak Kabul , Herat, Kandahar czy stolicy wilajatu Balch Mazar-i Szarif. Owszem, czasami udają się do stolicy prowincji po niezbędne zakupy, ale jest to wielkie wydarzenie dla lokalnej społeczności, a wspomnienia z podróży urozmaicają ich życie przez wiele kolejnych dni. To mieszkańcy wioski Oka w wilajacie Balch o istnieniu której niewiele lub zgoła nic nie wiedzą afgańscy urzędnicy. Tak biednej, że nawet talibowie nie są zainteresowani pobieraniem „zakatu” na swoją działalność a i mułła się pojawia tylko z okazji ślubów (ostatni miał miejsce 10 lat temu) bo mieszkańcy nie są w stanie niczym go ugościć.

Jedynym źródłem dochodu są przepięknie, ręcznie tkane dywany, których wartość rynkowa w krajach Zatoki Perskiej czy USA sięgają od 5.000 do 25.000 $. Wykonane w tej samej technologii, w jakiej wykonany był dywan, który wysłał swojej matce jako prezent Aleksander Wielki. Jednak to nie ci niepiśmienni wieśniacy (a nie przepraszam - jedna osoba umie czytać i pisać) czerpią krociowe zyski z tej produkcji. Za rok ciężkiej, żmudnej, codziennej pracy tkaczki otrzymają zawrotną kwotę sięgającą …400$ za gotowy dywan. To miejsce, w którym opium jest tańsze od ryżu, a ma tą zaletę, że nie tylko oszukuje głód, ale również usuwa bóle stawów i mięśni, jakie są efektem tkania.

Gdzie cywilizacja w postaci generatora prądu razem z liniami przesyłowymi do każdego domu jest darem równie szlachetnym co bezsensownym, bo nikogo we wsi nie stać na wydatek rzędu.... 60 centów na ropę do generatora na rodzinę dziennie. Mężczyźni głównie marzą o tym, cóż też zrobią ze swoim życiem, ale na marzeniach, postanowieniach i określaniu kolejnych terminów wstąpienia do wojska, policji lub podjęcia innej pracy w mieście się kończy.

Postępujące pustynnienie zamieszkiwanego przez nich obszaru corocznie zmniejsza ilość zwierząt, które można upolować, a najbliższe drzewa, które rosły w Oce jeszcze całkiem niedawno (oczywiście stosując afgańską miarę czasu) są już tylko wspomnieniem. Jednak nawet ta sytuacja nie jest w stanie zmobilizować mieszkańców do podjęcia jakichkolwiek działań, które mogłyby wpłynąć na poprawę ich losu. Są ludźmi gościnnymi i dzielą się z Anną wszystkim co mają, a mają naprawdę niewiele.

Marazm, życie toczące się ustalonym od wieków rytmem, gdzie zamiast kalendarza a nawet zmian pór roku stosowana jest inna metoda odmierzania czasu- wykonanie dywanu. To jest podstawą ich egzystencji i sensu życia.
Jest to próba odpowiedzi na odwieczne pytanie „być czy mieć”, ale w formie absolutnie radykalnej.

Śmiertelność dzieci do lat 5 jest zastraszająca, a znakomita większość z nich jest uzależniona od opium od fazy prenatalnej. Mleczko makowe jest stosowane już u dzieci kilkudniowych jako środek uspakajający.
Skuteczność czasami przechodzi oczekiwania, po podawaniu go dziecku mającemu kilka dni jest ono bardzo spokojne, spokojne do tego stopnia, że nie zakłóca spokoju nawet oddychaniem.
Dostępność darmowej pomocy medycznej jest praktycznie żadna, ale kiedy już podjęta zostanie decyzja o wyjeździe do państwowej kliniki, wyglądającej jak z horrorów, to pierwszą czynnością, jaką podejmuje pediatra przez podjęciem leczenia jest ..detoks dziecka a czasami, jak wystarcza leków również marki.

Szczerze podziwiam fascynacje Anny Badkhen tą społecznością, ale jednocześnie jakoś dziwnie nie odczuwam potrzeby aby „ubogacali mnie kulturowo" w Polsce lub. Europie.


 Tytuł: Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże o wyplataniu dywanów
Tytuł oryginału: The World is a Carpet: Four Seasons in an Afghan Village
Autor: Anna Badkhen
Tłumaczenie: Maria Białek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 352 
 






środa, 18 stycznia 2017

Planeta Kaukaz - Wojciech Górecki

"Planeta Kaukaz" jest relacją z podróży, w którą mogą się wybrać jedynie ludzie o wielkiej empatii i cierpliwości.
Ludy zamieszkujące Kaukaz są od nas tak różne pod wieloma względami, że faktycznie można by je uznać za mieszkańców innej planety. Już sama nazwa Kaukaz wzbudza wielkie emocje, bo dla wielu to przecież...  wylęgarnia terrorystów i generalnie wyjątkowo mało przyjazne miejsce dla obcych.
To wszystko okazuje się nieprawdą. Podróż, w jaką udał się Autor bez pomocy życzliwych autochtonów byłaby skazana na porażkę. Wojciech Górecki odwiedzał bowiem miejsca, do których nawet „marszrutki” nie dojeżdżają, a do wielu wiosek przez okres zimowy dotrzeć nie można wcale.
Z kart tej opowieści dowiedzcie się dlaczego Czeczeni nie są narodem, a pojęcie państwa też jest im z gruntu obce. Skąd na Kaukazie wzięli się Kozacy i kim tak naprawdę są.
Poznacie ludy, o których istnieniu nie wiedzieliście. Przeczytacie o ludziach, którzy tam żyją. I tych przeciętnych i tych nieco mniej zwykłych. Takich, którzy mają kontakty z UFO, co nie przeszkadza im w sprawowaniu władzy oraz takich, którzy z pasji starają się ocalić zanikającą na naszych oczach kulturę. O tych, którzy żyją „z przyzwyczajenia” bo bezrobocie w danym miejscu wynosi... 100%. Jak radzą sobie w poradzieckiej rzeczywistości i czy faktycznie całkowite wyjście Rosjan z Kaukazu byłoby cudownym panaceum na dolegliwości tego obszaru.
To nie jest książka, która poda Wam na tacy odpowiedzi na pytania o to, czym jest tak na co dzień Kaukaz. Raczej zapewni niezbędne minimum wiedzy na jego temat i umożliwi samodzielne przemyślenie tego, co dzieje się tam, gdzie nie docierają korespondenci wojenni i zachodni dziennikarze. Bo w ich pojęciu nie ma po co. A według Wojciecha Góreckiego to nie miasta takie jak Grozny czy Machaczkała tworzą prawdziwy Kaukaz. Prawdę o nim możecie posiąść tylko w maleńkich wioskach, które ciężko znaleźć na sztabowych mapach – to tam toczy się prawdziwe życie ludów zamieszkujących ten niezwykły i bardzo malowniczy kawałek naszej planety.

 Tytuł: Planeta Kaukaz

Autor:
Wydawnictwo:  Czarne
Data III wydania polskiego: marzec 2017
Liczba stron: 240
 

wtorek, 17 stycznia 2017

Pierwszy stosik w nowym roku

Z niewielkim opóźnieniem ogłaszamy pierwszy stosik w tym roku.
Ubiegłoroczne blogowe wyzwanie czytelnicze zakończyliśmy na II pozycji z wynikiem 101 książek przeczytanych od sierpnia do końca grudnia (nie wliczając w to książek Oli, a było ich około 30).  Jesteśmy więc z siebie niezmiernie dumni.
Ponieważ zostało nam z minionego roku kilka książek do przeczytania, więc znajdą się one w kolejnych stosikach.
W styczniu będzie sporo  historii i literatury faktu (w tym kilka pozycji z Oficyny Literackiej Noir sur Blanc - jedynego w Polsce wydawcy książek Wiliama Dalrymple) oraz mała szczypta sensacji.
Jeśli ktoś z Czytelników jest zainteresowany udziałem w blogowym wyzwaniu czytelniczym, to jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje i sugestie. Zasada jest prosta - zgłaszamy 12 książek, które zamierzamy przeczytać. Po ich przeczytaniu i zrecenzowaniu, zgłaszamy kolejną 12-tkę.

Kategoria: literatura faktu

Ostatni pociąg do Zona Verde. Lądem z Kapsztadu do Angoli - Paul Theroux
Wydawnictwo: Czarne

Wielka afrykańska podróż Paula Theroux sprzed kilkunastu lat zaowocowała doskonałym Safari mrocznej gwiazdy. Lądem z Kairu do Kapsztadu. Dziesięć lat później pisarz wraca na swój ukochany kontynent, żeby przekonać się, jak bardzo oboje – on i Afryka – w tym czasie się zmienili.
Theroux tym razem rozpoczyna swoją samotną podróż w Kapsztadzie, potem rusza na północ przez RPA, Namibię, do Angoli, przemierzając świat wymazany z przewodników turystycznych. Po czterech tysiącach kilometrów zachwytów i rozczarowań pyta nagle z rozbrajającą szczerością: co ja tutaj robię?
Żywy, zabawny, sugestywny i bardzo osobisty Ostatni pociąg do Zona Verde. Lądem z Kapsztadu do Angoli to końcowy rozdział afrykańskiej przygody pisarza, który dzięki swoim przenikliwym obserwacjom i przepięknej prozie przybliża świat kolejnym już pokoleniom czytelników na całym świecie.


Ze świętej góry - William Dalrymple  Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Bogata mieszanka historii i duchowości, przygód i polityki, powiązana nicią czarnego humoru, znanego czytelnikom Williama Dalrymple’a z jego poprzednich utworów.
W 587 roku naszej ery, dwóch mnichów, Jan Moschos i Sofista Sofroniusz, rozpoczynają niesamowitą podróż przez świat bizantyjski, od brzegów Bosforu po piaskowe wydmy Egiptu. Ich celem jest zebrać mądrość mędrców i mistyków z Bizantyjskiego Wschodu przed upadkiem ich delikatnego świata pod siłą Islamu. Prawie 1500 lat później, wykorzystując pisma Jana Moschosa jako swój przewodnik,
William Dalrymple wyrusza, by odtworzyć ich drogę. Gdy zdamy sobie sprawę, że w tej podróży towarzyszyły mu: wojna domowa w Turcji, ruiny Bejrutu, napięcia w Banku Zachodnim i bunt fundamentalistów w Egipcie, sprawozdanie Williama Dalrymple’a staje się porywającą elegią dla ginącej cywilizacji wschodniego chrześcijaństwa.

 Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu -  Liao Yiwu
 Wydawnictwo: Czarne
W lipcu 1989 roku, kiedy o czerwcowych wydarzeniach na placu Tiananmen dowiedział się już świat, Liao Yiwu, młody poeta wiodący dotąd beztroskie życie wagabundy, postanowił przemówić. Za publiczne wygłoszenie swego poematu Masakra został wtrącony do więzienia.

Liao Yiwu spędził w zamknięciu cztery lata. Za jeden wiersz to wstrząsająca relacja z tego okresu: opis mało znanych realiów chińskiego więzienia, przemocy stosowanej przez strażników i współwięźniów, tortur, a także wszechogarniającej monotonii codziennego życia. Jednak nawet za więziennym murem pisarz potrafił znaleźć człowieczeństwo.
Planeta Kaukaz - Wojciech Górecki
Wydawnictwo: Czarne

"Abchazowie są narodem górali i żeglarzy, z kolei mieszkający o tysiąc kilometrów na wschód Kałmucy — narodem żeglarzy i pasterzy. Kałmucja, która geograficznie odnosi się do pasa stepów, stanowi drugą bramę regionu, ale otwartą w kierunku Azji, w stronę koczowniczego Turkiestanu. Pomiędzy oboma biegunami — Kałmucją na wschodzie i Abchazją na zachodzie — rozciąga się planeta Kaukaz".
Autor 
Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże o wyplataniu dywanów - Anna Badkhen
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

W samym środku afgańskiej pustyni, we wiosce tak odległej, że nie da jej się zlokalizować nawet w Internecie, przy krośnie siedzą kobiety i wraz z dziećmi ręcznie wyplatają przepiękne kwiatowe wzory. W tym miejscu, w którym heroina kosztuje mniej niż ryż, mieszkańcy wioski wiedzą jedno – Ziemia jest płaska niczym dywan.

Anna Badkhen po raz pierwszy wyjechała do Afganistanu w 2011 roku, jako korespondentka wojenna. Od tamtej pory wraca do tego kraju co jakiś czas, przyciągana krajobrazem, który geografia uczyniła nieustającym polem bitewnym, a także mieszkającymi tu ludźmi, dla których ogromną wartością staje się zachowywanie szacunku dla tradycji. Przywołując symbol czterech pór roku, w trakcie których kobiety i dzieci zamieszkujące wioskę Oka tkają, jak co roku, kolejny dywan, autorka ukazuje blaski i cienie codziennej egzystencji w afgańskiej wiosce.
W czasach, kiedy pisarze zbyt często oglądają Afganistan zza płotu strzeżonego przez amerykańskich żołnierzy, Anna Badkhen robi zupełnie inaczej: postanawia samotnie spędzić cztery pory roku na zupełnym odludziu. Taka perspektywa – zintensyfikowana miłością autorki do kraju i jej gospodarzy – pozwoliła odmalować osobliwe piękno surowej codzienności.

Kategoria: historia

Potop - Czas hańby i sławy 1655-1660
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Tęsknisz za zamachami stanu, krwawymi weselami i knowaniami rodem z Westeros? Brakuje ci Lannisterów, Starków i Targaryen’ów? Poznaj prawdziwą grę o tron, która rozegrała się na polskich ziemiach niemal cztery wieki temu i zaangażowała pół Europy!
Kiedy Władysław IV Waza wydawał ostatnie tchnienie, nikt nie przypuszczał, że w ciągu kilku lat Polsce przyjdzie mierzyć się z powstaniem Chmielnickiego i kozacko-tatarską nawałnicą, wielkim najazdem cara Aleksego, inwazją Szwedów, buntem Radziwiłłów, napadem okrutnych wojsk siedmiogrodzkich, Brandenburgią…
Potop szwedzki i okalające go wydarzenia to jeden z najbardziej krwawych i barwnych okresów w historii Rzeczpospolitej. Znamy go z klasycznej sienkiewiczowskiej trylogii i filmów stworzonych na jej podstawie przez Jerzego Hoffmana. Wciąż nie znamy jednak dość dobrze. Specjalizujący się w publikacjach popularno-naukowych Sławomir Leśniewski opisał ten pasjonujący okres historii Polski od nowa, ze swadą i rozmachem, bazując na faktach i kreśląc wyraziste sylwetki uczestników dramatu – poczynając od młodszego brata zmarłego Władysława, króla Jana Kazimierza Wazy, zwanego Initium Calamitatis Regni (Początek Klęski Królestwa), którego wybujałe ambicje i konflikty z rodzimymi magnatami ściągnęły na Rzeczpospolitą szwedzką inwazję, przez Heronima Radziejowskiego, który wygnany przez króla, wrócił ze Szwedami, aż po nieskalanych bohaterów tego okresu: Stefana Czarneckiego czy Gabriela Wojniłłowicza, powieściowego Kmicica.
Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660 to świadectwo historyczne i pasjonująca powieść w jednym, która w niczym nie ustępuje wielotomowej, fantastycznej Pieśni Lodu i Ognia George'a R.R. Martina. Zatrać się w historii!

Pani Einstein  - Marie Benedict 
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Jesień 1896 roku. Mileva ma dwadzieścia jeden lat i jako jedna z pierwszych kobiet rozpoczyna studia fizyczne na uniwersytecie w Zurychu. Uważa, że jej kalectwo przekreśla szanse na miłość. Postanawia w pełni poświęcić się nauce. Jest nieprzeciętnie inteligenta, ambitna i zamierza wiele osiągnąć.
Studiujący z nią Albert zakochuje się w jej niezwykłym umyśle i niedoskonałym ciele. W ich małżeństwie jest miejsce nie tylko na miłość, ale też na wspólną pasję.
Kilkanaście lat później świat zachwyca się odkryciami Einsteina. Nikt nie pyta jak ich dokonał, nikt nie wspomina o Milevie.
Wciągająca i poruszająca historia żony Einsteina, genialnej fizyczki, której wkład w naukę został zapomniany. Kim była i dlaczego nic o niej nie wiemy? 
Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji  - Andrzej Leon Sowa 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Dyskusja na temat konieczności i sensu Powstania Warszawskiego rozpoczęła się jeszcze przed jego wybuchem i toczy się nadal. W ręce czytelników trafia nowy i niezwykle ważny głos w tej dyskusji — książka Andrzeja Leona Sowy, wybitnego historyka cenionego za niezwykle rzeczowe podejście do omawianych zagadnień i za skrupulatność w badaniu źródeł.

Kto wydał wyrok na miasto? to nie tylko analiza krytyczna przyczyn Powstania Warszawskiego. Andrzej Leon Sowa w oparciu o źródła i dokumenty obala mity, ujawnia tajemnice i przybliża słabo znane, a kluczowe szczegóły decyzji polskiego dowództwa od 1939 roku oraz ukazuje na nowo działania Armii Krajowej, ich założenia i przebieg. Od dziś żadna merytoryczna dyskusja o Powstaniu Warszawskim nie będzie mogła odbyć się z pominięciem głosu Andrzeja Leona Sowy, bez względu na to, czy ostatecznie zgodzimy się z tezami autora, czy też nie.

Kolekcjoner światów  - Ilija Trojanow 
Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Z osobą bohatera Kolekcjonera światów, brytyjskiego podróżnika Richarda Francisa Burtona (1821–1890), Ilja Trojanow zetknął się już w dzieciństwie, spędzonym w Nairobi. Zafascynowany tą postacią, po dwudziestu latach wyjechał do Bombaju, by zaczynając od tego miasta, podążyć śladami Burtona i napisać o nim książkę. Tak właśnie powstała niesłychanie barwna, beletryzowana biografia tego ekscentryka, poszukiwacza przygód, szpiega, dyplomaty, podróżnika, odkrywcy, antropologa, geografa, lingwisty, tłumacza, mistrza fechtunku i erotomana, niestrudzenie próbującego pojąć i oswoić kolejne obce kultury, w które wnikał – w myśl owidiańskiej zasady: omne solum forti patria est (mężnemu każdy kraj jest ojczyzną). Był człowiekiem niezliczonej ilości talentów i niezwykłej wprost odwagi, a we wszystkim, co robił, zawsze pragnął dotknąć granic niemożliwego lub przynajmniej niedozwolonego. Wyrafinowana kompozycyjnie, kipiąca orientalnym bogactwem języka powieść wprowadza nas w widziane oczami Burtona tajniki hinduizmu, islamu i afrykańskich wierzeń, pozwala udać się wraz z nim w głąb Afryki na poszukiwania źródeł Nilu, a także w głąb sufickich mądrości, odsłaniających najgłębszą prawdę o istnieniu. Dzięki narracyjnemu mistrzostwu Trojanowa w trakcie lektury wręcz namacalnie odczuwamy rozpaczliwy, niedający się niczym zaspokoić głód poznania, jakim naznaczona była pełna dramatycznych zakrętów podróż Francisa Burtona przez życie, Życie pojmowane jako nieustające definiowanie na nowo swojej tożsamości kulturowej i tożsamości jako człowieka.

Kategoria: kryminały i sensacja

Dzieci Abrahama  - Robert Littell
Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Kim jest Izaak Apfulbaum? Dlaczego chcą go porwać? Czyżby był on mózgiem grupy izraelskich terrorystów odpowiedzialnej za ataki na Palestyńczyków i zażarcie sprzeciwiającej się procesowi pokojowemu? Chciałby to wiedzieć jego porywacz, Abu Bakr, sam będący zagadkową postacią, być może tajemniczym mudżaddidem, Odnowicielem, od dawna oczekiwanym przez muzułmanów. Podczas  długich dni uwięzienia, drobiazgowych przesłuchań i gorączkowych dyskusji między dwoma mężczyznami rodzi się dziwne porozumienie. Czy dwaj przeciwnicy z placu boju mogą czuć większe duchowe powinowactwo ze sobą niż ze swoimi rodakami? Czy Izaak Apfulbaum wyjdzie cało z tego przejmującego doświadczenia?




Ostatnia mila  - David Baldacci
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Melvin Mars został skazany na śmierć za zabicie własnych rodziców. Odlicza godziny do egzekucji, nadal utrzymując, że jest niewinny. W ostatniej chwili okazuje się, że ktoś przyznał się do tej zbrodni. Amos Decker, pracujący dla FBI detektyw o niezawodnej pamięci, dostrzega w sprawie Marsa wiele podobieństw do własnej historii. Postanawia sprawdzić, komu zależy na tym, by skazaniec wyszedł na wolność. Gdy znika jedna ze współpracownic Deckera, staje się jasne, że gra toczy się o wysoką stawkę.









Kategoria: biografie

Audrey w domu. Wspomnienia o mojej mamie -
Luca Dotti 

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Odkryj prywatny świat Audrey Hepburn w niezwykłej bestsellerowej biografii napisanej przez syna aktorki!
Dziecięce wspomnienia, rodzinne anegdoty, cytaty z prywatnych listów, rysunki, skrupulatnie spisywane i gromadzone przez gwiazdę Hollywood przepisy na ulubione dania, które zapewniły jej doskonałą sylwetkę i przeszło 250 niepublikowanych wcześniej fotografii z domowego archiwum! To wszystko składa się na wyjątkową książkę, którą porównać można jedynie z głośnymi przed kilku laty „Fragmentami” Marilyn Monroe.
Tym bardziej niezwykła to lektura, że ukazuje osobę zupełnie inną niż ekranowa Audrey-trzpiotka, którą wielbiły tłumy. Lucca Dotti tworzy portret spełnionej matki i żony, doskonałej kucharki, wielbicielki domowego ogniska, która gotowa była porzucić czerwony dywan dla rodzinnych kolacji i przyjęć w ogrodzie. Trzon książki stanowią osadzone w rodzinnym kontekście przepisy kulinarne. Są one jednak smakowitym, ale tylko pretekstem, niecodziennym sposobem na bezprecedensowe pokazanie prawdziwego życia legendy kina, poczynając od dzieciństwa spędzonego w Holandii podczas II wojny światowej, przez karierę w Hollywood, życie aktorki, matki i żony w Rzymie, aż po ostatnie lata spędzone na podróżach po świecie w roli ambasadora UNICEF.
„Audrey w domu” to rodzaj intymnego albumu, barwnego patchworku pokazującego świat aktorki i tych, których kochała najbardziej – jej dzieci, przyjaciół, zwierzęta. To wyrafinowana i piękna opowieść, która rozwija się od śniadania do lunchu, od lunchu do kolacji, od kolacji do przyjęcia w ogrodzie. Książka, która pozwala nam zajrzeć do domu Audrey przez dziurkę od klucza.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...