8/27/2019 09:56:00 AM

Miasto duchów - Krzysztof Bochus

Miasto duchów - Krzysztof Bochus
Kapitalne zwieńczenie serii kryminalnej z radcą Abellem w roli głównej. Nie jest łatwo napisać trzy bardzo dobre książki. Ale dołożyć do tego najlepszą z nich – to już sztuka! „Miasto duchów” to najbardziej sensacyjna z powieści tego cyklu. Pełno w niej niespodziewanych zwrotów akcji, namiętności, krwistych postaci i suspensów. To także opowieść o samotności – i różnych imionach miłości. A jednocześnie to książka najbardziej dojrzała i gorzka, ukazująca świat bezlitosny i zbrutalizowany, w którym ludzie, odczłowieczeni przez wojnę, kierują sią najbardziej prymitywnymi instynktami.

Jest jesień roku 1944, tylko miesiące dzielą nas od ostatecznego upadku Trzeciej Rzeszy i zakończenia wojny. W porcie wojennym w Gotenhafen (Gdynia) skrytobójczo zamordowanych zostaje dwóch wysokich oficerów marynarki wojennej. Jednocześnie w odległym Rotterdamie znika sprzed domu, w biały dzień, córeczka Abella. Ślady prowadzą do Gdańska, miasta które Abell opuścił kilka lat wcześniej, uciekając przed nazistowską zarazą.

Czy jest jakiś wspólny mianownik obu tych ponurych zagadek? Co czai się w tle? Zdrada, zemsta, gra wywiadów, osobiste porachunki? Abell zmuszony jest do powrotu do miasta, które zdradziło go wiele lat temu. Od dawnych przełożonych z marynarki otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: otrzyma pomoc w odnalezieniu córki, jeśli powróci do służby i podejmie się zdemaskowania nieuchwytnych morderców…

Czyta się to świetnie, z wypiekami na twarzy. Książka zachowuje wszelkie wymogi gatunku. Fabuła jest intrygująca, intryga prowadzona precyzyjnie, jak po sznurku, a rozwiązanie trudne do przewidzenia i zaskakujące. Nie sposób się tu nudzić. Autor zaprasza nas w swoistą podróż w czasie, po świecie występku, zbrodni i mrocznych sekretów. Wędrujemy po ciemnych zaułkach, podziemnych burdelach, podziemiach gotyckich kościołów, skrywających tajemnice cenniejsze niż ludzkie życie. Jak zwykle u Bochusa nie brakuje owianych tajemnicą dzieł sztuki, szyfrów i pięknych kobiet. W tle pieczołowicie odmalowany obraz miasta skazanego na zagładę, które przypominającego mi Titanica, płynącego ku katastrofie. Funkcjonuje komunikacja, w kinach tłumy wala na premiery filmowe, ogródki kawiarniane są pełne, a ludzie karmią się złudzeniami i biblijnymi przepowiedniami. Orkiestra gra do końca…

W tym świecie Abell niezmordowanie tropi morderców i porywaczy swojej córki. Na jego drodze piętrzą się przeszkody, a sama zagadka staje się największym wyzwaniem w jego dotychczasowej karierze. Uwagę zwraca ewolucja, jaka przechodzi na naszych oczach sam Abell. W pierwszych tomach ten wnikliwy, małomówny policjant dostrzegający rzeczy niewidoczne dla innych – jest w jakim sensie idealistą. Wierzy w sprawiedliwość i użyteczność zasady, że skoro jest wina - musi być kara. W „Mieście duchów” traci tę moralną busolę. Próbuje ocalić ze zgliszcz już tylko to, co naprawdę ważne: sumienie i własną rodzinę.


No i ten warsztat. Klasa! Melodia zdań, dobór słów, umiejętność budowania nastroju i klimatu. Widać literacką dojrzałość i staranność z jaką autor buduje swoją powieść.


Nie wiem czy to już koniec niezwykłej odysei kryminalnej z Abellem w roli głównej. Jeśli nawet, to pozostanę z przekonaniem, że obcowałem z dziełem nietuzinkowym i oryginalnym. Seria z Abellem ma u mnie honorowe miejsce na półce. Na długo, na bardzo długo.

7/18/2019 03:14:00 AM

Słownik cytatów łacińskich - Zbigniew Landowski, Krystyna Woś

Słownik cytatów łacińskich - Zbigniew Landowski, Krystyna Woś
Rzymskie sentencje, będące owocem wielowiekowej tradycji, efektem przemyśleń filozofów, władców czy twórców są często niesamowicie pomocne do wyrażenia własnych myśli lub odczuć i to w sposób bardzo wyrafinowany.

Do tego osoby ich używające (choć nie zawsze słusznie) są uznawane za inteligentne i oczytane. A często jest „ex omnibus aliquid,in toto nihil”.

Nie zawsze hasła ze Słownika Wyrazów Obcych lub łacińskie cytaty stosowane w wypowiedziach są adekwatne do sytuacji (sławetny żart z czasów mojej młodości - „kto używa słów, których nie rozumie, niech pocałuje mnie w d..pę i vice versa”) i nie świadczą o czymkolwiek więcej niż o umiejętności posługiwania się słownikami.

Czyli , jak według Plutarcha powiedział Alkajos z Mityleny - „Ex ungue leonem, ex auribus asinum cognoscere”.
Jednak warto znać owe cytaty a czasami nawet poznać ich kontekst,żeby stosować je w sposób świadomy i zgodny z ich genezą.
Często pamiętamy polskie brzmienie jakiejś starożytnej mądrości, a nie jesteśmy w stanie, nawet z pomocą Wujka Google”a ich znaleźć.
I tu właśnie z pomocą przyjdzie „Słownik cytatów łacińskich”

7/15/2019 03:03:00 AM

Podróże króla Madagaskaru - Jean-Christophe Rufin

Podróże króla Madagaskaru - Jean-Christophe Rufin
I dla młodych czytelników pewne zaskoczenie – nie chodzi tu o króla Juliana, sławnego lemura, ale o postać nie pochodzącą z kreskówki i jak najbardziej autentyczną.

Maurycy August Beniowski, bo o nim jest mowa w książce to postać mocno nietuzinkowa. Żołnierz, podróżnik i ...król Madagaskaru. Przyjaciel Beniamina Franklina i Kazimierza Pułaskiego.
Chętnie przyznają się do Niego aż trzy nacje : Węgrzy, bo urodził się 20 września 1746 u podnóży Małych Karpat. Słowacy, bo według nich to tereny Słowacji. Ioczywiście Polska, bo brał udział w konfederacji barskiej i w swoich pamiętnikach uznawał się za Polaka.
Dostał się do rosyjskiej niewoli, z której kilkakrotnie uciekał. Skutecznie zbiegł, razem z 90 towarzyszami niewoli dopiero z miejsca, z którego teoretycznie uciec się nie dało – z Kamczatki.

W książce opisane jest pierwsze spotkanie z Beniaminem Franklinem, który to w sędziwym wieku i mocno schorowany, zapomniany przez towarzyszy walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych nudzi się niesamowicie w swojej posiadłości. Pewnego dnia przybywa doń tajemniczy „hrabia A.” z piękną kobietą i opowiadają historie swojego życia.

To, co wiemy o Beniowskim to zlepek wiedzy zaczerpniętej z jego własnych pamiętników, w których „nieco” popuścił wodzy fantazji, poematu dygresyjnego Juliusza Słowackiego oraz opracowań historycznych, często nieprzychylnych Beniowskiemu. W niechęci do pana Maurycego celowali Francuzi uważając go za mitomana i niemalże barona Hieronymusa Carla Friedricha von Münchhausena. Może i mają po części rację, ale nie mogą zaprzeczyć faktom, że zginał jako przywódca Malgaszy walczących z wojskami francuskimi, a kolonizacja Madagaskaru i jego „cywilizowanie” kosztowało Francuzów 100.000 ofiar.
Dlatego książka jest tym bardziej cenna, że pozytywnie o tym niesamowitym człowieku napisał Francuz.



7/03/2019 02:56:00 AM

Oko Świata - Robert Jordan

Oko Świata - Robert Jordan
Pole Emonda, czyli wioska gdzieś na krańcach królestwa Andor, gdzie nie do końca wiedzą, że są jego częścią. Zima ustępuje z wielkimi oporami, co wywołuje niejasne przeczucia, że znowu mogą nadejść bardzo złe czasy i Władca Cienia uwolni się z okowów.

Jednak pierwsze wiosenne święto Bel Tine odbyć się musi, aby przynajmniej w ten sposób dać odpór złym przeczuciom. Może być ono zdecydowanie bardziej ekscytujące niż zazwyczaj, bo pojawia się dawno nie widziany handlarz, przynoszący wieści ze świata, długo oczekiwany Bard oraz para bardzo dziwnych obcych. W nocy poprzedzającej święto na dom Tama al”Thora i jego syna Randa napadają słudzy Ciemności – trolloki. Jest to o tyle dziwne, że stworzenia te nigdy od czasów Pęknięcia Świata nigdy nie zapędzały się tak daleko. Do tego Rand ma Bardzo niepokojące sny, w których nawiedza go sam Pan Cienia. I jak się okazuje – nie tylko on. Podobne sny mają jego dwaj przyjaciele – Mat i Perrin. Obca tajemnicza kobieta, która przybyła w towarzystwie Strażnika okazuje się być członkinią wielce wpływowego zakonu Aes Sedai. W jej ocenie jeden z chłopców może być Smokiem Odrodzonym – przywódcą ludzkości w walce z Czarnym w kolejnej z „ostatecznych bitew” ze Złem.
Muszą opuścić wioskę jak najszybciej i udać się do miasta Aes Seidai aby podjąć szkolenie w mające na celu wyrównać szansę w walce z Ciemnością.

W opisie na okładce znajdziecie informację, że jest to powieść w stylu „Władcy Pierścieni” - i jest to niezaprzeczany fakt, bo do tego samego wniosku doszedłem po przeczytaniu książki, a przed przeczytanie opisu na okładce.

Może i pomysł na świat nie jest zupełnie nowy, to przynajmniej tutejszy Gandalf Szary jest piękną kobietą a nie ponurym starym dziadem, co w mojej opinii jest bardzo dobrą zamianą.
Walka ze Złem jest jak zwykle ekscytująca, Białe Płaszcze jako Obrońcy Światłości przypominają z zachowania zakony rycerskie, które z reguły czynią cokolwiek innego, niż oficjalnie deklarują, a i podróże bohaterów nie zawierają „opisów przyrody” rodem z „Nad Niemnem”.

Jednym słowem – całkiem udane uniwersum dla lubiących ponadczasową prozę Tolkiena.


5/19/2019 12:33:00 PM

Mózg. Opowieść o nas - David Eagleman

Mózg. Opowieść o nas - David Eagleman
Wielki Demiurg, który decyduje o tym co widzimy, choć nigdy nie widział światła ani kolorów, to od niego zależy co i jak słyszymy, mimo że nigdy nie słyszał żadnych dźwięków. Zamknięty w pilnie strzeżonej twierdzy... naszej czaszki.

Pod wpływem zmian, jakie następują w przypadku uszkodzeń lub chorób możemy widzieć kolory dźwięków, zapisy literowe mogą mieć zapach, możemy zapamiętywać liczbę „Pi”, gdzie cyfry znajdujące się po przecinku będziemy recytować i to bezbłędnie przez kilka godzin. W zależności od potrzeb może kreować wspomnienia zdarzeń, które się...nie wydarzyły. |Ma także  wpływ nasz poziom religijności lub jej braku pod wpływem impulsów elektrochemicznych.
To opowieść o tym, kim jesteśmy, lub wydaje się nam, że jesteśmy. Jak tworzy się nasza osobowość, co ma wpływ na takie a nie inne predyspozycje intelektualne. Czym tak naprawdę jesteśmy i na ile nasza świadoma część, którą postrzegamy jako „ja” potrafi zostaćć zmanipulowania przez „Deus ex machina” czyli tę część naszego mózgu, której pracy nie jesteśmy w stanie w żaden sposób kontrolować. To on kontroluje nas. Świadoma część mózgu nie dorasta tej nieświadomej do pięt - zespoły najlepszych automatyków i robotyków nie są w stanie do tej pory stworzyć maszyny, która zrobi coś, co dla nieświadomej części mózgu jest banalne - maszyny, która jest w stanie płynnie podać do ust filiżankę z kawą.
W takim razie do czego potrzebna jest naszemu mózgowie jego świadoma część czyli coś, co uważamy za to kim jesteśmy? Na te pytania znajdziecie odpowiedzi, albo przynajmniej ich część w książce Davida Eagelmana - wykładowcy Uniwersytetu Stanforda, naukowca o ogromnym dorobku w świecie nauki ( ponad 90 publikacji oraz znaczna ilość patentów). Neurobiologa o zacięciu dydaktycznym, który prostym językiem stara się przekazać wiedzę o największej tajemnicy człowieka - jak i dlaczego działamy.
Arcyciekawe

5/07/2019 01:18:00 AM

Do gwiazd - Brandon Sanderson

Do gwiazd - Brandon Sanderson
Spensa „Spin”, córka „Ściganta”, znakomitego pilota myśliwskiego, broniącego resztek ludzkości przed rasą Obcych, już jako mała dziewczynka wiedziała, co chce robić w życiu. To proste, zostać pilotem, tak jak jej ojciec.

Jednak pewnego dnia, podczas kolejnej bitwy z Krelllami, świat jej marzeń legł w gruzach. Ojciec, według oficjalnych komunikatów uciekł z pola walki i został zestrzelony przez własnego skrzydłowego.Zamiast zostać córką jednego z Pierwszych Obywateli, klasy uprzywilejowanych, ”, trafia na margines życia z łatką córki tchórza. Życie jako wyrzutka społeczeństwa tylko utwardziło charakter dziewczynki. Spin nie wierzy w oficjalne komunikaty, lecz jakie ma znaczenie zdanie małoletniej córki tchórza? Spensa nie porzuca jednak swoich planów i całe swoje późniejsze działania, przez kolejne kilka lat, poświęca na ich realizację. Lecz co z tego, kiedy Dowództwo Floty stoi na stanowisku, że prędzej piekło zamarznie, niż córka plamy na jej honorze usiądzie za sterami maszyny bojowej. Jednak piekło nie musiało zamarznąć – ogromne braki kadrowe we Flocie oraz poparcie... byłego skrzydłowego ojca umożliwia Spin podjęcia nauki pilotażu. Okazuje się znakomitym pilotem bojowym, ponieważ słyszy „głos gwiazd”.
 Czy ma to jakiś związek z przypadkiem jej ojca? Czy upór, oraz wsparcie jedynego przyjaciela pomoże Spin ustalić prawdę o ojcu? A może prawda jest jeszcze gorsza od oficjalnego komunikatu, a ludzkość stoi u progu zagłady?

Pierwszy tom nowej trylogii Brandona Sandersona udowadnia, że w gatunku „space opera” autorzy nie powiedzieli ostatniego słowa i da się jeszcze napisać bardzo wciągającą opowieść na temat kosmicznych bitew z Obcymi. Z niecierpliwością czekam na kontynuację.

5/07/2019 12:59:00 AM

Birobidżan. Ziemia, na której mieliśmy być szczęśliwi - Agata Maksimowska

Birobidżan. Ziemia, na której mieliśmy być szczęśliwi - Agata Maksimowska
Z ziemi egipskiej, z domu niewoli (czyli licząc od Kairu) do Ziemi Obiecanej (zakładając nie samo dotarcie do krainy Kanaan, ale do Jerozolimy) Żydzi mieli do przejścia jakieś 735 km. Jak wiemy „z pewnego źródła” zajęło im to czterdzieści lat, czyli  przemieszali się dziennie niecałe ... 50,5 metra.

Idąc w tym tempie z Odessy, gdzie mieszkało za czasów wczesnego ZSRR najwięcej Żydów do nowej „Ziemi Obiecanej” (tym razem przez władzę radziecką, a nie Boga) doszliby po jakiś 480 latach. I wcale nie byłby to zły wybór, żeby dotarli tam dopiero za kilkaset lat, bo gdyby zachowali ostrożność i niespieszne tempo swoich przodków może życie tam byłoby dla nich łatwiejsze. Niestety, docierali tam w kilka tygodni, najwyżej miesięcy. Większość z przybyłych, zachęcona obfitością ryb, które same miały wskakiwać do sieci, dobrej gleby, gdzie „chłop miał siać, a jemu samo rosło” oraz nieprzebrane stada dzikiej zwierzyny w tajdze, o których opowiadali komunistyczni agitatorzy, a także ucieczką przed niechęcią ludów słowiańskich (z pamięcią pogromów w niedalekiej przeszłości) uznawali przybicie na Syberię za całkiem rozsądne rozwiązanie. Na miejscu jednak okazało się, że ryby ze zdjęć pokazywanych przez „rekruterów” pochodziły ze ...sklepu, a lokalną zwierzyną występującą nawet w nadmiarze są... meszki i komary. Żeby zapolować w tajdze, potrzebne były znaczne kwalifikacje, bo wejść tam może każdy, ale mało kto wraca.
Wszystko miało być... w planach pięcioletnich. Rzeczywistość okazała się niesamowicie trudna. Latem upały i powodzie, zimą typowe syberyjskie mrozy. Jednak część przetrwała i żyje tam po dziś dzień.

To bardzo ciekawa historia, mało znana nawet historykom zajmującym się dziejami ZSRR. A może to jednak była Ziemia Obiecana, bo ci, którzy tam dotarli i przeżyli nie trafili do Treblinki, Sobiboru czy Oświęcimia, bo armie Hitlera nigdy nie dotarły tak daleko? Ale co ich trzyma tam do dnia dzisiejszego, kiedy Związku Radzieckiego już nie ma, a państwo Izrael przyjęłoby ich z otwartymi ramionami?  Dla mnie to pewna odmiana „syndromu sztokholmskiego” , bo mając alternatywę nie spędziłbym ani minuty ponad czas niezbędny do spakowania się i pośpiesznego udania się na najbliższą stację kolejową z Żydowskiego Okręgu Autonomicznego na dalekiej, nieprzyjaznej człowiekowi części Syberii.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger