5/19/2019 12:33:00 PM

Mózg. Opowieść o nas - David Eagleman

Mózg. Opowieść o nas - David Eagleman
Wielki Demiurg, który decyduje o tym co widzimy, choć nigdy nie widział światła ani kolorów, to od niego zależy co i jak słyszymy, mimo że nigdy nie słyszał żadnych dźwięków. Zamknięty w pilnie strzeżonej twierdzy... naszej czaszki.

Pod wpływem zmian, jakie następują w przypadku uszkodzeń lub chorób możemy widzieć kolory dźwięków, zapisy literowe mogą mieć zapach, możemy zapamiętywać liczbę „Pi”, gdzie cyfry znajdujące się po przecinku będziemy recytować i to bezbłędnie przez kilka godzin. W zależności od potrzeb może kreować wspomnienia zdarzeń, które się...nie wydarzyły. |Ma także  wpływ nasz poziom religijności lub jej braku pod wpływem impulsów elektrochemicznych.
To opowieść o tym, kim jesteśmy, lub wydaje się nam, że jesteśmy. Jak tworzy się nasza osobowość, co ma wpływ na takie a nie inne predyspozycje intelektualne. Czym tak naprawdę jesteśmy i na ile nasza świadoma część, którą postrzegamy jako „ja” potrafi zostaćć zmanipulowania przez „Deus ex machina” czyli tę część naszego mózgu, której pracy nie jesteśmy w stanie w żaden sposób kontrolować. To on kontroluje nas. Świadoma część mózgu nie dorasta tej nieświadomej do pięt - zespoły najlepszych automatyków i robotyków nie są w stanie do tej pory stworzyć maszyny, która zrobi coś, co dla nieświadomej części mózgu jest banalne - maszyny, która jest w stanie płynnie podać do ust filiżankę z kawą.
W takim razie do czego potrzebna jest naszemu mózgowie jego świadoma część czyli coś, co uważamy za to kim jesteśmy? Na te pytania znajdziecie odpowiedzi, albo przynajmniej ich część w książce Davida Eagelmana - wykładowcy Uniwersytetu Stanforda, naukowca o ogromnym dorobku w świecie nauki ( ponad 90 publikacji oraz znaczna ilość patentów). Neurobiologa o zacięciu dydaktycznym, który prostym językiem stara się przekazać wiedzę o największej tajemnicy człowieka - jak i dlaczego działamy.
Arcyciekawe

5/07/2019 01:18:00 AM

Do gwiazd - Brandon Sanderson

Do gwiazd - Brandon Sanderson
Spensa „Spin”, córka „Ściganta”, znakomitego pilota myśliwskiego, broniącego resztek ludzkości przed rasą Obcych, już jako mała dziewczynka wiedziała, co chce robić w życiu. To proste, zostać pilotem, tak jak jej ojciec.

Jednak pewnego dnia, podczas kolejnej bitwy z Krelllami, świat jej marzeń legł w gruzach. Ojciec, według oficjalnych komunikatów uciekł z pola walki i został zestrzelony przez własnego skrzydłowego.Zamiast zostać córką jednego z Pierwszych Obywateli, klasy uprzywilejowanych, ”, trafia na margines życia z łatką córki tchórza. Życie jako wyrzutka społeczeństwa tylko utwardziło charakter dziewczynki. Spin nie wierzy w oficjalne komunikaty, lecz jakie ma znaczenie zdanie małoletniej córki tchórza? Spensa nie porzuca jednak swoich planów i całe swoje późniejsze działania, przez kolejne kilka lat, poświęca na ich realizację. Lecz co z tego, kiedy Dowództwo Floty stoi na stanowisku, że prędzej piekło zamarznie, niż córka plamy na jej honorze usiądzie za sterami maszyny bojowej. Jednak piekło nie musiało zamarznąć – ogromne braki kadrowe we Flocie oraz poparcie... byłego skrzydłowego ojca umożliwia Spin podjęcia nauki pilotażu. Okazuje się znakomitym pilotem bojowym, ponieważ słyszy „głos gwiazd”.
 Czy ma to jakiś związek z przypadkiem jej ojca? Czy upór, oraz wsparcie jedynego przyjaciela pomoże Spin ustalić prawdę o ojcu? A może prawda jest jeszcze gorsza od oficjalnego komunikatu, a ludzkość stoi u progu zagłady?

Pierwszy tom nowej trylogii Brandona Sandersona udowadnia, że w gatunku „space opera” autorzy nie powiedzieli ostatniego słowa i da się jeszcze napisać bardzo wciągającą opowieść na temat kosmicznych bitew z Obcymi. Z niecierpliwością czekam na kontynuację.

5/07/2019 12:59:00 AM

Birobidżan. Ziemia, na której mieliśmy być szczęśliwi - Agata Maksimowska

Birobidżan. Ziemia, na której mieliśmy być szczęśliwi - Agata Maksimowska
Z ziemi egipskiej, z domu niewoli (czyli licząc od Kairu) do Ziemi Obiecanej (zakładając nie samo dotarcie do krainy Kanaan, ale do Jerozolimy) Żydzi mieli do przejścia jakieś 735 km. Jak wiemy „z pewnego źródła” zajęło im to czterdzieści lat, czyli  przemieszali się dziennie niecałe ... 50,5 metra.

Idąc w tym tempie z Odessy, gdzie mieszkało za czasów wczesnego ZSRR najwięcej Żydów do nowej „Ziemi Obiecanej” (tym razem przez władzę radziecką, a nie Boga) doszliby po jakiś 480 latach. I wcale nie byłby to zły wybór, żeby dotarli tam dopiero za kilkaset lat, bo gdyby zachowali ostrożność i niespieszne tempo swoich przodków może życie tam byłoby dla nich łatwiejsze. Niestety, docierali tam w kilka tygodni, najwyżej miesięcy. Większość z przybyłych, zachęcona obfitością ryb, które same miały wskakiwać do sieci, dobrej gleby, gdzie „chłop miał siać, a jemu samo rosło” oraz nieprzebrane stada dzikiej zwierzyny w tajdze, o których opowiadali komunistyczni agitatorzy, a także ucieczką przed niechęcią ludów słowiańskich (z pamięcią pogromów w niedalekiej przeszłości) uznawali przybicie na Syberię za całkiem rozsądne rozwiązanie. Na miejscu jednak okazało się, że ryby ze zdjęć pokazywanych przez „rekruterów” pochodziły ze ...sklepu, a lokalną zwierzyną występującą nawet w nadmiarze są... meszki i komary. Żeby zapolować w tajdze, potrzebne były znaczne kwalifikacje, bo wejść tam może każdy, ale mało kto wraca.
Wszystko miało być... w planach pięcioletnich. Rzeczywistość okazała się niesamowicie trudna. Latem upały i powodzie, zimą typowe syberyjskie mrozy. Jednak część przetrwała i żyje tam po dziś dzień.

To bardzo ciekawa historia, mało znana nawet historykom zajmującym się dziejami ZSRR. A może to jednak była Ziemia Obiecana, bo ci, którzy tam dotarli i przeżyli nie trafili do Treblinki, Sobiboru czy Oświęcimia, bo armie Hitlera nigdy nie dotarły tak daleko? Ale co ich trzyma tam do dnia dzisiejszego, kiedy Związku Radzieckiego już nie ma, a państwo Izrael przyjęłoby ich z otwartymi ramionami?  Dla mnie to pewna odmiana „syndromu sztokholmskiego” , bo mając alternatywę nie spędziłbym ani minuty ponad czas niezbędny do spakowania się i pośpiesznego udania się na najbliższą stację kolejową z Żydowskiego Okręgu Autonomicznego na dalekiej, nieprzyjaznej człowiekowi części Syberii.

5/07/2019 12:50:00 AM

Granica. Na krawędzi Europy - Kapka Kassabova

Granica. Na krawędzi Europy -  Kapka Kassabova
Jeżeli nachodzą Was myśli typu „ a może pier.. to wszystko i wyjechać w Bieszczady” mam znacznie lepszą ofertę – Strandża na pograniczu Unii Europejskiej i Turcji.

Po rozpadzie Imperium Osmańskiego nastąpiła wędrówka ludów, przemieszczali się Bułgarzy, Grecy i Turcy lub muzułmanie na obce im tereny, ale obecnie jedyne „słuszne” do zamieszkania. Powiedzieć, że to zadupie Europy, to nic nie powiedzieć. Autorka, która ze Szkocji wróciła do stron rodzinnych zauważyła, że zmieniło się niewiele, a jak już to na gorsze.
To opowieść o beznadziei, ale i wytrwałości, o pomieszaniu starych wierzeń z prawosławiem oraz o tym, że Bułgaria za czasów towarzysza Todora Żiwkowa była zdecydowanie mniej przyjaznym miejscem niż PRL.
Czy jest szansa, że region przypominający klimatem „Wilcze echa” z Brunem O’Ya w roli głównej -  powróci do czasów może nie świetności, bo takich nie było, ale stanie się urokliwym miejscem, gdzie pojawią się turyści, lub nowi osadnicy urzeczeni pięknem surowej przyrody?
Miejsce, gdzie praktycznie nic się nie dzieje, perspektywy są marne a dodatkowo nikt nie ma pomysłu co dalej powinno być wyjątkowo depresyjne i budzić w ludziach najgorsze instynkty. W Standży jest inaczej- może i nie rodzą się dzieci, młodzi powyjeżdżali w poszukiwaniu lepszego życia, ale ci, co zostali nie mają pretensji do całego świata, że został on na przestrzeni nieco ponad 100 lat postawiony na głowie i to dwukrotnie. Żyją, ciesząc się tym co mają.


5/07/2019 12:39:00 AM

Allah Akbar. Wojna i pokój w Iraku - Witold Reptowicz

Allah Akbar. Wojna i pokój w Iraku - Witold Reptowicz
O tym, że Polacy jak nikt inny na świecie znają się na medycynie wykazał już nadworny błazen czterech polskich władców ( Jana Olbrachta, Aleksandra Jagiellończyka, Zygmunta Starego i Zygmunta II Augusta). Podobnie, w czasach współczesnych wszyscy znają się na :skokach narciarskich, piłce nożnej oraz polityce. No i oczywiście domorośli eksperci znakomicie znają  i rozumieją politykę bliskowschodnią, bo „panie somsiad był na łikend w Dubaju to wiem”.

Na szczęście są również ludzie, którzy swoje opinie i wypowiedzi opierają nie o „fakty medialne” tylko o rzetelną pracę w terenie, popartą kontaktami w krajach, o których piszą i wielokrotnym, lub długotrwałym pobycie na obszarach na temat których zabierają głos. Do takich osób należy właśnie Witold Repetowicz- doświadczony podróżnik, dziennikarz i pisarz w jednym. Znajomość Iraku, związana z docieraniem w miejsca, gdzie o Jego bezpieczeństwo modli się cały personel dyplomatyczny Ambasady Republiki Iraku w Warszawie świadczy o osobistej odwadze, ale i rozsądku gdyż..wielokrotnie wracał z miejsc, z których teoretycznie wrócić nie powinien.
Dla mnie osobiście reportaże pana Witolda są bardzo interesujące, moja znajomość realiów tego niezmiernie fascynującego kraju opiera się na relacjach naszych żołnierzy z czasów inwazji oraz  mało wiarygodnych źródłach zachodnich.
Pierwsze z wymienionych są już mocno przestarzałe, a drugie-wątpliwe merytorycznie. Dlatego, jeżeli faktycznie chcecie poszerzyć swoją wiedzę o Iraku, a jednocześnie uniknąć potencjalnych niebezpieczeństw - skorzystajcie z tej bardzo aktualnej, bo wydanej już po konferencji bliskowschodniej w Warszawie książce. Takiej ilości zaskakujących informacji jak np. podejścia Irakijczyków do kwestii tolerancji dla przybyszów „ubogacających ich kulturowo” lub fakt, że Muktata as Sadr, uznawany od czasów Saddama Husajna za wioskowego głupka i fanatyka jest obecnie jednym z najbardziej rozsądnych polityków irackich. A także to, że do wyborów poszedł z komunistami. Jak widać sojusz religijnych fanatyków i komunistów to nie tylko polska specjalność.



4/18/2019 08:33:00 AM

Sprawa Tuchaczewskiego - Paweł Wieczorkiewicz

Sprawa Tuchaczewskiego - Paweł Wieczorkiewicz
Marszałek ZSRR Michaił Nikołajewicz Tuchaczewski był postacią nietuzinkową. Ze strony ojca- ziemianin, ale ogromnie zubożały, matką była córka pańszczyźnianego chłopa z majątku dziadków. Inteligentny, przystojny, sprawiał od dziecka kłopoty i ku niezadowoleniu ojca- pacyfisty jedyną metodą okiełznania niesfornego i agresywnego Michaiła była kariera wojskowa.

Trafił do 1 Moskiewskiego Korpusu Kadetów w Lefortowie (które ukończył z pierwszą lokatą), następnie do Aleksandrowskiej Szkoły Oficerskiej w Moskwie, a stamtąd do elitarnego Siemionowskiego Pułku Gwardii Cesarskiej w Petersburgu. Jednak nie był specjalnie lojalny wobec caratu i dość łatwo przeszedł na stronę „ czerwonych”. Wybitnie ambitny, nakierowany na rozwój własnej kariery, zadufany w sobie, rozpustny, nie uznający autorytetów byłych carskich wysokich oficerów. Tuchaczewski - człowiek, którego trudno było lubić, z upływem czasu staje się jednym z teoretyków nowoczesnej Armii Czerwonej, a swoje koncepcje potrafił przekuć w sukcesy operacyjne. W wojnie z Polską odnosił sukcesy, a porażki udawało mu mu się „delegować”.
Był genialnym samoukiem wojskowości w pewnym momencie stał się w oczach Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego Stalina zagrożeniem. To nie było niczym nadzwyczajnym, albowiem Stalin nie przepadał za ludźmi myślącymi samodzielnie, mogącymi stanowić konkurencję dla jego władzy. Wolał postacie takie jak Klimont Woroszyłow – prymitywny chłop, mający ukończone „całe” dwie klasy szkoły wiejskiej i mogący się szczycić „porażającymi” wręcz kwalifikacjami jak bardzo celne strzelanie z nagana oraz świetne opanowanie samochodu.
Władimir Antonow-Owsiejenko (radziecki dowódca, polityk komunistyczny, dziennikarz) tak ocenił sytuację Tuchaczewskiego na „dworze Stalina
” Przeciwko Tuchaczewskiemu było wszystko: jego cechy osobowe,- inteligencja, charakter, mądrość, wyrazista powierzchowność. I bojowa sława[…] Podobnych ludzi Stalin w swym kręgu nie znosił, zadowalali go jedynie woroszyłowowie...”. 
Tuchaczewski był do tego stopnia cenionym fachowcem, że jego opracowanie „Pochód za Wisłę” przetłumaczone na język polski pojawiła się jako aneks do książki Józefa Piłsudskiego „Rok 1920”. Jego niepospolite talenty wojskowe doceniali również Niemcy. Stalinowska paranoję umiejętnie podsyciła Abwehra. Według wywiadu III Rzeszy Tuchaczewski stanowił na tyle duże zagrożenie, że „fałszywki” na temat współpracy z Niemcami, w celu ich maksymalnego uwiarygodnienia, osobiście podpisywał admirał Wilhelm Franz Canaris.

Książka Pawła Wieczorkiewicza to historia wzlotów i upadków Tuchaczewskiego i zarazem potwierdzenie faktu, że w partiach bolszewickich, nie tylko w czasach ZSRR, osoby wybitne mogą awansować tylko do pewnego momentu, a zapotrzebowanie na „woroszyłowów” - tępych,  prymitywnych, ale uległych i zawsze mających to samo zdanie co np. [autocenzura] zawsze będzie pewne.


4/18/2019 02:54:00 AM

Gra w oczko - Grzegorz Kalinowski

Gra w oczko - Grzegorz Kalinowski
W warszawskim apartamentowcu, drogim i ekskluzywnym, mieszkają obok siebie zarówno ludzie z pierwszych stron gazet, jak i ci, którzy dzięki morderczemu kredytowi chcą znaleźć się świecie „sławnych i bogatych”.  Znana dziennikarka, nadzieja polskiej reprezentacji, polityk z partii narodowo-chrześcijańsko-narodowej oraz szanowany na mieście gangster to właśnie najbardziej znani mieszkańcy owego „dobrego adresu”.
Jednak młody piłkarz, zwany „Oczko” ze względu na swój ogromy pociąg do blackjacka (którego „młodszym bratem” jest właśnie gra w oczko) oraz do dziewcząt o obyczajach lekkich jak puch nie jest ulubionym sąsiadem dziennikarki telewizyjnej Joanny Becker.
 Pewnego poranka impreza w stylu„Disco Polo Live” w mieszkaniu „Oczki” doprowadziła Joannę do szału, poszła więc „naprostować” miłośnika nieskomplikowanych rytmów oraz tekstów wywołujących gwałtowne wymieranie szarych komórek. Okazało się, że „Oczkę” ktoś już przed nią „naprostował” . Kulą między oczy.

Tak zaczyna się najnowsza powieść Grzegorza Kalinowskiego. Świat mediów, a szczególnie telewizji jest naturalnym środowiskiem Autora, tak więc poznamy styl życia, slang oraz to, czego nie widać na wizji. Część bohaterów w jakiś dziwny sposób może kojarzyć się Czytelnikom z postaciami znanymi z „małego ekranu” - a to pan Powiatowy albo Roman Limanowski. Światek polskiego futbolu też jest znany Grzegorzowi Kalinowskiemu od podszewki, bo jako dziennikarz sportowy słyszał i widział niejedno. Do tego ulubione wstawki, charakterystyczne dla prozy tego pisarza- mnóstwo muzyki, dla sporej części starszych Czytelników – kultowej, a nawet „Kultowej” oraz odniesienie do filmów i seriali, które dla naszego pokolenia były obowiązkowe – z nieśmiertelnym „Allo, allo” włącznie. Dlatego warto przeczytać ten wydany nakładem "skarpa Warszawska" współczesny kryminał, który jest interludium w seriach kryminałów retro tego Autora, ale ten przerywnik nie jest mniej smakowity od pozycji z głównych serii Grzegorza Kalinowskiego.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger