11/07/2019 12:59:00 PM

Drogi wędrownych doradców - Piotr Plebaniak

Drogi wędrownych doradców - Piotr Plebaniak
„Drogi wędrownych doradców” to kontynuacja „Starożytnej mądrości chińskiej” z ubiegłego roku. Książka niezmiernie pomocna w zrozumieniu systemu wartości, któremu Chińczycy pozostają wierni od setek lat.
Jak powiedział marszałek Józef Piłsudski „Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”. W przypadku mieszkańców Państwa Środka ta sentencja mogłaby stanowić ich credo.


Zbiór 81 sentencji podzielony został przez autora na dwie części. Pierwsza z nich zawiera maksymy i opowieści o filozofach, którzy doradzali starożytnym władcom chińskim. Poznamy więc przepisy i sposoby na zarządzanie państwem i opiekowanie się poddanymi. Druga część jest bardziej poetycka, to piękne opowieści o losach znanych poetów, bohaterów i zwykłych ludzi. To opowieści i ich rozterkach i sukcesach; o tym, co sprawiało, że rozwijali skrzydła i o tym, co sprawiało, że gubili swoją drogę.
Książka jest pięknie wydana, zawiera wiele kaligrafii, zdjęć, rysunków i ramek informacyjnych. Będzie świetnym prezentem dla każdego miłośnika kultury Państwa Środka.

Dzięki Piotrowi Plebaniakowi, miłośnikowi i przy tym znawcy kultury i sztuki Chin, możemy poznawać przeszłość Chin za pomocą opowieści sktytych za sentencjami i maksymami. Pewne sformułowania, które bez kontekstu mogą brzmieć niczym „ja to proszę pana mam bardzo dobre połączenie” dla osób nie znających twórczości Stanisława Barei zaczynają być zrozumiałe i dają pewien ogląd sposobu postrzegania świata, społeczeństwa i samych siebie przez prawie jedną piątą światowej populacji ludzi.
Poznajemy więc jednocześnie i losy zwykłych ludzi, i słynnych postaci chińskiej historii. Z książki dowiecie się podczas rozmowy czy negocjacji nigdy z ich strony nie usłyszymy słowa „nie” oraz jak czymś, co można uznać za komplement ktoś nas obraża i odwrotnie – pozorna obelga jest wyrazem szacunku.
W rozdziale o psikusach i fortelach obmyślanych przez mandarynów przeczytamy całkiem współczesną anegdotę o przezencie, jaki otrzymał G.W Bush jr. W czasach swojej prezydentury od rządu Chin. Była to przepięknie wydana, jedna z najsłynniejszych ksiąg w historii świata, czyli „Sztuka wojny” Sun Zi. Przekaz był mnie więcej taki: „dajemy Ci naszą wiedzę, mądrość oraz sposób w jaki Cię pokonamy – tylko jesteś zbyt głupi, żeby z tego daru skorzystać”.


11/07/2019 11:45:00 AM

Łamacze kodów Historia kryptologii - David Kahn

Łamacze kodów Historia kryptologii  - David Kahn
Każdy ma swoje tajemnice, a nie zawsze da się je przekazać osobie zainteresowanej w sposób bezpośredni. I nieważne, czy chodzi o informacje dotyczące biznesu, dyplomacji, spraw prywatnych, polityki czy jej „ kontynuacji innymi środkami” jak o wojnie pisał Carl Phillip Gottlieb von Clausewitz.

Wspólnym mianownikiem przekazu kryptograficznego jest chęć ukrycia zawartych w korespondencji informacji , które nie powinny trafić do osób niepowołanych, nie ukrywając samego faktu jej istnienia. Ale jeśli ktoś chce coś ukryć przed bliźnimi zawsze znajdzie się inny” ktoś” , kto zapragnie owe myśli poznać.

Fascynacja ukrytymi treściami, przekazywanymi w sposób uniemożliwiający ich łatwe odczytanie towarzyszy ludzkości od wieków. Bardzo istotny dla zrozumienia książki jest opanowanie podstawowego słowniczka, bez którego lektura może być miejscami zawiła. Świadomy tego Autor umieścił w słowie wstępnym definicje dzięki którym odróżnicie szyfr od kodu, czym jest „nomenklator” lub „kod zaszyfrowany”. Warto sobie przygotować ściągę z owym fachowym słownictwem, żeby się czasami nie pogubić i nie musieć wracać do wstępu.

Monumentalna, licząca sobie (bez przypisów) prawie 1400 stron historia „ciekawskich”, którzy, prywatnie lub zawodowo odkrywali lub do dziś odkrywają to, co ktoś chciał przekazać tylko osobom do tego uprawnionym jest tak samo fascynująca jak wyniki ich pracy. Jak bowiem dowiecie się z lektury, sama praca kryptologa, a właściwie „kryptoanalityka” jest żmudna i czasami prowadzi do poważnych konsekwencji. Jeżeli uważacie, że Wasza praca doprowadza Was do szaleństwa chciałbym poinformować, że William Friedman, szef zespołu kryptoanalityków pracujących nad japońskim kodem PURPLE („Purpurowym”) z czasów II Wojny Światowej faktycznie przypłacił sukces zdrowiem psychicznym i przez 3,5 miesiąca był pacjentem Walter Reed General Hospital. Odkrywanie tego, co ma być niejawne daje również pole do popisu miłośnikom wszelakiego gatunku i maści teorii spiskowych. Jedną z nich jest ta dotycząca właśnie kodu PURPLE i faktu jego odczytania jeszcze przed atakiem na Pearl Harbor. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że znając największe tajemnice Nippon Kaigun czyli Cesarskiej Floty Japonii nie udało się skutecznie przeciwdziałać atakowi na tą największą bazę floty USA na Pacyfiku? Czy prawdą jest, że żeby przełamać niechęć Amerykanów do przystąpienia do wojny  Franklin Delano Roosevelt celowo dopuścił do ataku, podczas którego zniszczonych lub ciężko uszkodzonych zostało pięć pancerników i 328 amerykańskich samolotów na lotniskach na wyspie Oʻahu, a sam atak doprowadził do śmieci prawie 2500 ludzi? 
Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w rozdziale o „Operacji Magic” , gdzie Autor z iście benedyktyńską dokładnością przedstawił dane na ten temat opierając się na raporcie Mieszanej Komisji Kongresu.

Dowiecie się również czym jest kryptografia historyczna, enigmologia oraz dlaczego, mimo zaangażowaniu wielu wybitnych umysłów i zaprzężeniu najpotężniejszych komputerów oraz wsparciu Archiwum Watykańskiego do tej pory nie udało się odczytać Manuskryptu Wojnicza – jednego z najbardziej tajemniczych rękopisów w historii ludzkości.
Lektura dla cierpliwych i uważnych, zawierająca ocean wiedzy dotyczącej kryptologii oraz jej znaczeniu w przeszłości, jak i w czasach współczesnych oraz kierunkach jej potencjalnego rozwoju.

8/27/2019 09:56:00 AM

Miasto duchów - Krzysztof Bochus

Miasto duchów - Krzysztof Bochus
Kapitalne zwieńczenie serii kryminalnej z radcą Abellem w roli głównej. Nie jest łatwo napisać trzy bardzo dobre książki. Ale dołożyć do tego najlepszą z nich – to już sztuka! „Miasto duchów” to najbardziej sensacyjna z powieści tego cyklu. Pełno w niej niespodziewanych zwrotów akcji, namiętności, krwistych postaci i suspensów. To także opowieść o samotności – i różnych imionach miłości. A jednocześnie to książka najbardziej dojrzała i gorzka, ukazująca świat bezlitosny i zbrutalizowany, w którym ludzie, odczłowieczeni przez wojnę, kierują sią najbardziej prymitywnymi instynktami.

Jest jesień roku 1944, tylko miesiące dzielą nas od ostatecznego upadku Trzeciej Rzeszy i zakończenia wojny. W porcie wojennym w Gotenhafen (Gdynia) skrytobójczo zamordowanych zostaje dwóch wysokich oficerów marynarki wojennej. Jednocześnie w odległym Rotterdamie znika sprzed domu, w biały dzień, córeczka Abella. Ślady prowadzą do Gdańska, miasta które Abell opuścił kilka lat wcześniej, uciekając przed nazistowską zarazą.

Czy jest jakiś wspólny mianownik obu tych ponurych zagadek? Co czai się w tle? Zdrada, zemsta, gra wywiadów, osobiste porachunki? Abell zmuszony jest do powrotu do miasta, które zdradziło go wiele lat temu. Od dawnych przełożonych z marynarki otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: otrzyma pomoc w odnalezieniu córki, jeśli powróci do służby i podejmie się zdemaskowania nieuchwytnych morderców…

Czyta się to świetnie, z wypiekami na twarzy. Książka zachowuje wszelkie wymogi gatunku. Fabuła jest intrygująca, intryga prowadzona precyzyjnie, jak po sznurku, a rozwiązanie trudne do przewidzenia i zaskakujące. Nie sposób się tu nudzić. Autor zaprasza nas w swoistą podróż w czasie, po świecie występku, zbrodni i mrocznych sekretów. Wędrujemy po ciemnych zaułkach, podziemnych burdelach, podziemiach gotyckich kościołów, skrywających tajemnice cenniejsze niż ludzkie życie. Jak zwykle u Bochusa nie brakuje owianych tajemnicą dzieł sztuki, szyfrów i pięknych kobiet. W tle pieczołowicie odmalowany obraz miasta skazanego na zagładę, które przypominającego mi Titanica, płynącego ku katastrofie. Funkcjonuje komunikacja, w kinach tłumy wala na premiery filmowe, ogródki kawiarniane są pełne, a ludzie karmią się złudzeniami i biblijnymi przepowiedniami. Orkiestra gra do końca…

W tym świecie Abell niezmordowanie tropi morderców i porywaczy swojej córki. Na jego drodze piętrzą się przeszkody, a sama zagadka staje się największym wyzwaniem w jego dotychczasowej karierze. Uwagę zwraca ewolucja, jaka przechodzi na naszych oczach sam Abell. W pierwszych tomach ten wnikliwy, małomówny policjant dostrzegający rzeczy niewidoczne dla innych – jest w jakim sensie idealistą. Wierzy w sprawiedliwość i użyteczność zasady, że skoro jest wina - musi być kara. W „Mieście duchów” traci tę moralną busolę. Próbuje ocalić ze zgliszcz już tylko to, co naprawdę ważne: sumienie i własną rodzinę.


No i ten warsztat. Klasa! Melodia zdań, dobór słów, umiejętność budowania nastroju i klimatu. Widać literacką dojrzałość i staranność z jaką autor buduje swoją powieść.


Nie wiem czy to już koniec niezwykłej odysei kryminalnej z Abellem w roli głównej. Jeśli nawet, to pozostanę z przekonaniem, że obcowałem z dziełem nietuzinkowym i oryginalnym. Seria z Abellem ma u mnie honorowe miejsce na półce. Na długo, na bardzo długo.

7/18/2019 03:14:00 AM

Słownik cytatów łacińskich - Zbigniew Landowski, Krystyna Woś

Słownik cytatów łacińskich - Zbigniew Landowski, Krystyna Woś
Rzymskie sentencje, będące owocem wielowiekowej tradycji, efektem przemyśleń filozofów, władców czy twórców są często niesamowicie pomocne do wyrażenia własnych myśli lub odczuć i to w sposób bardzo wyrafinowany.

Do tego osoby ich używające (choć nie zawsze słusznie) są uznawane za inteligentne i oczytane. A często jest „ex omnibus aliquid,in toto nihil”.

Nie zawsze hasła ze Słownika Wyrazów Obcych lub łacińskie cytaty stosowane w wypowiedziach są adekwatne do sytuacji (sławetny żart z czasów mojej młodości - „kto używa słów, których nie rozumie, niech pocałuje mnie w d..pę i vice versa”) i nie świadczą o czymkolwiek więcej niż o umiejętności posługiwania się słownikami.

Czyli , jak według Plutarcha powiedział Alkajos z Mityleny - „Ex ungue leonem, ex auribus asinum cognoscere”.
Jednak warto znać owe cytaty a czasami nawet poznać ich kontekst,żeby stosować je w sposób świadomy i zgodny z ich genezą.
Często pamiętamy polskie brzmienie jakiejś starożytnej mądrości, a nie jesteśmy w stanie, nawet z pomocą Wujka Google”a ich znaleźć.
I tu właśnie z pomocą przyjdzie „Słownik cytatów łacińskich”

7/15/2019 03:03:00 AM

Podróże króla Madagaskaru - Jean-Christophe Rufin

Podróże króla Madagaskaru - Jean-Christophe Rufin
I dla młodych czytelników pewne zaskoczenie – nie chodzi tu o króla Juliana, sławnego lemura, ale o postać nie pochodzącą z kreskówki i jak najbardziej autentyczną.

Maurycy August Beniowski, bo o nim jest mowa w książce to postać mocno nietuzinkowa. Żołnierz, podróżnik i ...król Madagaskaru. Przyjaciel Beniamina Franklina i Kazimierza Pułaskiego.
Chętnie przyznają się do Niego aż trzy nacje : Węgrzy, bo urodził się 20 września 1746 u podnóży Małych Karpat. Słowacy, bo według nich to tereny Słowacji. Ioczywiście Polska, bo brał udział w konfederacji barskiej i w swoich pamiętnikach uznawał się za Polaka.
Dostał się do rosyjskiej niewoli, z której kilkakrotnie uciekał. Skutecznie zbiegł, razem z 90 towarzyszami niewoli dopiero z miejsca, z którego teoretycznie uciec się nie dało – z Kamczatki.

W książce opisane jest pierwsze spotkanie z Beniaminem Franklinem, który to w sędziwym wieku i mocno schorowany, zapomniany przez towarzyszy walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych nudzi się niesamowicie w swojej posiadłości. Pewnego dnia przybywa doń tajemniczy „hrabia A.” z piękną kobietą i opowiadają historie swojego życia.

To, co wiemy o Beniowskim to zlepek wiedzy zaczerpniętej z jego własnych pamiętników, w których „nieco” popuścił wodzy fantazji, poematu dygresyjnego Juliusza Słowackiego oraz opracowań historycznych, często nieprzychylnych Beniowskiemu. W niechęci do pana Maurycego celowali Francuzi uważając go za mitomana i niemalże barona Hieronymusa Carla Friedricha von Münchhausena. Może i mają po części rację, ale nie mogą zaprzeczyć faktom, że zginał jako przywódca Malgaszy walczących z wojskami francuskimi, a kolonizacja Madagaskaru i jego „cywilizowanie” kosztowało Francuzów 100.000 ofiar.
Dlatego książka jest tym bardziej cenna, że pozytywnie o tym niesamowitym człowieku napisał Francuz.



7/05/2019 03:51:00 PM

Nigdzie indziej - Tommy Orange

Nigdzie indziej - Tommy Orange
Życie Indian, „pierwszych Amerykanów”, rdzennych mieszkańców Ameryki znamy głównie z literatury. W tym tej, niezmiernie romantycznej, jaką zaserwował czytelnikom pewien Niemiec, który na kontynencie amerykańskim nigdy nie postawił nogi, a swoich bohaterów takich jak Winnetou, Old Surehand i innych wymyślił siedząc więzieniu za długi.

Realne problemy współczesnych Indian są znane w Polsce słabo lub wcale. Tommy Orange przedstawił w swojej książce dwanaście życiorysów, często splątanych ze sobą, przedstawicieli różnych indiańskich plemion. I nie są to życiorysy budujące - alkoholizm, narkomania, przemoc domowa, problemy z pracą i wędrówki w poszukiwaniu lepszego życia. A tak właściwie jakiegokolwiek życia dającego minimum bezpieczeństwa i stabilizacji.
Lektura dość przygnębiająca i budząca pewną niechęć do osób, które w „najlepszej demokracji świata”, mimo funkcjonowania programów afiliacyjnych, Biura do Spraw Indian nie potrafią lub nie chcą skorzystać z „dobrodziejstw” USA. Owszem, stracili ziemie, zajęte przez białych, byli mordowani, oszukiwani, wypędzani, ale to się skończyło prawie 150 lat temu. Przybywający do Stanów Zjednoczonych  Irlandczycy, Polacy czy Żydzi też nie należeli do elit finansowych w swoich krajach, a dzięki „krajowi nieograniczonych możliwości” doszli do majątków. Biedni Chińczycy również.

Co jest z tymi Indianami nie tak? Może ma rację anonimowy autor wpisu do księgi gości w muzeum Indian w Waszyngtonie: „Indianie, przestańcie robić z siebie ofiary!”. (za Domosławski A. „ Indianie, wyrzut sumienia” , „Polityka 2018) Tylko jak wyjdziecie ze swojej strefy komfortu i poszukacie informacji na temat relacji pomiędzy władzami USA a Indianami to okaże się, że sprawa nie zakończyła się „polubownym” rozwiązaniem po ukonstytuowaniu się Stanów Zjednoczonych jako państwa. Podeprę się kolejnym cytatem z Artura Domosławskiego:
 „... W całych Stanach żyje dziś dwa i pół miliona Indian, należą do 500 plemion. Milion z nich mieszka w 326 rezerwatach. Statystyki mówiące o życiu w rezerwacie Pine Ridge w Dakocie Południowej, który odwiedził Jarkowiec, deprymują. To drugi co do wielkości rezerwat indiański, liczący 30 tys. mieszkańców. Pars pro toto. Na pięciu dorosłych czterech nie ma pracy, roczny dochód na głowę mieszkańca – 4 tys. dol. (13 razy mniej niż w całym kraju), śmiertelność noworodków – trzy razy większa niż średnia USA; odsetek samobójstw wśród młodych – cztery razy większy. Narkomania i narkobiznes, alkoholizm, depresja, zła opieka medyczna. Ludzie żyją tu krócej o 10 lat niż w ubogiej Afryce: średnio 50 lat. Trzeci Świat – tzn. świat pokolonialny – wewnątrz najbogatszego mocarstwa….”.

Dalej też jest ciekawie, ale lekturę książki i artykułu pozostawiam już Wam do samodzielnego przeczytania i wyrobienia opinii.

7/03/2019 02:56:00 AM

Oko Świata - Robert Jordan

Oko Świata - Robert Jordan
Pole Emonda, czyli wioska gdzieś na krańcach królestwa Andor, gdzie nie do końca wiedzą, że są jego częścią. Zima ustępuje z wielkimi oporami, co wywołuje niejasne przeczucia, że znowu mogą nadejść bardzo złe czasy i Władca Cienia uwolni się z okowów.

Jednak pierwsze wiosenne święto Bel Tine odbyć się musi, aby przynajmniej w ten sposób dać odpór złym przeczuciom. Może być ono zdecydowanie bardziej ekscytujące niż zazwyczaj, bo pojawia się dawno nie widziany handlarz, przynoszący wieści ze świata, długo oczekiwany Bard oraz para bardzo dziwnych obcych. W nocy poprzedzającej święto na dom Tama al”Thora i jego syna Randa napadają słudzy Ciemności – trolloki. Jest to o tyle dziwne, że stworzenia te nigdy od czasów Pęknięcia Świata nigdy nie zapędzały się tak daleko. Do tego Rand ma Bardzo niepokojące sny, w których nawiedza go sam Pan Cienia. I jak się okazuje – nie tylko on. Podobne sny mają jego dwaj przyjaciele – Mat i Perrin. Obca tajemnicza kobieta, która przybyła w towarzystwie Strażnika okazuje się być członkinią wielce wpływowego zakonu Aes Sedai. W jej ocenie jeden z chłopców może być Smokiem Odrodzonym – przywódcą ludzkości w walce z Czarnym w kolejnej z „ostatecznych bitew” ze Złem.
Muszą opuścić wioskę jak najszybciej i udać się do miasta Aes Seidai aby podjąć szkolenie w mające na celu wyrównać szansę w walce z Ciemnością.

W opisie na okładce znajdziecie informację, że jest to powieść w stylu „Władcy Pierścieni” - i jest to niezaprzeczany fakt, bo do tego samego wniosku doszedłem po przeczytaniu książki, a przed przeczytanie opisu na okładce.

Może i pomysł na świat nie jest zupełnie nowy, to przynajmniej tutejszy Gandalf Szary jest piękną kobietą a nie ponurym starym dziadem, co w mojej opinii jest bardzo dobrą zamianą.
Walka ze Złem jest jak zwykle ekscytująca, Białe Płaszcze jako Obrońcy Światłości przypominają z zachowania zakony rycerskie, które z reguły czynią cokolwiek innego, niż oficjalnie deklarują, a i podróże bohaterów nie zawierają „opisów przyrody” rodem z „Nad Niemnem”.

Jednym słowem – całkiem udane uniwersum dla lubiących ponadczasową prozę Tolkiena.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger