niedziela, 13 listopada 2016

Absurdy i kurioza przedwojennej Polski - Remigiusz Piotrowski



Przezabawna, lecz w całości oparta na faktach i  przeglądzie przedwojennej prasy (jak zapewne wiecie doskonale – fakty od "faktów" prasowych często są od siebie odległe i to nawet bardzo), napisana ze swadą opowieść o chyba najbardziej zmitologizowanej części naszych dziejów.
Autor prezentuje różnego typu ciekawostki i śmiesznostki, dotyczące jednak bardzo często spraw nad wyraz poważnych jak na przykład higiena produkcji żywności.
I powiem Wam, że zaczynam nieco zmieniać zdanie na temat poziomu cywilizacyjnego II RP.
O ile w pewnych aspektach byliśmy fenomenem na skalę światową (rozwój lotnictwa, budowa COP-u, znakomita polska kinematografia) to na wsiach ludzie chodzili załatwiać potrzeby fizjologiczne "za stodołę". Dopiero sławetne „sławojki”, (których nazwa pochodzi od nazwiska premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego) i  rozporządzenie Prezydenta RP o prawie budowlanym i zabudowaniu osiedli nakazujące budowę ustępów na każdej zabudowanej działce poprawiło standardy higieny na polskiej wsi.
Restauracje w tamtym okresie do nie tylko „Adria” czy łódzka „Tivoli”, ale również lokale typu "mordownia" gdzie zjedzenie czegokolwiek bez zalania dużą ilością „wody ognistej” mogłoby spowodować ciężką niestrawność, albo i dur brzuszny.
Z tej książki dowiecie się mnóstwa interesujących szczegółów o życiu codziennym naszych pradziadków.
O fascynacjach mediumizmem i siłami nadprzyrodzonymi, gdzie do „sybilli Miry W.” chadzają najznamienitsi obywatele II RP, a w seansach jasnowidza Stefan Ossowieckiego bierze udział elita polityczna tego okresu z ministrem sprawiedliwości Witoldem Grabowskim i marszałkiem Śmigłym – Rydzem włącznie.
Naśmiewa się z tego niemiłosiernie Antoni Słonimski, którego z przyjemnością zacytuję, bolejąc nad tym, że obecna publicystyka jest…   jaka jest :-)

    „…W każdej kamienicy urzęduje jakiś grafomano-astrolog, i wyciąga od kucharek ostatnie grosze[…]. Gorzej, że wysoko postawione osoby również każą sobie robić horoskopy. I na losy państwa wpływ wywiera ni mniej ni więcej tylko jakiś <rak>, który wlazł na <panny>, lub <ryba>, która sama żywcem wlazła na <wagę>.  Stąd pewnie mamy w polityce upartych <baranów> i tak często zdarzają się <byki>…”


To nie znaczy, że coś się w tym aspekcie zmieniło w sferze mentalnej w III RP, gdzie w Sejmie odbywają się modły o deszcz (choć akurat w tej sprawie pewnie lepiej byłoby zwrócić się do indiańskich szamanów, jako osób mających większe doświadczenie w tym obszarze, i poprosić aby odtańczyli taniec deszczu).
Wiara w siłę sprawczą mocy nadprzyrodzonych, zamiast ciężkiej, organicznej pracy wśród rządzących w dalszym ciągu ma się znakomicie.
Przecież modły o deszcz, lub przeciwne – o to żeby przestało padać, są znacznie mniej czasochłonne i wymagają znacznie mniej pieniędzy (choć to sprawa dyskusyjna) niż stworzenie spójnej gospodarki wodnej - wybudowania zbiorników retencyjnych czy systemu irygacyjnego. Ten aspekt rozumieli już faraonowie i kapłani egipscy, obecni władcy i kapłani zrozumieć nie potrafią lub nie chcą.
"Absurdy i kurioza przedwojennej Polski" to nie tylko zabawne historyjki o birbantach, honorowych złodziejach i sławnych aktorach. To również zbiór, popartach rzetelną kwerendą, informacji, że np. w samej Warszawie było ok. 100,000 analfabetów, że na jednego mieszkańca przypada 0,002 lekarza, ale na każdego warszawskiego czworonoga już 0,01 weterynarza. 

Uważam, że jest to znakomita lektura dla wszystkich miłośników dwudziestolecia międzywojennego, książka dostarczy Wam mnóstwo rozrywki  i cennych  informacji, których w bardziej poważnej literaturze nie znajdziecie, a są one niezbędne do zrozumienia tego fascynującego okresu polskiej państwowości.
Taki cel postawił sobie Autor i ze swoich założeń wywiązał się znakomicie.

Tytuł: Absurdy i kurioza przedwojennej Polski
Autor: Remigiusz Piotrowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 424

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...