poniedziałek, 27 lutego 2017

Brudne wojny - Jeremy Scahill

Dość przerażająca w swojej wymowie książka dotycząca pozaprawnych działań amerykańskich polityków, którzy obchodząc prawo lub  naginając je do granic, decydują o włączeniu się  U.S Army do działań „antyterrorystycznych”.
Oczywiście, nie mam nic przeciwko zwalczaniu terroryzmu, jednak jeżeli odbywa się to przy stosowaniu metod zabronionych przez amerykańskiego prawodawcę, to sytuacja nie wygląda dobrze.
Jak inaczej nazwać, niż złamaniem wszelkich reguł jakimi powinno się kierować państwo prawa, powołanie „szwadronów śmierci” w skład których wchodzili żołnierze elitarnych jednostek wojsk amerykańskich?
Gdzie Konstytucja i demokratyczne prawa obywatelskie, którymi szczycą się Amerykanie, a  ich prominentni politycy stawiają za wzór do naśladowania?
Otóż, dzięki sprytnym prawniczym sztuczkom, np. bojownicy Al.-Kaidy, złapani z bronią w ręku nie są wrogimi żołnierzami, ale wyjętymi spod prawa bandytami.
Podejrzanym nie stawia się zarzutów, tylko trzyma w „czarnych dziurach” na całym świecie, najlepiej w krajach, które dopuszczają stosowanie tortur podczas przesłuchań lub nie zadają zbyt wielu pytań.
Jako jeden ze standardów przesłuchiwania osób podejrzanych o terroryzm wprowadzono np. techniki stosowane podczas treningów S.E.R.E ( Survival – Przetrwanie,  Evasion – Unikanie, Resistance – Opór, Escape – Ucieczka/Ewakuacja), na których uczono amerykańskich wojskowych, działających poza liniami wroga przetrwać po ujęciu przez „ złe, totalitarne kraje łamiące prawa człowieka i konwencję genewską”.
Okazało się, że metody stosowane przez owe kraje mogą być skuteczne w rękach „miłujących prawa człowieka i respektujących konwencję genewską” śledczych z USA.
Dokonywano egzekucji obywateli amerykańskich zamiast postawienia ich przed sądem, jak stanowi prawo.
Akceptowano porwania, przetrzymywanie bez przedstawienia aktu oskarżenia oraz uniemożliwienie kontaktu z adwokatem.
Używano uzbrojonych dronów do przeprowadzenia eliminacji wrogich bojowników narażając życie (a często go pozbawiając) ludzi, którzy znaleźli się „w złym miejscu i w złym czasie”.
Rezygnowano z przeprowadzenia profesjonalnego wywiadu przy użyciu CIA lub innych, pokrewnych służb w celu zyskania na czasie, co wielokrotnie prowadziło do pomyłek i egzekucji ludzi całkowicie niewinnych. 
Znowu - „zły czas, złe miejsce”. 
O kłamstwach i oszustwie, które stały za inwazją na Irak oraz opisywanej już niejednokrotnie przeze mnie niesamowitej  wręcz głupocie i arogancji Paula Bremmera, który jest jednoosobowo odpowiedzialny za to, co do dnia dzisiejszego dzieje się w Iraku, nawet nie wspomnę.
Generalnie – litania łamania reguł, których przysięgano bronić oraz tworzenie mitów o „mniejszym źle” to codzienność.
Nie jestem admiratorem Stanów Zjednoczonyc, a szczególnie hipokryzji ich polityków, ale ta książka pokazuje jeden, niesamowicie ważny element, który odróżnia dojrzałą demokrację z dużą ilością zabezpieczeń od państw o innej kulturze prawnej.
Nie wierzę, że inni światowi gracze nie posiadają takich jednostek, jak te które obecnie służą rządowi USA. Nie sądzę, aby Rosjanie lub Chińczycy jakoś specjalnie rozpaczali nad losem biednych, niedemokratycznie i wręcz niehumanitarnie traktowanych terrorystów.
Tylko tam dziennikarz lub pisarz, który prowadziłby takie dziennikarskie śledztwo albo trafiłby od razu do obozu reedukacyjnego lub zostałby pedofilem, malwersantem czy gwałcicielem staruszek i staruszków.
Ewentualnie potknął się na dywanie niosąc nóż  - i to tak ze 40 razy z rzędu.
Uważam, że należy potępiać patologię płynącą ze zbyt dużej władzy jednostek, działających poza wszelką kontrolą.
Albo – uczciwie zmienić prawo, aby nikt nie zarzucał działań bezprawnych.
Tylko jak to wytłumaczyć społeczności międzynarodowej i własnym obywatelom?

Tytuł: Brudne wojny
Tytuł oryginału:  Dirty Wars

Autor: Jeremy Scahill
Tłumaczenie:  Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 500






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...