czwartek, 30 marca 2017

Toast za przodków - Wojciech Górecki

Nie ukrywam, że uwielbiam reportaże Wojciecha Góreckiego, Pawła Smoleńskiego czy Wojciecha Jagielskiego. Łączy je, w moim prywatnym osądzie, kilka wspólnych cech. Mimo tego, że każdy z Nich opowiada inne historie (reportaże panów Pawła Smoleńskiego i Wojciecha Jagielskiego są podobne o tyle, że często wkraczają oni na obszary ogarnięte wojnami),  to mają wspólną wrażliwość, nie są ocenne wobec spotykanych osób i przypominają zdjęcia nieodżałowanego Krzysztofa Millera.
Opowieści często są rwane, pojawiają się przeskoki w czasie i przestrzeni i tak jak fotografie Krzysztofa Millera pokazują prawdę w tym konkretnym momencie. Prawdę subiektywną, bo zarówno fotograf jak i autor reportażu wybiera obiekt, który go interesuje lub taki, który sam wszedł „ na strzał” i po prostu stał się kolejną zdjęciem – opowieścią.
Toast za przodków” to kontynuacja „Planety Kaukaz” ale w tej części Autor stara się przybliżyć trzy największe kraje Kaukazu, o których cokolwiek wiedzą nawet ci, którzy z geografii nie są zbyt mocni  czyli Gruzję, Azerbejdżan i Armenię.
Pytanie jakie stawia Wojciech Górecki sobie i czytelnikom jest pozornie proste „czy to jeszcze Europa czy już Azja”?
Schody z odpowiedzią zaczynają się nie od kultury czy przynależności religijnej, ale nawet geografowie nie są w stanie przedstawić jednoznacznej diagnozy.
Do tego należy dodać historię, która w znacznym stopniu warunkuje poczucie własnej wartości i ciągłą rywalizację, o to kto jest najbardziej starożytną i w związku z tym – najbardziej godną szacunku nacją w regionie.
Naukowcy dają się dość łatwo powodować patriotyzmem, autentycznym zresztą, ale kiedy jest on dodatkowo suto wspierany rządowymi grantami na badania to i badania idą łatwiej, a właśni przodkowie stają się potomkami Noego.
Pozornie najwięcej powinno łączyć Gruzinów i Ormian, ale jest dokładnie na odwrót. Gruzini to tacy Polacy Kaukazu –indywidualiści, szalenie gościnni, wojowniczy , z dużą skłonnością do, jakże polskiego, „zastaw się a postaw się”. I z tego bierze się wielka miłość Polaków do Gruzinów, pewnie ze wzajemnością. W tym miłosnym tandemie Polakom nie przeszkadza nawet kult gruziński Józefa Wassirionowicza Stalina, a za zbrodnie popełnione na jego rozkaz potrafimy odsądzać od czci i wiary Rosjan, których gruziński uwielbiany „Wujaszek Soso” wymordował znacznie więcej niż Polaków.
Instytut Pamięci Narodowej polskie ofiary stalinizmu szacuje na ok. 1,8 mln. ludzi , a obywateli ZSRR (w tym spory procent Rosjan, bo stanowili ponad 50% obywateli tego kraju) Aleksander Sołżenicyn oszacował na 60 mln osób.
 Ormianie to z kolei Żydzi Kaukazu i w interesach nawet przedstawiciele „handlowego  wyznania”  muszą na tym terenie ustąpić palmy pierwszeństwa zapobiegliwym mieszkańcom Armenii.
Azerowie zwani są „Turkami”  albo „Tatarami” mimo, że wyznawcy islamu jakoś dogadują się z jednymi i drugimi.  Dowcipy na tematy sąsiadów, często złośliwe nad wyraz, zawsze są poparte taką „kargulowo-pawlakową”  filozofią o „własnym, na własnej krwi wyhodowanym wrogu”.
Prowadzili Azerowie z Ormianami wojnę o Górski Karabach, ale nie ma w tym takiej zapiekłej nienawiści, która prowadzi do marzeń o wycięciu wroga do ostatniego starca, niemowlęcia, kobiety i barana.
Pokręcone to wszystko nad wyraz.
Jednak z mojego punktu widzenia, to jednak Azja,  a chrześcijaństwo czy islam nie ma tu nic do rzeczy.
Jakby nie patrzeć,  wszystkie trzy religie księgi to twór semickich mieszkańców Azji.
Ja za Europę, w potocznym ujęciu tego słowa, uważam spadkobierców tradycji łacińskiej  z hellenistycznym dodatkiem. To na niej opiera się współczesny humanizm,  a prawo rzymskie jest do tej pory obowiązkowym przedmiotem wnikliwie studiowanym przez kolejne pokolenia prawników w naszym kręgu kulturowym.
Jednak fakt, że wiedzę tę przed barbarzyństwem gorliwych chrześcijan ocalili…. Żydzi i muzułmanie też jest godny uwagi.
Poniżej cytat z prof. Aleksandra Krawczuka, który w swoich  w” Spotkaniach z Petroniuszem” napisał ni mniej ni więcej tak:
„…Ukazują się od dawna uczone dzieła, obradują kongresy i konferencje, pisze się piękne eseje - wszystko po to, by wykazać, udowodnić, wychwalać wielkim głosem, jakie to zasługi położyło chrześcijaństwo, ratując przynajmniej cząstkę dziedzictwa klasycznej kultury ze zniszczeń dokonywanych przez barbarzyńców. Wywodzi się długo i szeroko, jak pieczołowicie przez wieki przechowywano owe skarby dla następnych pokoleń. Taki jest dominujący obraz dziejów kultury europejskiej, takie panuje powszechne przekonanie, tak właśnie historię ujmują i ku wierzeniu podają podręczniki.
Lecz prawda jest inna, skomplikowana. Barbarzyńcy, owszem, rabowali, niekiedy zaś - przypadkowo lub podczas walk - wzniecali pożary i burzyli. Ich najazdy, rujnując gospodarkę, stopniowo prowadziły do zubożenia społeczeństwa i nieodwracalnych zaniedbań w zakresie infrastruktury miejskiej, konserwacji budowli, a także możliwości kształcenia młodzieży. Jednakże sprawy i przedmioty wyższej kultury były im obojętne, oczywiście o ile nie przedstawiały wartości czysto materialnej. Zdarzało się na pewno, że obalali i przetapiali posągi z brązu - ale już bardzo rzadko te z marmuru. A książki były dla nich czymś bezwartościowym, niepotrzebnym, niegodnym wzięcia do ręki. Mogły nawet niekiedy budzić pewien lęk i szacunek: czy w ich znakach są zawarte jakieś tajemne, groźne moce?
Inaczej postępowali chrześcijanie. Z zasadniczego punktu widzenia cała wyższa kultura była dla nowej religii zupełnie bezużyteczna; więcej, mogła okazać się szkodliwa i groźna. Odwodziła przecież od tego, co jedynie ważne dla zbawienia twej duszy: od studium Pisma Świętego i traktatów teologicznych, od cnotliwych praktyk, modłów, umartwień, udziałów w nabożeństwach. Grzeszne, całkowicie grzeszne, zasługujące tylko na potępienie były wszelkie widowiska, teatr, gry, zabawy, nawet kąpiele, samo obnażanie ciała - nie mówiąc już o zawodach sportowych…”
Tytuł: Toast za przodków

Autor:
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 368

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...