poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Randka z wrogiem - Ludwika Zachariasiewicz

Autobiograficzna historia młodej kobiety, która włączyła się w działalność konspiracyjną podczas II Wojny Światowej.
I pewnie byłaby to kolejna książka o bohaterskiej łączniczce z AK, gdyby nie fakt, że sytuacja nieco przerosła Autorkę. Jednak żeby być sprawiedliwym wobec 23-letniej dziewczyny, to nie Ona popełniła błąd przerostu ambicji, ale jej przełożeni którzy uznali, że osoba tak odważna, jak „Lusia” (akurat w Jej przypadku odwaga była raczej efektem ograniczonej wyobraźni co do potencjalnych konsekwencji swoich czynów) sprawdzi się jako wywiadowca.  Podjęli więc decyzję o przeniesieniu jej do wywiadu AK, aby zajęła się.....  operacyjnym rozpracowywaniem NKWD, zgłaszając się doń jako „patriotka” która uwierzyła w deklaracje radzieckie o chęci „współpracy i pomocy" żołnierzom Armii Krajowej. W mojej opinii był to po prostu czystej wody idiotyzm, żeby do pojedynku z zawodowcami wysłać całkowicie „zieloną” młodą dziewczynę.
To się po prostu nie mogło skończyć dobrze. Powstanie Warszawskie dodatkowo praktycznie całkowicie unicestwiło całą organizację, nie oszczędzając wywiadu. Lusia została sama z zadaniami niemalże niewykonalnymi, gdzie kontakty z przełożonymi były sporadyczne. Jak już pisałem i podkreślam ponownie – wysłano do działalności jako agenta wewnątrz NKWD osobę zupełnie nieprzeszkoloną, która na dodatek jeszcze za niemieckiej okupacji miała ogromne problemy z utrzymaniem zasad konspiracji.
Po prawdzie to nie tylko Ona – amatorszczyzna sporej części żołnierzy Armii Krajowej była powalająca, a legendy o nieformalnym „mundurze” AK czyli wyglansowanych oficerkach, angielskim długim płaszczom z nieodłącznymi papierosami „Camel” w ustach usłyszałem od weteranów i znajdowałem potwierdzenie tego faktu w różnych książkach.
Funkcjonowanie pod tak ogromną presją, łącznie z tym, że nawet najbliższa rodzina brała ja za zdrajczynię doprowadziło do zerwania współpracy z NKWD i ucieczki w rodzinne strony bez informowania przełożonych z Armii Krajowej.
Jednak, mimo tej nauczki, powojenni dowódcy Lusi nie byli w stanie zrezygnować z jej usług, bo przecież za chwilę pojawi się „Generał Anders na białym koniu”.
Zachęcono naszą bohaterkę do ponownego podjęcia gry – tym razem miała wstąpić do Milicji Obywatelskiej i nawiązać kontakty z lokalnym Urzędem Bezpieczeństwa, aby zdobywać informacje o planowanych akcjach.
Pewnego dnia usłyszała o planowanym przewozie tony cukru oraz znacznej kwoty pieniędzy. Okazało się to pułapką w którą nieopatrznie wprowadziłaby  oddział prosto w ręce UB. Udało jej się skontaktować z nimi i wstrzymać akcję. Sama jednak podjęła wyjątkowo głupią, nawet jak na jej możliwości, decyzję. Otóż postanowiła „zarekwirować” pieniądze osobiście na oczach swoich kolegów z MO i UB.
Udało jej się to, ale po dość krótkim czasie została ujęta i skazana na 10 lat pozbawienia wolności.
To nie jest cała historia, ma ona wiele innych, równie interesujących elementów.
Ale tego nie zdradzę – nie chcę psuć Wam przyjemności czytania. A warto, bo nie jest to landrynkowa opowieść jakimi karmią nas pewne kręgi „genetycznych patriotów” i innych ”bohaterów podziemia”, którzy w czasach realnego socjalizmu byli tak głęboko zakonspirowani, że o ich bohaterstwie nie wiedziała nawet najbliższa rodzina, nikt z działaczy organizacji niepodległościowych ani nawet ci, z którymi ramię w ramię walczyli. No, może, ewentualnie wiedział kot.

 Tytuł: Randka z wrogiem

Autorzy: Ludwika Zachariasiewicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania polskiego: marzec  2017
Liczba stron: 136

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...