niedziela, 25 października 2015

„Białystok – biała siła, czarna pamięć” - Marcin Kącki

Autor reportażu postawił sobie za cel wyjaśnienie, dlaczego w mieście Ludwika Zamenhofa i miejscu, gdzie po raz pierwszy w Polsce doszło do zapłodnienia in vitro, w mieście historycznie wielokulturowym zapomniano o jego korzeniach.
Próbuje też odpowiedzieć na pytanie dlaczego Białystok jest uznawany za „polską stolicę rasizmu i nietolerancji” jednocześnie opisując niektórych z tych ludzi, którzy taką reputację mają przynosić miastu.
Co do podstaw ideologicznych tych postaci – jeden z bohaterów reportażu ma na rękach dwa tatuaże - swastykę i symbol Polski Walczącej.
Za cholerę nie rozumiem, ale na rasowego nazistę to mi to raczej nie wygląda.
To po nich (chyba) wybierał się Pan Minister Sienkiewicz mówiąc „idziemy po was". Miał przybyć z Policją i prokuraturą, aby wypalić to zło „ogniem i mieczem” zgodnie z wytycznymi Szacownego Atenata. Miało to miejsce zanim poszedł na osławione ośmiorniczki i wyszedł z tego „ch...., dupa i kamieni kupa”.
Chyba nie do końca zgodnie z zamierzeniami Szacownego Autora doszedłem do nieco innych wniosków, niż te, do których miałem dojść :-D
Otóż – nie uważam, że to podejście (miłych skądinąd memu sercu „śledzików”) wynika z niechęci do własnej historii, ale właśnie z niej płynie.
Zdziwienie u niektórych budzi ta chęć zapomnienia.
Ja ją uważam za naturalną - brutalnie, ale prawdziwie.
W książce Pana Marcina znalazłem kilka powodów, uczciwe zresztą opisanych, dlaczego wymazano z pamięci połowę mieszkańców tego grodu czyli białostockich Żydów, którzy żyli tam przed wojną.
Po wkroczeniu w 1939 r. do Białegostoku Armii Czerwonej nastąpiły masowe aresztowania Polaków wspierane przez komunistycznych aktywistów - głównie pochodzenia żydowskiego.
Po wejściu hitlerowców  do miasta w 1941r.  pojawiła się więc możliwość odwetu.
Podczas wojny w Białymstoku Niemcy nie mordowali tylko mieszkańców wyznania mojżeszowego, ale też resztki polskiej inteligencji, z którą nie zdążyła się rozprawić NKWD.
Dodatkowym czynnikiem „zapominania” było przybycie ludności z okolicznych wsi.
Byli to ludzie bardzo ubodzy, często niepiśmienni, którzy jeszcze niedawno chodzili potrzeby fizjologiczne załatwiać za stodołą (sprawdźcie, od czego wzięła się nazwa „sławojka” :-D). 
Zajęcie luksusowych (w ich pojęciu) dóbr pożydowskich stanowiło dla nich niesamowity skok cywilizacyjny.
I wcale nie mieli zamiaru rezygnować ze swojego nowo nabytego statusu oddając te dobra w ręce prawowitych właścicieli. To mnie jednak zupełnie nie dziwi, gdyż jest  całkowicie zgodne z ludzką naturą.
Pewnie idealiści się ze mną nie zgodzą, ale cóż – tak to widzę.
Również historia tuż powojenna rodziła konflikty.
Tym razem pomiędzy ludnością katolicką i prawosławną.
Dla sporej części z nas Żołnierze Wykleci to bohaterowie walk o wolną Polskę.
Dla Białorusinów  mieszkających w tej okolicy już niekoniecznie i wskazują na takie wydarzenia jak pacyfikacja wsi Patoki przez oddział  majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”
Podobnie jak „Inka”  - bohaterska sanitariuszka jest traktowana jako Pawka Morozow, bo wychowała się wśród Białorusinów.
Dlatego warto zapoznać się z tą pozycją, ale czy przyjmiecie tezy Autora za własne – okaże się po lekturze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...