1/27/2017 10:26:00 AM

Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu - Liao Yiwu

Podczas lektury tej książki naszła mnie pewna refleksja.
Otóż, co pewnie ze wstydem powinienem przyznać, jestem całkowicie uodporniony na poezję.
Jedynym wierszem, który pamiętam jest ten o 6-letnim Franiu.
„Samogwałtem umęczon sześcioletni Franio
Ujrzał siostrę w kąpieli,
I rzucił się na nią.
Miłe były początki, ale koniec żałosny
Dostał w skórę od ojca, a kiłę od siostry”

Co ciekawe, próbowałem wspomóc się Internetami, aby odkryć autora tego wiersza, ale co udało mi się wygooglować sprawdźcie sami.... :)
W obecnych czasach skomentować się tego  nie odważę, bo po co kusić współczesne wcielenia Tomása de Torquemada lub innych, którzy zaraz się poczują urażeni w swych uczuciach religijnych, a ja tylko stwierdzam prosty fakt, który każdy z domorosłych inkwizytorów własnym sumptem na swym komputerze łacno sprawdzić może :-P

Choć nie o tym jest książka Liao Yiwu, to meandry mego myślenia sprowadziły mnie właśnie w to miejsce pod wpływem lektury „Za jeden wiersz.
O ile łatwiej żyłoby się chińskim poetom- dysydentom, gdyby funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Chińskiej Republice Ludowej byli takim samymi abnegatami w dziedzinie poezji jak ja?
Wiersz, który napisał Liao Yiwu po masakrze na Placu Niebiańskiego Spokoju (bardziej znanym pod jego chińską nazwą plac Tian’anmen) w Pekinie w 1989 roku oraz amatorski (choć w zamierzeniach artystyczny) film, doprowadziły do aresztowania autora i  kilku pomagających mu przyjaciół.
Przeczytałem ten wiersz, bo jest oczywiście umieszczony w książce.
Może w którymś z języków używanych w Chinach, jest świetny.  Dla mnie, czytającego polskie tłumaczenie, owa poezja to takie gigantyczne grafomaństwo z lekka egzaltowane. Jednak powołani na biegłych profesorowie chińskich uniwersytetów, znakomici znawcy poezji uznali to dzieło za wyjątkowo szkodliwe: atakujące Państwo, Partię i Ustrój ChRL.
Zarzuty będące konsekwencją takiej opinii biegłych - niebagatelne, bo o kontrrewolucję. A za to i za podważanie słuszności działań jedynych słusznych Partii, we wszystkich krajach demokracji ludowej oraz w ochlokracjach, kary bywają srogie.
Opis pobytu w kilku miejscach odosobnienia, od aresztu wstępnego, gdzie osobnik podejrzany nie powinien spędzić więcej niż 45 dni i albo usłyszeć akt oskarżenia albo zostać uwolniony, robi wrażenie. Liao spędził w areszcie wstępnym ponad dwa miesiące. Lista tortur stosowanych wobec więźniów przez innych osadzonych zawierała.... 108 pozycji i znana była jako „sto osiem wybornych specjałów zakładu <Góra Song>” .
W skład menu wchodziły takie „przysmaki” jak „duszony świński ryj” – tortura polegająca na ściskaniu przez egzekutora (a może „kelnera” ?) pałeczkami do ryżu warg dręczonego „klienta” aż do ich zmiany w coś przypominającego sławetne „dzióbki” tak modne obecnie wśród młodzieży płci pięknej.
Liao opisuje historię swojego życia przed więzieniem bez żadnych upiększeń czy usprawiedliwień – jest samolubnym, zapatrzonym w siebie „artystą awangardowym” ze wszystkimi tego konsekwencjami. Kiedy ma ochotę podróżować po Chinach pozostawia w domu samotnie żonę, która dzień wcześniej złamała nogę. Nie jest osobą, która wzbudzi w Was sympatię i uznanie, ale taki sposób przedstawienia własnej historii może budzić pewien szacunek.
Miejsca, w których odbywał karę, a właściwie przez dwa lata czekał na proces, będąc osadzanym w kilku ośrodkach odosobnienia Liao opisuje w sposób całkowicie beznamiętny. Brud, ciasnota, wszechobecne wszy i inne robactwo, „socjalistyczne współzawodnictwo pracy” przy sklejaniu papierowych saszetek do leków, które stanowiły dla strażników metodę na dorabianie do pensji (oczywiście nielegalną z punktu widzenia chińskiego prawa) były jego codziennością.
Więźniowie skazani na śmierć mają skute ręce i nogi, aby nie mogli... popełnić samobójstwa, bo to Państwo i tylko ono może zdecydować kiedy rozstaną się z tym światem.
Ten bardzo specyficzny mikrokosmos Liao opisuje w podobny sposób, jak całe swoje życie.  Sucho, reportersko, jakby pisał o przeżyciach kogoś mu zupełnie obcego i obojętnego.
Jest to niesamowite studium różnic kulturowych pomiędzy nami i Chińczykami, nie tylko jeżeli chodzi o specyficzne traktowanie komunizmu, który w PRL miał wersję „ultralight” w porównaniu z ChRL, ale również mentalnych, dotyczących własnych przeżyć i cierpień.
Lektura warta przeczytania.

 Tytuł: Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu
Tytuł oryginału: For a Song and a Hundred Songs: A Poet's Journey Through a Chinese Prison
Autor:
Tomasz Bieroń, Agnieszka Pokojska
Wydawnictwo:  Czarne
Data wydania polskiego: styczeń 2017
Liczba stron: 480
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger