1/23/2017 09:30:00 AM

Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji - Andrzej Leon Sowa

"Kto wydał wyrok na miasto?" jest pierwszą, z przeczytanych przeze mnie książek, w której autor prowadzi tak pogłębioną analizę przyczyn wybuchu Powstania Warszawskiego.
Teza, jaką przyjął Andrzej Leon Sowa jest zaskakująca, ale poparta materiałami źródłowymi. Otóż, w jego ujęciu powodami podjęcia przez dowódców AK (przy poparciu Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie) decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego było przywiązanie do koncepcji prowadzenia walki zbrojnej z czasów..... Powstania Styczniowego z 1863 roku oraz fascynacja tak prowadzonymi działaniami przez Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jako kolejne, przywołuje inne, również wynikające z osobistych preferencji Naczelnika, powody słabości polskiej armii w 1939 roku. Marszałek, jako samouk wojskowości (edukację zakończył po pierwszym roku.... studiów medycznych), ale jednocześnie geniusz militarny, nie znosił oficerów sztabowych. Tak na marginesie - nie jest natomiast prawdą, że był przeciwnikiem lotnictwa bojowego, a rzekomy rozkaz z 1929 roku
 „Zabraniam wszelkich walk, zwalczań, ostrzeliwań i bombardowań dokonywanych przez lotnictwo. Lotnictwo ma służyć tylko do wywiadu i tylko w tym kierunku należy je używać" 
nigdy nie został wydany. Jednak zdecydowanie bardziej prestiżową służbą w II RP była kawaleria, co odbijało się na innych formacjach, bowiem najzdolniejsi oficerowie, którzy wiązali swoją karierę z wojskiem starali się trafić właśnie do kawalerii. Marszałek był zwolennikiem używania nowoczesnych technologii w armii, czego dowodem jest m.in. sukces wojsk polskich w Bitwie Warszawskiej, przez prawicowych przeciwników Piłsudskiego zwanej „cudem na Wisłą” (polskie wojska miały tam rzekomo wspierać siły nadprzyrodzone). Oprócz pewnej grupy nawiedzonych oraz osób, które tam nie były, ale „dawały świadectwo prawdzie” nikt tych bredni nie powinien brać na poważnie, jednak skuteczność „czarnej” propagandy jest porażająca. Za sukcesem w Bitwie Warszawskiej stała grupa polskich kryptologów, która złamała szyfry radzieckie i rozkazy docierały do dowództwa polskiego często szybciej, niż do oddziałów Armii Czerwonej.

Wracając do lektury – innym z powodów słabości naszej kadry dowódczej była niska jakość kształcenia wyższych oficerów w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Autor porównuje ją z najlepszą uczelnią wojskową w Niemczech - Królewską Pruską Akademią Wojenną. Do WSW w Warszawie można się było dostać „po protekcji” a kursu nie kończyło maksymalnie kilka osób. Królewską Pruską Akademią Wojenną kończyło ok 20% kursantów. Dlatego nie posiadaliśmy strategicznej kadry dowódczej, a umiejętności poszczególnych generałów kończyły się na szczeblu dowodzenia dywizją. Do tego doszedł upadek prestiżu oficera zawodowego po klęsce wrześniowej, bo przecież mieliśmy „nie oddać ani guzika
Było to podejście niesprawiedliwe,  Francja będąca faktyczna potęgą militarną w starciu z Wehrmachtem, bez udziału Armii Czerwonej, upadła w czasie o połowę krótszym, ale wtedy raczej nikt o sprawiedliwości w ocenie polskiej kadry dowódczej nie myślał, koncentrowano się na ocenie wyników w zestawieniu z przedwojennym deklaracjami. To doprowadziło również do poważnych tarć w ramach samego korpusu oficerskiego, m.in. gen. ”Bór” Komorowski nie cieszył się szacunkiem i poważaniem podległych mu oficerów, którzy potrafili na nim wymuszać pewne decyzje. Generał brygady Leopold Okulicki "Niedźwiadek" czy gen. bryg. Antoni Chruściel "Monter" parli do Powstania. W stosunku do Okulickiego, już po klęsce Powstania, pojawiły się podejrzenia o współpracę z NKWD. Aresztowany w styczniu 1941 r. przez NKWD i wywieziony do Moskwy,  ZSRR opuścił jako oficer armii Andersa, a do Polski trafił jako „cichociemny” 22 maja 1944 r.

Istniały trzy plany prowadzenia działań zbrojnych w okupowanej Polsce. Pierwszy, który zakładał powstanie powszechne był przygotowywany już na początku 1940 roku w oparciu o zapytanie dowództwa francuskiego o możliwość wybuchu powstania. Jednak zanim zdążono ten plan dopracować, stał się nieaktualny, a Francja została podbita przez wojska III Rzeszy.
Drugi – również dotyczył powstania powszechnego, ale jego założenia były mocno odrealnione.  Bo jak traktować poważnie plan desantu powietrznego... dywizji pancernej na początku lat 40 XX w. Pierwszy czołg, którego miały używać wojska powietrznodesantowe powstał w USA.  T9E1 Light Tank (Airborne) testowano od1943 do lutego 1944 roku i... nigdy nie zostały użyte bojowo, bo nie było jeszcze wtedy samolotów ani szybowców, które mogłyby przenosić te czołgi w całości.
Douglas C-54 Skymaster mógł je przewozić.... bez wieży, której montaż po wylądowaniu miałby trwać około 3,5 godziny.
Równie nierealne były założenia dostarczania niezbędnego wyposażenia i materiałów wojennych, za pomocą ponad..... 1000 samolotów transportowych każdego dnia trwania operacji,
Nieco bardziej realistyczne były desanty morskie, tylko mało kto zastanawiał się nad logistyką morską na Bałtyku, a konieczność przepłynięcia przez Cieśniny Duńskie, gdzie „nieco” oberwała w 1941 Royal Navy raczej nie budziłby zachwytu Anglików.

Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie podlegały dowództwu alianckiemu, jedynie szkolenie, sprawy personalne czy administracyjne były w gestii Naczelnego Wodza. Dlatego jedyną kartą przetargową w stosunku do naszych, że tak zażartuję „sojuszników” w obronie polskich interesów były oddziały AK w Polsce. To powodowało pewne „upiększanie” rzeczywistości jeżeli chodzi liczebność, wyszkolenie i realne możliwości bojowe tych jednostek. Nie należy zapominać, że działania były prowadzone w warunkach konspiracji, a przeciwnikami były bardzo profesjonalne i dysponujące imponującą agenturą służby III Rzeszy: Abwehra i Reichssicherheitshauptamt (RSHA) w skład którego wchodziły m.in. Sicherheitsdienst (SD) i Geheime Staatspolizei – Gestapo.

Do tego należy dołożyć wywózki Polaków na roboty w głąb Rzeszy. Dlatego realna siła i możliwości bojowe oddziałów AK były zawyżone – zarówno przez dowództwo w Warszawie, jak i otoczenie  Naczelnego Wodza.
Ponadto dla oficerów wywodzących się z  Legionów czy POW wartością najwyższą była walka do końca, bez względu na straty,  liczył się tylko szczytny cel. W tym nieco przypominają mi marszałka Gieorgija Żukowa, który w „wyścigu na Berlin” uznał za akceptowalne straty na poziomie bagatela.... ok. 300,000 zabitych i rannych, tylko po to, aby jako pierwszy dotrzeć do stolicy III Rzeszy.

Na koniec cytaty:
„…Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło naszą stolicę , ale i też cześć Kraju będącą pod okupacją niemiecką na nowe, straszliwe represje. Nawet w wypadku, gdyby wojska sowieckie wkroczyły do stolicy, dekonspirowało całkowicie nasz ruch podziemny. Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał złudzeń, że stanie się to, co się stało, tj. że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż wyleje się do dna najlepsza krew Narodu Polskiego…
„…Jestem na kolanach przed walczącą Warszawą, jednak sam fakt powstania w Warszawie uważam za zbrodnię. Dziś oczywiście nie jest jeszcze czas na wyjaśnienie tej sprawy, ale gen. Komorowski i szereg innych osób stanie na pewno przed sądem za tak straszliwe i lekkomyślne i niepotrzebne ofiary. Kilkaset tysięcy zabitych, doszczętnie zrujnowana Warszawa, straszliwe cierpienia całej ludności, zniszczony dorobek kilku wieków i wreszcie całkowite zniszczenie ośrodka oporu narodowego, co dziś szalenie ułatwia zadanie sowietyzacji Polski…”
Te słowa w dwóch różnych okolicznościach wypowiedział gen. Władysław Anders.
Jednak zamiast postawić, jak sam zapowiadał,  gen. Komorowskiego przed sądem wojennym,  już jako Kanclerz Kapituły Orderu Virtuti Militari nadał mu…Krzyż Komandorski Orderu Virtuti Militari.
Jak podaje Autor jest to pierwszy przypadek nadania tego odznaczenia za.... spektakularną klęskę.
Miało to miejsce już w nowej rzeczywistości, bo w roku 1947 i nie można było sądzić ludzi ze swojego obozu politycznego.

Jan Nowak – Jeziorański napisał takie oto słowa w 1994 roku:
” …Gdyby zimowy skok w początkach stycznia 1945 roku dokonany nie został znad Wisły, lecz znad Odry, zaprowadziłoby Armię Czerwoną dużo dalej w głąb Rzeszy, aniżeli się to stało. Według wszelkiego prawdopodobieństwa większość terytorium Niemiec, Austria i Dania byłyby <wyzwolone> przez wojska sowieckie….”
Cóż, w obecnej Polsce podejmowanie polemiki z uznanymi autorytetami może doprowadzić do odsądzenia od czci i wiary oraz nazwanie „elementem animalnym” albo nawet gorzej, to zamiast polemiki kilka faktów. Bez silenia się na wyrafinowane źródła skorzystajmy z „Ciotki Wiki”
I co tam znajdziemy? Ano takie informacje:
Strefa radziecka obejmowała w Austrii sześć dzielnic Wiednia oraz Burgenland, Dolną Austrię, Górną Austrię na północ od Dunaju, a ostatni żołnierz radziecki opuścił Austrię 19 października …1955 roku.
A co do Danii: Koniec okupacji nastąpił 5 maja 1945 roku, po kapitulacji wojsk niemieckich w Danii, Holandii i północno-zachodnich Niemczech. Bornholm został zajęty przez oddziały radzieckie cztery dni później, a oddany Danii w rok po zakończeniu wojny.
To tyle w temacie.

Wielcy gracze przestrzegali umów z Teheranu i Jałty, dopóki nie byli gotowi na konfrontację.  Amerykanie powstrzymali Pattona, który planował wyzwolenie Pragi i dotarł kilkanaście kilometrów od jej przedmieść. Patton otrzymał od Eisenhowera kategoryczny zakaz dalszego pościgu za wojskami niemieckimi i cofnięcie się na wysokość Pilzna, gdyż do Pragi wchodzili już Rosjanie.
Dlatego nie uważam, aby pomijając ahistoryczność argumentów Nowaka – Jeziorańskiego, że Powstanie miało jakikolwiek wpływ na pojałtański układ sił w Europie.
Plan powitania w Warszawie ”wrogo- sojusznika”, jakim była Armia Czerwona legł w gruzach. Razem z miastem, a witać też nie miał kto, bo albo nie żył, albo był w niewoli, albo „bohatersko” uciekł w grupie cywilnych uchodźców jak gen. Okulicki.
Nawet, jeżeli Nowak- Jeziorański miałby rację, to nie bardzo rozumiem sens poświęcenia życia kilkuset tysięcy Polaków za pozostanie po właściwej stronie „żelaznej kurtyny” Austriaków, którzy stanowili największy odsetek SS-manów w stosunku do liczebności populacji oraz Duńczyków, którzy kolaborowali z Niemcami. O jakichś wybitnych zasługach dla naszego Kraju ze strony jednych i drugich nic nie jest mi wiadome.


Tytuł: Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji
Autor: Andrzej Leon Sowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 824

2 komentarze:

  1. Książka raczej nie dla mnie.
    PS: Bardzo ładny blog, na pewno będę tutaj zaglądać :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Martyna- moim zdaniem warto choć spróbować ją przeczytać. A co PS. serdecznie zapraszamy :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger