wtorek, 14 lutego 2017

Wojna braci. Bojownicy, dżihadyści, kidnaperzy - Marcin Mamoń

"Wojna braci" to arcyciekawy reportaż jednego z dwóch Polaków porwanych przez Al.-Kaidę w Syrii. To także wnikliwa analiza, dzięki której Autor próbuje przybliżyć czytelnikom świat bojowników muzułmańskich walczących w różnych,  nie tylko muzułmańskich krajach (istnieją m.in. oddziały, które walczą po stronie ukraińskiej w Donbasie).
Znajomość ludzi, zasad jakimi się kierują oraz krajów, po których Marcin Mamoń podróżuje nie zapobiegła jego porwaniu, ale umożliwiła jego uwolnienie bez płacenia okupu (przynajmniej według oficjalnej wersji).
Na wiele spraw, a szczególnie na wojnę w Syrii patrzę zupełnie inaczej niż Autor.
Podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej poznałem różnych Syryjczyków,  jednego z nich uważam za swojego przyjaciela, podobnie zresztą jak i on mnie.
Wiele faktów, o których pisze pan Marcin znam z relacji ludzi, z których część to zwolennicy prezydenta  Baszszara Hafiza al-Asada, inni to sympatycy Wolnej Armii Syryjskiej (brat jednego z moich znajomych jest jej pułkownikiem). Wysłuchałem też opinii zwyczajnych Syryjczyków, którzy żyją i pracują w Saudi jeszcze od czasów przedwojennych i nie są uchodźcami.
To wyznawcy różnych odłamów islamu - od ismailitów po sunnitów.
Moim zdaniem najtrudniej rozmawia się z sunnitami. Uważają, że jeżeli są większością, to powinni sprawować władzę, bo to demokracja. Tylko jak chcą z tej demokracji skorzystać, to już osobna kwestia.
Pojawiają się koncepcje od podziału Syrii pod względem religijnym na niezależne państewka, aż do wypędzenia chrześcijan do Libanu” bo przecież stamtąd przyszli”, a zwolenników obecnego prezydenta i resztę alawitów – do morza.
I, żeby było ciekawiej, te wersje potrafią się pojawić podczas jednej rozmowy, a wszystkie one padają ze strony zwolennika Wolnej Armii Syryjskiej i bynajmniej nie niedouczonego, zaczadzonego religijnie wieśniaka, tylko władającego trzema językami obcymi inżyniera.
Z innych książek, które czytałem ostatnio, jak na przykład „Ze Świętej Góry” Williama Dalrymple wyłania się zupełnie inna Syria przedwojenna, niż ta o której piszą przeciwnicy „reżimu”.
Jak się nie zajmowałeś polityką, to nikt nie zajmował się tobą - w relacji Dalrymple tak była opinia jednej z głów kościoła prawosławnego w Syrii.
Do tego – skutki „arabskiej wiosny” widać już w prawie wszystkich krajach, które ją sobie zafundowały.
Demokratycznie wybrany prezydent Egiptu, tak się przejął „demokratyzacją” państwa, że po niecałych dwóch latach gen. Abd al-Fattah Sa’id Husajn Chalil as-Sisi musiał go „zdymisjonować”,  bo już nawet armia nie miała cierpliwości do „demokracji” w wydaniu Bractwa Muzułmańskiego.
 Obalenie krwawego dyktatora Libii też doprowadziło do „demokratyzacji” i „umiłowania wolności” w tym kraju. Jedynymi islamistami, którzy demokratycznie zdobyli władzę i ją oddali z własnej nieprzymuszonej woli ze względu na nieumiejętność zarządzania krajem, do czego się sami przyznali byli członkowie Hizb an-Nahda w Tunezji. Żeby było zabawniej – władzę przejęli ludzie z otoczenia obalonego prezydenta.
A „powszechnie znienawidzonego” Baszszara Hafiza al-Asada  obalić  się nie dało przez tyle lat, mimo, że Rosjanie zaczęli go wspierać na szerszą skalę dopiero niedawno.
Jakoś międzynarodowa koalicja „miłośników demokracji” wspólnie z Wolną Armią Syryjską, „dobrą"  Al.-Kaidą, złą Al.-Kaidą oraz całkiem niedobrym Państwem Islamskim nie jest w stanie go usunąć.
A alawitów jest tylko 12-13% populacji.
Tak jak pisałem – jestem pełen podziwu dla odwagi, mądrości operacyjnej oraz znakomitego pióra Marcina Mamonia, jednak z jego poglądami fundamentalnie się nie zgadzam.
Ciekaw jestem Waszej opinii na temat tej niezwykle interesującej relacji.

Tytuł: Wojna braci. Bojownicy, dżihadyści, kidnaperzy

Autor: Marcin Mamoń
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: marzec 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...