środa, 1 marca 2017

Rycerze wojennego nieba - Adam Makos, Larry Alexander


Historia, która pewnie któregoś dnia stanie się kanwą hollywoodzkiej superprodukcji
Opowieść o myśliwskim pilocie Luftwaffe – Franzu Stiglerze oraz załodze amerykańskiego B-17, ciężko uszkodzonego podczas bombardowania Bremy.
Jego pilot, Charlie Brown oraz pozostali przy życiu członkowie załogi spotkali wyjątkowego pilota myśliwskiego wroga, który zamiast ich dobić, nie tylko tego nie zrobił, ale także pomógł im, lecąc jako skrzydłowy, uniknąć zestrzelenia przez artylerię przeciwlotniczą znajdującą się na Wale Atlantyckim.
Po wylądowaniu w Anglii, Charlie opowiedział tę historię oficerowi wywiadu.
I zamiast spodziewanych odznaczeń za powrót niesamowicie zniszczoną maszyną i uniknięcie lądowania na terenie Niemiec lub neutralnej Szwecji zakazano mu mówić o zaistniałej sytuacji.
Odznaczony został pośmiertnie tylko jeden członek załogi.
Charlie nie mógł zapomnieć o swoim zbawcy przez długie lata.

Franzowi, jeśli ujawniono by jego postępek, groziła kara śmierci przed plutonem egzekucyjnym, dlatego również był bardzo dyskretny.
Obu pilotom udało się w końcu spotkać po.... 46 latach od daty tego wydarzenia.
To świetna opowieść o tym, jak z pasji do latania młody Franz trafił w tryby wojennej machiny III Rzeszy. Latał już jako młody chłopak, podobnie jak jego starszy brat August, na własnoręcznie wykonanym szybowcu.
Kiedy jeszcze nie istniało niemieckie lotnictwo wojskowe, ze względu na ograniczenia nałożone na Niemcy po I Wojnie Światowej Franz latał jako pilot w Lufthansie, ale podczas wojny domowej w Hiszpanii „cywilna” Lufthansa dostarczała amunicję i inne niezbędne wyposażenia na potrzeby „Legionu Condor”.
Kiedy już było wiadomo, że wybuch wojny jest nieunikniony – mając świadomość, że poboru nie uniknie młodszy Stigler został instruktorem lotniczym.
W 1940 roku, podczas Bitwy o Anglię zginął jako pilot bombowca jego brat - August Stigler.
Z chęci zemsty Franz poprosił o przeniesienie do dywizjonu myśliwskiego.

Poznacie całą drogę młodego pilota - od Afryki po JV 44 (Jagdverband 44)  elitarną jednostkę myśliwską,  wyposażoną w Me-262 i dowodzoną przez legendarnego pilota Luftwaffe, Adolfa Gallanda, który jako ostatni stawił opór aliantom w maju 1945 roku.
Poznacie los niemieckich pilotów myśliwskich zaraz po wojnie, gdy z bohaterów narodowych i uwielbianych herosów stali się chłopcami do bicia, bo nie powstrzymali alianckich bombardowań.
Fakt, że było ich w szczytowym momencie 1200 przeciw 15000 pilotów sojuszniczych, nie mieli wystarczającej ilości samolotów ani paliwa czy amunicji - dla tych, którzy ich oceniali nie miał znaczenia.

Jest jednak kilka informacji, które kłócą się z wiedzą, jaką posiadłem z książek pisanych przez polskich pilotów.
Otóż, nie neguję, że piloci Luftwaffe, poza Hermanem Goeringiem nie stawali przed żadnym trybunałem, gdzie byliby sądzeni za zbrodnie wojenne.
Jednak że były wśród nich tylko szlachetne jednostki (oprócz nielicznej grupie „czarnych owiec” należących do NSDAP) trochę nie chce mi się wierzyć.
W 1939 roku atakowali bezbronne kolumny uciekinierów.
Podczas Bitwy o Anglię – strzelali do pilotów skaczących ze spadochronem.
I nie przekonuje mnie fragment książki, w którym Adolf Hitler rozważając wydanie takiego właśnie rozkazu rozkazu, zapytał o zdanie Goeringa, ten zaś – Gallanda.
Adolf Galland miał odpowiedzieć, że taki czyn „traktowałby jako morderstwo” i że nie zastosuje się do takiego rozkazu, jeżeli kiedykolwiek by został wydany .
Na takie dictum Reichsmarschall tylko się uśmiechnął, przekazał opinię „Dolfo” (jak nazywali Gallanda przyjaciele) Fuhrerowi, a ten uszanował poczucie honoru swojego najlepszego pilota myśliwskiego.

Książka bardzo ciekawa, sama historia szalenie wciągająca a co najważniejsze – prawdziwa :-)

Tytuł: Rycerze wojennego nieba
Tytuł oryginału: A higher call

Autor: Adam Makos, Larry Alexander
Tłumaczenie: Konrad Majchrzak, Marta Jabłońska-Majchrzak
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2014
Liczba stron: 384



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...