wtorek, 23 maja 2017

Afronauci. Z Zambii na księżyc - Bartek Sabela

Nie ukrywam swojej sympatii do tego Autora. To nie tylko ziomek z moich ukochanych Bałut, podróżnik i fotograf. To również świetny „opowiadacz” historii z miejsc do których albo nie jedziemy, bo niemodne, albo za daleko, albo za trudno.
Bartek potrafi odkrywać niesamowite fakty i docierać do ludzi, którzy na temat opisywanych wydarzeń mają wiedzę z „pierwszej ręki”. 

„Afronauci” są dokładnie  tym, czego się po Bartku można spodziewać, to także coś, co ja odbieram jako Jego „danie firmowe”.
To fascynująca opowieść z „jakiegoś afrykańskiego kraiku”- w tym przypadku - Zambii (która jest tylko niedużo mniejsza od Turcji czy Pakistanu), lepiej znanej pod nazwą Rodezja Północna.
Głównym bohaterem książki jest postać nietuzinkowa, nawet jak na standardy krajów afrykańskich, które powstały na gruzach dawnych kolonii europejskich.
Nie jest to krwawy cesarz Bokassa władca Cesarstwa Środkowoafrykańskiego czy równie barwny, co zdrowo ”walnięty” Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga, prezydent Republiki Zairu.
Pierwszoplanową postacią "Afronautów" jest Edward Festus Mukuka Nkoloso,  były podoficer wojsk kolonialnych, który walczył w oddziałach Wielkiej Brytanii podczas II Wojny Światowej, późniejszy prominentny polityk zambijski
W latch1960 - 1969 r. prowadził Zambijską Narodową Akademię Nauki, Badań Kosmicznych i Filozofii. Celem owej „uczelni” było skonstruowanie rakiety kosmicznej, którą na Księżyc, a w niedalekiej przyszłości – na Marsa miała polecieć nastoletnia  Matha Mwambwa i dwa koty  lub inny z kilkunastu studentów owej osobliwej szkoły wyższej o bardzo szerokim spektrum przekazywanej wiedzy.
Nazwa nieodparcie kojarzy mi się ze współczesnym polskimi szkołami wyższymi typu Wyższa Szkoła Wszystkiego Dobrego przy Akademii Umiejętności Wszelakich.
Nkoloso miał ambicje prześcignięcia programów kosmicznych Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego. Na obrzeżach Lusaki stworzył zambijski Cap Canaveral lub jak kto woli – Bajkonur.
Program szkoleniowy obejmował między innymi, ćwiczenia mające zapewnić przystosowanie do stanu nieważkości. Do tego celu wykorzystywane były beczki po ropie, w których ze wzgórza byli spuszczani w dół przyszli zdobywcy kosmosu made in Zambia.
Na podstawie tego, co do tej pory napisałem, możecie uznać, że gość był kolejnym, kompletnym afrykańskim czubem, tylko na swój sposób sympatycznym i w swym szaleństwie w gruncie rzeczy całkiem nieszkodliwym.
Tak też zaczęli go oceniać jego wcześniejsi towarzysze broni, choć akurat w przypadku Zambii odejście białych nie miało tak dramatycznego przebiegu jak w innych krajach Afryki.
Co spowodowało, że świetny organizator, nieustraszony aktywista ruchu niepodległościowego swojego kraju został twórcą „programu kosmicznego” i rzucił rękawice dwóm supermocarstwom?
Otóż wynikało to z..... marzeń. Jeżeli udało się osiągnąć jeden cel – czyli powstanie zamiast Rodezji Północnej niepodległej Zambii, które jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się mrzonką to dlaczego nie pójść dalej?
To świetna historia, w której może i mało jest sukcesów na polu zambijskiej dominacji w kosmosie ale bardzo wiele o Zambijczykach. Ich mentalności, przeszłości oraz teraźniejszości.
Dlatego – tak jak i inne książki Bartka warto "Afronautów" przeczytać. Może nie wszystkie marzenia się spełniają, ale ludzie którzy ich nie mają są przeraźliwie smutni.  Bez wielkich celów i takich pięknoduchów pewnie w dalszym ciągu siedzielibyśmy na drzewach i bali się ognia.

Tytuł: Afronauci. Z Zambii na księżyc


Autor:
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania drugiego: kwiecień 2017
Liczba stron: 216

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...