10/05/2015 12:16:00 PM

Karbala – raport z obrony City Hall - relacja uczestnika zdarzeń

Po lekturze książki „Karbala – raport z obrony City Hall” autorstwa Pana Pułkownika Grzegorza Kaliciaka na kilka dni zawiesiłem się pisarsko, wiele kwestii musiałem ponownie przemyśleć.
W mojej ocenie "Raport z obrony City Hall" jest pozycją o lata świetlne lepszą, niż publikacja "Karbala" Piotra Głuchowskiego i Marcina Górki, chociaż ich książka zawiera znacznie więcej elementów istotnych dla ludzi nie znających dobrze historii i kultury Bliskiego Wschodu.
Raport” mimo, że opisuje te same wydarzenia - obronę ratusza w Karbali - jest powieścią o czymś zupełnie innym.
Nie znajdziecie tutaj pasjonującego opisu bohaterskiej walki garstki polskich żołnierzy z morzem fanatycznych bojowników Armii Mahdiego.
Jest to raczej książka o ludziach. Ludziach, którzy wykonali postawione im przez Kraj zadanie.
I tutaj pierwszy cytat:
„… Decyzję o udziale polskich wojsk w wojnie przeciwko Irakowi podjął prezydent Aleksander Kwaśniewski. Popierał go w tym premier Leszek Miller.
Irak rzekomo dysponował bronią masowego rażenia i wspierał na swoim terenie terrorystów z Al.- Kaidy. Polska gospodarka, dzięki udziałowi naszego wojska w wojnie miała, zdaniem premiera, urosnąć za sprawą późniejszych kontraktów związanych z odbudową Iraku. Decyzję podjęli politycy. Mleko się rozlało. Ktoś musiał pojechać. Wojsko nie podejmuje decyzji politycznych, lecz na nie reaguje…” 
Jak wiecie już z moich poprzednich recenzji książek dotyczących operacji „Iraqi Freedom” za czasów Saddama Husajna nie było w Iraku ani broni masowego rażenia, ani Al-Kaidy.
To trochę tak, jak u Kubusia Puchatka – im bardziej szukano tej broni (ze sławetną wtopą Polaków i starymi francuskimi rakietami) tym bardziej jej tam nie było.
A Al-Kiaida i owszem pojawiła się ale..…  razem z wojskami okupacyjnymi.
Nie była to „misja stabilizacyjna”, tylko regularna wojna, na którą wysłani tam polscy żołnierze nie byli gotowi – ani jeżeli chodzi o poziom przygotowania do realnej walki (bo przez 60 lat polska armia była „armią biurkowo- poligonową” jak określił to Autor) ani tym bardziej sprzętowo.
Polskie jednostki poruszające się Honkerami brano za „specjalsów”, bo tylko wojska specjalne poruszają się nieopancerzonymi pojazdami.
Kiedy okazywało się, że to jednak nie "specjalści" i że bardzo często w tych pojazdach jeździły zwykłe „zające” sojusznicy traktowali ich, jak regularnych wariatów.
O ile można zrozumieć sunnitów i zwolenników partii Baas, że podjęli walkę z wojskami koalicji, to zastanówcie się, jak bardzo oszukani przez Amerykanów musieli się poczuć szyici, którzy również zaczęli walczyć ?
Obiecano im wiele, z czego raczej bardzo niewiele faktycznie zrobiono.
Wojska, które obaliły Saddama i przyniosły szansę na poprawę ich bytu zmieniły się na ich oczach w regularnych okupantów.
Autor sam się zastanawiał jak nazywać przeciwników.
Bo nie byli to terroryści – walczyli jak żołnierze - twarzą w twarz.
Więc kto? Powstańcy? Rebelianci?  I jak to – polski żołnierz ma walczyć z powstańcami?
Walczący w Iraku polscy żołnierze czuli się pewnie tak samo jak ich mentalni przodkowie podczas wojen napoleońskich w Hiszpanii – tam też Polak walczący o swoją wolność zwalczał hiszpańską partyzantkę broniącą się przed okupantem.
Opis samej bitwy jest pozbawiony spektakularnych i smakowitych szczegółów.
I chyba domyślam się, dlaczego.
Wszyscy byli zbyt zajęci próbą przeżycia i ocalenia życia swoich kolegów.
A nakaz milczenia po powrocie, zmiana sposobu postrzegania ich działań przez społeczeństwo do tej pory tkwi cierniem w duszach bohaterów tych wydarzeń.
Zgodzili się o tym mówić i pisać raczej w obronie swojej czci i honoru, niż tworzenia kolejnego „Helikoptera w ogniu”.
Byłem przeciwnikiem wysyłania polskich wojsk do Iraku, ale nie dlatego że jestem pacyfistą.
Nie jestem. Chodziło mi o to, co się niestety później stało – Polacy narażali życie, 22 polskich żołnierzy je tam straciło, a interesy, które miała zrobić Polska w Iraku zrobiły firmy amerykańskie, francuskie i chińskie.
O wiele lepiej byłoby dla Polski, gdyby pamiętano nas w Iraku jako tych, którzy w latach 70 i 80 budowali tam drogi i elektrownie, a nie jako komponent wojsk okupacyjnych.
I na koniec – kolejny, wiele mówiący cytat, który powinien Was przekonać do lektury:
....Po powrocie potraktowano to, co tam robiliśmy, w dziwny sposób.
Część opinii publicznej, ta niezgadzająca się z zaangażowaniem naszego państwa w wojnę w Iraku, odniosła się do samych żołnierzy wrogo. Ci ludzie pomylili adresy. Wrogość i niezgodę powinni kierować gdzie indziej. My, żołnierze, swoje zadanie wykonaliśmy. A że niektórzy tego nie docenili? Taka służba.
Kolejne zadanie wykonamy tak samo dobrze.

Wojna nigdy się nie kończy dla tych, którzy walczyli.
                                                                    Curzio Malaparte"
PS. Na prośbę Ani z bloga "Moja Ameryka" podaję link do strony gdzie można zamówić książkę - link do strony


Ps. a już za tydzień zapraszam na recenzję książki Jenny Nordberg - "Chłopczyce z Kabulu"

1 komentarz:

  1. Też czytałam i polecam, rzeczywiście jest dużo lepsza od "Karbali: napisanej przez tych dziennikarzy. Ariana

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger