czwartek, 15 września 2016

Sekrety księżniczki - Jean Sasson

Mimo, że nie czytałem innych recenzji, przed napisaniem swojej, mam pewne wyobrażenie, których aspektów mogły dotyczyć w odniesieniu do tej książki. Nie robię tego z dwóch powodów.
Po pierwsze – nie chcę się sugerować czyimiś spostrzeżeniami. Po drugie chcę uniknąć, płynącej z normalnego, ludzko-wielbłądziego lenistwa, pokusy podkradnięcia co bardziej smakowitych sformułowań :-D
Wracając do meritum – odniosę się do kwestii poczucia bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie oraz tego, jak to wygląda oczyma osób które do Jego Wysokości Króla Salmana ibn Abd al-Aziz Al Su’uda zawracają się per „stryjku”.
W czasach, kiedy mieszkałem w Królestwie Arabii Saudyjskiej o bezpieczeństwie się nie mówiło.
Zasada podobna do tej,  że "dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, bo dżentelmeni pieniądze mają" :)
Oczywiście, że można było wyczuć kiedy „coś” wisiało w powietrzu. Zwiększała się ilość patroli policyjnych, nad głowami latało więcej myśliwców niż za zwyczaj, pojawiały się dodatkowe check-pointy obsadzone przez wojsko i generalnie sporo pojazdów, których przeznaczenia nie trzeba było się długo domyślać, bo np. umocowany na pick-upie ciężki karabin maszynowy mówił sam za siebie.
O tym, co się działo gazety informowały, wtedy kiedy było już po fakcie i można było ogłosić sukces albo … w ogóle nie informowały :-D
A w „Sekretach księżniczki” informacji o zabezpieczeniach na wypadek godziny „W” jest nadzwyczaj dużo.
Nie jestem człowiekiem, aż tak naiwnym, żeby uważać, że księżniczka Sułtana (lub jak się Ona naprawdę nazywa) popełniła tego typu niedyskrecje - po pierwsze bezwiednie -  tak sama z siebie bez głębszej refleksji, a po drugie, że pierwotnej wersji książki nie czytał nikt ze służb saudyjskich.
Co do kwestii pierwszej – księżniczka Sułtana jest kobietą dojrzałą i odpowiedzialną, wychowaną w rodzinie królewskiej, gdzie bez wątpienia od dziecka były jej wpajane zasady bezpieczeństwa.
Po drugie - służby saudyjskie, to nie są amatorzy i nie dopuściłyby do publikacji jakichkolwiek wrażliwych informacji mogących choćby o promil obniżyć bezpieczeństwo rodziny królewskiej..
Po co więc  informacje o ukrytych, sekretnych komnatach w pałacach Rodziny Saudów, czy tak jak w przypadku księżniczki Mehy – dokumenty, w tym paszport, ukrywające jej prawdziwą tożsamość?
Tudzież informacje o lękach najmłodszej córki Sułtany – księżniczki Amani dotyczących zagrożeń płynących ze strony Daesh?
Wydaje mi się, że powody mogą być dwa.
Pierwszy - to chęć pokazania, że rodzina królewska nie jest oderwana od rzeczywistości i zadaje sobie takie same pytanie, jak zwykli Saudyjczycy.
A odpowiedź jest taka jak powinna : „Si vis pacem, para bellum” czyli w wolnym wielbłądzim tłumaczeniu „jak chcesz mieć spokój, miej pod ręką Parabellum (kal. 9 mm)
Kolejny przekaz, moim skromnym zdaniem, brzmi, że Jego Wysokość Król też zna te zagrożenia i tak kieruje państwem, aby ryzyka ograniczyć do absolutnego minimum.
Powód drugi to pokazanie światu, jakie konsekwencje dla samej rodziny królewskiej mają podjęte decyzje o walkach z Daesh i jemeńskimi rebeliantami.
Co przez to rozumiem?
Przekaz jest dla mnie jasny i mówi
Zobaczcie, nasze córki i żony też się obawiają, tak jak wasze. Jednak musieliśmy podjąć takie decyzje, znając ich przykre implikacje, ażeby przez zaniechanie działań konsekwencje nie były jeszcze gorsze.”
Tytuł: Sekrety księżniczki
Tytuł oryginału: Princess: Secrets to Share
Autor: Jean Sasson
Tłumaczenie: Grzegorz Łuczkiewicz
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania polskiego: wrzesień 2016
Liczba stron: 400






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...