piątek, 27 listopada 2015

ISIS. Państwo Islamskie. Brutalne początki armii terrorystów

Jest to druga książka o Daesh, jaką przeczytałem w ostatnim czasie.
Napisana wartkim językiem, z ciekawymi zdjęciami oraz relacjami z obszarów objętych działaniami wojennymi w Syrii.
Czyta się naprawdę przyjemnie, mimo, że temat przyjemny nie jest.
Zawiera dużo ciekawostek z funkcjonowania ISIS na przykład rozporządzenie określające zasady postępowania z "niewolnikami".
Przystępnie podane informacje, m.in. o tym, dlaczego 30.000 świetnie uzbrojonych (np. w czołgi Abrams) żołnierzy Nowej Armii Irackiej wiało, aż się kurzyło przed..... 2000 lekko uzbrojonych i jeżdżących pickupami bojownikami ISIS.
Jaka jest strategia walki bojowników, których jest według szacunków maksymalnie 31.000 a dominują na terenie porównywalnym z obszarem Wielkiej Brytanii.
Autor wskazuje źródła finansowania różnego gatunku i maści bojówek działających na terenie Syrii i Iraku oraz stara się wyjaśnić "kto jest kim" w tym konflikcie.
Jaką rolę odgrywa irański generał Kasem Soleimani, a jaką książę Bandar bin Sultan oraz o co "grają" Katarczycy.
Dlaczego okrutne kary, jak dekapitacja, kamienowanie czy obcinanie rąk są tak istotnym elementem działań propagandowych.
Jak wygląda życie codzienne na terenach opanowanych przez Daesh.
Na podstawie wywiadów z ludźmi biorącymi udział w tym konflikcie po każdej ze stron (i tu się przekonacie, ze tych stron jest duuużo więcej niż dwie lub trzy jak przedstawiają to massmedia) tłumaczy dlaczego niektórzy z bojowników z tzw. "umiarkowanej opozycji" bez żadnego problemu przechodzą na stronę ISIS lub lokalnych oddziałów Al.-Kaidy.
Dzisiejsi sojusznicy są jutrzejszymi wrogami, a kto i dlaczego finansuje poszczególne ugrupowania, przeczytacie sami.
Na zachętę cytat z książki - Były szef saudyjskiego wywiadu książę Turki al-Faisal powiedział:
"Nie przeprowadzamy operacji wywiadowczych z prawdziwego zdarzenia, bo nawet nie potrafilibyśmy tego zrobić. Jedyne, co umiemy, to wypisywać czeki"

http://platon24.pl/ksiazki/isis-panstwo-islamskie-brutalne-poczatki-armii-terrorystow-95636/

czwartek, 26 listopada 2015

„ISIS – wewnątrz armii terroru" - Michaela Weissa i Hassana Hassana

Całkiem interesująca pozycja, ukazująca ewolucję niektórych, początkowo mało znaczących postaci, „o niewielkim potencjale intelektualnym” jak na przykład Abu Musawa az- Zarkawiego, który
podczas osobistego spotkania zraził do siebie Osamę bin Ladena licznymi tatuażami  oraz nieakceptowalnymi ówcześnie dla twórcy Al-Kaidy poglądami i został oceniony jako „nie nadający się na bojownika Al.-Kaidy”.
Autorzy pokazują jak wiele ugrupowań terrorystycznych powstawało na przestrzeni ostatnich 20 lat i jaki wpływ na ich rozwój miały niektóre z działań amerykańskich.
Na przykład  - Dżund Al –Islam (Żołnierze Islamu) którą zaczął tworzyć przed 2003 rokiem w irackim Regionie Kurdystanu Jordańczyk Abu Abdel Rahman asz-Szami (jeden z bliskich współpracowników az- Zarkawiego) mogła się rozwijać tylko dlatego, że na tym obszarze obowiązywał zakaz lotów wojskowego lotnictwa irackiego Saddama Husseina.
Dodatkowo sekretarz stanu Colin Powell podczas wystąpienia na forum ONZ wskazał działanie tej grupy jako....   dowód powiązania Saddama Husseina z Al. – Kaidą :-D
Później jest jeszcze ciekawiej.
Pokazują postępującą degrengoladę w Iraku po pokonaniu wojsk Saddama i sławetną „debaasyfikację” kraju przez „niezrównanego” gubernatora Iraku Paula Bremera, długoletniego partnera biznesowego Henry’ego Kissingera.
Działania, jakie podjął ów „mąż stanu" widać do dzisiaj, bo była to akcja w stylu małpy z brzytwą.
Paul Bremer dowiódł, że studia w Yale, na Harvardzie oraz paryskim Instytucie Nauk Politycznych i 23 letni staż w Departamencie Stanu USA nie są żadną gwarancją kompetencji.
Zresztą – błędy popełnili też iraccy sunnici oraz Prezydent Nuri al-Maliki.
Dla takiej wiedzy warto przeczytać tę pozycję, opartą na relacjach zarówno różnego gatunku i maści pracowników Rządu USA (domyślacie się zapewne jakiej to proweniencji są ci „rządowi urzędnicy”) oraz terrorystów.
Czy jest wiarygodna? Nie wiem, ale można w niej znaleźć pewne niedopowiedzenia lub przemilczenia.
Dowodem takiej działalności niech będzie wspominanie o wspieraniu szejka Osamy bin Ladena w walce z ZSRR na terenie Afganistanu przez Rząd Królestwa Arabii Saudyjskiej przy absolutnym nieuwzględnieniu roli CIA w tych operacjach.
Czytając tę książkę można mieć poważne wątpliwości co do logiki pewnych działań.
Ukazanie jako sponsora  sunnickich fanatyków z ugrupowań z których wywodzi się ISIS… Prezydenta Syrii Baszara Al- Asada jest według mnie jest teorią mocno naciąganą .
A jednocześnie wskazuje na „taktyczną" współpracę lotnictwa amerykańskiego z wojskami rzeczonego Prezydenta oraz …   dwiema organizacjami uznawanymi przez Rząd Stanów Zjednoczonych  za terrorystyczne.
Dlatego uważam, że każdy, kogo interesuje tematyka wojny z Daesh powinien sam przeczytać tę pozycję i wyrobić sobie o podanych faktach i wydarzeniach własną opinię.  

Dla zainteresowanych -  książka jest dostępna w księgarni internetowej platon24.pl 


http://platon24.pl/ksiazki/isis-wewnatrz-armii-terroru-95067/

wtorek, 24 listopada 2015

Kocioł duchów - Dawida Webera i Erica Flinta

Kolejny tom z uniwersum Honor Harrington znowu splata wątek głównej bohaterki oraz podserii związanej z planetą Torch.
Po zakończeniu wojny pomiędzy Republiką Heaven a Gwiezdnym Imperium Manticore współpraca Victora Cachata i Antona Zilwickiego nabiera jeszcze większego rozpędu.
Przywiezione przez ten piekielny duecik informacje, które pozyskali na Mesie ułatwiły Królowej Elżbiecie podjęcie decyzji o zawarciu sojuszu z dotychczasowym śmiertelnym wrogiem.
Jednak informacje na temat Równania, jak to zwykle z odpowiedziami na pytania bywa, wygenerowały kolejne pytania wymagające natychmiastowej odpowiedzi.
Lecz jedynym miejscem, z którego te dane można pozyskać jest niestety Mesa.
Dzięki ultra tajnej  technologii, którą dysponuje Korpus Zwiadu Biologicznego z Beowulfa  czteroosobowa ekipa Cachat, Zilwicki, generał Thandi Palante oraz Yana udają się na Mesę.
Poprzednia wizyta skończył się zrównaniem z ziemią Wieży Gamma oraz kilkoma spektakularnymi wybuchami jądrowymi.
Jakie niespodzianki czekają teraz Albrechta Detweilera?
Równanie, po otrzymaniu informacji o udanej ucieczce Zilwickiego i Cachata, podejmuje decyzje o rozpoczęciu operacji „Houdini”
Podobnie jak wszystkie pozycje z serii Honor Harrington „Kocioł Duchów” utrzymuje wysoki poziom i mimo iż jest to już trzydziesty tom opowieści o uniwersum Gwiezdnego Imperium Manticore nic nie traci na swojej atrakcyjności :)


czwartek, 19 listopada 2015

„Wiatr” Marcina Ciszewskiego



Sylwester z piękną żoną w Zakopanem, w towarzystwie przyjaciela, mającego pomysł na oryginalną imprezę ?
Brzmi nieźle, a jeżeli organizuje ją były pretendent do mistrzowskiego pasa w boksie, a pozostałymi gośćmi są ludzie z górnej półki ?
Dlatego nadkomisarz Jakub Tyszkiewicz daje się przekonać, bo na walkę z diabelskim duecikiem jaki stanowi piękna Helena Tyszkiewicz i Stanisław Krzeptowski, druh i współpracownik, po prostu nie ma odwagi :-D
Mimo paskudnej pogody daje się namówić  na wypad na sam szczyt Kasprowego Wierchu, gdzie już niemałym ryzykiem jest wjazd kolejką, bo duje jakby się kto powiesił.
Nie byłoby jednak dobrego thrillera, gdyby ktoś inny w tym samych czasie i miejscu nie miał zgoła innych planów.
Klimat przypomina „Stację Arktyczną Zebra” Alistaira MacLeana.
Afera szpiegowsko - biznesowa, uwikłane bardzo ważne osoby w państwie, komando do zadań specjalnych Agencji Wywiadu Wojskowego, CIA, Mossad, tajemniczy Wolski przetrzymywany w Iranie,  pieniądze, super technologia z Wojskowej Akademii Technicznej, zdrada i..…  niesamowite zakończenie, które zupełnie wywróci Wasze wcześniejsze założenia.
Książka, którą połknąłem w jeden wieczór, a chuda nie jest, bo prawie 400 stron :)



środa, 18 listopada 2015

"Idę tam gdzie idę" - Kazika Staszewskiego

Serdeczne podziękowania dla mojego wspaniałego Zespołu -
za to że byliście,
za wspólną pracę
za to, że mimo krótkiego czasu udało nam się stworzyć zgraną ekipę
i za....   świetną książkę
Raz jeszcze dziękuję :)
Paweł

"Idę tam gdzie idę" - to nie tylko tytuł utworu z płyty "12 groszy" ale i autobiografii ikony polskiej sceny muzycznej ostatnich.... ponad 35 lat.
Nie jest to kolejna pozycja z gatunku celebryckich, które w mojej opinii są tak naprawdę o niczym, no ewentualnie o tym z kim kto pił i z kim się bzykał.
Historię życia Kazik opowiada z wielkim dystansem do siebie i swojej twórczości
Dowiecie się dlaczego nie ukończył studiów socjologicznych oraz czy niesamowity kawałek "Do Ani" jest faktycznie wyznaniem miłosnym do Jego Żony.
Przeczytacie o rodzinie, o Ojcu a właściwie o Jego braku, wyjazdach do rodziny w Londynie, używkach oraz o tym czy dla Niego jest "Wielki Babilon".
Poznacie historię długoletnich związków Kazika ze Świadkami Jehowy i przekonacie się jak to wpływało na Jego muzykę.
Jak można było zostać muzykiem nie potrafiąc grać nawet amatorsko na jakimkolwiek instrumencie, jak zmieniał się przez ten czas "Kult" i dlaczego nie nazywa się "Spandau Ballet" :-D
Dlaczego Kazik odrzucił dwukrotnie odznaczenia za "walkę z komuną"
Kogo ceni na polskiej scenie muzycznej i jakie czasami życie płata figle, kiedy w jednej sytuacji wchodzi w koalicję ze Zbigniewem Hołdysem, którego nie znosi jako muzyka, a na "Perfect" jako taki ma chroniczną alergię.
"Idę tam gdzie idę" to autobiografia dojrzałego faceta, będącego już dziadkiem, a jednocześnie nie mającego realnego następcy na polskiej scenie muzycznej.
Wśród nowych zespołów jakoś trudno, moim zdaniem, doszukać się twórców czegoś co może konkurować z "Krwią Boga", "Hej czy nie wiecie", "Barankiem" czy "Gdy nie ma dzieci", "Łysy jedzie do Moskwy", "Panie Waldku" lub wiecznie żywym "Coście skurwysyny uczynili z tą krainą"


wtorek, 17 listopada 2015

„Człowiek, który musiał umrzeć” Mariusza Zielke


Dziennikarz Jarosław Stanowski ma obsesję na punkcie wielkiego i wpływowego polskiego biznesmena Romana Wolaka. Zarzuca mu współpracę z SB, korumpowanie wysokich urzędników państwowych, słowem ma go za przedstawiciela układu.
Nie mogąc opublikować swoich artykułów w Polsce twierdzi, że to właśnie Wolak nie pozwala zrobić tego gazetom, grożąc wycofaniem reklam z tych periodyków, które zdecydują się opublikować teksty Stanowskiego.
Wysyła więc swoje artykuły do dziennikarza w Szwecji, który zasłynął z ujawnienia przekrętów w szwedzkich służbach specjalnych.
Niedługo później Stanowski popełnia samobójstwo, które jest odbierane w Polsce jako konsekwencja wizyty „seryjnego samobójcy”.
Sven Olsson, który nie zareagował wcześniej na maila od Stanowskiego decyduje się przyjechać do Polski i podjęć próbę wyjaśnienia samobójstwa kolegi "po fachu" oraz zweryfikować informacje o Wolaku.
Po kilku dniach Olsson ginie w zamachu terrorystycznym zorganizowanym przez wcześniej nieznaną nikomu bojówkę neonazistów. Kolejny przypadek ?
Do akcji włącza się była współpracowniczka i kochanka Olssona, nieco socjopatyczna agentka supertajnego oddziału szwedzkich służb specjalnych, która pomagała wcześniej Szwedowi w ujawnieniu nieprawidłowości w służbach.
Książka o znakomitej „czytalności”, częste zmiany akcji i nietypowi bohaterowie pozytywni.
Jeżeli lubicie thrillery polityczne, osnute w polskiej rzeczywistości - przeczytajcie.
Jedno co mnie zaniepokoiło w tej pozycji to to, że jest to już druga tego typu powieść napisana przez dziennikarza śledczego, który z niewyjaśnionych przyczyn wylatuje z głównego obiegu po napisaniu krytycznych artykułów ujawniających afery.
Jest sporo podobieństw pomiędzy „Człowiekiem, który musiał umrzeć” a serią „Sejf” napisaną przez..…  Tomasza Sekielskiego.
I tak sobie myślę, że coś za dużo tych zbieżności, a piszą to ludzie, którzy potrafią szukać i mają odpowiednie źródła informacji.

piątek, 13 listopada 2015

Krzysztofa Millera 13 wojen i jedna


Książka wyrwie z Was trzewia - jest tak potężna, jak wojenne fotoreportaże jednoosobowego "Bractwa Bang-Bang"
Napisana językiem mocnym i barwnym, bo Krzysztof Miller pisze tak, jak fotografuje.
Koncentruje się na chwili, tak jakby patrzył przez wizjer swojego aparatu. Widać, że nie jest pisarzem, a Jego relacje mają pełnić funkcje zdjęć robionych słowami.
Autor chce, a właściwie musi wyrzucić z siebie to wszystko, co przez długie lata widział jako reporter wojenny.
Krew, trupy, głód, żołnierzy armii regularnych i partyzantów oraz zwyczajnych bandytów w mundurach.
Jeździł tam, skąd każdy zdrowy na umyśle człowiek ucieka czym prędzej.
Tylko znakomita kondycja (nie tylko fizyczna) wyrobiona przez lata uprawiania sportu na poziomie mistrzowskim daje mu niejakie szanse przeżycia.
Ale to wszystko ma swoją cenę.
Kiedy już przekroczył swój limit odporności psychicznej na to, co chciał pokazać czytelnikom różnych polskich i światowych mediów stanął oko w oko ze wspomnieniami i ludźmi, których spotkał na swej drodze zawodowej, a których już nie ma.
Zginęli od bomb, z poderżniętymi przez Al-Kaidę gardłami , umarli z głodu jak dzieci w Kongu.
Budzą się lęki, że snajper tym razem lepiej wykona swoją robotę oraz poczucie, że zawód, który wykonuje od 1986 jest zawodem wymierającym jak kapelusznik, folusznik czy zecer. 
Gazety kupią kiepskiej jakości zdjęcia robione przez amatora telefonem komórkowym (bo tanie i od razu) , a nie wyślą tam profesjonalisty.
Kończy się terapią w klinice stresu bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego.
Także książka także jest swego rodzaju terapią - nie nazwaną, ale tak ją odbieram.
Nie skargą, że coś się zmieniło, bo na to Krzysztof Miller jest za dumny i za mądry.
Czytając tę spowiedź reportera wojennego poznacie rzucone mimochodem bardzo osobiste informacje, o tym arcy magu fotografii wojennej.
Pozycja ważna, ale tylko dla ludzi o mocnych nerwach, bo nie jest to rzecz dla grzecznych panienek z dobrego domu.


Poniżej kilka fotografii Krzysztofa Millera

Fotoreporterzy nad ciałem zabitego zwolennika Nelsona Mandeli. Zdjęcie wykonane w RPA - Johanesburg/Tokoza/19.04.1994

Afganistan, Majdan Shar 25.11.2001 r. Żołnierze sojuszu północnego komendanta Sajafa wyruszają na front pod Kabul podczas wojny z Talibami,

Mołdawia, 1992.  Fotoreporter uciekający przed ostrzałem snajperów

środa, 11 listopada 2015

„Wszystkie ziarna piasku” Bartka Sabeli

Wszystkie ziarna piasku” to reportaż z kraju, którego.…  nie ma.
Zapytacie pewnie jak to możliwe ?
Owszem, możliwe, bo Sahara Zachodnia nie jest państwem, które zauważycie na jakiejkolwiek ogólnodostępnej mapie, mimo że do 1988 roku uznawały jej istnienie 72 kraje i jest członkiem Organizacji Jedności Afrykańskiej.
Już wcześniej poruszaliśmy temat Sahrawi na naszym blogu (tutaj link), ale ten reportaż jest o niebo lepszy.
My korzystaliśmy ze źródeł z drugiej ręki, natomiast Autor był zarówno na terenach Sahary Zachodniej, która oficjalnie stanowi część Maroka, jak i w obozach dla uchodźców w Algierii.
Bartek pokazuje życie codzienne Sahrawi w Maroku, gdzie są oni uznawani za element wywrotowy i antypaństwowy, bo podważają zwierzchność króla nad terenami, które uznają za swoje, jak i na terytoriach Algierii, które nie są częścią Sahary Zachodniej, ale to właśnie tam urzęduje rząd i Prezydent. oraz mają swoje siedziby wszelkie struktury POLISARIO.
Historia, którą opowiada Autor jest świetnym przykładem na to,  jak wielcy tego świata potrafią obchodzić się z narodami o mniejszym znaczeniu geopolitycznym.
Gdzie biznes, jakim są gigantyczne złoża fosforytów, wyśmienite łowiska i całkiem żyzne ziemie rolne ułatwia podejmowanie decyzji o nieistnieniu jakiegoś państwa i nawoływania do fałszowania informacji nawet laureatom Pokojowej Nagrody Nobla czyli np. Henremu Kissingerowi.
Pokazuje, w jaki sposób Saharyjczycy, przez ludzi, z których ojczyzny pochodzi hasło „wolność, równość, braterstwo” są oddawani na łaskę i niełaskę potężniejszych graczy.
Książka o tyle ciekawa, co przygnębiająca, bo Saharyjczycy, jako lud nad wyraz honorowy nie uznają terroryzmu za formę walki.
Przez takie podejście nie są interesujący dla mediów, które wolą koncentrować się na przykład na Palestyńczykach, ponieważ zawsze w ich walce trafi się jakiś smakowity, bo krwawy news.
Poza nielicznymi hiszpańskimi organizacjami charytatywnymi oraz Rządem Algierii nie interesuje się Saharyjczykami nikt, bo pozorne działania ONZ to zwyczajna tragifarsa.
Pozycja warta przeczytania, bo jest jedną z nielicznych z której możecie czerpać wiedzę na temat tej części Afryki.

http://arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com/2013/10/maroko-wstydliwy-problem.html

wtorek, 3 listopada 2015

Sylvia. Agentka Mossadu - Ram Oren, Moti Kfir


Jeżeli spodziewacie się że będzie to książka o tajnych operacjach i szpiegowskim rzemiośle to się nie zawiedziecie.
Jednak jest to opowieść nie tylko o tym.
Opisuje ona historię dwojga ludzi, którzy nigdy się nie spotkali, a zostali śmiertelnymi wrogami.
W innych czasach i w innych okolicznościach pewnie nawet o sobie by nie usłyszeli.
Los zdecydował jednak inaczej.
Ona - Sylwia Rafael, urodzona w RPA, nie będąca według żydowskiego prawa Żydówką (Jej matka była chrześcijanką). Na życie Sylvii bardzo duży wpływ miał kuzyn Jej ojca, który cudem przeżył egzekucję w Babim Jarze i udało mu się dostać do domu rodziców Sylwii.
Aż do swojej przedwczesnej śmierci opowiadał Sylvii o zagładzie Żydów podczas II Wojny Światowej i twierdził, że tylko we własnym państwie będą mogli się czuć bezpiecznie.
Pod wpływem tych opowieści w 1963 roku Sylvia zdecydowała się wyjechać do Izraela, gdzie po jakimś czasie została dostrzeżona przez ludzi Mossadu.
On - Ali Salameh syn Hassana Salameha, bohatera Palestyńczyków w walce z Żydami o Palestynę.
Wolałby używać życia, bawić się w towarzystwie pięknych kobiet, od alkoholu nie stroniwszy .
I pewnie stałby się jednym z bon vivantów gdyby nie rodzinna tradycja oraz oczekiwanie między innym ze strony Jasera Arafata, że pójdzie w ślady Ojca.
Tak też się stało. Po dość długo stawianym oporze Ali Salameh wstępuje w szeregi Al- Fatah a później staje się mózgiem Czarnego Września - organizacji terrorystycznej, będącej zbrojnym ramieniem Arafata.
Poznacie tutaj sporo istotnych szczegółów większości znanych akcji zarówno Czarnego Września, takich jak np. zamach na Olimpiadzie w 1972 oraz akcji odwetowej Mossadu znanej jako operacja "Miecz Gideona"
Smaczku dodaje postać Motiego Kfira - byłego długoletniego instruktora Mossadu, który jest współautorem książki.
Książka nie tylko dla miłośników historii szpiegowskich -  pokazuje, jak przekonania, uwarunkowania społeczno-kulturowe i czas, w jakim przyszło żyć bohaterom ma decydujący wpływ na ich wybory i wyborów tych konsekwencje.

niedziela, 1 listopada 2015

"Udawajmy, że to się nie wydarzyło" Jenny Lawson czyli absolutnie zakręcona autobiografia

Jenny Lawson nie odkryła leku na cokolwiek, nie jest laureatką Nagrody Nobla, nie jest także wybitną gwiazdą kina ani supermodelką.
Jest prostą dziewczyną z zadupia w zachodnim Teksasie.
I to takiego, że nigdy nie myśleliście, że mogą istnieć takie miejsca USA.
Mieszkała w domu z azbestu, w najbliższej okolicy była świńska farma oraz zakład utylizacyjny.
Jenny opowiada historię swojego życia w sposób totalnie absurdalny, nic nie trzyma się kupy, a przeskoki z tematu na temat zwalą Was z nóg.
Jenny wierzy w teorię Apokalipsy i zombie, Jej ojciec jest myśliwym, który prowadzi zakład taksydermiczny (nie powiem Wam co to - sami sprawdźcie :-D)
Twierdzi, że jej autobiografia jest "w 90% autentyczna".
Czyta się tą książkę podobnie jak "Billa, bohatera galaktyki" autorstwa Harrego Harrisona
Jednak pomimo, że tematyka, którą porusza Autorka w swojej książce jest zdecydowanie poważniejsza, niż się może z pozoru wydawać to podczas lektury wiele śmiałem się do rozpuku.
I pewnie dlatego, mimo całego zakręcenia i praktycznie kompletnego braku logicznego ciągu tej opowieści książka została numerem jeden bestsellerów „New York Timesa”. :-D


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...