Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emil Marat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emil Marat. Pokaż wszystkie posty

6/27/2016 11:14:00 AM

Ostatni. Historia cichociemnego Aleksandra Tarnawskiego, pseudonim "Upłaz" - Emila Marata i Michała Wójcika

Ostatni. Historia cichociemnego Aleksandra Tarnawskiego, pseudonim "Upłaz" - Emila Marata i Michała Wójcika
"Ostatni" to trzecia część cyklu „Made in Poland”, opisującego historię II Wojny Światowej z perspektywy jej uczestników – żołnierzy różnych formacji Armii Krajowej.
Bohater tego tomu - Aleksander Tarnawski „Upłaz” jest, podobnie jak pozostali bohaterowie książek duetu Marat-Wójcik, osobą niezwykłą.
Jako "Cichociemny", został zrzucony w okolicach Góry Kalwarii w nocy z 16 na 17 kwietnia 1944 roku. Sam „Upłaz” nieco spuszcza powietrze z balonika „Cichociemnych” traktując tę formację,  jako jednostkę o małym znaczeniu bojowym, a jedynie propagandowym.
Jednak dla nas, żyjących współcześnie mit Cichociemnych jest szalenie ważny.
A efekt, choćby tylko - jak widzi to kpt. Tarnawski - propagandowy, był również niezwykle istotny w czasach II Wojny Światowej
Aleksander Tarnawski  jest ostatnim z żyjących „operatorów” Cichociemnych. Ostatnim z 316, którzy wylądowali w Polsce, bo wyszkolonych przez brytyjską SOE (Special Operations Executive, czyli Kierownictwo Operacji Specjalnych) było  606  z czego do zrzutu zakwalifikowano 579 „specjalsów made in Poland”.
W oparciu o Jego losy Autorzy przekazują mnóstwo cennych informacji o tamtych czasach, widzianych z perspektywy ich uczestnika, często przy tym obalając zakorzenione w naszej świadomości i wzmocnione przez filmy wojenne czy literaturę wyobrażenia.
Na przykład sytuację w okupowanej Warszawie już po zrzucie „Upłaz” opisuje zupełnie inaczej, niż mieliśmy okazję widzieć to m.in. w takich produkcjach jak  "Polskie drogi" czy "Kolumbowie"
Nasz przewodnik po świcie Cichociemnych był czterokrotnie ( w ciągu niecałych trzech tygodni ) odznaczony Krzyżem Walecznych.
Zapytany za co je otrzymał, odpowiada, że…  nie pamięta.
A nie jest to człowiek, którego pamięć została skonsumowana przez jakiegoś Niemca (Alzheimer mu chyba było :-D )
Pan kapitan Tarnawski swój pierwszy skok ze spadochronem oddał w roku 1943.
Ostatni – 7 września 2014 roku w słusznym wieku lat …94.
Dlatego można tę „niepamięć” uznać albo za kokieterię, albo po prostu skromność cechującą prawdziwych bohaterów, od bycia którym oczywiście AleksanderTarnawski się odżegnuje.
Z lektury dowiecie się na przykład, że nie zawsze komunistyczna propaganda kłamała – że faktycznie na Nowogródczyźnie panowały, prawie że formalne, umowy z Niemcami, gdzie w zamian za wzajemne nie deptanie sobie po odciskach jednostki AK mogły się koncentrować na zwalczaniu partyzantki radzieckiej i komunistycznej.
Działo się tak mimo jasnych rozkazów KG AK, bowiem pragmatyka służby wskazywała inne rozwiązania – taktyczny sojusz z Niemcami był postrzegany jako mniejsze zło, niż współpraca z wysłannikami Stalina.
Aleksander Tarnawski do Cichociemnych trafił ze względu na kilka swoich cech, z których część możemy uznać za niespecjalnie wojskowe, a określanie wyższej kadry dowódczej części jednostek lub nawet ludzi z otoczenia Naczelnego Wodza per „tępawi zupacy” pewnie Mu popularności w tych kręgach nie przysparzało.
Żołnierzem był jednak dobrym, bardzo sprawnym fizycznie i nie okazującym lęku, bo jak sam o sobie mówi „ma dystans do każdej sytuacji” :-)
To spowodowało, ze trafił na kurs tej elitarnej formacji.
Co ciekawe, podobnie jak wielu ówczesnych wojowników zarówno operację „Ostra Brama” jak i Powstanie Warszawskie uznaje za pomysły poronione, bo nie mające w tamtej sytuacji politycznej absolutnie żadnych szans powodzenia.
Na koniec dwa cytaty. Jeden, który zafascynował również Autorów tej opowieści, drugi, który mi osobiście przypadł do gustu.
„Autorzy (A) …Zgadza się pan z sentencją wieńczącą monument Cichociemnych: Słodko i pięknie jest umierać za ojczyznę?
Kpt. Tarnawski „Upłaz” (U) - Nie słyszałem gorszej sentencji
A - Przecież to spuścizna romantycznej tradycji. Zapewnieniem, że śmierć za Ojczyznę jest piękna. Polacy karmieni byli przez własne matki już od czasów zaborów.
U - Moja matka, wierząca i patriotyczna, takimi głupotami mnie nie karmiła. To brzmi trochę jak zapewnianie muzułmańskich fundamentalistów, że pięknie jest ginąć za wiarę, bo czeka na ciebie w raju siedemdziesiąt hurys. Moim zdaniem lepiej jest umawiać się z tymi hurysami tu i teraz, na ziemi. Życie jest piękne. Nie śmierć…”

I drugi cytat
U- wojskowej satysfakcji w sobie nie zachowałem. Zgasła we mnie całkowicie po powrocie do Warszawy, wtedy, w styczniu 1945
A - Gdy zobaczył pan nogę wystającą ze śniegu?
U- Nigdy tego nie zapomnę. To był symbol wojny, może nawet więcej: symbol Polski o pięciu latach wojny. Nie żadne patriotyczne pieśni, wyprężona Nike z mieczem i wzniosłe obrazy… Ta trupia noga! W zrujnowanym po powstaniu mieście. Zobaczyłem wtedy skutki patriotycznego myślenia na hurrraaa! Coś strasznego. Morze ruin. Zagłada. Od czasu do czasu zabieram głos w rozmowach o sensie powstania. Słucham o uratowanym honorze. O odzyskanej godności…  a ja pamiętam ruiny i tę zamarzniętą nogę w onucach i to jest dla mnie symbol. Powstańcy powinni walczyć w Kampinosie, a nie wśród dzieci i cywilów. Może jestem pacyfistą? Każda akcja powinna być poprzedzona namysłem, jeśli nie jest, to przychodzi masakra. Tego się nie da kontrolować, wpływ na przebieg wypadków jest żaden. Tu strat i zysków nikt nie liczył. W ogóle cała wojna, bez względu na to ,co robiłem, nie przyniosła mi żadnej satysfakcji ani w wymiarze osobistym, ani jakimś innym. Przykro mi, ale tak muszę to wam podsumować..”




Agnieszka Polończyk, wnuczka cichociemnego Bolesława Polończyka ps. „Kryształ” i kpt. Aleksander Tarnawski ps. „Upłaz”, jedyny żyjący cichociemny. Fot. Arch. Agnieszki Polończyk    źródło

1/16/2016 10:00:00 PM

Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK. - Michał Wójcik, Emil Marat

Ptaki drapieżne. Historia Lucjana „Sępa” Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK. - Michał Wójcik, Emil Marat
Jeżeli lubicie książki z okresu II Wojny Światowej i interesuje Was historia Polskiego Państwa Podziemnego, ale w wersji nieupiększonej, która nie zawiera „…a na Tygrysy mają Vis-y …” oraz pudrowanego i lukrowanego wizerunku żołnierzy AK to bezwzględnie musicie "Ptaki drapieżne" przeczytać.
Bohaterem po części wywiadu, po części narracji prowadzonej w oparciu o pochodzące z zasobów IPN źródła pisane jest Lucjan „Sęp” Wiśniewski.
Członek zespołu 993/W Armii Krajowej, będącej komórką kontrwywiadu AK zajmującego się fizyczną likwidacją agentów i osób stanowiących zagrożenie dla wysokich rangą oficerów w strukturach Państwa Podziemnego.
Lucjan „Sęp” Wiśniewski trafia tam jako 17- latek, zwerbowany w mało profesjonalny sposób, bo przez kolegę, którego ojciec… naprawiał piec w jakimś domu, a jego mieszkaniec działał już wówczas w podziemiu zbrojnym.
Poziom amatorszczyzny, szkolnych błędów, które przytrafiały się nawet, wydawałoby się dobrze wyszkolonym „cichociemnym”, walki frakcyjne w samej KG AK, praca ”na prywatkach” – to wszystko opisuje naoczny świadek tamtych wydarzeń.
Wszystko to jest weryfikowane przez Autorów, więc nie jest to opowieść w stylu opowieści Leonida Breżniewa o walkach pod Noworosyjskiem o wyzwolenie ziem Kraju Krasnodarskiego w sławnej powieści „Mała Ziemia” Po dojściu Breżniewa do władzy opisy tych pobocznych zdarzeń awansowały do roli niemalże bitwy pod Kurskiem:-)
Tutaj wszystkie relacje są weryfikowane w oparciu o inne źródła – bądź relacje innych świadków bądź oryginalne dokumenty.
Bibliografia naprawdę rzetelnie przygotowana, a sama książka daje się całkiem przyjemnie czytać solidnie przy tym odbrązawiając pewne fakty, ludzi czy wydarzenia znane z kart historii.
Ma to szczególną wartość, bo działania tej grupy to m.in. na samym początku okupacji likwidacja niesławnego agenta Gestapo – przedwojennego znanego aktora Igo Syma .
Nie zobaczycie tam chłopców malowanych, jak np. w „Czasie honoru”
Tu nie ma propagandy, jest proza ówczesnego życia.

Na zachętę cytat:
- Sęp: …w Boernerowie wszyscy konspirowali, wszyscy o wszystkich wszystko wiedzieli. Mówiłem wam już, że w sklepie u Banasia koncentrowało się całe nasze życie.
Tu często bywali dowódca batalionu i pułku. Obok, dwa, trzy domy dalej, mieszkała samotna kobieta, prostytutka. Spotykała się z Niemcami, zarobkowo. Banaś się trochę tego bał. Ona przecież przychodziła do sklepu, robiła zakupy, za dnia nie miała dużo zajęć i widziała wszystkich. Banaś bał się, że ona może przychodzić jako szpieg.
Dowódca pułku zadecydował, że trzeba ją zastrzelić… tak… prewencyjnie. No i myśmy to zrobili. Strzelał ”Adrian”
- Autorzy – „prewencyjnie?”
- Sęp - Trwała okupacja, Jeśli się pomylisz, to zrobisz to ostatni raz. Zastrzelił ją, akcja była moja
- Autorzy – Tylko dlatego, że była prostytutką i przyjmowała gości?
- Sęp - Dlatego, że to było trzy domy od naszej centrali.
- Autorzy – A nie można jej było zwerbować, zamiast strzelać?
- Sęp - Ale ona nie była nam do niczego potrzebna. Jakie informacje mogła wyciągnąć od niemieckich szeregowców? Nie było na nią żadnych doniesień, ale mogła stanowić zagrożenie. Za duże ryzyko. Do niej przychodziło po 3 Niemców. Miała pecha, bo za blisko mieszkała. To był pierwszy występ „Adriana”….”



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger