Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczne. Pokaż wszystkie posty

7/15/2019 03:03:00 AM

Podróże króla Madagaskaru - Jean-Christophe Rufin

Podróże króla Madagaskaru - Jean-Christophe Rufin
I dla młodych czytelników pewne zaskoczenie – nie chodzi tu o króla Juliana, sławnego lemura, ale o postać nie pochodzącą z kreskówki i jak najbardziej autentyczną.

Maurycy August Beniowski, bo o nim jest mowa w książce to postać mocno nietuzinkowa. Żołnierz, podróżnik i ...król Madagaskaru. Przyjaciel Beniamina Franklina i Kazimierza Pułaskiego.
Chętnie przyznają się do Niego aż trzy nacje : Węgrzy, bo urodził się 20 września 1746 u podnóży Małych Karpat. Słowacy, bo według nich to tereny Słowacji. Ioczywiście Polska, bo brał udział w konfederacji barskiej i w swoich pamiętnikach uznawał się za Polaka.
Dostał się do rosyjskiej niewoli, z której kilkakrotnie uciekał. Skutecznie zbiegł, razem z 90 towarzyszami niewoli dopiero z miejsca, z którego teoretycznie uciec się nie dało – z Kamczatki.

W książce opisane jest pierwsze spotkanie z Beniaminem Franklinem, który to w sędziwym wieku i mocno schorowany, zapomniany przez towarzyszy walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych nudzi się niesamowicie w swojej posiadłości. Pewnego dnia przybywa doń tajemniczy „hrabia A.” z piękną kobietą i opowiadają historie swojego życia.

To, co wiemy o Beniowskim to zlepek wiedzy zaczerpniętej z jego własnych pamiętników, w których „nieco” popuścił wodzy fantazji, poematu dygresyjnego Juliusza Słowackiego oraz opracowań historycznych, często nieprzychylnych Beniowskiemu. W niechęci do pana Maurycego celowali Francuzi uważając go za mitomana i niemalże barona Hieronymusa Carla Friedricha von Münchhausena. Może i mają po części rację, ale nie mogą zaprzeczyć faktom, że zginał jako przywódca Malgaszy walczących z wojskami francuskimi, a kolonizacja Madagaskaru i jego „cywilizowanie” kosztowało Francuzów 100.000 ofiar.
Dlatego książka jest tym bardziej cenna, że pozytywnie o tym niesamowitym człowieku napisał Francuz.



4/18/2019 08:33:00 AM

Sprawa Tuchaczewskiego - Paweł Wieczorkiewicz

Sprawa Tuchaczewskiego - Paweł Wieczorkiewicz
Marszałek ZSRR Michaił Nikołajewicz Tuchaczewski był postacią nietuzinkową. Ze strony ojca- ziemianin, ale ogromnie zubożały, matką była córka pańszczyźnianego chłopa z majątku dziadków. Inteligentny, przystojny, sprawiał od dziecka kłopoty i ku niezadowoleniu ojca- pacyfisty jedyną metodą okiełznania niesfornego i agresywnego Michaiła była kariera wojskowa.

Trafił do 1 Moskiewskiego Korpusu Kadetów w Lefortowie (które ukończył z pierwszą lokatą), następnie do Aleksandrowskiej Szkoły Oficerskiej w Moskwie, a stamtąd do elitarnego Siemionowskiego Pułku Gwardii Cesarskiej w Petersburgu. Jednak nie był specjalnie lojalny wobec caratu i dość łatwo przeszedł na stronę „ czerwonych”. Wybitnie ambitny, nakierowany na rozwój własnej kariery, zadufany w sobie, rozpustny, nie uznający autorytetów byłych carskich wysokich oficerów. Tuchaczewski - człowiek, którego trudno było lubić, z upływem czasu staje się jednym z teoretyków nowoczesnej Armii Czerwonej, a swoje koncepcje potrafił przekuć w sukcesy operacyjne. W wojnie z Polską odnosił sukcesy, a porażki udawało mu mu się „delegować”.
Był genialnym samoukiem wojskowości w pewnym momencie stał się w oczach Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego Stalina zagrożeniem. To nie było niczym nadzwyczajnym, albowiem Stalin nie przepadał za ludźmi myślącymi samodzielnie, mogącymi stanowić konkurencję dla jego władzy. Wolał postacie takie jak Klimont Woroszyłow – prymitywny chłop, mający ukończone „całe” dwie klasy szkoły wiejskiej i mogący się szczycić „porażającymi” wręcz kwalifikacjami jak bardzo celne strzelanie z nagana oraz świetne opanowanie samochodu.
Władimir Antonow-Owsiejenko (radziecki dowódca, polityk komunistyczny, dziennikarz) tak ocenił sytuację Tuchaczewskiego na „dworze Stalina
” Przeciwko Tuchaczewskiemu było wszystko: jego cechy osobowe,- inteligencja, charakter, mądrość, wyrazista powierzchowność. I bojowa sława[…] Podobnych ludzi Stalin w swym kręgu nie znosił, zadowalali go jedynie woroszyłowowie...”. 
Tuchaczewski był do tego stopnia cenionym fachowcem, że jego opracowanie „Pochód za Wisłę” przetłumaczone na język polski pojawiła się jako aneks do książki Józefa Piłsudskiego „Rok 1920”. Jego niepospolite talenty wojskowe doceniali również Niemcy. Stalinowska paranoję umiejętnie podsyciła Abwehra. Według wywiadu III Rzeszy Tuchaczewski stanowił na tyle duże zagrożenie, że „fałszywki” na temat współpracy z Niemcami, w celu ich maksymalnego uwiarygodnienia, osobiście podpisywał admirał Wilhelm Franz Canaris.

Książka Pawła Wieczorkiewicza to historia wzlotów i upadków Tuchaczewskiego i zarazem potwierdzenie faktu, że w partiach bolszewickich, nie tylko w czasach ZSRR, osoby wybitne mogą awansować tylko do pewnego momentu, a zapotrzebowanie na „woroszyłowów” - tępych,  prymitywnych, ale uległych i zawsze mających to samo zdanie co np. [autocenzura] zawsze będzie pewne.


4/01/2019 10:33:00 AM

Wielka Gra. Sekretna wojna o Azję Środkową - Peter Hopkirk

Wielka Gra. Sekretna wojna o Azję Środkową - Peter Hopkirk
Tytułowa Wielka Gra toczyła się przez praktycznie cały wiek XIX pomiędzy Imperium Rosyjskim i Brytyjskim, dziś daje asumpt do rozważań nad światem jak najbardziej współczesnym.

Jak powiedział Cyceron „historia magistra vitae est” -”Historia jest nauczycielką życia”. Jednak ludzkość jest wyjątkowo tępym uczniem i przez ponad 2000 lat od czasów Marka Tulliusza Cycerona nie jest w stanie uczyć się na własnych błędach. Dlaczego tak twierdzę, skoro mowa o wydarzeniach, które zakończyły się ponad 100 lat temu (za datę graniczną uważa się rok 1907 i podpisanie porozumienia pomiędzy stronami)? Postaram się to uzasadnić.

Jak pisze w swojej książce Petrr Hopkirk, Wielka Gra to konflikt bez bezpośredniego starcia zbrojnego (choć za taki wątek można uznać wojnę krymską) o rynki zbytu, kontrolę zasobów i wpływy polityczne rozgrywała się na terenie Azji Środkowej, Afganistanu, Persji i ówczesnych Indii. Wytrawni rozgrywający z Londynu i Petersburga wykorzystywali bezwzględnie nie tylko narody mające nieszczęście znajdowania się w potencjalnych strefach wpływu, ale również entuzjazm i patriotyzm własnych obywateli – w większości żądnych przygód i sławy młodych oficerów. Żadne traktaty, żadne ustalenia i sojusze podpisane przez jedną lub drugą stronę Wielkiej Gry z „lokalnymi partnerami” nie miały wartości większej, niż papier na którym je spisano. Obdarzenie zaufaniem czy to Rosjan czy Anglików było zawsze kolosalnym błędem- obojętnie czy traktaty podpisywali Afgańczycy, Persowie czy ludy Kaukazu. Zawsze kończyło się tak samo.
Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony”
zacytuję trzeciego wicehrabiego Palmerston Henry”ego Johna Temple”a. Rosjanie, choć nie posiadają równie znanego bon motu stosują tą samą zasadę. Oba kraje miały „misję krzewienia kultury i cywilizacji”, osadzały na tronach ludzi powolnych swoim interesomoraz kompletnie nie były zainteresowane, czy ich „partnerzy” chcą być „cywilizowani” oraz czy będą mieli z takich relacji jakiekolwiek korzyści.

Czy coś się zmieniło do dzisiaj? Owszem – Persja nazywa się Iranem, głównym graczem na miejscu Wielkiej Brytanii są Stany Zjednoczone, a Indie i Pakistan są państwami niepodległymi i posiadają broń nuklearną. Ale zasady postępowania ani na jotę się nie zmieniły. Rosjanie, przesuwając swoje granice wpływów np. na Ukrainie czy na Kaukazie używają tych samych argumentów co wtedy. Również obecnie deklarują, że „to już ostatni krok w ekspansji”, ale realia mówią coś innego.
Jest takie powiedzenia, że Rosja graniczy, z kim chce. A z kim chce ? Z nikim. Obsadzanie stanowisk rządowych w krajach trzecich? Jak mówią złośliwe plotki - Hamid Karzaj został prezydentem Afganistanu, bo jego brat prowadzi afgańską knajpę w Waszyngtonie, gdzie często przebywają Grube Ryby z administracji amerykańskiej. Ile w tym prawdy – nie wiem, ale obserwując działania USA na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat wcale by mnie to nie zdziwiło.

Doskonała lektura z głębokim, naukowym rysem historycznym, którą czyta się niczym pasjonującą powieść.



6/21/2018 07:46:00 AM

Victus. Upadek Barcelony 1714 - Albert Sánchez Piñol

Victus. Upadek Barcelony 1714 - Albert Sánchez Piñol
Wojna o sukcesję hiszpańską (1701–1714) pomiędzy Wielką Brytanią, Holandią, Austrią, Prusami a Francją, Hiszpanią, Bawarią i Kolonią o władztwo nad Hiszpanią i dominację w Europie widziana oczyma znamienitego „maganona” czyli inżyniera budującego fortece – Martiego Zuviria.

Na wygnaniu, w zacnym wieku 98 lat, Marti Zuviria dyktuje swoje wspomnienia służącej. Ale jeżeli myślicie, że są to nudne memuary wychwalające bohaterstwo głównego narratora oraz innych „wielkich tego świata” jesteście w kolosalnym błędzie. U schyłku życia „Długonogi Zuvi” rozlicza się z przeszłością w sposób bezwzględny, ale i nie pozbawiony humoru. Historie przesycone zabawnie przedstawionymi scenami z życia bohatera, erotyzmem, podbojami miłosnymi (z partnerami obu płci zresztą). Okres szkolenia u najwybitniejszego inżyniera epoki markiza Vaubana może wpędzić w kompleksy Jamesa Bonda oraz innych adeptów sztuki wywiadu czy rozpoznania. Czas, który Zuviria spędzonił jako „aplikant” w zamku Bazoches to okres potu, krwi i łez, bo przekazywana przez asystentów Vaubana wiedza od szkoleń superżołnierzy XXI wieku specjalnie się nie różnią. Dwa lata, gdzie zapamiętywanie ogromnej ilości detali oraz np. budowa transzei pod ostrzałem jako żywo przypomina „piekielny tydzień” SELS-ów, tylko trwa ”nieco” dłużej.

Prawie 700 stron trzymającej w niepięciu opowieści, gdzie wybuchy śmiechu będą Wam przerywać lekturę co kilka stron. Jednak najbardziej zaskakujący jest fakt,  że powieść została napisana w oparciu od dokumenty z epoki, a Marti Zuviria jest postacią jak najbardziej autentyczną. Postacie fikcyjne, wprowadzane na potrzeby akcji, gdzie dokumentów albo nie ma, albo autor miał taką wizję swej opowieści miały również swoje odpowiedniki w opisywanym uniwersum. Dodatkowo posiada owo dzieło kolejną zaletę – wprowadza czytelnika w skomplikowany świat relacji pomiędzy Katalończykami i Kastylijczykami.
Dzięki tej lekturze posiądziecie, podaną w sposób łatwy, lekki i przyjemny, wiedzę dlaczego wzajemne relacje pomiędzy Madrytem a Barceloną są w dalszym ciągu napięte, mimo setek lat wspólnej historii jako Królestwo Hiszpanii. Katalończycy nie są w swoim pojęciu Hiszpanami, a rząd w Madrycie w wielu przypadkach traktują jako okupanta.

Dzieło absolutnie godne polecenia i nie ukrywam, że czekam niecierpliwie na tłumaczenie drugiego tomu, mając nadzieję, że przekładu dokona Dorota Walasek-Elbanowska, która w mojej ocenie jest tłumaczką wybitną. Czytałem już zbyt dużo świetnych książek, które dzięki nonszalancji lub niskich kompetencji tłumacza traciły 80% swojej oryginalnej treści. Przekład pani Doroty jest absolutnie genialny, doskonale oddaje zamysł autora i trafia do polskiego czytelnika.


Tytuł: Victus. Upadek Barcelony 1714

Autor: Albert Sánchez Piñol

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

Data wydania: styczeń 2018

Ilość stron: 704

6/18/2018 10:33:00 AM

Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążył Państwo Kościelne

Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążył Państwo Kościelne
Historycy wręcz uwielbiają przypisywanie pojedynczym zdarzeniom mocy niemalże magicznej i od ich zaistnienia datują zmiany epok, upadki państw lub systemów politycznych. Jednak często trudno jest im dojść do porozumienia, który z kluczowych momentów jest najbardziej kluczowy.W historii współczesnej przykładem takowych wydarzeń „obalających komunę” są, w zależności od narodowości lub sympatii oceniającego, - wybory 4 czerwca 1989 roku w Polsce, upadek Muru Berlińskiego albo wcześniejsza „pieriestrojka” ogłoszona przez Michaiła Gorbaczowa.

David I. Kerzer za moment przełomowy, który jego zdaniem doprowadził do upadku Państwa Kościelnego, uznał odebranie żydowskiego chłopca rodzinie Mortary przez urzędników Państwa Kościelnego w 1858 roku. Można z tym dyskutować, bo bez okupacji przez wojska napoleońskie terytoriów podległych Watykanowi pewne idee pewnie by tam przeniknęły, ale z całą pewnością zdecydowanie później i nie dawałyby podstaw organizacyjnych ludziom, mającym serdecznie dość władzy papieskiej. Być może był to moment, podobny do tych z filmów Quentina Tarantino, gdzie stoją naprzeciwko siebie dwie uzbrojone ekipy i pada przypadkowy strzał, który doprowadza do ogólnego Armagedonu. Jednak znacznie ciekawszym wątkiem, oczywiście w mojej prywatnej opinii, jest aspekt korzeni antysemityzmu europejskiego i jego elementy jednoznacznie kojarzone dopiero z czasami niemieckiego nazizmu.

Inkwizycję hiszpańską po raz pierwszy zniósł Józef Bonaparte 4 grudnia 1808 roku. Dopiero w 1908 roku papież Pius X przekształcił Kongregację Rzymskiej i Powszechnej Inkwizycji w Kongregację Świętego Oficjum, tę zaś w roku 1965 Paweł VI przekształcił w Kongregację Nauki Wiary (innymi słowy ta sama firma działa pod zmienionym logo do tej pory). Otóż, nakaz mieszkania w gettach, oznaczanie Żydów dodatkami do ubrań (czerwone szarfy w przypadku Państwa Kościelnego) oraz zmuszanie rabinów do udziału w przemarszach podczas karnawału (mieli zakładać komiczne czarne kostiumy, składające się z krótkich spodni oraz peleryn a rozbawiona gawiedź rzucała w nich odpadkami) nie był jak widać wynalazkiem III Rzeszy. Zakazane były małżeństwa mieszane z chrześcijanami.
Vincenzo Berni Antonj, prawnik, profesor uniwersytetu w Bolonii i najwybitniejszy cywilista tamtego okresu w ramach polemiki z innym prawnikiem napisał takie oto „fundamentalne zasady”:
1) Żydzi w Państwie Kościelnym są ledwie tolerowanymi niewolnikami. 
2) Nie mogą dzielić z chrześcijanami prawa do spadku po chrześcijańskich krewnych 
3) Żydzi postępują zgodnie z nikczemnymi zasadami swej religii, nakazującej im nienawidzić chrześcijan, szkodzić im zdradą i podstępem, torturować ich i dążyć do wzięcia ich w wieczną niewolę. 
4) Obostrzenia stosowane przez chrześcijan są niezbędne, by ustrzec przed straszliwymi zagrożeniami żydowskiej religii” 
I to nie jest tekst rodem ze Średniowiecza – opublikowany został w ...1828 roku, czyli raptem 107 lat przed Ustawami Norymberskimi. W swych „dziełach” Alfred Rosenberg nie musiał wysilać intelektu – wystarczyła lektura dokumentów pochodzących z niedalekiej przeszłości i nieodległego kraju.
Co do losów porwanego chłopca – też nic nadzwyczajnego i nieznanego w historii się nie stało. Turcy z porwanych chrześcijańskich chłopców tworzyli fanatycznie oddane sułtanowi oddziały janczarów - Edgar Mortary został...katolickim księdzem.

Tytuł: Porwanie Edgarda Mortary. Skandal, który pogrążył Państwo Kościelne
Autor: David I. Kerzer
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 408

1/06/2018 10:41:00 AM

Starożytna Grecja od kuchni - Magdalena Nowakowska

Starożytna Grecja od kuchni - Magdalena Nowakowska
Jak daleko odeszliśmy od naszych cywilizacyjnych korzeni, którymi dla Europejczyka są czasy antycznej Grecji i Rzymu?
Aspektem, który poddany został bardzo szczegółowej analizie w książce Magdaleny Nowakowskiej są obyczaje związane z jedną z najprzyjemniejszych części naszego życia czyli jedzeniem i piciem (w tym nieodzownego w kulturze europejskiej tamtego okresu wina).
Aż łza się w oku kręci, jak przyjemnie spędzali czas ówcześni Grecy i to nie tylko ci najzamożniejsi.
Wspólne biesiady, gdzie smakowite potrawy i zacne wina były tylko ważnym, acz nie wiodącym elementem spotkań. Rozważania filozoficzne, inteligentne złośliwostki, poezja – to były nieodzowne elementy spotkań wykształconych Greków.
Oczywiście, nie brakowało zabaw „kto wypije najwięcej”, ale antyczna wersja popularnej u nas „jaskółki” ( czyli ocena stanu upojenia imprezowicza poprzez obserwację, jak długo ustoi na jednej nodze w pozycji „dolotowej”) tam była na o niebo wyższym poziomie – zawodnik stał na nasmarowanym oliwą bukłaku wypełnionym winem.

Kuchnia grecka tamtych czasów również pełna była kucharzy – celebrytów, więc obecna popularność przedstawicieli tego fachu nie jest, jak widzicie niczym ani nowym, ani specjalnie oryginalnym :-).

Pozycja ze wszech miar naukowa, jednak napisana językiem przyjaznym dla profana i zawierająca ogromną ilość bardzo ciekawych i zaskakujących faktów z życia w Antyku.


Tytuł: Starożytna Grecja od kuchni 
Autor: Magdalena Nowakowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania polskiego: październik 2017

10/21/2017 11:50:00 AM

Niewyjaśnione spiski naszych czasów (tom I) - Jonathan Vankin, John Whalen

Niewyjaśnione spiski naszych czasów (tom I) -  Jonathan Vankin, John Whalen
Strefa 52, tajne eksperymenty CIA, lądowanie Obcych, niewyjaśnione okoliczności śmierci znanych osobistości - Jana Pawła I, Johna Lennona, Merlin Monroe czy Jima Morrisona, prawdziwe powody Wojny w Zatoce i wiele innych budzą ogromne emocje.
A że rządy mają zwyczaj dość oszczędnego gospodarowania prawdą, w takich sytuacjach do wyjaśnienia owych faktów przystępują miłośnicy „spiskowej teorii dziejów”.
Część z ich ustaleń ma niejaki sens, czasami pod ich wpływem instytucjom rządowym „wraca pamięć” odnośnie okoliczności pewnych zdarzeń.
Ale równie często są to wieści wyssane z palca różnego typu konfabulatorów oraz fałszywki rozpowszechniane przez służby specjalne.
Co do tego, że nie wszystkie wydarzenia wyglądają tak, jak chcą nam je przedstawić media, to pewnie nikt nie ma wątpliwości.
Służby również nie lubią, kiedy opinia publiczna patrzy im na ręce. Dlatego uważam, że warto przeczytać ową książkę, nie tylko ze względu na to, że ujawniane są w niej niewygodne fakty dotyczące np. stosunków amerykańsko- irackich przed atakiem wojsk irackich na Kuwejt, czy zmasowanego ataku na sektę Koresha. .Ciekawe są również inne wymienione w książce wątki, co do prawdziwości których można mieć pewne wątpliwości.
 Ale przecież spora część ludzi wierzy w to, że Noe na swoja Arkę zapakował po parze z każdego gatunku zwierząt. Pomijam fakt ich ilości, ale podziwiam technologiczny aspekt owego przedsięwzięcia, ponieważ w obecnych czasach technologia nie daje szans na zbudowanie statku o takiej wyporności i sztywności kadłuba. 
A tam udało się, niczym Polakom robiącym coś „we dwóch ze szwagrem"

 Tytuł: Niewyjaśnione spiski naszych czasów (tom I)
Autor:  

Wydawnictwo: Amber
Data wydania: marzec 2017

Książka jest dostępna w księgarni internetowej platon24.pl

9/13/2017 10:30:00 PM

Twierdza Europa - J.E. Kaufmann

Twierdza Europa -  J.E. Kaufmann
Bardzo ciekawe i rzetelne źródło informacji o fortyfikacjach, jakie pozostały po okresie I Wojny Światowej oraz ich losach w latach późniejszych
Potężne konstrukcje, z których część to arcydzieła inżynierii wojskowej, kosztujące wiele wysiłku, pochłaniające nieprawdopodobne ilości stali, zbrojonego betonu, czasu oraz posiadające liczne obsady i… całkowicie nieprzydatne na nowoczesnym polu walki, jakim były fronty II Wojny Światowej.
Sławetna Linia Maginota, została, tak jak i za pierwszym razem ominięta przez wojska niemieckie.  Twierdza Holandia upadła po czterech dnach walk, kiedy do gry weszły jednostki powietrzno-desantowe.
Najbardziej jaskrawym przejawem tego, że systemy bunkrów oraz  stałych, niezmiernie wyrafinowanych umocnień zdadzą się psu na budę był atak na Fort Eben-Emael w Belgii. Całość niemieckich sił desantowych to 453 strzelców spadochronowych. Grupa Fallschirmjäger „Granite” pod dowództwem oberleutnanta Rudolfa Witziga składała się z 85 ludzi. Potężne umocnienia fortu obsadzone były przez ponad tysiącosobową załogę. Dzięki sprawnej i brawurowej akcji niemieckich komandosów cała obrona belgijska padła w dwa dni.
Niewiele lepiej spisały się pod koniec wojny niemieckie umocnienia – Wał Atlantycki czy Wał Pomorski nie zatrzymały ani inwazji aliantów zachodnich, ani na Wschodzie sił radzieckich i polskich.
Może wspomniane fortyfikacje nie były warte swojej ceny, ale stanowią arcyciekawe obiekty historyczne, warte zwiedzenia oraz poznania tego jak powstawały, jak są skonstruowane i jakie były ich wojenne losy.

Tytuł: Twierdza Europa
Autor: 

Wydawnictwo: Rebis
Data wydania maj 2017

 

7/09/2017 04:33:00 PM

Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji - Jonathan Beckman

Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji - Jonathan Beckman
Koniec „ancien regime” czyli starych czasów dynastii Walezjuszó i Burbonów. Rewolucja Francuska to już kwestia najbliższej przyszłości. Ludwik XVI, zwany Ludwikiem Ostatnim i jego, według ówczesnych kryteriów, piękna żona – Maria Antonina Habsburg  lub jak kto woli - Maria Antonia Josefa Johanna von Österreich -  są, jak to w takich znamienitych rodach bywa, małżeństwem dynastycznym, w  którym to miłość, lub choćby wzajemna sympatia i szacunek, są uznawane za zbędne. Liczy się tylko dobro państwa i dynastii, ponieważ traktaty łatwiej jest złamać, jeśli nie idą za nimi węzły krwi.

Ale takie związki pozostawiają całkiem spore pole do manewru w życiu osobistym władców. Dzięki temu pojawiają się królewskie faworyty, kochankowie królowych (albo i odwrotne konfiguracje, w zależności od preferencji seksualnych niektórych władców).

Francja ostatniego Burbona jest krajem w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej. Utrzymywanie licznych armii, stojących na straży francuskich interesów poza jej granicami, sfora arystokracji, oczekującej sowitych apanaży  oraz klęski żywiołowe nie najlepiej wpływają na nastroje..

Jedna ze zubożałych potomkiń dynastii Walezjuszy – niejaka Jeanne de Saint –Remy postanawia „odzyskać utracone dobra", których rzekomo jej rodzina została pozbawiona. 
Osób, które podawały się za członków znakomitych rodów było we Francji, według ówczesnych badaczy „raptem” …75%  Hochsztaplerzy, oszuści, szpiedzy  oraz faktyczni arystokraci, których majątki rozpłynęły się w grach hazardowych, nietrafnych inwestycjach czy życiu na stopie znacznie przewyższającej dochody stanowili plagę tamtego okresu.

A i naiwni, bogaci lub w miarę bogaci, lecz przesadnie zachłanni przedstawiciele faktycznej arystokracji byli źródłem dochodów takich „szemranych" indywiduów.

Historia opowiedziana w tej książce dotyczy skandalu, który traktowany jak jako jeden z tych, który wpłynął na upadek Królestwa Francji i będąc kroplą przepełniającą czarę,  doprowadził do wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej. 

Książkę czyta się prawie tak dobrze jak dotyczącą tego samego wydarzenia powieść Aleksandra Dumasa „Naszyjnik królowej”.  Różnica polega na tym, że Dumas napisał powieść, a Jonathan Beckman – pozycję będącą literaturą faktu opartą na solidnych badaniach źródłowych.

Nie opiszę Wam szczegółowo jak przebiegała akcja, kto był w nią zaangażowany ani jak się skończyła. 
Podam tylko kilka detali dotyczących samego naszyjnika. Składał się z 650 diamentów, których obecna wartość szacowana jest przez Autora jako równowartość wyspy, którą kupił Johnny Deep i jeszcze miałby na kolejne... 53 takie same wyspy. Rodzina kardynała de Rohan, głównego „jelenia” w tej aferze dług wobec rodziny jubilera skoczyła spłacać pod koniec XIX wieku.


Tytuł: Jak zrujnować królową. Maria Antonina, skradzione diamenty i skandal, który zachwiał tronem Francji
Tytuł oryginału: How to Ruin a Queen: Marie Antoinette and the Diamond Necklace Affair
Autor: Jonathan Beckman
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: lipiec 2017
Liczba stron: 400

5/22/2017 03:17:00 PM

Czarny manuskrypt - Krzysztof Bochus

Czarny manuskrypt - Krzysztof Bochus
Początek lat 30-tych XX wieku, Prusy Zachodnie. Miłe miasteczko Marienwerder, spokojne i senne, znajdujące się nieco na uboczu „wielkiego świata” i przemian zachodzących w Republice Weimarskiej staje się sceną makabrycznego morderstwa księdza z parafii Świętego Marka Ewangelisty.

Prowincjonalni policjanci nie mieliby zbyt dużych szans na znalezienie sprawców lub sprawcy, ale na ich szczęście do rodzinnego miasta wrócił, w dość tajemniczych okolicznościach, znakomity śledczy z Danzig - radca Christian Abell wraz ze swoim nieodłącznym wachmistrzem Kukulką. Tego samego dna, kiedy zamordowano księdza Platzecka pobity prawie na śmierć został 17- letni syn znanego kupca Gustawa Bohna. Lokalny komisarz policji von Bock, który Ablla nie znosi jak morowej zarazy, po raz pierwszy cieszy się z faktu, że ma komu przekazać sprawę, która może kosztować go karierę. Okazuje się, że ksiądz Platzeck nie był wzorem i ideałem wikarego. Miejskie plotki łączą go z osobą żony naczelnika poczty, niejakiego Osta, wyjątkowego brutala i prymitywa, mocno powiązanego z lokalnym oddziałem NSDAP. Ost miał zarówno motyw, jak i możliwości ukarania zalotnika żony przy wsparciu towarzyszy ze Sturmabteilung Marienwerder. Ta dość interesująca dla radcy Ablla hipoteza śledcza po kilku dniach legnie w gruzach. W domu znanej w mieście damy lekkich obyczajów zamordowany zostaje drugi ksiądz z tej samej parafii. Ost nie miał żadnego powodu aby zabijać księdza Albrechta Webera, a w dodatku nie miał do tego sposobności, jego alibi mogło poświadczyć pokaźne stadko wiarygodnych świadków. Radca Abell zaczyna interesować się faktem, że obaj księża są z tej samej parafii, w której żelazną ręką rządzi proboszcz Hoeness, człowiek znany w mieście, mający wpływowych przyjaciół w Partii Centrum a także wielki popularyzator tradycji i sukcesów Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie organizujący patriotyczne capstrzyki w remontowanym zamku w Malborku. To wyjątkowo niebezpieczny przeciwnik, który nie ma zamiaru w jakikolwiek sposób współpracować ze śledczymi, uważając że jest zbyt znamienitą postacią, aby zniżać się do wyjaśniania czegokolwiek. Oczywiście, radca Abell nie jest człowiekiem, który ustąpi przed taką personą, skoro potrafił aresztować szefa lokalnego NSDAP, jeżeli jego odpowiedzi podczas śledztwa były fałszywe. To już w tym czasie był ryzykowny ruch, gdyż narodowi socjaliści rośli w siłę a pamięć o wrogach mieli znakomitą.
Kto stoi za zabójstwami księży? Czy to ta sama lub te same osoby, które prawie zakatowały młodego Bohna? Czym jest „czarny manuskrypt” i dlaczego aby utrzymać jego treść w tajemnicy muszą ginąć ci, którzy wiedzą za dużo lub za dużo mówią?

Książka świetnie napisana, akcja wartka, a czasy i miejsce – bardzo ciekawe. Mieszkałem w Marienwerder czyli po naszemu Kwidzynie jakiś czas i bardzo polubiłem miasto, w którym zostawiłem grono znajomych i jednego bardzo zaprzyjaźnionego pisarza :-) Dlatego opowieść o czasach, które uwielbiam (dwudziestolecie to druga, po antycznym Rzymie epoka, którą darzę niezwykłym sentymentem) i miejscach, które namiętnie eksplorowałem, a także wciągająca intryga, to znakomita recepta na miłe spędzenie czasu.
Uważam, że wykreowane przez Krzysztofa Bochusa postacie mają ogromny potencjał i z całą pewnością przeczytałbym z nie mniejszą przyjemnością kolejny tom przygód radcy Ablla i wachmistrza Kukulki. Dlatego – panie Krzysztofie proszę nie spoczywać na laurach i napisać ciąg dalszy przygód naszych bohaterów np. w Danzig czy Zoppot po wielkim powrocie Christiana do pierwszej ligi policyjnej. A może wachmistrz Kukulka będzie zmuszony przypomnieć się swojemu „Waffenbruder” ze szpitala wojskowego, aby ocalić swojego zwierzchnika i przyjaciela przed problemami ze strony partyjnych towarzyszy?


 Tytuł: Czarny manuskrypt
Autor: Krzysztof Bochus
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 384

5/14/2017 10:23:00 AM

Mehmed Zdobywca - Nedim Gürsel

Mehmed Zdobywca - Nedim Gürsel
Książka napisana dość nietypowo, także tytuł może dla wielu czytelników okazać się mylący. Dlaczego tak uważam?
Otóż z reguły w przypadku powieści historycznych (a to właśnie sugeruje moim zdaniem tytuł) zarówno akcja, jak i występujące w książce postacie, są przypisane do danej epoki.
Nadim Gursel wprowadził pewną innowację, która jednym bardzo się spodoba, innym – pewnie nieco mniej.
Owszem jest to fabularyzowana opowieść o życiu sułtana Mehmeda i jego czasach, przeplatana jednak odniesieniami do teraźniejszości w której była pisana, Nedim Gürsel nawiązuje bowiem do lat 90 XX w.
Narratorem jest alter ego Autora – pochodzącego z Francji, nauczyciela akademickiego o tureckich korzeniach, który wprowadza czytelnika nie tylko w świat Mehmeda Zdobywcy, ale też opowiada o swoich „twórczych cierpieniach”, o tym, jak zdobywał materiały i co działo się w jego życiu prywatnym.
Mocno denerwującą manierą jest zamieszczanie na początku każdego rozdziału o czasach sułtana Mehmeda „streszczenia” w postaci krótkiej notki opartej na historycznym dokumencie. W odbiorze czytelnika tworzy to sytuację mniej więcej taką, jakby autor kryminału na początku rozdziału o np. sławnym detektywie pisał tak :
”Detektyw Nowak podjął trop po zabójstwie znanego polityka Kowalskiego. Okazało się, że Kowalski miał kontakty z chińskimi służbami specjalnymi i triadami. Aby zapobiec wyciekowi informacji o polskim programie podboju Saturna, egzekucji za pomocą niewykrywalnej trucizny produkcji tajwańskiej dokonał agent polskiego kontrwywiadu Stanisław Kmar znany w środowisku służb jako „Problem Solver”.
Nie wiem jak Wam, ale mnie taka wstawka skutecznie zniechęca do czytania całego rozdziału, bo jak się skończy, to już wiem, a mogę tylko podziwiać „lapidarność stylu” Autora.
Dlatego przyjąłem pewną technikę czytania: całkowicie pomijałem wprowadzenia do rozdziałów oraz fragmenty dotyczące współczesności, bo „cierpienia młodego Wertera” mnie mało interesują, kiedy czytam książkę o Mehmedzie Zdobywcy.
I przy przyjęciu tej metody książka okazała się bardzo interesująca, znalazłem mnóstwo cennych  informacji  o Mehmedzie II, zarówno jako władcy, jak i człowieku. Trzeba przy tym pamiętać, że był on jednym z głównych twórców potęgi  Imperium Osmańskiego.
Nedim Gürsel w sposób niezwykle barwny i zarazem realistyczny opisał również funkcjonowanie dworu pod rządami kata Bizancjum, jak nazywano Mehmeda Zdobywcę. Dworskie intrygi, walka o władzę czy kolejne etapy kształtowania się imperium, to fascynująca historia, która zainteresuje niemal każdego czytelnika. 
Choćby z tego względu, książka jest warta przeczytania.


Tytuł: Mehmed Zdobywca
Tytuł oryginału: Boğazkesen: Fatih'in Romanı
Autor: Nedim Gürsel
Tłumaczenie: Piotr Kawulok
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 308




5/05/2017 10:55:00 AM

Fighterzy. Najlepsi polscy wojownicy od Zawiszy Czarnego do komandosów z Iraku - Marcin Szymaniak

Fighterzy. Najlepsi polscy wojownicy od Zawiszy Czarnego do komandosów z Iraku - Marcin Szymaniak
Dwanaście życiorysów, różne epoki i odmienne charaktery.
Bohaterów książki Marcina Szymaniaka łączy jedna cecha – byli prawdziwymi wojownikami.
I to bynajmniej nie takimi, jakich oglądacie w produkcjach Hollywoodu, którzy jedną kulą zabijają pięciu wrogów, a opancerzony helikopter zestrzeliwują z łuku (to moja ulubiona scena z „Rambo”).
Ci ludzie walczyli z przeciwnikami, którzy nie mieli wad wzroku i równie dobrze władali bronią. Tylko krócej, niż nasi bohaterowie.  
Poznacie zarówno postacie mało znane (jak np. Jakub z Kobylan, który nie dość, że był srogim rycerzem, to jeszcze rogów przyprawić samemu królowi Jagielle potrafił) albo bardzo rozpoznawalne, takie jak Zawisza Czarny, który współczesnym lustratorom mógłby się wydawać zdrajcą Ojczyzny i człowiekiem dwulicowym.
Na kartach książki spotkacie prawdziwego pana Skrzetuskiego, którego od jego słynnego alter ego z „Trylogii” różni prawie wszystko, oprócz umiejętności bojowych. Dziwkarz był to zawołany, a jeżeli chodzi o chlanie to samego pana Zagłobę mógłby przyprawić o kompleksy.
W służbie innych narodów, zapomniani w Ojczyźnie –  tacy również pojawią się w "Fighterach" Marcina Szymaniaka. Wśród nich najskuteczniejszy dywersant II Wojny Światowej -  uwielbiany przez Greków, wykorzystany przez Brytyjczyków Jerzy Iwanow- Szajnowicz, który ze względu na pochodzenie (polsko-rosyjskie z dodatkiem greckiego po ojczymie ) do polskiej armii na Zachodzie nie został przyjęty. To właśnie o nim jest film z 1971 roku „Agent nr 1” z Karolem Strasburgerem, który wtedy jeszcze nie opowiadał żenujących dowcipów, tylko był szalenie przystojnym facetem i niezłym aktorem.
Przeczytacie także o dwóch oficerach armii napoleońskiej – tym, który jako pierwszy dotarł na sam szczyt Somosierry i drugim, który z Cesarzem Francuzów bijał  Mameluków w Egipcie i to jako cesarski adiutant.
Życiorysy prawdziwych ludzi – z ich wadami, słabościami i problemami.
Jedynym żyjącym bohaterem jest płk. Grzegorz „Kali” Kaliciak, który jak doskonale wiecie dowodził obroną City Hall w Karbali.
I tu też nie będzie przesłodzonej biografii. Tylko prawdziwa, tak samo jak życiorys największego asa myśliwskiego – twórcy „Cyrku Skalskiego” gen. Stanisława Skalskiego.

Napisana mocnym, męskim językiem, z lekka fabularyzowana, świetna książka dla tych, którzy chcą poczuć dumę z potęgi polskiego oręża i znamienitych polskich wojowników, a nie potrzebują do tego patetycznych, nudnych do wyrzygania przemówień różnych notabli lub „genetycznych patriotów” , spowitych wszechogarniającym dymem z kadzidła.

Tytuł: Fighterzy. Najlepsi polscy wojownicy od Zawiszy Czarnego do komandosów z Iraku


Autorzy:
Wydawnictwo: Znak Horyzont  
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 320

  
Polecamy na prezent 😀


4/17/2017 09:25:00 AM

Randka z wrogiem - Ludwika Zachariasiewicz

Randka z wrogiem - Ludwika Zachariasiewicz
Autobiograficzna historia młodej kobiety, która włączyła się w działalność konspiracyjną podczas II Wojny Światowej.
I pewnie byłaby to kolejna książka o bohaterskiej łączniczce z AK, gdyby nie fakt, że sytuacja nieco przerosła Autorkę. Jednak żeby być sprawiedliwym wobec 23-letniej dziewczyny, to nie Ona popełniła błąd przerostu ambicji, ale jej przełożeni którzy uznali, że osoba tak odważna, jak „Lusia” (akurat w Jej przypadku odwaga była raczej efektem ograniczonej wyobraźni co do potencjalnych konsekwencji swoich czynów) sprawdzi się jako wywiadowca.  Podjęli więc decyzję o przeniesieniu jej do wywiadu AK, aby zajęła się.....  operacyjnym rozpracowywaniem NKWD, zgłaszając się doń jako „patriotka” która uwierzyła w deklaracje radzieckie o chęci „współpracy i pomocy" żołnierzom Armii Krajowej. W mojej opinii był to po prostu czystej wody idiotyzm, żeby do pojedynku z zawodowcami wysłać całkowicie „zieloną” młodą dziewczynę.
To się po prostu nie mogło skończyć dobrze. Powstanie Warszawskie dodatkowo praktycznie całkowicie unicestwiło całą organizację, nie oszczędzając wywiadu. Lusia została sama z zadaniami niemalże niewykonalnymi, gdzie kontakty z przełożonymi były sporadyczne. Jak już pisałem i podkreślam ponownie – wysłano do działalności jako agenta wewnątrz NKWD osobę zupełnie nieprzeszkoloną, która na dodatek jeszcze za niemieckiej okupacji miała ogromne problemy z utrzymaniem zasad konspiracji.
Po prawdzie to nie tylko Ona – amatorszczyzna sporej części żołnierzy Armii Krajowej była powalająca, a legendy o nieformalnym „mundurze” AK czyli wyglansowanych oficerkach, angielskim długim płaszczom z nieodłącznymi papierosami „Camel” w ustach usłyszałem od weteranów i znajdowałem potwierdzenie tego faktu w różnych książkach.
Funkcjonowanie pod tak ogromną presją, łącznie z tym, że nawet najbliższa rodzina brała ja za zdrajczynię doprowadziło do zerwania współpracy z NKWD i ucieczki w rodzinne strony bez informowania przełożonych z Armii Krajowej.
Jednak, mimo tej nauczki, powojenni dowódcy Lusi nie byli w stanie zrezygnować z jej usług, bo przecież za chwilę pojawi się „Generał Anders na białym koniu”.
Zachęcono naszą bohaterkę do ponownego podjęcia gry – tym razem miała wstąpić do Milicji Obywatelskiej i nawiązać kontakty z lokalnym Urzędem Bezpieczeństwa, aby zdobywać informacje o planowanych akcjach.
Pewnego dnia usłyszała o planowanym przewozie tony cukru oraz znacznej kwoty pieniędzy. Okazało się to pułapką w którą nieopatrznie wprowadziłaby  oddział prosto w ręce UB. Udało jej się skontaktować z nimi i wstrzymać akcję. Sama jednak podjęła wyjątkowo głupią, nawet jak na jej możliwości, decyzję. Otóż postanowiła „zarekwirować” pieniądze osobiście na oczach swoich kolegów z MO i UB.
Udało jej się to, ale po dość krótkim czasie została ujęta i skazana na 10 lat pozbawienia wolności.
To nie jest cała historia, ma ona wiele innych, równie interesujących elementów.
Ale tego nie zdradzę – nie chcę psuć Wam przyjemności czytania. A warto, bo nie jest to landrynkowa opowieść jakimi karmią nas pewne kręgi „genetycznych patriotów” i innych ”bohaterów podziemia”, którzy w czasach realnego socjalizmu byli tak głęboko zakonspirowani, że o ich bohaterstwie nie wiedziała nawet najbliższa rodzina, nikt z działaczy organizacji niepodległościowych ani nawet ci, z którymi ramię w ramię walczyli. No, może, ewentualnie wiedział kot.

 Tytuł: Randka z wrogiem

Autorzy: Ludwika Zachariasiewicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania polskiego: marzec  2017
Liczba stron: 136

4/16/2017 10:20:00 AM

Wyklęta armia. Odyseja żołnierzy Andersa - Kacper Śledziński

Wyklęta armia. Odyseja żołnierzy Andersa - Kacper Śledziński
Licząca ponad 500 stron zawiła historia armii, która miała wpłynąć na powojenne losy Polski.
Jednak, jak wiecie ze szkoły - ani jej powstanie, ani zasługi na polu walki, ani haracz krwi, jaki opłaciła podczas szlaku bojowego, szczególnie podczas walk o Monte Cassino niczego w decyzjach „sojuszników” nie zmieniły. Jak wynika z lektury, decyzję o sprzedaniu Polski Stalinowi podjęto znacznie wcześniej, niż podczas konferencji teherańskiej. Churchill w zamian za alians z ZSRR już latem 1941 roku podjął decyzję, zgodną z resztą z filozofią „nieumierania za Gdańsk”, o nieformalnej zgodzie na pozostawieniu w rękach radzieckich zdobyczy terytorialnych z 1939 roku. „Czy chcecie, czy nie chcecie – umowę podpisać trzeba” powiedział premierowi Sikorskiemu Anthony Eden (od 1940 roku przez krótki czas był ministrem wojny, w tym samym roku został ministrem spraw zagranicznych, późniejszy premier (1955), uznawany na najsłabszego urzędnika Wielkiej Brytanii na tym stanowisku).
Polska naiwność, skłonność do wewnętrznych sporów, przerostów ambicji, konflikt pomiędzy Sikorskim i Andersem - to wszystko nie pomagało polskiej sprawie, ale generalnie i pewnie nie bardzo szkodziło, bo karty rozdawał kto inny. 
W książce znajdziecie całościowy rys historyczny, ale również bardzo osobiste relacje tych, którzy przeżyli piekło, jakie Polakom zgotowały „bratnie narody ZSRR”. Choć to może niesprawiedliwa ocena, sami też byli w bardzo paskudnej sytuacji, gdyż samowładny, solidnie zaburzony emocjonalnie Gruzin traktował swoich poddanych z okrucieństwem wcale nie mniejszym.
Kacper Śledziński opisuje także różne koncepcje najlepszego i najskuteczniejszego użycia jednostek, które historycy nazwali armią Andersa. Była to filozofia wyjścia i przyłączenia się do aliantów zachodnich, która finalnie nastąpiła, ale również współdziałania z Armią Czerwoną i wspólne wyzwalanie Polski od Wschodu czyli najkrótszą drogą. Jednak, mimo pozorów popierania takiej koncepcji Stalin wolał utworzyć armię złożoną ze „swoich Polaków” co zresztą zrealizował w 1943 roku. I nie chodzi tu o zwykłych żołnierzy, którym już nie pozwolił dołączyć do armii Andresa, ale o lojalnych oficerów, którzy pasowali do koncepcji zwasalizowania Polski. Należeli do nich m.in.  tacy oficerowie jak ówczesny podpułkownik Zygmunt Berling, który swoich proradzieckich sentymentów nie ukrywał, Michał „Rola”-Żymierski (skompromitowany oficer, który w 1927 został skazany na 5 lat więzienia z degradacją, za nadużycia finansowe przy dostawach dla armii) późniejszy agent NKWD czy inni, do których władza radziecka w postaci Józefa Wissarionowicza miała jakiekolwiek zaufanie lub miała na nich „haki”.
Stalin obawiał się, istnienia na terenie ZSRR armii podległejRządowi Londyńskiemu, która po wkroczeniu na ziemie polskie mogłaby rozrosnąć się do ok. 500,000 żołnierzy i oficerów i przeciwstawić się jego pomysłom.
Ogromną zasługą gen. Andersa jest umożliwienie opuszczenia terytorium ZSRR nie tylko 44000 żołnierzy i oficerów, a także ok. 25500 cywilów.
Jednak z pewnych, biorących się z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, chorych ambicji znaczną cześć z ocalonych, zamiast chronić i dbać o nich, mając świadomość poniesionych strat w potencjale intelektualnym, rzucono „na stos” m.in. pod Monte Cassino.
Świetnym przykładem takiej, w żaden logiczny sposób nie dającej się wytłumaczyć, chęci poświęcenia tylu, ilu tylko się da w obronie „honoru oręża polskiego” jest następująca sytuacja. Jerzy Giedroyć uzyskał 100 stypendiów na uczelniach technicznych w Stanach Zjednoczonych dla absolwentów szkół średnich. Profesor Jerzy Alexandrowicz, zajmujący stanowisko szefa szkolnictwa przy II Korpusie Polskim skomentował ten ogromny sukces i szansę następująco:
”Gdyby mój syn podczas wojny poszedł na studia, to bym się go wyrzekł”. 
Przy takim modelu patriotyzmu, który horyzontem myślowym nie sięga dalej jak do przyszłego tygodnia (nawet w przypadku tak wybitnego uczonego) łatwo jest zrozumieć, że z tej szansy nikt nie skorzystał.
Lektura i ciekawa i przygnębiająca jednocześnie, bo przypomina grecką tragedię klasyczną. Żadne wyjście nie było dobre i każde, niezależnie od wyboru prowadziło do porażki.

Tytuł: Wyklęta armia. Odyseja żołnierzy Andersa

Autorzy:
Wydawnictwo: Znak Horyzont  
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 512


4/12/2017 10:09:00 AM

Indie. Sztuka władzy - Krzysztof Mroziewicz

Indie. Sztuka władzy -  Krzysztof Mroziewicz
Jak napisał we wstępie sam Autor jest to książka, w której
 „ … Mówię o tym, o czym mówił Rangarajan [tłumacz „Arthasiastry” na język angielski, były ambasador Indii w Grecji, Sudanie, Tunezji, Norwegii i Islandii] co mówili Shamasastry i Kangle o tym, co mówił Kautilja [twórca "Arthaśastry”] o tym, co mówili jego poprzednicy …”
Brzmi to dość skomplikowanie, zwłaszcza uwzględniając moje dopiski kto jest kim.
Jednak sensem pracy Krzysztofa Mroziewicza jest przybliżenie polskiemu czytelnikowi monumentalnego dzieła „Arthaśastra”, którego tytuł w sanskrycie oznacza „Sztuka [takiego rządzenia, aby kraj był państwem] dobrobytu”.
Na język polski przetłumaczono wielkie poematy starożytnych Indii, takie jak „Kamasutra” „Prawa Manu”, „Ramajana” czy „Mahabharata” ale do tej pory nie pojawiły się nawet szersze opisy "Arthaśastry”.
Traktat ten porównywany jest często z „Księciem” Nicolo Machiavellego, ze względu na podobieństwa w interpretacji praw i obowiązków władcy. Jednak mistrz Renesansu zarówno w „Księciu” jak i w „O sztuce wojny” nie wchodził w tak szczegółowe i dogłębne zasady funkcjonowania państwa.
Kautilja stworzył tę rozprawę niecałe.... dwa tysiące lat wcześniej, niż Machiavelli.
Był on również praktykiem, nauczycielem władców oraz „mózgiem” obalenia poprzedniej dynastii.
Założenia teoretyczne, zawarte tej księdze oparł więc na praktyce. Poziom szczegółowości tego „przepisu na władcę doskonałego” obejmuje wszelkie dziedziny życia społecznego na ogromnej ilości poziomów. Od prawa karnego, poprzez system wyłaniania doradców królewskich, podatków z ich stawkami za większość aktywności obywateli, szerokość dróg, zasad budowy miast, służbę wojskową, aż po dochody urzędników państwowych do poziomu pomniejszego... szpiega.
Co ciekawe, cześć z praw, jakie zaproponował Kautilja funkcjonuje w Indiach po dziś dzień.
Opracowanie Krzysztofa Mroziewicza czyta się to bardzo lekko, mimo, że tematyka jest niezmiernie skomplikowana. 
Oczywistym atutem książki „Indie  - sztuka władzy” jest wiedza, doświadczenie oraz dogłębna znajomość przez  Krzysztofa Mroziewicza krajów Dekanu.  O tym, kim był w swojej długoletniej  karierze Autor przeczytacie m.in. w Wikipedii:
 „…w latach osiemdziesiątych korespondent Polskiej Agencji Prasowej w Indiach, korespondent wojenny w Nikaragui, Afganistanie i Sri Lance, wiceprezes Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej w Azji Południowej. Od 1990 roku etatowy dziennikarz tygodnika "Polityka", komentator prasowy, telewizyjny i radiowy, w tym wielokrotnie dla BBC. W latach 1996–2001 pełnił misję jako ambasador Polski w Indiach, Sri Lance i Nepalu….”.
Drogi Czytelniku
Jeżeli czytałeś z przyjemnością dzieła Nicolo Machiavellego, a chcesz poznać coś, co jest dużo, dużo starsze, wywodzi się z innej kultury i tradycji, ale przedstawia podobne zalecenia w jaki sposób zarządzać państwem to musisz przeczytać "Indie. Sztuka władzy"
Zawsze to wygodniej, niż zmierzyć się z „Arthaśastrą” w sanskrycie lub nawet z angielskim jej tłumaczeniem (liczącym sobie ponad 1000 stron) bez znajomości kodu kulturowego Indii na poziomie choćby w minimalnym stopniu zbliżonym do Krzysztofa Mroziewicza.

Tytuł: Indie. Sztuka władzy

Autor: Krzysztof Mroziewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania polskiego: marzec 2017
Liczba stron: 352


.

4/05/2017 09:57:00 PM

Ostatni pilot myśliwca - Jerzy Główczewski

Ostatni pilot myśliwca - Jerzy Główczewski
Jerzy Główczewski, rocznik 1922, potomek spolonizowanych rodów niemieckich i francuskich, ostatni polski pilot myśliwski, który walczył w czasie II Wojny Światowej jest postacią nietuzinkową.
I bynajmniej nie z tego powodu, że jako 17- latek, po wybuchu II Wojny Światowej chciał wstąpić do Wojska Polskiego, aby walczyć z Niemcami. W ten sposób postępowali praktycznie wszyscy młodzi ludzie wychowani w tradycji patriotycznej, a takich była większość w okresie XX – lecia międzywojennego.
Dzięki splotowi różnych okoliczności zamiast dotrzeć do punktu koncentracji w wschodniej Polsce znalazł się w Rumunii, później wstąpił do Brygady Karpackiej w Afryce, stamtąd trafił do szkoły pilotów, a po jej ukończeniu do Dywizjonu 308.
Pan Jerzy jest niezmiernie rzadkim przypadkiem polskiego pozytywisty. Mając świadomość, że wraca do innej Polski, niż ta, którą opuścił, zdecydował się na powrót do Warszawy. Miało to nie tylko związek z tęsknotą za rodziną i ukochanym miastem, ale również z atmosferą, jaka panowała w Wielkiej Brytanii oraz we Francji, gdzie ze względu na liczną rodzinę mógł się osiedlić.

Anglikom, nawet podpisanie Traktatu Jałtańskiego, nie przeszkadzało w korzystaniu z ofiarności polskich pilotów. Zaczęli im oni przeszkadzać po wojnie, bo mieli odbierać pracę powracającym z frontu Brytyjczykom.
We Francji, duma z „pokonania Boszów” (slangowe, obraźliwe określenie Niemców) i włączenie do grona mocarstw biorących udział w ustalaniu nowego światowego porządku, przyćmiły faktyczne  "dokonania" Francuzów w II Wojnie Światowej, w czasie której jednym z „heroicznych czynów” francuskiej Marynarki Wojennej było.... zatopienie znacznej części własnej floty, „żeby nie wpadła w ręce III Rzeszy”.
Tu, „ nieco” złośliwie, Autor zadał pytanie, czy nikt z owych „herosów” nie pomyślał o udaniu się np. do Wielkiej Brytanii i podjęciu walki z Niemcami za pomocą niezatopionych okrętów.

Po powrocie do Polski  Główczewski rozpoczyna studia na wymarzonej architekturze i bierze czynny udział w odbudowie Stolicy. Jest między innymi, jednym z głównych architektów Stadionu X-lecia, zbiera liczne nagrody za projekty przemysłowe. Jego kolegami są między innymi Jan Rodowicz -sławny porucznik AK „Anoda” i Jan Suzin, którego Ojciec jest znanym i cenionym profesorem.
Jerzy Główczewski przestrzega współczesnych młodych Polaków, żeby nie dali się omamiać patriotycznymi hasłami i bohaterstwem za które sami zapłacą krwią w imię nie zawsze jasnych interesów. „Anoda” nie został zamordowany przez bezpiekę za działalność wojenną, ale za zaangażowanie w zbroje podziemie antykomunistyczne już po wojnie. Wtedy to Zachód bardzo chciał pomagać Polakom w obalaniu komunizmu. Szkoda tylko, że nie zrobił tego w Teheranie i Jałcie. Nie byłoby wtedy konieczności obalania czegokolwiek. I nie była to tylko wina Churchilla.  Franklin Delano Roosevelt, już po sprzedaniu Polski Stalinowi w Jałcie, prosił o głosy Polonii amerykańskiej w wyborach prezydenckich, obiecując „walkę o zachowanie polskiej racji stanu i granic”.
Osoby, które są oburzone takim podejściem, które chciałby zarzucić panu Jerzemu np. brak odwagi informuję że podczas II Wojny Światowej Jerzy Główczewski był odznaczony Krzyżem Walecznych. I to trzykrotnie.
Jako uznany architekt bierze udział w rozlicznych projektach, a dzięki ciężkiej pracy, nawet jego pochodzenie i kariera wojskowa na Zachodzie nie przeszkadza w wyjazdach na stypendia zagraniczne – w tym do Francji i USA. Jednak utrudnienia, które zaczęły się pojawiać przy kolejnych projektach, między innymi w Egipcie i propozycja polskiej bezpieki, żeby tam, na miejscu „współpracował z radzieckimi towarzyszami” skłoniły naszego bohatera do emigracji do Stanów.

Część wspomnień dotyczących okresu wojennego jest dość krótka, znacznie więcej przeczytacie o przygodach pana Jerzego jako architekta, pracującego przy bardzo interesujących i prestiżowych projektach na całym świecie. Warto przeczytać, jak z perspektywy człowieka już mocno dojrzałego (pan Jerzy w tym roku kończy 95 lat) wyglądał świat i Polska przez ostanie kilkadziesiąt lat.
Według Autora w dalszym ciągu ani Polacy, ani Amerykanie, ani Brytyjczycy nie zmienili swoich charakterów narodowych i niczego się nie nauczyli  na własnych błędach. Anglicy – kiedy potrzebują Polaków,  są uroczymi gospodarzami, jednak kiedy Polacy przestają być potrzebni – to won. Tak było zaraz po wojnie i tak jest teraz, podczas Brexitu.
Amerykanie nie wynieśli żadnej wiedzy z Wietnamu i z podobnym maniackim uporem działali i działają na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie.
A my? My tylko w przypadkach narodowych klęsk, zagrożeni fizyczną eksterminacją zaczynamy współpracować. Bo przecież „gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania”.


Tytuł: Ostatni pilot myśliwca

Autorzy: Jerzy Główczewski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania polskiego: marzec  2017
Liczba stron: 792

4/01/2017 11:17:00 PM

Epigram na Stalina - Robert Littell

Epigram na Stalina - Robert Littell

"Epigram na Stalina" to zapis buntu jednostki wobec morza stalinowskiego bezprawia, systemu łamania charakterów i specyficznych metod poszukiwania „spisków” wszędzie, gdzie to możliwe. Tam, gdzie niemożliwe zresztą też. Warto przy tym pamiętać, że miłośnicy „spisków”, „wszechogarniających układów” lub ”szarych sieci”  nie odeszli razem z czasami realnego socjalizmu. Ta książka jest przestrogą do czego może prowadzić masowe ogłupienie i konformizm wobec władzy.

Józef Wassirionowicz Stalin był, jak to wielokrotnie podkreślał, mówiąc o sobie w trzeciej osobie, „przeciwny kultowi jednostki”.
Jednak poeci i pisarze, którzy włączyli się w program wspierania władzy radzieckiej twórczością zgodną z ustaleniami Pierwszego Wszechzwiązkowego Zjazdu Pisarzy Radzieckich, którego założenia na długo przed kongresem przedstawił sam „Wujaszek Soso” na spotkaniu u Maksyma Gorkiego, mogli się nie obawiać kar za nadmierne wychwalanie Stalina.
Wiersze, w których umieszczono takie zwroty jak „lokomotywa historii”, „słońce narodów” „bolszewik z granitu”, „człowiek ze stali”, „spiżowy leninista” czy „uniwersalny geniusz” nie doprowadzały do wizyt funkcjonariuszy Czeriezwyczajki lub innych niekomfortowych sytuacji jak pozbawienie możliwości publikacji czy wizyta na Łubiance.

Osobą, która nie chciała zrozumieć czasów porewolucyjnych i jako człowiek wrażliwy (jak to poeta), uznać za słuszne metod kolektywizacji, kończących się masowymi zgonami z głodu „kułaków” i innych „wrogów ludu” był Osip Emiljewicz Mandelsztam.
Urodzony w Warszawie, w dobrej, żydowskiej rodzinie, mąż Nadieżdy Mandelsztam, przyjaciel Borysa Pasternaka i Anny Achmatowej, uznany za jednego z najwybitniejszych poetów swoich czasów nie potrafił ugiąć swego karku, ani sumienia. Owszem, wierzył w ideały bolszewickie, jednak sposób ich realizacji budził w nim sprzeciw i obrzydzenie.
Uznał, że nie jest w stanie zostać człowiekiem czynu, podjął więc samobójczą walkę ze Stalinem, za pomocą własnej twórczości poetyckiej
Chciał, aby jego wiersz, opisujący dyktatora dotarł do ludu i wzruszył sumienia, a tym samym doprowadził do obalenia tyrana. Naiwne ? Ależ oczywiście, że tak. Tylko Mandelsztam był w pełni świadom konsekwencji swego czynu. „Martwy, ale jeszcze nie pogrzebany”.
Wiersz, który napisał różnił się „nieco” od tego, do czego był przyzwyczajony towarzysz Stalin.

"Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy,
A w półsłówkach, półrozmówkach naszych
Cień górala kremlowskiego straszy.
Palce tłuste jak czerwie, w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.
Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.

Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.
Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.
I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś.”

Przedstawianie tego epigramu nawet wśród ludzi „zaufanych” zakończyło się aresztowaniem, torturami i zsyłką do Gułagu. W książce poznacie tę historię z opowieści ludzi bliskich Mandelsztamowi, takich jak jego żona czy kochanki i przyjaciółki, współwięźniów a także innych postaci (mniej lub bardziej fikcyjnych).
 
Tytuł: Epigram na Stalina


Tytuł oryginału: The Stalin Epigram
Autor:
Krzysztof Obłucki
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania polskiego: kwiecień 2010
Liczba stron: 336




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2016 To czytają Saudyjskie Wielbłądy , Blogger